Mój blog

Strzelanie w grunt

31 marca 2011 21:05

Oceń:

Tytuł wpisu jest dość niebezpieczny bo o strzelaniu mówiący ale faktycznie tak jest że łowiąc metodami gruntowymi typu drgająca szczytówka, swing tip (wisząca), stosując podwieszane wskaźniki brań możemy odstrzelić swój koszyczek zanętowy lub sprężynę. Powody są prozaiczne. A to kabłąk w kołowrotku się zamknie sam a to żyłka się zaplącze. I niestety koszty rosną koledzy siedzący obok się śmieją a środowisko wodne wzbogaca się o kolejne śmieci. Ale jest sposób by temu zaradzić. Wystarczy użyć przyponu strzałowego jaki stosuje się podczas łowów z plaży morskiej. Oczywiście w mniejszym rozmiarze. Tu wystarczy nam 5-7m żyłki 035-040. Na końcu przyponu strzałowego montujemy koszyk lub sprężynę zanętową i cienki przypon z haczykiem + krętlik. Zaś przypon strzałowy z linką główną wystarczy połączyć dobrym węzłem zderzakowym (baryłkowym) tak by łączone miejsce przez przelotki dobrze przechodzilo. Linka główna wówczas może być nawet cieńsza niż 020 np 018. Zabezpiecza ją bowiem przed zerwaniem nasza strzałówka a osiągi posyłania zestawu w jezioro mamy prawie morskie. Normalnie same zalety i zero wad. No może poza jedną producenci koszyczków stracą zbyt

Tagi: grunt , koszyczki , sprężyny

Dodaj komentarz

Komentarze (16)

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Kończąc to ostrzegawcze memento, warto jeszcze raz zaznaczyć - pamiętaliśmy o pozostawionych, rdzewiejących przynętach, pamiętaliśmy o pozostawionym w wodzie ołowiu, pamiętajmy też o żyłkach i linkach. Woda, podobnie jak zwierzęta, nie poradzi sobie z tym draństwem sama.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    A to ciekawie skonkludowałeś swoje "przyjemne doświadczenia" z przybrzeżnych chaszczy ! Sam nie wiem - śmiać się czy kląć niczym szewc. A wszystko przez - nie tyle żyłki lub pozostawione w krzaczorach kawałki linek, ile chamów łowiących wędkami. Nic to, że na kręciołku "broda" niczym u bosmana w porcie. Nic to, że palant stwierdziwszy ubytki w warstwie izolacyjnej, w obuwiu ,(bo słoma z cholew wystaje..), i ciągle pała żądzą mordu na rybostanie, ważne, że linka odcięta, żyłka już się nie skręca...i można dalej dziurawić wodę.
    A toś mi teraz ćwieka zabił, bo kombinowałem sobie jak by tu teraz podzielić "obowiązki", i podjąć trud zachwalania jednego i drugiego wyrobu. A tu - "masz babo placek"! Ale chcąc być fair wobec czytających nas, wypada zreasumować: niezależnie od tego czym będziemy łowili (żyłką bądź plecionką), najważniejsze by nie zostawiać tego draństwa w przybrzeżnych zaroślach !!! Dla nas to widoczna pozostałość po którymś z poprzedników - pseudo wędkarzy. Dla ptaków, to mordercze sidła potrafiące sprawić, ze zwierzak, zamiast znaleźć w krzakach schronienie i pokarm, będzie w nich umierał w męczarniach (z głodu i bólu). O tym trzeba po prostu pamiętać (a w domu , wywalić to drażniące draństwo, do śmieci).
    Niestety, nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, ze już cienka żyłka (choćby taka 0,01), nie pozwoli ptakowi czy przebiegającemu psu, na oswobodzenie się z takich pęt, bez znacznego uszkodzenia ciała. A co dopiero mówić o równie cienkich linkach?! Zgroza...
    Już mniej dramatyczne są pozostawione na podwodnych zaczepach "zasieki" żyłkowo - linkowe, bo ich spod tej wody najzwyczajniej nie widać. Nikt też nie będzie się zastanawiał nad tym, czy takie podwodne "wnyki" potrafią zaszkodzić rybie. Wystarczy jednak mała "niżówka" by dotychczas skrywane w nurcie, potrafiły niczym zasieki ukazać się i straszyć również i nas, wędkarzy. A pozostawione przez wcześniej łowiących w łowisku, potrafią niczym żelazna pajęczyna trwać w jednym miejscu do czasu aż jakiś miłosiernie przepływający obok konar je zerwie.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Oj! te plecionki! Cóż byśmy my spinningiści bez nich zrobili. siedzielibyśmy i płakali nad dziesiątkami przynęt urwanych w zatopionych drzewach. Spięte w czasie holi esoxy rosły by z dnia na dzień. Nie dowiedzielibyśmy się że rolka w kołowrotku może być zbyt miękka by go użyć w spinningu. Walący w wobka boleń nie wyrwał by nam kija z ręki. W końcu nie bylibyśmy ofiarami oszustów którzy jakieś tam coś splecione nazwali plecionką i po super okazyjnej cenie wprowadzili na rynek. Oj trzeba się w tym temacie dobrze zorientować nim się jakiś bubel kupi. Plecionki nie wybaczają błędów konstrukcyjnych w mechanizmach nawijania kołowrotków. O ile taki niedopracowany kręciołek z żyłką sobie poradzi o tyle z plecionką to już koszmar. Wielbiciele obrotówek będą z plecionek zadowoleni bo są one znacznie mniej wrażliwe na skręcanie niż żyłki. Pięknie się przynęty wszelakie odstrzeliwuje z zawad za pomocą plecionki, wystarczy tylko otworzyć kabłąk, naciągnąć plecionkę mocno i puścić. Po kilku takich strzałach guma czy inna przynęta wyskakuje z zaczepu. Obiecywałem już wcześniej film z praktycznym zademonstrowaniem jak to zrobić i w końcu muszę się sprężyć bo szkoda środowiska zaśmiecać przynętami które z powodzeniem mogą być uwolnione. Żyłki tu egzaminu nie zdadzą bo są rozciągliwe jak guma w porównaniu z plecionkami. Zacięcie i hol szczupaka na plecionce to betka, to samo Stizostedion lucioperca. Jego ze względu na wyjątkowo twarde szczęki trudno żyłką zaciąć. Szlag człeka mało nie trafi jak przysłowiowy osioł zostawia kawałki plecionek (żyłki też to dotyczy) nad wodą. Zabić można zaplątawszy się w takie "prezenty" nie mówiąc już o zwierzętach które giną w męczarniach. Zbieram skrupulatnie te śmieci by uchronić zwierzaki i innych wędkarzy przed nieszczęściem

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Miałem krótki przerywnik na sprawdzenie stanu wody... Mokra i zimna jeszcze. Jak się to zmieni - dam znać. Ale powracając do głównego tematu naszej rozmowy:golono, czy strzyżono ? Większość z naszych rozmów, da się w gruncie rzeczy sprowadzić do uproszczenia w stylu: snopowiązałka jest lepsza od cepa. I chyba niczego mądrego z tego Heniu nie "wyciągniemy", bo mamy bardzo podobne spostrzeżenia oraz wnioski. Pewnie możemy sobie podywagować nad tym - w którym modelu kręciołka rolka będzie pokryta 10 mikronami chromu, i jak to wpłynie na trwałość tegoż urządzenia przy założeniu, że rzeka Jangcy nie wyleje w tym roku i produkcja kręciołków będzie szła pełną parą?
    Jak dla mnie - ten temat z pewnością pochłonie moja uwagę w stopniu wystarczającym, by zreasumować :a co mnie to..? To ja już wolę Heniu, żebyśmy pogadali o taktycznym bądź strategicznym zastosowaniu plecionek i żyłek, w życiu spinningisty, bo nijak mi nie wychodzi próba rozumienia awersji do linek podczas łowienia rzecznego i jeziorowego. A jakoś chyba warto "zareklamować" bądź opisać ich mocne i słabe strony?

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Do spinera stosuję głównie plecionki. Ale tu nie oszczędzam i kołowrotki mam mocne z poteżnymi rolkami wykonanymi z super materiałów ktorych plecionki nie ruszają. Na multiku mam plecionkę 024 a na Okumie Vs linkę 018. Żyłki używam tylko przy łowieniu pasiastych cwaniaków oraz kleni i jazi. Z tego tytułu mialem kiedyś przygode z kapitalnym esoxem który zasmakował w przynęcie prowadzonej w lowisku typowo kleniowym a nawet brzanowym powiedziałbym bo prąd wody był tam taki że koń gdyby sie chcial napić to by mu łeb ukręciło. Szczupal zaś stal w tym miejscu i nic mu nie przeszkadzało. Ja wiedząc że jest to miejsce kleniowe zapuściłem tam wobka z nadzieją na branie klonka i jakież bylo moje zdziwienie gdy zamiast niego ok. 5kg esox się uwiesil. Żylka 016 do tego nurt i silny kaban nie dawały szans. A jednak po kilku 6 może 8minutach wyjąłem rybę. Na brzeg jej jednak nie wyciągałem. Zrobilem tylko fotkę i pa pa bez buziaczka. Gdyby nie kooperacja ze strony ryby przegrałbym z kretesem. Po holu z 2-3minuty ryba odpoczywała a ja trzymalem ja w nurcie. Gdy odsapnęła gejzer wody wybuchł mi przed oczyma i tyle. Krótki film zamieścilem w galerii. Boleni nie łowię celowo choć mam nawet 74cm na rozkładzie (uwolniony a jakże) lubię jak one biją w lawice uklei wtedy człek się cieszy że woda żyje.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    czas, aż zupełnie linka się "zeszmaciła" i poszła do kosza. Przez cały czas jej używania nie zauważyłem najmniejszych oznak "szlifowania" rolki kabłąka. Z inną linką miałem już nieco mniej szczęścia, bo nie dosyć , że była znacznie cieńsza (0,012), to jeszcze "frędzle się z niej posypały" znacznie szybciej. Inna sprawa, że używałem jej w mniej czystych wodach niż Adriatyk. Może na fakt szybkości jej zużycia duży wpływ miały warunki "iście bojowe". Linka cięła każde zielsko na Mazurach, gdy tylko miałem kontakt z zębatym. Niczym kosiarka wchodziła w moczarkę, osokę czy muł (i to jest to, do czego nie mogą przekonać Tomka). A jej jedyną wadą było szybkie pozbycie się warstwy ochronnej, wystrzępienie / zmechacenie, i utrata barwy. W sumie bardzo sobie tę linkę chwaliłem, bo przy takiej średnicy umożliwiała mi bardzo szybkie zawiązanie krętlika, a do czasu gdy się nie zmechaciła i była twarda, nawet łatwo ją przecinałem nożyczkami. Zupełnie inne doświadczenia mam z żyłkami. Ponownie - swego czasu kupiłem "piękną" żyłkę do połowu "sandałów". Japoński wyrób o nazwie FLEXOR, był żyłką kopolimerową, fluo, o średnicy 0,16 i wytrzymałości 2,5 kg na węźle. Niby wszystko cacy, ale.. no i tu zaczynają się "schody" - żyłka miała być "no memory", a zachowywała się niczym rasowy bi-metal. Miała być fluo, a kolor straciła niezwykle szybko (i co? miałem sobie latarką świecić łowiąc te "sandały" w opolskim zbiorniku?). Miała mieć niską rozciągliwość, w w rzeczywistości pracowała niczym guma w karpiowym amortyzatorze. Chcąc jakoś sobie poradzić z tym"żyłkowym" badziewiem, zatrzymałem się na produktach niemieckich, wcześniej "przechodząc" przez Balzerowskie Siglony i "francuskie" Sneck-i KEVGTI. Jednak nadal pozostaję "wierny" plecionce. I to nie widząc specjalnego wpływu na "rowkowanie" rolki kabłąka !

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    A może najzwyczajniej w świecie zacząć stosować do kręciołów te plecionki, które nie dość, że są "niby" okrągłe, to jeszcze dają na rolce szansę uzyskania czegoś , co "od biedy" przypominałoby moment tarcia ? Po pierwsze - nie spotkałem jeszcze plecionki o okrągłym przekroju, i choćbym nie wiadomo jak mierzył taką linkę, to zawsze mi wyjdzie dziwny pomiar średnicy. (wychodzi na to, że nie umiem mierzyć śrubą mikrometryczną) Zresztą nawet żyłki mają taką dziwną przypadłość, że ich parametr zmienia się wraz z miejscem pomiaru. Jedyną (jak dla mnie) ich zaletą (żyłek), jest to, że po pewnym czasie można uznać, iż mają mniej zdradziecki wpływ na rolki kabłąków. A ten właśnie problem już zaznaczyłeś - kiepska jakość powłoki galwanicznej i w efekcie, w przypadku stosowania w wodach rzek linek, zaczyna się stopniowo efekt nacinania rolek. Jednak co by o tym zbyt wiele nie biadolić, po to żywotność linki jest "nieco ograniczona", by zbyt długo jej nie użytkować w takich warunkach (albo co jakiś czas, przewinąć ją tak, by to co było na początku, przerzucić na koniec kręcioła (co powoduje, że jakość linki nadal w miejscu jej użytkowania pozostaje dosyć wysoka (w tym sensie, że linka nadal ma jednolity splot i nadal nie ma "w sobie" tego całego materiału ściernego" z rzeki. Swego czasu, na potrzeby połowów w morzu, kupiłem linkę z 'DYNEMY' sygnowaną przez Kongera. Oczywiście wykonałem pomiar i wyszły mi jakieś drobne różnice w średnicy. Stwierdziłem, że to "mały pryszcz", bo linka ma całkiem przyjemny splot, w dodatku powierzchniowo zgrzewany. Używałem jej tylko pół sezonu (tyle co do morskich połowów) i jakie było moje zdziwienie gdy odkryłem, że część linki zupełnie pozbawiła się właśnie tej warstwy ochronnej, która powodowała mniejsze nasiąkanie wodą. Linka nadal była wytrzymała, ale stała się zupełnie płaska. Powodowało to, iż w trakcie nawijania na kołowrotek, bardziej przylegała do rolki (bo i powierzchnia styku 'zrobiła się szersza) , przez co moment tarcia stał się większy. Tego "Tigrexa" użytkowałem jeszcze dłuższy

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Kołowrotki to ten dział rynku gdzie panuje totalne zdzierstwo i robienie wędkarzy w "trąbę". Co tu dużo mówić jeśli w Shimano Catana czy Nexave są rolki mosiężne dla niepoznaki tylko pokryte czymś twardszym (chrom) to nie ma sensu zaglądać do naszych "rodzimych" marek. Nie będę ich wymieniał bo jeszcze którąś pominę. Kilkanaście takich naszych "chińskich" wynalazków testowałem na plecionkach i tylko straciłem pieniądze. Szlag trafił i plecionki i rolki w tych kręciołkach. Żyłki owszem takie rolki wytrzymują ale plecionki to dla nich zabójstwo. I naprawdę ciężko jest kupić dobry młynek do plecionki i nie zrujnować swojego budżetu. Tu znów muszę o Okumie wspomnieć bo tej marki kołowrotki są wyjątkiem bez względu na cenę modelu.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    W kwestii milczenia to się absolutnie zgodzę - dla spinningisty babranie się w robaczych flakach jest absolutnie nie wybaczalne :P
    Nawet gdy jest wygłodniały łowienia jak bura suka psa. I masz rację - nie ma to jak kawałek drapieżnika na spinnerze, po zimie. Ale dajmy im jeszcze nieco czasu by zakończyły tarło...
    Co do przyponów strzałowych- nie ma jak dobra 0,50 w takich rozwiązaniach. Nie dość , że sztywna, to jeszcze gacie po praniu na niej mogą wisieć. I też się nie zerwie (bez względu na ciężar tych gaci). Nie żebym był wrogiem grubej i mocnej żyłki. Chodzi mi raczej o to całe dodatkowe bogactwo węzłów i węzełków, w jakie trzeba wyposażyć odcinek strzałowy, by dobrze spełnił swoją rolę. A pozostała żyłka...cieniutka, oj, cieniutka. No ale jak kto woli i lubi. Ja (jak już pisałem) wolę cienką linkę, która swą wytrzymałością nie zawiedzie. I masz rację - nic na siłę (wszystko młotkiem). Problem który poruszyłeś - tzn. rolka kabłąka, nie jest już chyba aż tak wielkim problemem. Chyba tylko w najgorszych modelach kręciołów są jeszcze rolki "ślizgowe", bo w zdecydowanej większości modeli rolki są już łożyskowane. Podobnie jest z poprawą jakości przelotek. Kiedyś szczytowa była obowiązkowa SIC. Później zaczęli wykonywać je z materiału "hardloy" po to, by ponownie w tych co bardziej "markowych" kijkach zacząć zastępować je SICami. Zresztą nie tylko o sam hardloy czy SIC chodzi. Sama budowa przelotki szczytowej dużo zmieniła w charakterystyce psucia plecionek. . Nie wiem czy "wylewany kołnierz" jest jakimś specjalistycznym określeniem budowy, ale widzę dużą różnicę w budowie szczytowych przelotek wędek o akcji "fast" i "slow' I to zarówno w tych wędkach z górnej jak i nieco niższej "półki". Trudno jest mi powiedzieć, czy różnice wynikają z pewnej mody wykonywania wędek, czy jest to efekt wynikający z dostępności gatunkowej komponentów, bo to "co złe" widzę zarówno w kijach renomowanych wytwórców, jak i krajowych fabrykantów "średniej rynkowej"
    A może, najzwyczajniej w świecie czepiam się czegoś, czego nie ma.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Co do plecionek to jeszcze taka drobna uwaga że wymagają solidnego kołowrotka z absolutnie odporną na ścieranie rolką kabłąka a o taką super rolkę nie łatwo i w młynkach za kilkadziesiąt zł jej nie uświadczy. No i oczywiście przelotki też muszą być dobrej klasy zwłaszcza szczytowa która do plecionki powinna mieć tzw. "wylewany kołnierz" mniej się wtedy linka niszczy. Ten typ przelotki należy montować w każdym spinerze służącym do połowu plecionkami.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Nie namawiam nikogo na siłę do eksperymentów z przyponem strzałowym. To kwestia indywidualnego wyboru każdego z łowiących na grunt. Zaznaczyć tylko chciałem że ani razu zestaw ze strzałówką mi się nie splątał jak również nie urwałem żadnego koszyczka. Ryb połowiłem i to tuż po zejściu lodów!!! Resztę pominę milczeniem.....

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Heniu, jeden z naszych (tych bardziej ortodoksyjnych) Kolegów, również nie daje się "namówić" na stosowanie linek. Z bliżej mi nie znanych i całkowicie nie zrozumiałych powodów, jedyną opcją jaką bierze pod uwagę jest - żyłka. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie cholernie drażniąca właściwość zielska, które mając w nosie fakt naszych wędkarskich preferencji najzwyczajniej sobie rośnie. Otóż kolega ten, używa raczej cienkich żyłek na początku sezonu (bo to i przejrzystość wody, i widoczność żyłki, i takie tam różniste uzasadnienia..), po to by w jesiennych realiach dać zębaczom małe szanse, stosując żyłki o średnicy liny cumowniczej. Jaja się zaczynają, gdy owego Kolegę wyciągnie się na ryby, na rzekę nizinną. (Gdybyś nie wyczuł sprawy uściślam - chodzi mi o Tomka !) Tam to już rasowe - pagib w butach. Nie piszę tego po to by siebie w jakimś szczególnie korzystnym świetle przedstawić (bo daleko mi do tego. Tomasza trudno raczej wyciągnąć z jezior (bo jak wyjedzie na początku sezonu, to wraca tuż przed Bożym Narodzeniem). I sytuacja zaczyna się robić średnio ciekawa. Ja, z racji zamiłowania do "paprochów" szczególną estymą nie darzę linek, co jednak nie zmienia mojego nastawienia do nich, jako doskonałego środka przenoszenia sygnalizacji brań. Najzwyczajniej w świecie - zamiast drapać się w czoło starając wybrać mniejsze zło (bo mi racicznica linkę nadgryzie lub co gorsza - przetrze ) wybieram linki cienkie o fakturze przygotowanej do połowu długotrwałego, czyli powoli opadające i nie nasiąkające). A jak jeszcze taka linka opadając na dno ładnie się ułoży na młodych roślinnych pędach, a nie na kolonii racicznic czy szczeżuj to będę cały happy. Na rynku jest teraz tyle różnych linek, z taką ilością faktur i w takim wyborze przekrojów, że tylko od zasobności portfela lub znajomości z sprzedawcą zależy co kupimy i jak długo będzie nam służyło. Racicznice są tu najmniejszym problemem

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Linki (mam tu na myśli plecionki) nie nadają się wg. mnie do łowienia (wiosennego i super delikatnego w wodach stojących) tak samo grubsze żyłki. Powody są takie:
    1). Plecionki w kontakcie z dnem (piasek, muszle) niszczą się bardzo i nasiąkając wodą stają się ciężkie zmniejszając czułość zestawu a koszty nasze rosną (plecionka kosztuje).
    2). Grube żyłki niestety są na tyle sztywne że znacznie opóźniają sygnalizację brania a zasięg rzutu spada, zaś dokładając obciążenia do koszyczka mamy zestaw toporny.
    Testując zaraz po zejściu lodów ten typ zestawu gruntowego razem z kolegą Tadkiem łowiliśmy Leszczyki do 42cm i płotki do 30cm podczas gdy nasza konkurencja łowiąca tradycyjnie brań nawet nie widziała. Ryby brały daleko od brzegu stąd konieczność długich rzutów a brania były tak delikatne że nawet najlżejsze wskaźniki ledwie tylko co reagowały. Kolega używający federa z najdelikatniejszą szczytówką był tylko statystą podczas naszych łowów. Nie widział praktycznie brań.
    Oczywiście że SPINNING GÓRĄ :)))

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    No dobra Jacku. Dajmy możliwość obrony własnej tezy, pomysłodawcy wpisu. Nie wiem czy w opcji - spinningista, mieści się również opcja "spinningista z puszką browca w chwili relaksu". Osobiście lubię sobie od czasu do czasu przycupnąć na skraju trzcinowiska, i zażyć chwili relaksu, nawet gdy ryba nie bierze (a może zwłaszcza wówczas, bo i możliwość pogrzania się w promieniach słońca, i uchwycenia tych krótkich chwil z przełomu nocy i dnia, albo fotografowania odrobiny tajemniczości wolno niknącej zasłony mgły jest... Spining, to w moim odczuciu aktywność, polowanie, szukanie drapieżcy. Chociaż i ze spinnerem w dłoni można te kilka chwil poświęcić na zachłyśnięcie się pięknem Natury,

  • jacoli Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    jacoli

    Właśnie po co komplikować zestaw, ja przy połowach gruntowych stosuje rurkę antysplątaniową wymieniam przy niej agrafkę na mocniejszą bo czasami zakładam ciężarki 100g, a oryginalne nie zawsze wytrzymują taki ciężar przed rurką zakładam sylikonowy stoper i przed tym wszystkim wiąże krętlik z agrafką żeby prościej było zmieniać przypony i już.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    A dlaczego nie stosować linek, zamiast odcinka strzałowego żyłki ? Jak dla mnie, jest to rozwiązanie posiadające same plusy (poza tym jednym minusem - węzłem zderzakowym, który sam w sobie jest jakimś osłabieniem zestawu w miejscu wiązania. Ale gdyby ten minus wyeliminować i cały zestaw wykonać z jednolitej linki o "odpowiedniej" grubości, to żaden rzut nie będzie w stanie zerwać nam koszyka, ciężarka czy co tam na końcu sobie uwiązaliśmy... A dodając do całego zestawu odpowiednio dobrane (lub jak ktoś woli - przekłute, "baryłki" gumowe/silikonowe/kauczukowe - uzyskujemy duży moment tarcia na lince, podczas odsuwania baryłki w chwili rzutu (dzięki sile odśrodkowej).
    Innymi słowy - Daj Boże zdrowie, bo im mniejsza komplikacja zestawu, tym mniej możliwości zerwania go i denerwowania się.
    Po co więc "wsadzać" przypon strzałowy, jako kolejny element zestawu?

Avatar
Wędkarskie sukcesy
Najnowsze wpisy
Blogi - ostatnio komentowane