Mój blog

Magiczna przynęta...

05 stycznia 2011 09:30

Oceń:

http://www.youtube.com/watch?v=10DsGciM_xE&feature=player_embedded

 

Link do filmu na który natknołem sie na face-booku.

Nie spotkałem jeszcze tak świetnie pracujących gum, chodzi o pierwsze przynety przedstawione na filmie. Czekam na wasze opinie co do tych cudeniek.

Dodaj komentarz

Komentarze (11)

  • Tomek W. Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    hsiao

    Na moich łowiskach zawsze pilnie podpatruję miejscowych. U nich panują (kolejność przypadkowa) gumy koloru białego, obrotówki i wahadła typu Alga w rozmiarach 2 i 3. Wyniki mają mocno średnie. Zanim dwa lata temu zdecydowałem się uzupełnić swój arsenał przynęt, dwa dni poświęciłem na obserwację wody, jaka drobnica w niej pływa, jakie inne stworzenia wodne, które mogą być pokarmem dla esoxów. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Wnioski wyciągnąłem. Kupiłem gumy w innych kolorach niż początkowo zamierzałem. Efekt? Po kilku dniach łowienia, gdy miałem na każdym wypłynięciu minimum 4-5 szczupaków, miejscowi nie zapytali na co łowie, tylko wyrażali dezaprobatę, bo im "turysta wszystko wyłowi". Kompletnie nie przemawiał do nich fakt, że na 200 szczupaków zabieram może 3 (oni oczywiście wszystko). Czemu o tym piszę....? Miejscowi są zawsze bardzo mało elastyczni. Jak 20 lat temu brały na Algi to i dziś powinny. Nic bardziej błędnego. W upalne lato szczupaki mają tyle żarcia, że kolejna przekąska "rybopodobna" jest dla nich w zasadzie całkowicie obojętna. W sumie przyznam, że mnie taka sytuacja bardzo cieszy, bo łowię ile chcę:)) Co prawda miejscowi jeszcze mi "chałupy nie spalili", ale widziałem, że wielokrotnie próbowali podpatrywać na co łowię, na co ja oczywiście znalazłem sposób. I dlatego swoje przynęty zdradzę tylko temu, kto się zobowiąże po karą umowną ucięcia jaj względnie obicia ryja sztachetką, że 99% szczupaków będzie wypuszczał:) Na takiej zasadzie mogę współpracować:) Rzecz jasna może się okazać, że jak wpadnie Heniu ze swoimi woblerami i zasunie Nam pokazówkę, to Nasze humory lekko skwaśnieją:) Ale od czego stada Żubrów??? Tych 5% i tych 40%?:))))))

    Pozdrawiam
    Tomek

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    serir

    i czas byłby coś nakręcić... Długo, długo nic nie było, aż na muczę kapitan wyjął gluta 40 cm. I tylko mi z wyższością rzucił - no i jak spiningista? Gula mi skoczyła, zapytałem stojącego nieopodal kolegę (pisywał wtedy do jednego z periodyków) -" M"poradź, na co tu biorą?" a ten mi - kombinuj, kombinuj... Kolejna gula..., ale się zawziąłem. minęło kilkanaście minut i znalazłem : czarny twister z podwójnym ogonkiem, długość 20-25 mm. (pamiętam jakby to wczoraj było!) Nie pomyślałem, tylko zmieniałem przynęty szukając rozwiązania, a rozwiązanie pływało mi pod nogami - był wylęg kijanek. Muszkarza pokonałem, ale kolejną lekcję zapamiętałem dobrze- co łowisko to inna przynęta. Jaka? Kombinuj, kombinuj! Albo rzeczka zniszczona przez hordy naszych, polskich barbarzyńców. Kiedyś w jednym z periodyków znalazł się jej opis popełniony przez Maćka Jagiełłę. Istny cud. Raj nieomal. Niedaleko jest tama, jeszcze pamiętająca niemieckich budowniczych. Nieopodal tej tamy jest..było "zagłębie" w którym aż roiło się od 3 letnich zębaczy. Brały tylko na żywca, a właściwie tak mi się wydawało, ze tylko. Uwielbiałem zaglądać nad tamę każdego poranka. I tylko wnerwiało mnie, że te szczupale TYLKO żywcem się interesują. Któregoś dnia zabrałem swoje pudełko z woblerami, i siedząc na betonowym pirsie rzucałem w nurt, mając nadzieję, ze w końcu jakaś cholerna szczupacza morda da się nabrać. Pierwszy odniósł sukces 2 cm SIEK. Ale zębaty był nieomal odwzorowaniem tego sieka. Tak samo wielki. Byk jak śledź! (poszedł szukać "tatusia"). Kolejna zwyciężyła Rapalka. Nawet nie wiem jaki miała symbol katalogowy. Była po prostu nieco większa od tego sieka.
    Ale już Salmo 5 cm (podobne do Horneta ale nieco spłaszczone po bokach i kolorystyka dokładnie "rybkowa", zrobiło swoje - miałem na kiju sześćdziesiątaka. Później to juz normalka - pooooszło!
    Ale kolejna nauczka - zapisana w pamięci. Co woda to coś innego...

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    serir

    no i to jest właśnie to, o czym pisałem 1-2 wpisy wcześniej, gdy starałem się powiedzieć, że zbyt wiele czynników trzeba by było brać pod uwagę, by zrobić z siebie "mądralę". Praktycznie największe szanse na takim wspólnym i koleżeńskim turnieju, będzie miał ten, który zna doskonale jezioro (a więc bankówki, batymetria, pory żerowania... i gdzieś na końcu - przynęty specyficzne dla tego łowiska. Myślę sobie, że gostek łowiący leszczyną ale znający każdą denną muldę czy kępkę rdestnicy w takim bajorze, złoił by tyłek każdemu kto odważyłby się stanąć z nim w szranki. I jakoś mnie takie "mistrzostwo" wcale nie dziwi. Wiedząc o której godzinie przy pogodzie typu X, w konkretnej zatoce gryzą zębate, płynie się po nie jak do centrali rybnej. I nie ma w tym nic z umiejętności czy instynktu łowieckiego. Znając jak własną kieszeń długi odcinek kanałku, po stracie ostatniej obrotówki, założyłem wyprostowany kapsel w którym scyzorykiem zrobiłem dwa otwory...i też złowiłem. Tyle, że wiedziałem gdzie stoją. Z drugiej strony, czytanie jeziora i typowanie miejscówek...to ja dziękuję. Po tysiąckroć wolę rzekę (chociaż najwięcej łowiłem na jeziorach i tam złowiłem swoja metrówkę). Innym razem, kiedyś, (co juz opisywałem na portalu) przyszło mi łowić vs "miejscowi" ,na rzeczce którą można by było po lekkim rozbiegu spokojnie przeskoczyć. Sezon wcześniej w ciągu 15 min. miałem komplet takich sześćdziesiątaków, że tylko zaciskali zęby jak do domku wracałem. Ale utarto mi nosa całkiem niedługo. Koleś ciągnął jak swoje...ale tylko na jeden rodzaj obrotówki. Musiała to być Black Fury, czarna w czerwone kropki, i tylko Nr.2. Nic innego nie działało. Ja skończyłem wtedy na moczeniu pięt.... Mocno to przeżyłem, bo zmieniałem i zmieniałem...a one nic. to kolejny przykład na to, że specyfika łowiska jest cholernie ważna. Na innym, kilka lat temu (bajzel koło Garwolina) gdy kręcony był jeden z odcinków Takiej ryby, miałem się zmierzyć z kapitanem polskiej reprezentacji muchowej (kto pierwszy wyjmie zębatego? bo kamera stygnie i ..

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    chrzan61

    O ile pamiętam to podciągnięcie łopatki w dół w stronę korpusu i zwężenie jej po bokach dawało efekt zadowalający i w Warcie esoxy tłukły. Nie mniej cóś tam chłopaki z Dragona przedobrzyli i te "nowe" gumiaki nie są najwyższych lotów. No bo jak się człek do Relaxa i Mannsa przyzwyczaił.....
    Kiedyś ze 20 lat temu na mistrzostwach spinningowych Okręgu Gorzowskiego jeden z starszych wędkarzy za pomocą wahadła i szklanego pełnego spinera pokazał jak się ryby łowi. Nawet jaziola mu się na to wahadło zdarzyło wyjąć.
    To dowód że technika łowcy jest bodaj najważniejsza a dopiero później idą przynęty i sprzęt. Oczywiście jeszcze ryby są niezbędnym dodatkiem do całości (koniecznie koniecznym ;) )
    Tak na serio to wiele od łowiska zależy bo przyjmując że łowi w nim np 10 zawodników a ich umiejętności i sprzętowe wyposażenie są identyczne to w konkretnym łowisku skuteczniejsze będą obrotówki w innym gumy a jeszcze innym woblery, spinerbajty ew wahadła.

  • Tomek W. Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    hsiao

    Informacja została odebrana własciwie..:)
    Ja też bez gumek nigdzie nie łażę... Nawet na ryby:))

    Mimo wszystko (nabierają w płuca spory haust powagi) uważam, że wprawny wędkarz z każdą przynętą da sobie radę. Jestem całkowicie pewny, że Henio swoimi woblerami tak Nam w Mojtynach da w dupę, że długo będziemy płakać:) I właśnie teraz widać co znaczy doświadczenie w temacie. Jeden lubi gumowe wyroby, drugi wibrujące skrzydełka, trzeci kolebiące się wahadła a czwarty trzęsące się jak w febrze uzbrojone i pomalowane kawałki drewna z plastikowym pyskiem:)))) Przyznam, że nie mogę się doczekać wspólnego wyjazdu!!

    Tomek

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    serir

    Tę informację "zaszczepiono mi" gdy jeszcze chadzałem na targi wędkarskie... Zawsze gum było tam bez liku, a kolorystyka kilku stoisk waliła po oczach tak, że aż się landrynkowo człowiekowi robiło od samego patrzenia. Gdzieś tę informację "wsadziłem w czaszkę" i na tym koniec. Jakoś nie byłem wówczas zainteresowany łowieniem na coś, co bardziej przypominało odrzut z linii produkcyjnej produktów marki eros-ex. Bardziej pociągały mnie nowe blanki w wystawianych spinnerach, nowe uchwyty kołowrotków...takie tam pierdy-śmierdy. Ale na jedną branżę/producenta patrzyłem zawsze jak urzeczony - MEPPS ! Jakbym się zioła najarał. Różowe okulary, amok w oczach i łykałem nowinki niczym pelikan po głodówce. A gumy.... A kto by na coś takiego chciał łowić?! Blacha potęgą mi była i już. Dopiero na jednym z stoisk (było gdzieś tak po środku hali), podczas pokazu gumowej przynęty i jej pracy w takim długaśnym akwarium, coś mnie tąpnęło niczym górotwór w kopalni. No i dlatego mam w swoim pudełku do tej pory Flying lure. Tyle, że się kończą.... Ale nauka była skuteczna - nigdzie nie chodzę teraz bez gumek (obojętnie jak by ta informacja była odebrana...)

  • Tomek W. Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    hsiao

    Heniu ja te cholerne Lunatiki tuningowałem. Jedyną metodą było ucięcie całego ogona i doklejenie z Relaxa albo kopyta. Nawet kilka niezłych szczupłych na to złowiłem. Na oryginalnego Lunatica można złowić katar albo inną cholerę. Co do gumowych przynęt z USA to przypominam Ci Piotr, że twórcą jest Polak!! W tamtych czasach w Polsce popukali się w głowę jak zobaczyli te wynalazki, bo woleli wahadła i obrotówki. Koles wyjechał do USA i zarobił na tym stodołę szmalu i to w prawdziwej walucie. Ja wszelkie duże gumy stosuję Nasze, ale twistery wyłącznie z USA. Mam tego dwa worki i chętnie się podzielę. Całe szczęście, że kiedyś kupiłem na zapas:))))

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    serir

    "Wg. mnie na te przynęty marketingowcy nałowią sporo wędkarzy :))) " - może tak, może nie... Mimo wszystko, te kilka lat wciskania wszystkiego co amerykańskie, uodporniło polskich wędkarzy na tak prostolinijną sugestię handlowców. A może nie tyle wędkarzy , co nasze ryby. Nie mniej, w tym całym natłoku najlepszych, najwspanialszych i najłowniejszych przynęt rodem z USA, kilka naprawdę ciekawych i skutecznych przynęt się znalazło, i to nie koniecznie drenując portfele z ostatniej wypłaty. Przykładem niech będą wspominane wcześniej Flying lures albo woblery powierzchniowe, które dotarły do nas zza oceanu, na grubo zanim rodzime salmo zareagowało na pojawienie się nowości na rynku, albo zanim Rapala w ogóle zarejestrowała fakt, ze coś nowego się pojawiło.
    Nie jestem pewny czy teza mówiąca o tym, że dany sprzęt jest cokolwiek wart gdy naprawdę mocno potrafi drażnić drapieżnika nie będąc jakoś specjalnie fachowo prowadzony jest prawdziwa ale na przykładzie kilku sztucznych przynęt spinningowych można stwierdzić, ze takie przynęty niczym kometa Haley`a - bywają w handlu.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    chrzan61

    Wg. mnie na te przynęty marketingowcy nałowią sporo wędkarzy :))) Jak widać można z nich wiele wydobyć odpowiednio pracując wędką. . To będą moim zdaniem hiciory na sandały. Od dwóch sezonów kombinuję z łowieniem sandałów na woblerogumy. Jak narazie "Kalifornia" jest bezkonkurencyjna i żadne wobocóśtam jej nie podskoczy.
    Tomek nie wyrzucaj prawie dobrych gum!;) Te dragony są świetne do łowienia w opadzie (dopiero po tuninngu). Zresztą prawie wszystkie gumy trzeba dopasować do swojego własnego widzimisię. Wtedy nasze przekonanie o wyjątkowości tej podrasowanej przynęty jest tak wielkie że dochodzimy do wniosku iż nie ma takiej możliwości by złowienie na nią ryby było niemożliwe ;)))

  • Tomek W. Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    hsiao

    Mam zdanie podobne jak Piotr... Przynęta jest istotna dla ryb a nie dla wędkarza. A biorąc pod uwagę, że ryby (np. szczupak) są mocno ślepawe, to kolory i wzory traktuję jako czysty marketing:) Oczywiście w czasach mocno przebłyszczonej i przegumionej wody każda nowość może być dla ryb atrakcyjna. Ja bym chętnie te przynęty wypróbował, tylko cholera wie, gdzie je kupić? Kiedyś się uparłem złowić cokolwiek na słynne Larseny polskiej produkcji - sukcesy absolutnie zerowe. Reklamowano nie tak dawno zresztą "genialnie pracujące" nowe gumy Dragona V-Lures. Kupiłem kilka Lunaticów i po dwóch dniach poszły do śmieci - taka chała. Zmusić ją do pracy w opadzie to rzecz niewykonalna. Z tego filmiku najbardziej podobają mi się pierwsze gumowe łamańce, tyle tylko, że są prowadzone zdecydowanie szybko a Nasze rodzime szczupaki bardzo tego nie lubią:) Mimo tego chętnie bym je wypróbował:))

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    serir

    Faktycznie - pracują bardzo naturalnie i zachęcająco. Ciekawi mnie tylko to, czy potrafią zachęcić do brania mnie, czy i drapieżnika również. A poważniej już - swego czasu była w handlu przynęta (również rodem z USA), która miała ruchy bardzo podobne do dużych przynęt z filmu (tych prezentowanych jako pierwsze). Tajemnicą uzyskania takiej ich pracy była bardzo miękka guma z której były wykonane, i coś, co można chyba nazwać żebrowaną budową. Całość miała kształt rybki (wielkość, kształt...przekrój poprzeczny). Jednak nie był to lity odlew gumowy. Toto było zrobione jak puzzle 3D, czyli z żeber albo płatów zespolonych jedynie wąskim pasem gumy , biegnącym w środku przekroju poprzecznego, i zespalającym wszystkie płaty (poczynając od ogona a skończywszy na głowie), tworzące w ten sposób przestrzenną , gumową rybkę. Fakt, ze łączenie było wzdłuż osi podłużnej, i wykonano je z równie miękkiej gumy, pozwalało osiągać/ odtwarzać tak ciekawy i naturalny ruch. Dla uzupełnienia dodam, ze guma z której wykonany był ten ripper (?), była fluorescencyjna. Kupiłem ją z myślą o łowieniu sandaczy. Niestety przynęta ta ma jedną wadę W główce ma cholerycznie ciężkie (25g.) obciążenie i dlatego bardzo szybko opada na dno, praktycznie nie pracując (lot nurkujący i to wszystko). Na filmie są pokazane łamańce (woblery chyba 3 częściowe). Dobre wyważenie i szeroki "język"/ster potrafią nadać przynęcie ciekawy ruch. Jak znajdę przynętę którą opisałem, to zrobię foto i wrzucę na blog.

Avatar
Wędkarskie sukcesy
  • Karp

    56 cm / 2,8 kg

Blogi - ostatnio komentowane