EDUKACJA
Wiosenny kleń
Dobre rady | 2008-04-18 | Wiadomości | Źródło: Polski Związek Wędkarski Wydrukuj
Nie jest istotne, czy to będzie bardzo wczesna wiosna, czy też zdecydowanie przemijająca – swoją świeżością wody, powietrza, zieleni, wyzwalająca w nas irracjonalny optymizm prowokuje do wędkarskiego polowania. Na takie właśnie dni, na chwile wiosennej spontaniczności najlepszą wędką okaże się być spiner. Mając w ręku czułą węglówkę, ufnie zapuśćmy się w nurt rzeki, bo tam właśnie pływają wspaniałe sportowe ryby – klenie.W tej porze roku są w znakomitej kondycji. Stada podzieliły się już na mniejsze, gdyż tego wymaga rytuał godowy ich gatunku. I tak etapami, aż do końca czerwca populacja kleni w danej rzece będzie podtrzymywać istnienie gatunku. I pewnie zdarzy się, że jeszcze w pierwszych dniach lipca doprowadzimy do podbieraka samca ociekającego mleczem - podaje Koło PZW Lublin Telekomunikacja na pzw.org.pl
Gdy trafimy na tarlisko kleni, powinniśmy uderzyć się po męsku w pierś i honorowo opuścić to łowisko; spróbujmy namówić również do tego roztrzęsionych, będących niemal w amoku, kolegów lub przygodnych znajomych. Bądźmy przy tym pewni, że kilkaset metrów dalej z pewnością wstrzelimy się swoim kilerkiem w stadko kleni nie biorące udziału w tarle. By osiągnąć najwięcej przyjemności ze spinningowania kleni, trzeba być jak najbliżej ich świata. Stąd też brodzenie i zapuszczanie się hen daleko, niemal w sam nurt, daje najwięcej satysfakcji. Taką technikę spinningowania umożliwiają rzeki niewielkie, ale też w wielu miejscach środkowy Dunajec, przemyski San czy Wisła, Bug, Narew, Odra. Nie jest to reguła bez odstępstw, gdyż wielokrotnie już udało mi się łowić w środkowej Wiśle w takich miejscach, że w spodniobutach, zupełnie bezpiecznie, po żwirku dochodziłem do granicy głównego nurtu. Tam zapuszczałem w dwumetrową wodę obrotówkę rodem ze Skandynawii i łowiłem wcale nieliche klenie. Wisła chowa w swych toniach tak duże stada kleni, że gdy wyrzucałem obrotówkę na dwadzieścia metrów po skosie w górę rzeki w bijące klenie, to kilka sztuk z tego stada przepływało pomiędzy moimi nogami. Taka sytuacja zaistniała dwa razy, a wrażenia wyniesione z tych spotkań spowodowały u mnie nieuleczalną chorobę – wędkarstwo. Na małych rzekach łowiska nie będą tak obfite. Tam łowić będziemy ryby daleko mniejsze, a komplet czterdziestaków będzie niemożliwy do zaliczenia. Wyrośnięte klenie podbierać będziemy rzadko, ale każdy taki hol otrzyma rangę uroczystą. Również podchody, dyskretne i niemal indiańskie wymagać będą od nas większego starania i wysiłku. Nagrodą za te wszystkie niedoskonałości i uciążliwości będzie możliwość dokładnego poznania rzeki, z jej zakamarkami, mieszkańcami i kaprysami. Jeśli poświęcimy rzece więcej niż kilkanaście spotkań, odkryje przed nami swoją największą tajemnicę – trasy wędrówek swoich mieszkanek. To najcenniejszy dar, jaki wędkarz może otrzymać od rzeki.
Jak zatem łowić tak płochliwe ryby na tak niełatwych łowiskach? ...
Przynęty na przedwiośnie
mogą być różnorodne gatunkowo i kolorystycznie. Tu wędkarz może pozwolić sobie na pofolgowanie swoim przyzwyczajeniom, upodobaniom czy doświadczeniu. Niemniej, ważną część stanowią gumowe imitacje, zwłaszcza żabki. Są one robione z takim podobieństwem do prawdziwych żab, że czasem nawet wędkarza można nabrać na to podobieństwo. Ważną rzeczą jest, aby łowiąc klenie używać kolorystyki gumowych (lub woblerów) żab podobnej do ubarwienia żab występujących w łowisku. Wtedy mamy największą szansę oszukać klenia. Przy prowadzeniu takiej przynęty wciąż pamiętajmy, że żaby w rzece o tej porze roku pływają bardzo wolno, nierzadko są bezradne wobec przybrzeżnego nurtu i nie zanurzają się, lecz płyną powierzchnią. Ryby o tym wiedzą i czyhają na takie bezsilne płazy – prowadźmy więc i my w taki sposób wabiki.
Moim zdaniem obrotówki teraz są mniej skuteczne od woblerów. Nie bójmy się łowić świetnymi woblerami, bo dobry odczepiacz pomoże odzyskać większość zaczepionych przynęt, a czas poświęcony na łowienie będzie dobrze wykorzystany. Dobre kolory to lekka zieleń i brąz żab, biało-kremowy z niebieskim odcieniem to barwa malutkich rybek o tej porze roku, natomiast przy podniesionej i lekko trąconej wodzie można używać nieco mocniejszych kolorów: czerwieni, mocnej żółci, delikatnego seledynu, widoczny z daleka pomarańczowożółty.
Sprzęt na klenie
musi być mocny a zarazem umożliwiający operowanie małymi przynętami. Taka jest specyfika kleniowych łowów. Wędkarze chcący nabyć odpowiednie wędziska mają duży wybór, a jako ciekawostkę (zarazem bardzo praktyczną) podam, że tak eminentna firma jak Shimano coraz częściej oferuje niedrogie, całkiem dobre węglowe kijaszki. Żyłka musi być nowa i nie zleżała, zwłaszcza teraz, po zimie. Warto pofatygować się po nową żyłkę. Proponuję do woblerków 4-centymetrowej długości założyć żyłkę o średnicy 0,16 mm (0,15 mm), powinna być miękka, bez pamięci i przeznaczona do spinningu. Aby skutecznie odczepiać z zawad przynęty, warto założyć agrafkę z krętlikiem. Trzeba to robić rozważnie, bo wiele malutkich woblerków obciążone tym dodatkiem przestanie pracować, a nawet pływające mogą tonąć jak bezwładny kamień. Do przynęt, przy których można użyć agrafki z krętlikiem polecam znakomite wyroby polskiej firmy Kostal, np. agrafkę Mikro o zaczepie typu Power, samą lub z krętlikiem o rozmiarze 18 – mają wytrzymałość do 7 kg i kosztują grosze. Do woblerków, które nie tolerują takich dodatków polecam węzły pętelkowe nie usztywniające ich pracy. Złym węzłem można zepsuć pracę woblerka, a tym samym pozbawić się szansy złowienia klenia.
Łowiąc w rzekach
płytkich, wartkich ale szerokich, brodzić można bez przesadnej obawy, że lękliwe klenie wypłoszymy. Owszem, z płycizn i spod brzegu ryby czmychną już na daleki odgłos kroków, ale gdy wejdziemy w nurt i poruszać się będziemy w jego kierunku i tempie, to ryby pływające przy brzegach będą nasze. Te duże klenie jednak nie rzucą się nieprzytomne w żerowym amoku na przynętę, bo mają co jeść i są ostrożne – pozwolą się wyprzedzić średniakom, by one posmakowały przynętę. Brodząc nurtem podgórskiej rzeki należy pamiętać, że w wielu z nich o określonej porze doby ryby stoją w kryjówkach właśnie w nurcie. Tam przy dnie, za dużymi kamieniami i w szczelinach jest cicho i spokojnie dla ryb, nurt przewala się nad ich głowami. Brodząc zaniepokoimy lub je spłoszymy, wskutek czego nie wykażą zainteresowania naszą przynętą. Z uwagi na ten fakt niezmiennie powtarzam, że aby łowić ryby regularnie i świadomie, rzekę trzeba poznać poprzez częste w niej łowienie. Innego sposobu, tak dobrego i przyjemnego, nie ma.
W rzekach nizinnych
łowienie kleni jest o tyle trudniejsze, że tamtejsze łowiska są mało czytelne. Niedoświadczony wędkarz bezradnie wpatruje się w taflę wody i wciąż widzi tylko jedno: płynącą wodę. Nizinne rzeki potrafią również zaskoczyć swoją głębokością, gdyż na przedwiośniu leniwie płynąca woda w wielu miejscach wygląda tak samo na metrowej płyciźnie, jak i nad trzymetrowym głęboczkiem. Bardzo dużo zależy od specyfiki rzeki, dlatego i w przypadku kleni można przejść 2 km i znaleźć ledwie 2 rokujące miejsca. Wtedy wędkarz nabywa doświadczenia, obycia z tą rzeką i wkrótce jest w stanie wnikliwie oceniać jej nurt.
Uciążliwością dla wędkarzy jest brak obfitej roślinności na brzegu łowiska. Łowiący nie ma gdzie ukryć swojej sylwetki, woda w rzece jest przejrzysta, bo brak jeszcze letniej zawiesiny (minerały, organizmy). Ryby są zatem czujne i płochliwe.
W rzekach niewielkich, takich o szerokości półtora rzutu, trzeba obławiać każde miejsce głębsze w którym zalegają duże przedmioty: konary, połacie darni przy stromym brzegu, głazy, rozległe kamieniska, pnie drzew. Wszelkie wyrwy w brzegu, powstałe czy to na ostrym zakręcie, czy poprzez osunięcie, warto staranie obłowić różnymi przynętami. Powinny się one różnić przede wszystkim kolorem i głębokością prowadzenia, bo klenie mogą albo kaprysić, albo żerować przy dnie głębokiej rzeki, a wtedy nie dojrzą przynęty prowadzonej przy powierzchni. Wielu miejsc nie da się obłowić prowadząc przynętę z prądem z powodu zbyt dużego uciągu. Tam, po zajęciu dobrej pozycji, należy powoli i starannie prowadzić przynętę pod prąd nurtu. Stąd też w pudełku trzeba mieć na taką okoliczność przynęty doskonale sprawujące się w mocnym uciągu. Klenie są zwinne i szybkie, potrafią też błyskawicznie pochwycić przynętę, ale te walory wykorzystują tylko wobec przynęt prowadzonych dość szybko z nurtem. Te prowadzone zaś pod prąd oglądają zaciekawione, potrącają i często odprowadzają aż pod szczytówkę – ale nie chwytają przynęty. Dlatego wędkarz musi ją prowadzić w sposób niejednostajny, co dla ryb jest zachętą do ataku – często zatrzymywać, popuszczać o kilkanaście centymetrów, po czym przyśpieszyć na odcinku 2 metrów, odchylać szczytówkę kija w kierunku nurtu, wskutek czego przynęta oddali się od brzegu na kilkadziesiąt centymetrów. Poprzez uniesienie szczytówki przy utrzymaniu tempa zwijania żyłki przynęta podpłynie do powierzchni, zaś przy opuszczeniu – do dna. W sposób tak nieskomplikowany i nie męczący ręki można łatwo skusić klenia do pochwycenia przynęty.
źródło: Wędkomania.pl
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Wędkarskie bestsellery
-
Torba Team Dragon na duże przynęty 91-17-006
CENA: 140,00,-

