Henryk Chrzanowski
Moje Koło PZWKomentarze
Do wiadomości zobacz wszystkie
- Piękne wody, to i nie ma się co dziwić, że spółka rybacka nie odpuszcza. Wystarczy porównać stawki za wędkowanie jakie ustalił RZGW z tymi, które obowiązywały za "rządów" spółki rybackiej i już wszystko jasne. Z samych zezwoleń była spora kasa a ze sprzedaży ryb dodatkowa na premie. Żyć nie umierać.
- Napisać widocznie musiał. Zresztą, co by nie napisał, to i tak są to tylko pewne schematy postępowania, nie zawsze i nie wszędzie dające efekty w postaci ryb. W pełni uniwersalnej zasady łowienia spinerem chyba nie ma. Ja przy szczupakach dopracowałem się własnej drogi do sukcesu. Zaczynam od woblerów. Potem idą gumy i obrotówki. Wreszcie spinerbajty i wahadła. A gdy nic nie gryzie oprócz meszek czy komarów, sięgam po mikro-przynęty. 2-3cm wobki czy paprochy gumowe na troku lub główce i musi coś usiąść. Łowię skutecznie nawet wtedy gdy na żywca nic nie bierze. Oczywiście nie w każdej wodzie jest tyle drapiezników by można było pominąć wpływ ich braku na skuteczne łowienie. Innymi słowy, na nic najlepsze przynęty gdy w studni łowimy. By wypracować sobie skuteczne sposoby łowieckie musimy dysponować łowiskiem z dużą populacją drapieżników a wtedy można prowadzić badania. Nie biorą na duże gumy to próbujemy obrotówek, wobków czy wahadeł. Jak i one nic nie dają to wtedy jerki albo cykady lub spinerbajty. Zawsze jednak jakieś sensowne wnioski uda się nam wyciągnąć. Ja wychodzę z założenia że spinning jest skuteczniejszy od żywcówki. Dowodem na to są też rezultaty zawodów spinningowo-żywcowych w których startowałem. Statystycznie w 80% konfrontacji górą są spinningiści. A w dobie "pachnideł" którymi można podrasować nasze przynęty, żywiec przegrywa na starcie. Kilka dni temu wędkarz łowiący na żywe mikro-rybki, przyszedł do mnie by zobaczyć na co ja łowię tym spinningiem, że mi biorą a jemu od rana nawet nic nie powąchało przynęty.
- Prawo jest tylko nie ma go komu egzekwować. Kilkanaście dni wstecz widząc kłusownika z krótkim esoxem po drugiej stronie Warty zakręciłem do PSR do Gorzowa. I efekt był taki że tylko minuty na koncie stopniały. Otrzymałem informację że owszem chętnie tylko nie ma kto i czym przyjechać bo wód do kontroli kosmos a sprzętu i ludzi co kot napłakał i aktualnie kontrolują wody kilkadziesiąt km dalej. I ja też prawie bym stał i płakał tylko po co? Rządzącym, zamiast szukać u siebie wygodniej jest znaleźć oszczędności poprzez ścięcie etatów w PSR i udawać że problemu kłusownictwa nie ma. Co do przekrętów przy zarybieniach to sprawa prosta. Fotki komórką i info na policję. Uczestniczę w zarybianiu od kilku lat, poświęcam na to mój prywatny czas i przez myśl mi nie przeszło by jakoweś machlojki robić. To co w operacie to trafia do wody i nie w sposób bezmyślny ale wg wskazówek obecnego przy każdym zarybieniu ichtiologa. Jest przy tym sporządzana dokumentacja i zdjęcia. Porządek być musi i kwita. Kolegów ze Śląska zapraszam na ryby w okolice Skwierzyny. Piękne tereny, ogromne kompleksy leśne z grzybami i jagodami, rybne wody. Nawet gdy pełnia i wiatr wieje ze wschodu da się coś złowić.
- Woda to żywioł i trzeba mieć to na uwadze wypływając sprzętem którego sprawność nie może budzić żadnych zastrzeżeń. Często bywa że wędkarze tzw. "niedzielno-urlopowi" używają sprzętu pływającego nadającego się jedynie na plażę a później są problemy z powrotem do miejsca wodowania bo nagle pontonik się rozkleił.
Do zdjęć zobacz wszystkie
-
Emocje faktycznie były bo żyłka cienka 0,16mm a łowiskiem był zakrzaczony odcinek Obry. Fajnie ...
-
Duża płoć połknięta dzień - dwa wcześniej, wcale nie zmniejszyła jego apetytu.
-
To w Parsęcie nawet okoniska się trafiają? Fajna woda to być musi. Na Słupi łowiłem ale ...
-
Mój brat mieszkający w Lęborku ma dobrze bo co jakiś czas na belony, śledzie, flądry, dorsze ...
Do wędkarskich sukcesów zobacz wszystkie
- Tu o funty chyba biega a nie o kilogramy. Tak czy inaczej fotka fajna.
- "Łopata" jak się patrzy!!! Mój największy 53cm zaczepił się za płetwę grzbietową kotwicą woblera. Myślałem że mi spinera połamie. Dobrze że to stojąca woda była bo w nurcie chyba nie dałbym rady. Gratulacje:)
- Piękna krasnopióra!!! Taka i przynęcie spinningowej nie przepuści.
- Mnie też dopisało szczęście. Takich potworów co prawda nie wyjąłem ale 38cm były. Większe wygrały walkę. Potwierdziła się zasada że lin czasu i cierpliwości wymaga. Teraz gdy jestem na emeryturze nawet lubuskie liny dały się skusić
Do blogów zobacz wszystkie
- W marcowych "WW" już żadnych ogłoszeń sądowych nie ma. Trzeba mieć nadzieję, że będą ale wzmianki o ukaraniu prawdziwych kłusowników. A swoją drogą, to w Naszym Kochanym Kraju jeszcze wiele jest do poprawienia. Jak słyszę i czytam o "biznesmenach" (czyt. bandytach), którzy przez kilkanaście lat sprzedawali skażoną, przemysłową sól, jako pełnowartościową, zarabiając na tym procederze grube miliony w skali roku. Jak pomyślę, że ta sól trafiała do producentów wędlin, serów, pieczywa a tym samym na nasze stoły i że podtruwani byliśmy włącznie z kobietami w ciąży i dziećmi, to mi się w kieszeni tomahawk otwiera. Gdzie były organy kontrolne? Ta sól trafiała do nas z zagranicy i nikomu nie przyszło na myśl by sprawdzić co się z nią dzieje? Oj! niedobrze! bardzo niedobrze!
- No właśnie, czytałem i słuchałem co nie co, w temacie tych "nieszczęśników" na Śniardwach. Dla mnie, to Oni nie mieli prawa tam wejść. Warunki na dużch jeziorach są tak różne, że tafla lodowa tworzy się w wielu miejscach bardzo szybko a w innych nawet przy -10 stopniach lodu nie ma. Do tego warstwa śniegu zalegająca na tafli była niezłą izolacją i te spore mrozy mocnego lodu nie mogły utworzyć. Oni dostali się w rejon bardzo cienkiego lodu i może gdyby cofali się po śladach dali by radę a tak, byli bez szans.
- W "WW" nr2/2012 jest odzew.............kolejne dwa ogłoszenia sądowe!!!??? Jest też sprostowanie, z przeprosinami za błędny tekst, zachęcający wędkarzy do stosowania świetlików jako wabików do przynęt spinningowych (co jest niezgodne z RAPR). A konkurencja (WP, WŚ) ma radochę.
- Cenne uwagi. W tym temacie nigdy informacji nie będzie za dużo. Ja o zapasowym ubraniu nigdy nie myslałem, ale też nie brykam po lodzie nie jednorodnym, kaszowatym czy cieńszym niż 15 - 20cm. Ta grubość przy lodzie powstałym z zamarzającego śniegu może być nie wystarczająca. Lepiej sobie darować te parę rybek na niepewnym lodzie niż ryzykować lodowatą kąpielą. Jeśli jesteśmy super wysportowani i zabezpieczeni kombinezonem +kolcami to mamy szanę że wyjdziemy o własnych siłach. Gdy jedynym naszym sportem jest wyciskanie guzików w "zmieniarce" tv to żaden sprzęt nam nie pomoże gdy łowimy sami. Jedyny ratunek to porządna linka zakończona woreczkiem z piaskiem (tzw. rzutka) i rozważny, silny fizycznie kolega. Ktoś kto nie wpadł pod lód nie wyobraża sobie co mu grozi dlatego ryzykuje.
Do sond zobacz wszystkie
- Nie ma portalu w którym by na ten temat nie dyskutowano. Są głosy za i przeciw. Niektórzy (w tym specjalista ichtiolog mazowieckiego ZO) głoszą tezy że trzeba by badania przeprowadzić jak duże okazy drapieżników wpłyną na całą populację ryb w zbiorniku i czy nie zakłócą równowagi biologicznej. Boję się że może nie o równowagę biologiczną tu idzie ale o inną..........Zdrowy rozsądek podpowiada, że w czasach gdy nie było rybaków, wędkarzy i innych plag niszczących rybostan, duże okazy były, miały się świetnie i wszystko funkcjonowało jak należy. Nie było karłowatej białej ryby typu leszcz, krąp czy płotka. Nie było też za dużo drapieżników. Okazy same regulowały wszystko doskonale. Teraz, jeśli ktoś twierdzi że duże szczupaki zachwieją równowagą biologiczną w zbiorniku to chyba musiał się najeść lub napić czegoś ciężkiego. Łowiłem wielokrotnie duże szczupaki i większość skusiła się na przynęty niewielkie do 10cm. Nie znaczy to że zjadają one tylko małe ryby. Napewno jedzą też większe. Jednak wielkość zjadanych ryb jest różnorodna. Dwa argumenty są najważniejsze: duża ryba=dużo dobrego materiału genetycznego=zdrowa populacja, duża ryba jest nie smaczna a wręcz toksyczna zaś na kiju fantastyczna
- 3-ciego maja złowiłem szczupaka 105cm na wobler własnej produkcji. Esox w dobrej kondycji wrócił do z powrotem wody a ja mam czyste sumienie i świetny humor :))))
- Górne wymiary osobiście stosuję od wielu lat. Dzięki temu z kolegą lowiliśmy niejednokrotnie te same ryby. To jest droga do tego by po metrówki nie jeździć do Skandynawii





