Mój blog

No kill -bez przesady!!!

21 grudnia 2010 12:58

Oceń:

Nie będę może orginalny poruszając ten temat, ale dosłownie, szlak mnie juz trafia z przesadnością tej zasady. Na każdym kroku słyszę, czytam o zasadzie No-kill, złów i wypuść, oczywiście jak najbardziej szanuję tę zasadę i nie mam nic na przeciw, jest jednak jeden fakt, który irytuje mnie coraz bardziej.

Dlaczego? pytam sie dlaczego? stosowana jest aż taka przesadność. Jak wiadomo nic w przesadzie nie jest zdrowe i dobre. Czy nie uważacie że stosując do przesady tę zasadę niejako zatracamy sens wędkarstwa? Wędkarstwo jest niczym łowiectwo, określają je zasady pogoni za zdobyczą, polowanie na życiowe sztuki oraz odwieczny ludzki instynkt łowcy. Oczywiście ktoś od razu powie: "tak, zabierajmy wszystko co złowimy a za 5 lat nie będzie co łowić" Jest to prawda i daleki jestem od takich sugestii, stosujmy zasade No-kill ale nie popadajmy w totalną skrajność, czyż nie smaczniejsza jest ryba złowiona przez nas od tej kupionej w sklepie, chocby najdroższej?

No-kill jak najbardziej dosłownie powinna być stosowana na zawodach wędkarskich i tego typu imprezach, ale do cholery sam czasem mam ochotę na schabowego z leszcza (przepis w jednym z moich blogów) jeśli jeden z 30-stu złowionych trafi na moją patelnię, np co dwa tygodnie, to czy zaraz stanę się mięsiażem a nie wędkarzem?

Stosujmy wszystkie zasady, zakazy i restrykcje wędkarskie ale z głową panowie i panie, z głową.

Dodaj komentarz

Komentarze (29)

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    Witam. Panowie, a ja uważam, że idealiści to piękni ludzie - dopóki nie mają zapędów dyktatorskich, oczywiście. Nadmierne krytykowanie ich też może stać się ideą. Nieśmiertelny Sztaudynger mi się przypomniał: " Przesada jest niezdrowa / I nie ma na to rady / Z przesadą trzeba walczyć / Lecz także bez przesady". Pozdrawiam z umiarem i tolerancją.

  • julek Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    Najbardziej rozbawił mnie film z wyprawy w fiordy norweskie .Autorzy taakiej ryby ze słynnym puśćmy rybkę ( rzygać mi się chce jak słyszę ten slogan) namawiali faceta który wydał kupę forsy na tą wyprawę by wypuścił dorsza o którym na Bałtyku mógł by sobie pomarzyć. I widziałem minę tego biednego chłopa jak go wypuszczał.Życie nie znosi żadnej przesady ani w tę ani w tamtą stronę.Nie jestem mięsiarzem ale kochani nie dajmy się zwariować.
    Julian

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Dzięki wielkie za taką ocenę moich wpisów. Nie , nie wydaje mi się byś dolewał oliwy. Gdyby tak było, to powinna się podnieść "temperatura" rozmów/wpisów a jak widać maniana time się szerzy w związku z świętem.
    Jak pisałem wcześniej, i w moim wypadku bywa, że czasem zabiorę złowioną rybę. równie często, pisząc o C&R podkreślam, że zabranie ryby czy ryb nie powinno stanowić problemu (chociaż ja uzasadniam to "prawem łowcy do upolowanej zwierzyny" a nie wpłatą na konto PZW. Nie mniej, nie widzę by na łowiskach ta zasada zyskiwała zwolenników (wyłączając z tego jakieś enklawy, gdzie "jeżdżą na swoje łowiska tylko wtajemniczeni"). Prędzej spotykam się z stanowiskiem które bezkrytycznie odrzuca C&R nie dopuszczając do jakiejkolwiek rozmowy czy wymiany poglądów, niż z aprobatą i stosowaniem tej filozofii połowów. Zresztą zobacz Marku sam - spójrz na wpisy i zamieszczone oceny C&R.
    Wydaje mi się, że moja argumentacja nie jest jakaś przeraźliwie niezrozumiała bądź obraźliwa dla kogokolwiek. A jednak C&R jest odrzucane pomimo tego, że jak napisałeś " jak większość wędkarzy zdaje sobie sprawę z tego, że w naszych wodach brakuje ryb drapieżnych." Pisząc "odrzucane" mam na myśli - nie akceptowane i wręcz traktowane jak jakiś administracyjny i nie zrozumiały nakaz, a nie konieczność mogącą w przypadku dostosowania się do niej, przynieść wędkarzom pożytek. Zastanawia mnie - skąd taki opór w zrozumieniu potrzeby szanowania wszystkiego, co może być kojarzone tylko "in plus" z potrzebami natury , a zwłaszcza wędkarstwa i wędkarzy. Najzwyczajniej nie mogę tego oporu zrozumieć.

  • Marek Szlachciński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    marek_sz

    Czyżbym dolał oliwy do ognia? Piotrze jak większośc wędkarzy zdaje sobie sprawę z tego, że w naszych wodach brakuje ryb drapieżnych. Zresztą wielu wędkarzy, których spotykam podczas wypraw wędkarskich dostrzega ten problem. Jednak kiedy przychodzi co do czego to z działaniem bywa różnie. Można by o tym pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Tak na marginesie to podobają mi się ostatnie zmianyw przepisach dotychące limitów i wymiarów większości ryb drapieżnych ( oby przyjeły się w ,,praktyce"). Podobnie jak Tobie Piotrze nie podoba mi się jak niektórzy z nas mówią o tym , że karta wędkarska musi się zwrócić. Osobiście uważam, że nie musi bo wędkowanie dla mnie to wypoczynek , a nie lokata kapitału. W tym miejscu po raz kolejny podkreślam, że często zabieram złowione przez siebie ryby i dobrze mi z tym (równie dobrze czuje się kiedy wypuszczam złowione ryby :) ). Być może ktoś powie , że jak mam ochotę na rybę to mogę sobie ją w sklepie kupić. Jeśli tak uważa to niech sam postępuje w ten sposób. Nikomu nic do tego (specjalnie jeszcze raz to podkreślam). Ja nie mówie nikomu co ma robić ze złowionymi rybami. Weźmie czy wypuści to jest jego sprawa (oczywiście wszystko w ramach przepisów).Wracając do problemu drapieżników to widać ich braku nie dostrzega PZW i podległe mu koła zarybiając wody karasiami srebrzystymi, amurami, tołpygami i karpiami (nie są to gatunki naturalnie występujące w naszej ichtiofaunie ale to chyba ,,wszyscy wiedzą") Pytam się więc: po co tracić pieniądze na zarybianie tymi gatunkami kiedy można je przeznaczyć na narybek ryb drapieżnych?! Być może nie jest to jedyne rozwiązanie tego problemu ale jak wiadomo przykład idzie z góry. Wiem, że moja opinia nie spodoba się karpiarzom ale prawda jest taka, że miejsce karpia jest w chodowli stawowej, a nie w jeziorach a co gorsza rzekach. To by było tyle. Jak znam życie to pewnie nie koniec tej rozprawy :). Ps. Piotrze być może nie we wszystkim się z Tobą zgadzamy ale uważam, że swoimi wpisami robisz kawał dobrej roboty. Pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    że właśnie te wpisy, te wszystkie napisane "mięsiarze", to obrona tego co widać , że niknie. to próba ratowania gatunków, które jak dla innych karpie czy złote leszcze, są sednem i celem wypraw. To próba zwrócenia uwagi na fakt, ze bez skupienia się na prawidłowym gospodarowaniu zasobami w naszych wodach, niedługo będzie to zupa rybna zamiast wody, z skarłowaciałymi lub chorymi stadami karasków, okonków czy innej drobnicy. Ryby wtedy będzie dużo ale będą to małe i chorowite osobniki. Czy jest więc sens w tym C&R? A odpowiedzcie sobie sami. Zapewne nie raz oglądaliście filmy przyrodnicze w których lektor opowiadał jaką rolę spełniają w Naturze wilki, lwy czy inni drapieżcy. Nasze szczupaki, sandacze czy okonie, w swej roli dominatorów i selektorów niczym od tamtych zwierząt się nie różnią. Pełnią dokładnie tę samą funkcję. W C&R chodzi tylko o to, by było ich więcej i by mogły zadbać o właściwą kondycję i wzrost innych ryb. A teraz jest ich zbyt mało i widzicie to przecież.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    ..swoje - zarybiamy każdą dziurę z wodą karpiem! Niby nic zdrożnego bo wędkarze uwielbiają jak im karp potarmosi i połamie wędki. i pisze to bez sarkazmu, bo właśnie w tym bezrybiu jakie mamy, to potarmoszenie jest tym po co w ogóle nad wodę jeździmy. Po emocje i spełnienie naszych atawistycznych łowieckich zapędów. Dobrze, ze ta karpie to nie lwy ani niedźwiedzie, bo do domu by człek nie wrócił. Pominę teraz to, co również jest sednem naszych wypraw, czyli nałowienie się do syta. Kto z nas wędkarzy nie jeździ po to, by nakarmić ten swój łowczy głód, niech pierwszy kamieniem we mnie rzuci! Nie ma takiego! Każdy z nas tęskni do czystych jezior i rzek, do brań i holowania aż do omdlenia ręki, i do tych snów w których ręka podskakuje gdy śnimy o braniu i wpadającym pod wodę spławikiem lub szarpnięcia wędki gdy nawijamy linkę z przyczepionym woblerem lub blachą. Bo do jasnej cholery - po to jeździmy na ryby! Szkoda tylko, że mamy częściej takie sny, a nie sytuacje czy wspomnienia tych sytuacji. Ale idźmy dalej (jak już analizować przyczyny, to analizować wszystkie). To co zostawiłem na koniec, to pytanie nieomal retoryczne. Kto z Was, Szanowni popierający zasadę C&R, zwrócił uwagę i pokusił się o przeanalizowanie przyczyn tego, że w 99% zgłoszeń okazowych ryb "występują właśnie drapieżniki? I zaraz drugie pytanie - dlaczego większość wpisów pod tymi zgłoszeniami to wpisy typu "mięsiarz" albo i gorsze, gdy z treści zgłoszenia wynika jasno, ze ryba została zabita?????? Przypuszczam, że nikt albo może 1 na 100 to zrobiło. No bo co Was to obchodzi? Koleś złowił, pochwalił się, pogratulowaliście i w swym świętym oburzeniu skrytykowaliście kogoś, kogo bulwersuje fakt zabicia ryby i to napisał. Fajnie jest, spełniliście koleżeński obowiązek - jednego poklepaliście po ramieniu, drugiego obrzuciliście g.. krytyką. Dodacie jeszcze, że "nikomu nic do tego..(bo ma kartę i wszystko w ramach limitu)Tylko co z tego? Mógłbym jeszcze napisać o tym jaki wpływ na populację i zdrowie ryb "białych" ma drapieżnik, ale kogo to? Wic w tym,

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    No tak. Nie ma nic zdrożnego! Dlaczego zatem każda wzmianka o takim podejściu, każda sugestia wprowadzenia tego zwyczaju, wywołuje jeden wielki krzyk - VETO ! Niby każdy się zgadza, ale gdy co do czego przychodzi jest to Liberum veto? Czyżby obrona swych niezbywalnych praw? (kupiłem znaczek i niech mi się nikt nie waży ograniczać pojemności siatki)? No to z innej strony podejdźmy-
    Że jest co raz mniej ryb - to widzimy wszyscy. Że o rybę dużą (nie mówiąc o okazowej) jest co raz trudniej (to se juz ne vrati..) to też wszyscy widzimy. To wina wędkarzy, bo mają lepszy sprzęt, techniki połowowe itd itd - tak piszą w tych wędkarskich periodykach, wiec wierzyć trzeba. Ale nie napisali, że pazerność i głupota pokrywana jest tłumaczeniem o wykupieniu praw do znaczka w karcie (bo kto by się odważył "pluć we własny interes handlowy?). Więc wierzyć nie musimy. To też i wina rybaków. Mają mniejsze okresy ochronne, wymiary im się "skurczyły". Widać to na ladach marketów. Zaprzeczy ktoś? Ale i winne są przyduchy i inne katastrofy ekologiczne. Jako pierwsze spływają wtedy drapieżniki. Duże i małe, bez wyjątków. Dopiero za nimi płyną większe "białe ryby". I też jest ich tyle samo, czyli dużo. Niby źle nie jest bo są zarybienia, ale czym zarybiają? Primo maximo uno - karp. Wędkarze lubią karpia! a reszta? Jakieś karasie, liny i co tam wejdzie do sadza. Powinno być dobrze. Ale nie jest z prostego powodu - z 100 szt. naturalnego wylęgu ryby drapieżnej przeżyje i osiągnie wiek rozrodczy może 5 szt. Dla ryby "białej" ten wskaźnik jest już dużo wyższy bo 20 lub więcej. Powód jest prosty jak robienie narybku - wymagania tlenowe i odporność na infekcje.
    Drapieżniki muszą mieć odpowiednio dużo tlenu, a taki lin czy karaś, przetrwają nawet w nagrzanej słońcem i zamulonej sadzawce (to dotyczy też narybku). I teraz wystarczy dodać 2 do 2 i wyjdzie to co wyjść musi- przeżywalność gatunku w tarle naturalnym i przeżywalność różnego rodzaju katastrof ekologicznych. Co zostaje? Nadal dosyć dużo białej ryby i promil drapieżników. A PZW i okręgi..

  • Marek Szlachciński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    marek_sz

    W wypuszczaniu ryb nie ma nic zdrożnego ja to wiem i inni wędkarze również. Z jednej strony to nawet lepiej dla takich jak osób ja (to znaczy takich , którzy nie rzadko zabierają ze soba złowione ryby). Co do samej ,,metody" NO KILL to nie podoba mi się jedynie jej nazwa (bardziej wole złów i wypuść ). Powód jest prozaiczny nie lubię obcych zapożyczeń (trochę mi to przysłowiową wiochą trąca). Oczywiście koledzy, którzy używacie tego określenie nie gniewajcie się to jest tylko i wyłącznie moje zdanie ( dmucham na zimne :)!). Co do mojego postępowania to jest zabierania ryb i zjadania ich to robie to zgodnie z obowiązującymi przepisami bo jako dla wędkarza jest dla mnie rzeczą ,,świętą" przestrzeganie dziennych limitów połowów, wymiarów ochronnych i okresów ochronnych. Często jest tak, że nie zabieram złowionych przez siebie ryb i puszczam je wolno. Zabierać czy wypuszczać złowione ryby? Każdy powinien rozstrzygnąć tą kwestię we własnym sumieniu i nikomu nic do tego.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Tak, to dosyć łatwe (tak w moim przypadku, jak i Kolegi Biedrzyckiego) zająć jakieś stanowisko, stwierdzić -to jest cacy, a tamto be. Problem...a właściwie kilkaset tysięcy problemów zacznie się wówczas, gdy nad wodą pojawią się inni wędkarze. Bo przecież każdy z nich będzie się kierował w swym postępowaniu tezą, że "ważny jest umiar i rozsądek w stosowaniu..."
    Tylko konia z rzędem temu, kto określi ten umiar i to, kiedy umiar jest jeszcze podporządkowany rozsądkowi, a kiedy jest to już pazerność i całkowity brak samokrytyki u takiego moczykija ?
    W gruncie rzeczy właśnie w tym widzę największy problem, bo opierając się na swoich obserwacjach (a przypuszczam, że większość jeżeli nie wszyscy czytający nasza rozmowę, może to potwierdzić) -CO WĘDKARZ, TO INNE KRYTERIA OCENY, INNY ROZSĄDEK I INNY UMIAR. Nie chciałbym być uważany za zwolennika zamordyzmu, ale myślę, że wprowadzenie dodatkowych zasad pod postacią nowych przepisów w RAPR (sugerowanych PZW już od dawna przez społeczność wędkarską) miałoby kilka dobrych stron. 1. wprowadzenie okresów ochr. ,limitów ilościowych i wymiarów, które z pewnością "wyszłyby na zdrowie" rybom. 2. zakończyłyby dywagacje i domysły wprowadzające więcej chaosu w naszej społeczności, niż to potrzebne. Przykładowo - istniejące wymiary nie dają możliwości spekulowania, czy dana ryba osiągnęła już swój wymiar czy jeszcze nie (o ile wędkarz nie będzie próbował jej rozciągać). Tyle, że jest to "ochrona od dołu" i nie jest dopasowana do wód, gatunków i terminów. Tak samo łatwo jest określić wędkarza mianem mięsiarza, gdy wraca znad wody z 4 a nie z 2 zębatymi. Tyle, że tu już można nawet postawić mu zarzut kłusownictwa. Ale..znowu problem. Opisać i obrzucić gównem można. To przychodzi łatwo (gorzej już jest z oczyszczeniem od zarzutów i słowem -przepraszam). Trudniej natomiast stwierdzić: gdzie/w jakiej wodzie był dokonany połów, i jakie w niej obowiązują kryteria. Wierzę w to, że wprowadzenie (a wcześniej opracowanie kryteriów przez każdy z okręgów), ten bajzel by uporządkowało.

  • Grzegorz Major Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    abraham

    W gwoli ogólnego komentarza, pozwolę sobie napisać, że propagujący metodę no-kill, wieloletni wędkarz, publicysta i autor programów tv, jeden z wielu znanych tzw etycznych wędkarzy Jerzy Biedrzycki w jednym ze swoich programów apelował do wędkarzy o umiar w stosowaniu no-kill, apelując o rozsądek nie negował zabierania z łowiska ryb. Jak widać, nawet i tacy wędkarze wiedzą co to rozsądek i brak przesady.
    PS: ja nikogo nie nakłaniam do zabijania wszystkiego co się uczepi haczyka, jednym słowem logika i rozsądek we wszystkim...

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: -1 + / -

    Rozwiń
  • Łukasz Pol Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    no_commentlbn

    masakra juz dość bo mi skrzynkę zapycha ;p;p;p

  • Marek Szlachciński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    marek_sz

    Ale się nam Piotrek rozsierdził :). Tak zupełnie poważnie to (pewnie) jak większość osób niżej podpisanych podzielam napisne przez Piotra słowa. Piotrze nie miałem zamiaru Cię urazić. Jeśli tak się stało to przepraszam. Pozdrawiam i trochę więcej poczucia humoru życzę.

  • Grzegorz Major Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    abraham

    No właśnie! kij w mrowisko i odzew odpowiedni. Tego się spodziewałem, dlatego też, taki temat. Wiedziałem że ta przesadność no-killowców kole wielu w oczy, a nie wielu o tym pisze i mówi. Przesadność tego trendu mnie ubodła do żywego, swoją opinię już wyraziłem. Cieszy mnie fakt tak wielkiego odzewu, jak i również to że jest na tym świecie więcej rozsądnych wędkarzy niż myślałem. Pozdrawiam.

  • Łukasz Pol Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    no_commentlbn

    Tak trzymac panowie;] A ja już po pierwszych pstrągach w tym roku ;]. Są w bardzo dobrej kondycji ;].

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Drogi Piotrze ja uwielbiam czytać Twoje komentarze i tu bez żadnych żartów przyznam, są na najwyższym poziomie. Zresztą kiedyś Ci już o tym pisałem. A mój tekst o "grubym kalibrze" to tylko potwierdzenie tego że z Nowym Rokiem dalej masz świetne pióro :)
    PS. A kolega Grzegorz jak gdyby nigdy nic, cicho siedzi, choć sękaty kij w mrowisko włożył ;)

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    którzy tylko tą metoda łowią? :) kto by ich wtedy nazwał mięsiarzami (a przecież uśmiercają wiele ryb)
    Ale nie w tym problem. Muszę chyba się streszczać, bo mnie Henryk juz "podsumował", więc przejdę do sedna. Gdyby nie ta rozmowa i nie ciągłe nawiązywanie do no kill, to kto i jak by skonkretyzował gdzie i od ilu sztuk zaczyna się mięsiarstwo? Jeżeli kogoś to miano tak drażni to może niech sam się pokusi o określenie norm. Albo niech przestanie odpowiadać niczym przysłowiowe nożyce. Skoro karpiarz wypuszcza wszystkie złowione karpie, to niech ktoś powie mu, że to jest złe, bo karp nie jest rybą autochtoniczną tak samo jak amur, babka kur czy tołpyga. Ba. RAPR wręcz nakazuje każdą z takich ryb wyłowionych uśmiercać. Tylko czy karpiarz posłucha? Albo czy PZW przestanie wpuszczać do rodzimych ekosystemów ryby zagrażające rodzimym gatunkom?
    To my , wędkarze, określamy co jest dobre a co złe. To my kształtujemy podejście młodych adeptów wędkarstwa i wpływamy na ich zachowanie na łowiskach. to wreszcie my, przez nasze dyskusje i spory przyjmujemy później sposoby zachowania na łowiskach (czasem powielane przez innych, a czasem nie). Jest wiec normalne, że padają różne określenia, ale niezbyt naturalnym jest to, że protestujemy przeciw nim, nie odpowiadając argumentami. (bo dlaczego ktoś jest mięsiarzem zabierając złowioną rybę, a inny mięsiarzem nie jest, chociaż ryb zabija więcej niż ta jedna?)

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Nie mniej jest coś, o czym (w moim przekonaniu ) warto pisać ciągle i wciąż, do usranej śmierci albo jeszcze dłużej. Tym czymś jest nasz stosunek do wędkarstwa, łowionych ryb i naszego nasycenia rządzą spełnienia się jako łowcy czy myśliwi.
    Zadam kolejne pytanie - kto kształtuje nasze podejście do ryb, wody czy wreszcie Natury ? Tatuś, Mamusia. PZW, ekolodzy , policja lub PSR kontrolująca karty..? Wydaje mi się, że MY SAMI !
    jak więc kształtować to podejście w przypadku każdego z nas , bez względu na wiek czy płeć, bez pisania, bez oceniania... - które tak naprawdę jest wypowiadaniem własnych opinii i poglądów mogących wejść w dysputę z innymi opiniami? Znowu powiem - moim zdaniem, nie da rady. Bo tylko w dyskusji mogą padać argumenty które nas utwierdzą w przekonaniu o naszej racji, lub wpłyną na zmianę naszego stanowiska czy widzenia problemu. A jeżeli już uważamy się za tych, co to wszystko wiedzą i dyskutować nie ma o czym - jak przekazać nasze opinie i wartości młodszym kolegom? Znowu - moim zdaniem rozmawiając lub dyskutując. Konfrontując ze sobą argumenty. Postawcie przed sobą karpiarza uważającego, że nie ma nic piękniejszego niż branie dorodnego sazana i wędkarza widzącego w karpiu tylko dobre wigilijne danie. Co Wam wyjdzie? Dyskusja? Wątpię. Podobnie będzie gdy do konfrontacji stanie ortodoks filozofii no kill i typowy wędkarz, który nie widzi nic zdrożnego w zabraniu z łowiska siatki ryb (bo ma kartę). Czy to oznacza, ze żaden nie będzie miał racji, o jedyna słuszna i niepodważalna, to ta że szwy rozpuszczalne są lepsze od szwów które trzeba zdejmować w gabinecie chirurgicznym? Nie żartujcie. Wasze oburzenie na mój wpis jest tak samo sensowne jak chwila w której różnica pomiędzy 3 a 4 rybami wyzwalająca chęć nazwania kogoś mięsiarzem gdy pakuje te ryby do bagażnika swego VOLVO. Nie w tym jednak problem..
    Pamiętacie jak wprowadzono zakaz używania podrywki? A przecież było to narzędzie którym zgodnie z prawem przez wiele dziesięcioleci pozyskiwano żywca. A pamiętacie jak zareagowali na ten zakaz ci,

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Wyraz po wyrazie, zdanie po zdaniu i już widać ruch w Portalu Rybobranie :)))

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    No i proszę - uderz w stół a .... Cały wic w tym, że ja ani strzelam, ani filozuję (bardzo mi się to folozofanie, jako słowo, podoba).
    Tych , którzy nie zorientowali się, że kpię, żartuję, ba! szydzę wręcz z podejścia do No kill - przepraszam. Widocznie za mało kontrastu, za mało krzywego zwierciadła w swój wpis włożyłem. Ale po kolei... Sam jestem wędkarzem który STARA SIĘ nie zabijać złowionych ryb a ilość zabieranych z łowiska..trudno powiedzieć, że ogranicza. W roku, może 1-2 szt. Jestem więc mięsiarzem dla ortodoksyjnych wyznawców. Nie w tym jednak sedno. Kiedyś opisałem wędkarza znad kanałku żerańskiego. W siatce miał wszystko co owego dnia, gdy go obserwowałem, złowił. Poczynając od naprawdę małych uklejek, a skończywszy na ledwo podrośniętych "żyletkach", krąpiach i leszczykach. Na pytanie "po co" odpowiedział szczerze - na kotlety i dla gęsi. Kartę miał, łowił na jedną, prostą i tanią wędkę... Czy on był mięsiarzem? Nie wiem. Wiem, że raczej nie wyglądał na zamożnego, tak jak jego rower czy cały sprzęt. Może życie go zmusiło do tego, żeby tak a nie inaczej sobie radzić. Niedaleko łowił inny wędkarz. Bryka którą przyjechał - nówka nie śmigana. Sprzęt i ubranko- jak spod igły. Ciągle coś łowił, ale widziałem, ze każda ryba była wypuszczana do wody. Praktycznie ciągle był w ruchu. Złowienie, odhaczenie,wypuszczenie, zanęcenie, założenie przynęty i zarzucenie. Czy to on był mięsiarzem? Też nie wiem, albo nie umiem odpowiedzieć. Niech mi zatem ktoś z Was, tych święcie oburzonych, powie - do kiedy jest się etycznym wędkarzem, i od kiedy zaczyna się mięsiarz? Nie potraficie????????? No proszę, a ocena mojego wpisu tak łatwo Wam przyszła.
    Ale - jak już pisałem- nie w tym sedno. Na łamach tego portalu nie raz już pisał nasz Kolega Tomek, o tym jak widzi i dlaczego widzi No Kill jedyną słuszną metodą łowienia. Nie mam zamiaru powielać Jego wpisów, tym bardziej, ze i ja na ten temat wtrącałem swoje 3 grosze. Po prostu - uważam, ze wszystko co sensowne i logiczne, zostało na ten temat już napisane.
    Nie mniej..

  • Łukasz Pol Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    no_commentlbn

    No kill hmmm głośna sprawa lecz bez przesady.Wraz ze znajomymi znalezlismy inny sposób jeżeli już mamy ochotę na rybkę ,zwiększamy sobie wymiary ochronne np o 15 -20 cm.A to że człowiek jest drapieżnikiem to juz inna sprawa.Prawie jak w filmie tylko o nieco innym tytule predator vs predator ;]

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Początek roku a Piotr już z grubego kalibru strzela ;) strach pomyśleć co będzie dalej :))) Tak lekko to nie będzie z tym wyjmowaniem ryb i pantofelków. Wędkarze a szczególnie tutejsi kłusole już trzeci miesiąc poszczą bo przyroda się zbuntowała i nie ma dostępu do rzek. Ileż to ryb uniknęło śmierci od kotwic szarpakowców. Oby tylko większa niż obecnie woda nie przyszła to będzie dobrze.

  • Marek Szlachciński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    marek_sz

    Piotrze nie filozuj :), :) ,:)!

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: -3 + / -

    Rozwiń
  • Łukasz Stankiewicz Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    lukasz93

    Ja jestem szczerze za zasadą no kill. Sam ją stosuje od jakiegoś czasu ale zgadzam się w 100% z panem Henrykiem, nic do przesady

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    "Przesada jest gorsza od faszyzmu". Słyszałem kiedyś takie stwierdzenie i przyznać trzeba że się sprawdza. Wszelka przesada zazwyczaj powoduje popadanie w skrajności a skrajności są bardzo niebezpieczne o czym dowiadywaliśmy się na lekcjach historii i przekonujemy się na własnej skórze obecnie. "Znaj proporcjum mocium panie". To zasada która wszystkim przyświecać powinna we wszelakich działaniach. Czym innym jest zabranie 10-15 okoni na kolację a czym innym wyjęcie z łowiska 100-140 okoni jednorazowo bo akurat brały. Poźniej część z tych ryb na śmietnik trafia (przykład z życia wzięty gdzie 50 szt płoci skończyło żywot w pojemniku na odpady bo nikt z sąsiadów łowcy nie chciał ryb a on sam nie miał czasu na skrobanie).

  • Janusz Samczyński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    Podejrzewam,że Ci no-kilowcytylko na pokaz to robią,a jak coś złowią to zabierają do domu.Zwykła obłuda i zakłamanie.Pozdrawiam.

  • Jacek Nowicki Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    jacekn10

    Masz kolego 100%racją .Większość przesadystów -no kliowców jada ryby kupione w sklepie,puszka makreli w oleju lub pomidorach też jest bardzo dobra .Niech ryby zabijają inni a ja będę miał czyste sumienie .Obłuda i brak konsekwencji w postępowaniu.Na całym świecie spożywa się ok 100 milionów ton ryb dla wielu ludzi jest to główna forma utrzymania się przy życiu.A my musimy zachować zdrowy rozsądek łowić ryby z głową

  • Marek Szlachciński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    marek_sz

    Popieram w 100%. Jak najwięcej zdrowego rozsądku , jak najmniej ślepego naśladownictwa połaczonego z czarnowidztwem.

Avatar
Wędkarskie sukcesy
  • Karp

    56 cm / 2,8 kg

Blogi - ostatnio komentowane