Boczny sonar - interpretacja

Dobre rady | 2009-12-10 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj

Oceń:

Jak pewnie zauważyliście, jestem fanem miejscówek. Doskonałe wędki i przynęty nie zdadzą się na nic, kiedy w łowisku nie ma tego, co nas interesuje, czyli ryb. Specyficzne obszary przyciągają określone gatunki.

Znajdują tam ulubione pożywienie lub bezpieczeństwo w czasie odpoczynku. Znajomość położenia takich gorących punktów zbliża nas do sukcesu. Napisałem „zbliża”, gdyż dopiero po odnalezieniu potencjalnie dobrego łowiska włączamy do walki cudowne wabiki, no i własne umiejętności.

W poprzednim miesiącu dostaliście we władanie sposób na tworzenie własnych planów batymetrycznych. Możecie wgrywać je do swoich GPS-ów i na ich tle zaznaczać własne „złote punkciki”. W tym numerze „WW” uzupełnienie październikowego materiału o bocznym sonarze. Zainteresowanie tematem przerosło moje oczekiwania. Nic dziwnego, bo możliwości nowej technologii są fantastyczne, ale zupełnie odmienna filozofia obrazu może sprawiać duże kłopoty niedoświadczonym użytkownikom. Teraz postaram się pokazać jak najwięcej grafik wraz z interpretacją. Łowcy sandaczy – to coś dla Was!

 

Powyżej obraz z bocznego sonaru przedstawiający kamienistą górkę. Zwróćcie uwagę, jak dobrze widać granice twardego i miękkiego dna. Po prawej stronie obraz generowany przez nową funkcję DownScan, którą wprowadza firma Lowrance w swoich urządzeniach typu HDS. Najciekawsze jest to, że oba obrazy (zarówno po prawej, jak i po lewej stronie) są zsynchronizowane. Przypomina to obserwację tego samego zdarzenia z kamer umieszczonych w różnych miejscach. Jeszcze lepiej pokazuje to następny ekran.


Na tym ekranie widzimy, jak łódka przesuwa się nad zatopionym lasem. Po lewej na górze obraz z bocznego sonaru, po prawej na górze obraz z DownScanu, pod nim obraz ze zwykłej echosondy, a po lewej na dole widok z GPS-a. Zwróćcie uwagę na kursor na ekranie, który pokazuje ławicę ryb ukrytą w koronie zatopionego drzewa. Kursor przesuwa się jednocześnie na trzech ekranach, co daje możliwość porównania tych samych elementów obrazowanych przez trzy różne sonary. Najbardziej uderzająca jest różnica w obrazowaniu drzew. Z obrazu ze zwykłej echosondy trudno by wywnioskować, że łódka przepływa nad ich koronami. Dwa pozostałe sposoby obrazowania doskonale pokazują kształty i bez trudu nawet niewprawne oko jest w stanie zinterpretować obraz.


A tutaj porównanie obrazowania ryb na ekranie. Po lewej stronie DownScan, a po prawej zwykła echosonda. Wiązka DowScanu jest bardzo spłaszczona, ryby przebywają w niej stosunkowo krótko, dlatego ich obraz często przypomina drobne punkciki, w odróżnieniu od zwykłej echosondy, która pokazuje je jako grube łuki. DownScan ma jednak fantastyczną rozdzielczość, dzięki której bez trudu można odróżnić ryby przebywające blisko dna.


Kolejny obraz przedstawia rośliny na szczycie podwodnej górki obrazowane po lewej stronie przez DownScan, a po prawej przez zwykłą echosondę. Już na pierwszy rzut oka widać dużo więcej szczegółów na obrazie z DownScanu. Dzięki temu łatwiej jest wykrywać ryby ukryte w roślinności.


Zbliża się zima, więc na koniec coś nieprawdopodobnego. Na obrazku powyżej widzicie ekran z DownScanu w warunkach zimowych, kiedy przetwornik nie porusza się, ale przecież ryby są w ruchu. Ekran pokazuje rybę, która przepłynęła przez wiązkę sonaru. Niesamowite jest to, że sonar utrwalił jej kształt. Wyraźnie widać głowę, ciało, a nawet płetwę ogonową. Już nie mogę doczekać się zimy, aby wypróbować nową technologię na okoniach i płociach.


Jak widzicie, otwieramy zupełnie nowy rozdział w wędkarskiej elektronice. Na stronie internetowej „Wiadomości Wędkarskich” dla zainteresowanych jeszcze kilka ciekawych zdjęć oraz krótki film pokazujący działanie bocznego sonaru „na żywo”.

 

Cezary Karpiński
Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (2)

  • Monika (Mamucha) Data dodania: 6 miesięcy temu Oceń: 2 + / -

    malinojezyna

    Nie popieram technicznych nowinek, połowy na tzw. "zwykłego kija" są lepsze, jeśli się nic nie złowi to nic nie szkodzi. Przynajmniej pooddycham świeżym powietrzem, którego w miastach brakuje i odpocznę od garów, prania itp. itd... Nie musimy przecież wyławiać za każdym razem, kiedy tylko zanurzymy haczyk w wodzie. Następny wypad nad wodę będzie bardziej wyczekiwany i może nawet owocny... Ja osobiście lubię dreszczyk emocji i niepewności , jaki towarzyszy wyprawie nad wodę. Wolę niespodzianki, choć nie ukrywam, że powrót z "pełnym wiaderkiem" jest przyjemniejszy.
    Nie cierpię na syndromu "pustego wiaderka"...

    (raczej już się przyzwyczaiłam do "wyrybionych" zbiorników w moich okolicach, złowić tu rybkę to naprawdę rewelacja)

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    serir

    Imponujące. Technika, tak jak możliwości które daje, potrafi fascynować. Czasem, z tej fascynacji rodzi się uzależnienie nawet.
    Ale przecież technika nie złowi za nas ryby, więc nie ma się czego obawiać...a co, jeżeli złowi?

Wędkarskie bestsellery