Aktualności
Wędkarstwo Internetowe
Aktualności | 2010-06-09 | CORONA - FISHING Wydrukuj
Po 14 godzinach przedzierania się w samotności przez zakrzaczony brzeg pstrągowej rzeczki, w głowie pojawiają się przedziwne myśli. Niekiedy człowiek zaczyna gadać sam ze sobą, innym razem stara się zaprzyjaźnić z rybami, aby przyjęły go do swojego świata. Tak właśnie było kilka dni temu, kiedy wspólnie z Andrzejem wybrałem się na pstrągi. Impulsem do tego, aby podzielić się z wami moimi przemyśleniami, było złowienie pstrąga, który okrutnie pokaleczył się kotwicami.
Wracając po całodziennej wyprawie pstrągowej dyskutowaliśmy z Andrzejem o wędkarstwie. Temat bardzo szybko zszedł na wędkarstwo w Internecie. Co to jest to wędkarstwo internetowe? Jak powinniśmy je rozumieć i jak definiować?
Przeglądając od ponad 2-3 lat zasoby wędkarskiej sieci, pojawiły się przede mną pewne prawidłowości, które charakteryzują ten specyficzny obszar. Na to wszystko nałożyłem coś więcej, a mianowicie rozkład statystyk dotyczących odwiedzin wędkarskich stron internetowych. Wyniki tego wszystkiego mocno zastanawiają. Są co najmniej dziwne, a może nawet zawstydzające niektórych wędkarzy.
Wędkarz Internetowy.
Cała masa młodych chłopaków z wielkim zaangażowaniem śledzi po kilka wędkarskich for na raz. Uczestniczy w przedziwnych dyskusjach, które często wywoływane są z bardzo niejasnych przyczyn i inicjatyw. Mało mówi się o tam wędkarstwie, o rybach czy o taktyce i sposobach łowienia. W większości miejsc kluczem tematów jest sprzęt, przynęty, ubrania, czyli w moim rozumieniu elementy dodatkowe w wędkarstwie. Gdzie są te ryby na które tak mocno polujemy? Gdzie są innowacyjne sposoby łowienia? Gdzie jest prawdziwe wędkarstwo? No właśnie! To dzisiaj wydaje się temat poboczny. Teraz ponad okonia ważniejsza jest przynęta na którą można go złowić, żyłka czy plecionka no i oczywiście najlepszy na świecie kij za min. 1500 zł. Wędkarze łowiący w Internecie sami czasem mówią: „...w ubiegłym roku nic nie połowiłem”, „…na ryby nie chodzę bo zimno i woda za wysoka”, „…a ostatnio nawet przeczytałem, że powodem braku połowów jest zły kij”. To dramatyczna sprawa... Jednak z drugiej strony, właśnie Ci sami wędkarze, którzy sezon rozpoczynają w maju a kończą w sierpniu i byli 15 razy na rybach w sezonie, są największymi fachowcami. Tworzą wielkie i jedynie słuszne teorie, budują autorytety 18 letnich wędkarzy. To właśnie moc Internetu. Moc aparatu cyfrowego i całodobowego dostępu do sieci.
Rozmawiając z wędkarzami mającymi za sobą 40 wiosen nad wodą, słyszę od nich opinie bardzo drastyczne. Często właśnie moi koledzy mówią, że nie odwiedzają stron wędkarskich, bo nie ma w nich wędkarstwa, a jest jedynie kłótnia, przepychanka i chwalenie się długością... Zapewniam, że nie ryby.

Wędkarska fotografia.
Według mnie to wielkie niebezpieczeństwo dla naszych ryb. Piękne fotki, wielkie ryby i cudowne krajobrazy, to najlepszy smak. Tylko dlaczego to wszystko poszło w stronę fotografowania ledwo wymiarowych szczupaczków, leżących na kamieniach, trzymanych kurczowo w łapie? Po co chwalić się 60-centymetrowym boleniem czy klenikiem długim na 30cm? To rybie trupy. Dobrze! Chcesz zabrać rybę na kolację? Zrób jej 3 szybkie fotki i natychmiast zabij. To jest wędkarstwo a nie szkoła fotografii. To jest nasza męska, brutalna zabawa, nasza pasja oparta na łowiectwie. Tak się stało, że mam dwóch kolegów, którzy zajmują się zawodowo fotografią. Wiele razy rozmawiałem z nimi o tym, jak to naprawdę jest z profesjonalnymi zdjęciami wędkarskimi. Obydwaj zgadzają się co do tego, że kluczem w całości jest ryba. To ona jest najważniejsza, a nie sama fotka. Cała operacja zrobienia dobrej jakości zdjęć nie powinna trwać więcej niż jedną minutę, a w tym czasie ryba musi być traktowana bardzo delikatnie.
To właśnie wędkarstwo internetowe i chęć pokazania się innym sieciowcom jest przyczyną tego, że niemal każda ryba jest dziesiątki razy przekładana z ręki do ręki, wycierana szmatami a potem fotografowana 30 razy z różnych stron. Zadaję pytanie do Was, wędkarze... Po co to wszystko? Chcesz się pochwalić złowioną rybą, bo według ciebie jest to okaz godny pokazania? Zrób jej fotkę i natychmiast wypuść. Pamiętajmy też, że nie wszyscy będziemy fotografiami, a nasze zdjęcia nie muszą dorównywać tym najlepszym pracom. Nie zmieniajmy tego na siłę.

No Kill, Catch & Release i inne...
Jednym z podstawowych błędów większości młodych wędkarzy, jest przekonanie o tym, że za wszelką cenę należy wypuszczać wszystkie złowione ryby. Nie możemy na tę zasadę patrzyć bezkrytycznie. To bardzo szlachetne, że przyszły czasy, gdzie przyrodę i jej dary szanuje się z należytą starannością. Jednak ten szacunek powinien mieć podstawy płynące z wiedzy, obserwacji i doświadczenia, a nie z tego, że ktoś mądry napisze „ryba w dobrej kondycji wróciła do wody”. To bzdura, bo ta dobra kondycja jest jedynie naszym złudzeniem. Obserwowałem kiedyś nad brzegiem jednej z piękniejszych rzek pstrągowych w kraju, grupę wędkarzy skupionych wokół jednego z internetowych for wędkarskich. Grupa liczyła około 20 przepięknie ubranych wędkarzy. Wszyscy podzielili się na małe 2-3 osobowe grupki i starali się polować na lorbasa. Przykro mi było w momencie, kiedy „poszła wieść”, że pstrąg bierze na obrotówki, a oni wszyscy jak jeden mąż zakładali małe jedynki i śmigali po to, aby łowić dwudziestocentymetrowe rybki. To właśnie były te pstrągi, które brały na obrotówki. Przecież na forum napisali, że na pstrąga najlepsza jest obrotówka… Oczywiście pstrążki brały w najlepsze, bo to sierpień. Każdy z wędkarzy złowił ich kilkanaście, niemal wszystkie ryby zostały skrupulatnie opstrykane i z należytą starannością... wrzucone do wody. Panowie jakie natlenianie? Jakie złów i wypuść? Taki pstrążek po kilkuminutowej sesji zdycha w wielkich męczarniach. Głównym tego powodem jest fakt, że pstrąg to ryba wybitnie wrażliwa na brak tlenu i zmianę temperatury. Dziesiątki razy widziałem zdechłe pstrągi na brzegu rzeki, powyciągane przez wydry i pozostawione ze względu na to, że tego półpadłego, łatwego do zdobycia pokarmu, w wodzie była masa. Widziałem pstrągi, które w męczarniach spływały z nurtem rzeki. W wielu sytuacjach ryby nie powinny trafić do wody, wypuszczając je wyrządzamy większą szkodę, niż gdybyśmy zabrali ryby do domu. Zastanówmy się jak do zasady o pięknie brzmiącej nazwie podejść, zastanówmy się dlaczego niektórych złowionych przez nas sztuk kategorycznie wypuszczać nie należy? Podpowiem trochę. Jeśli w gnieździe wróbli urodzi się wróbelek albinos, otworzy się przed nim bardzo trudne życie, krótkie i okupione wielkimi męczarniami. Jeśli sama matka nie odbierze mu życia, zrobią to jego bracia lub koledzy. Dlaczego? Bo jest bardziej widoczny i naraża stado na niebezpieczeństwo. Osłabiona ryba jest takim właśnie albinosem. Przyroda tak to wszystko sobie poukładała. Nie powinniśmy zmieniać tych zasad na siłę i postępować wbrew naturze.
Podstawą do całości jest nie nasze drobniutkie działanie. Tu praca u podstaw nic nie zdziała. Potrzebne jest odpowiednio skonstruowane prawo. Po co nam limity połowów, po co wymiary ochronne, po co widełkowe wymiary dla szczupaków? Chyba tylko po to, aby mordować najbardziej reproduktywną grupę samic czyli ryby w przedziale 60-75cm. Bo nam potrzebne są ciężkie lochy, a nie smukłe i płodne samiczki. Dla wielu wyda się to dziwne, aby postulować wprowadzenie wolności w zakresie sportowego połowu ryb. Ale popatrzmy na to w inny sposób. Kto morduje ryby? Kto niszczy całe zbiorniki i całe populacje danego gatunku na odcinkach rzek? Ci sami, którzy na rybach zarabiają. My opowiadamy o widełkach i no killach, a na Zalewie Szczecińskim poławia się na wędkę okonia, przeznaczonego na paprykarz; my mówimy o złów i wypuść, a na Zalewie Zegrzyńskim łowi się sieciami tony tarłowego okonia. A trocie? Wszyscy wiemy, ile tysięcy samic odławia się w celach reprodukcyjnych. I gdzie te ryby Panowie, gdzie? Prawdziwe No Kill!!!
A wracając do regulaminów fotografii wędkarskiej tak popularnej w sieci. Dlaczego nam, polski m wędkarzom nie wolno pokazać okazu złowionego w okresie ochronnym? Dlaczego ten sam wędkarz łowiący na północy Europy z wielkim kunsztem miętoli okazałe i ciężkie od ikry samice szczupaków. Fałsz i obłuda. A może są ludzie którym zależy na tym aby pokazywać te największe szczupaki tuż przed sezonem szczupakowym w Polsce. Prawo i regulaminy powinny być równe.
To tylko sygnał dla nas wszystkich. Takie sygnały otrzymuję od znakomitych wędkarzy niemal na każdej wyprawie na ryby. Wszyscy mówią jednym głosem. Tylko tu, u nas w sieci sieje się smród, który sami zamiatamy pod najpiękniejszy perski dywan. Mówimy o wzorcach, autorytetach o niepowtarzalnych wędkach, a pozwalamy na to, aby na naszych stronach internetowych wędkarstwo internetowe rosło w siłę. Myślimy, że zloty i spotkania przy stoliku wszystko załatwią. Apeluję do wszystkich wędkarzy, administratorów, moderatorów, właścicieli stron www o wspólne działanie.
Niech początkiem będzie opublikowanie tego materiału na stronach, przez tych, którym zależy na prawdziwym wędkarstwie.
autor: Remigiusz Kopiej Corona-Fishing
foto: autor, Michał Barabasz
SKOMENTUJ TEN ARTYKUŁ
przeczytaj więcej o:
początek sezonu wędkarskiego
o wędkarstwie
koniec sezonu wędkarskiego
Dodaj komentarz
Komentarze (9)
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
No to pięknie, ślicznie. Część przeczytała i część mało zrozumiała :) (choćby ja). Dobrze jest poczytać Waszą dyskusję - daje możliwość dokładnego wyrobienia sobie poglądów na treść i cele tej dysputy. Dzięki za zaproszenie, możliwe, ze skorzystam i wpadnę. Nie wiem tylko czy Wasz "dyżurny mężczyzna- predator" zniesie moją obecność, bo swego czasu skrytykowałem sposób reklamowania Jego produktów. Chyba nie przyjął ze zrozumieniem tej krytyki ;), a psuć mu żółci swoją obecnością i odmiennością poglądów nie mam zamiaru. Podobnie jak nie mam zamiaru ich zmieniać, tylko dlatego bo ktoś by tego chciał i ma taki kaprys. Co prawda - tylko krowa nie zmienia poglądów, ale wolałbym by proces ten wynikał z argumentacji a nie przekonania typu "nikt mi nie będzie.." (bo w takich wypadkach robię się agresywny, tak jakby ktoś stał mi za plecami, zachowując się "mało przyzwoicie"). Jeszcze raz - dzięki za zaproszenie, i do ponownego... :)
-
Remik Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Właśnie w taki celu powstał ten tekst. Założenie było takie aby przeczytali go wszyscy nasi młodsi koledzy po kiju. Przeczytali ze zrozumieniem, a tacy ludzie jak Ty, Maniek, Cykadass, Janusz, Frajter czy Jaco mogli w sposób rzeczowy na ten temat się wypowiedzieć.
Na stronie Corona Fishng cyklicznie pojawiają się teksty wędkarzy z różnych stron kraju, praktykujących zasady zdrowego i przemyślanego wędkarstwa. Zapraszam Ciebie do wzięcia udziału w dyskusji na stronie CF. -
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
weterynarzem, by wiedzieć, że za 5 minut ryba będzie pływała stylem grzbietowym. A skoro jest tej ryby w wodach coraz mniej, to..? W innym miejscu pytasz - po co masz słuchać, że X wypuszcza ryby. Ano po to, bo X wierzy, że tym sposobem może wpływać na ich liczebność w wodzie i gdyby tak wszyscy albo przynajmniej większość... To prawo X, i nic na to nie poradzisz. Chyba, że zaczniesz drwić z jego przekonań, tak jak Cykadass, gdy pisał:\\\"..krojona na zupę np. marchewka, przechodzi niesamowite katusze, wręcz jęczy, szlocha niesłyszalnymi dla nas ludzi dźwiękami, zanim skona we wrzącym wywarze..\\\". Kiedyś wyśmiewano tezę o okrągłości ziemi lub wrzeszczano w \\\"świętym oburzeniu\\\" broniąc tezy o słuszności wychowania bezstresowego. Nie bronię marchewki, bo nie wiem. Ale to -nie wiem- skłania mnie do ostrożności a nie szyderstwa lub negowania \\\"z założenia\\\".
Później piszesz, że:\\\"niszczy się rzeki, wyrybia jeziora, sprzedaje i dzierżawi najpiękniejsze wody w kraju. Kłusownictwo jest bezkarne a ryby giną na naszych oczach. I co my na to?\\\" Masz rację, też o tym wszystkim pisaliśmy na Rybobraniu. Jedynym efektem było wywołanie przykrego konfliktu, w którym jedna strona nawoływała do nie płacenia składek, a druga do podjęcia próby utworzenia wspólnego frontu wewnątrz PZW. I co? I wyszło jak zawsze.
Żeby już nie przedłużać..poruszacie wiele spraw, lecz dla każdego z wędkarzy będą one miały inny \\\"smak\\\" i inny będzie do nich stosunek. Najbardziej w Waszym artykule podobała mi się wypowiedź Mańka (jest chyba najbliższa mojemu sposobowi odbioru). Ale i nie odżegnuję się od wielu argumentów wypisanych przez Cykadass`a, zawartych w wpisie tuż pod Mańkowym postem. Co w konkluzji? Ano to, że dyskusja ciekawa, tylko jakby wykończenia jej brak. Bo powinny być wnioski odnośnie tego - quo vadis wędkarzu? Ale i Twoje spostrzeżenie :\\\"..Problem polega na rożnej interpretacji tematu oraz personalizacji zarzutów z artykułu.\\\" też jest dużo warte. Może dzięki niemu jakieś zrozumienie pozwoli posunąć się o krok -
Remik Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Widzę, że teraz już jest wszystko jasne. Piotr zgadzam się z tobą prawie w całości.
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Cześć Remik. Przeczytałem....ale nadal mało rozumiem. Taki jakiś dziwnie ociężały myślowo jestem ostatnio. Proszę wobec tego- wytłumacz mi co komu przeszkadza podział na spinningistów, karpiarzy, łapaczy płotek czy słoikowych ciułaczy kiełży? Dla mnie jest to OK. Każdy robi/łowi to co lubi, tym bardziej, że i technika połowu (ups- sorki bo ten mit łowcy i grążelowego predatora, rodem z wypowiedzi Cykadass`a gubię w słoiku z larwami muchy plujki)..technika polowania jest dosyć specyficzna dla każdego gatunku. Chcecie tymi słowami stworzyć hybrydę podobną do Jugosławii? Przecież tak jak nie stworzycie "wielkiej wędkarskiej rodziny" na bazie przyponu włosowego i wolframu, tak i nie "pożenicie" na siłę glizdy z obrotówką! To co napisał Cykadass w odpowiedzi do Frajtra...cóż, wiele w tym prawdy ale i wiele popisów grafomańskich (nie krytykuję, tylko odbieram treść. Tym bardziej, że sam wiem czym "choroba" śmierdzi). Chyba się człek zagubił w potrzebie reakcji na akcję, i zamiast konkretów rozwinął..pióro. Tak jak napisałem- wiele w tym racji ale i chyba - dziwnego zapału/ zapędu narzucania wizji jedynego prawdziwego i prawidłowego widzenia wędkarstwa. Czasem to śmieszne, a czasem..(a lekarstwa są brane regularnie?) -"..żaden „urzędnik”, ani „gryzipiórek” nie będzie mnie pouczał, lub inny „guru”, czy robię dobrze, czy żle…Bo ja jestem mężczyzną i myśliwym, a w żrenicach mam głód polowania..". Jak widzisz- z jednej strony obrona własnego sposobu czucia wędkarstwa, a z drugiej apodyktyczna i nie tolerująca innego punktu widzenia postawa. To nie jest dobra mieszanka. Chcecie zwrócić uwagę na problem? OK, i ja uważam, że to jest właściwe, bo każde działanie bierze swój początek w rozmowach i ścieraniu opinii (i tylko idiota tego nie zrozumie). Chcecie by coś się zmieniło? Dobra, tylko co? To co wam wydaje się złe, czy to co większość uważa za złe? Remik, chciałbym być dobrze rozumiany - sam jestem "wyznawcą" no kill, ale jednocześnie rozumiem, że nie zawsze można złowioną rybę wypuścić. Nie trzeba być biologiem czy
-
Remik Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Witam,
@Piotr - boję się , że niewłaściwie interpretujesz zamieszczony artykuł. Zapraszam do poczytania więcej o treści i problemie opisanym w tekście
http://www.corona-fishing.pl/Grupy/Artykuly_CF/Wedkarstwo_w_Internecie/46,forum_posty,457,3 -
juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Witam. Chaos tu niejaki przede mną widzę. Gdyby autor trochę przeredagował ten apel - to może i ja bym moje przewiny zrozumiał? Dlaczego mam się bić w moje cherlawe piersi za tony tarłowego okonia w sieciach? Poczułem się nieco zdezorientowany, jak słynny miś o bardzo małym... Pozdrawiam.
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Nie wiem czy to wina frontu niżowego czy nadmiernej wilgotności powietrza, ale myśli mi się zdecydowanie wolniej. Tak, jakby ciężkie, ołowiane chmury nad głową, ściskały myśli pod kopułą czaszki. Dlatego nie winię autora/ autorów powyższego artykułu, lecz odpowiedzialność za brak zrozumienia sensu i celowości składam na własny grzbiet. Cóż, bywają przecież takie dni. Niech mi ktoś uprzejmie podpowie - co jest celem tego artykułu i dlaczego autorzy nawołują do wspólnego działania? No i oczywiście - jakie to działanie ma przynieść efekty?
Przeczytałem o WĘDKARSTWIE PRAWDZIWYM, ale za skarby świata nie jestem w stanie zrozumieć lub nawet wyobrazić sobie, jakie to wędkarstwo ma niby być! No bo będąc nad wodą te circa 100-150 razy w roku, i to w dodatku nad nizinną rzeką, prawdziwym wędkarzem mogę nie być. Plombę w zębie mam, znaczy się w jakimś stopniu cyborg jestem. No kill uskuteczniam, i nawet już nie pamiętam, kiedy jakąś rybę zabrałem w celach konsumpcyjnych. Chyba znowu źle, bo dowiaduję się, że jak macant wymaca, to ryba zdycha. Szczęście, że nie macam i wszystko wraca do wody (często nawet bez mojego dotknięcia). Może jednak prawdziwy będę, bo o takich "oczywistych oczywistościach" wiem tak samo, jak wiedzą tysiące innych "sztucznych". Też się wnerwiam na odłowy rybackie prowadzone w okresach ochronnych i w sumie to zaczynają mi ręce i majtki opadać z szelestem od tego wnerwiania (bo nic ponadto się nie dzieje). Czy to kolejny "plus" do pozycji - prawdziwy? Podobnie jest z kłusownictwem, przywarami wędkarskimi i.t.p. sprawami. Tylko martwię się tym, że jak zainteresuje mnie nowa technologia lub materiał do wyrobu kijka, lub -co nie daj Bóg- nowa plecionka, to znowu moja prawdziwość oddali się świńskim truchtem. Ale nie mam co liczyć na tę prawdziwość, bo dla mnie wędkarstwo jest sumą tego wszystkiego, co ma związek z wodą i rybami. Gdyby tak nie było, nie wędrowałbym brzegami rzek podpatrując bobry i "co w wodzie piszczy", nie rozmawiał bym z innymi moczykijami. Chyba więc sztuczny jakiś jestem! I jest OK.
reklama
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92

