Komentarze

Do wiadomości zobacz wszystkie

  • Wędkarstwo zmienia się błyskawicznie

    Nowoczesność w wędkarstwie ma bardzo wiele twarzy. Z reguły paradoksalnie miast polepszyć życie znacznie je utrudniła. Każdy jeden wędkarz w Polsce, który skończył 50 lat przyzna, że 30 lat wstecz łowił więcej ryb tym dziś bardzo pogardzanym sprzętem „marki” bambus, czy ruski teleskop. Pytanie jest bardzo zasadnicze, czy w wędkarstwie chodzi o ryby, czy o jakość sprzętu…Czy w tym „wyścigu zbrojeń” nie zabrnęliśmy za daleko i nie ukręciliśmy bata na swój grzbiet? „Nowoczesność” to nie tylko wędki…To tony zanęt wrzucane każdego weekendu do wody, to tony ołowiu zostawione w wodzie, to łodzie i GP, to sondy, to metody połowu i to wreszcie telefon komórkowy i Internet…Natura nie jest w stanie sama szybko się bronić i w odpowiedni sposób reagować na coraz wymyślniejsze produkty ludzkiej próżności. Jeśli w porę się nie opamiętamy (hm, może ostatni dzwonek już słyszę…), to w naszym kraju najczęściej przez wędkarzy widywanymi rybami będą pangi w supermarketach…
  • Wywiad z redaktorem Andrzejem Zielińskim (WW) na temat zasady "no kill"

    Wielu wędkarzy naiwnie sądzi, że „no kill” uratuje „nasze” ryby. Mógłbym na podstawie własnego doświadczenia podać dziesiątki przykładów przeczących tej idei. To bardzo wyidealizowany pogląd stworzony na użytek „miękkich twardzieli” balansujących ciągle w dwóch światach instynktów : prastarych łowców i nowoczesnych myśliwych. Widziałem wielokrotnie bardzo bogatych ludzi pakujących rybi drobiazg do worków po kartoflach i bardzo biednych wypuszczających okazy pstrągów, sandaczy…Nikt nikogo siłą, ani przepisami nie uczyni CZŁOWIEKIEM. „No kill” jest odruchem ludzkich i wyższych wartości i uczuć, bo moim zdaniem ze społeczną praktycznością nie ma nic wspólnego – choćby przykład Niemiec i niektórych landów, w których istnieje obowiązek uśmiercania wszystkich złowionych ryb(właśnie z powodu tychże badań naukowych i wyciągniętych z tego ogólnych wniosków). Prawda zwykle tkwi po środku, a fanatyzm jest hamulcem jakiegokolwiek rozsądnego działania. W Polsce jedni za dnia ryby wypuszczają, a drudzy nocą siatami, prądem „zarybiają” bagażniki. Jedni dają buzi, a inni kopa – truciciele, kłusownicy, melioranci itd. Do ratowania populacji ryb potrzebne jest bardziej wyrafinowane, spójne społecznie i „długofalowe” działanie. Potrzebna jest do tego celu masa środków, od edukacji w szkołach aż do wzrostu stopy ekonomicznej. „No kill” jest krzykiem ludzkiego sumienia, igłą kłującą atawistyczne i agresywne ciągoty. I dobrze, bo muszą być ludzie z zasadami alternatywnymi do chamstwa, pazerności, zawłaszczania Natury. Ktoś musi dać przykład dzieciom, aby w przyszłości tworzyły coraz lepszy świat, w którym i zwierzętom należy się szacunek, a chociaż jego odrobina…
  • OKONIE NA CYKADĘ

    Witam wszystkich serdecznie. Z powodu, że jest to mój pierwszy post na Waszym portalu wynika to „gorące” powitanie. Nie chcę, ale muszę odnieść się do pewnych „naukowych” spostrzeżeń Piotra, do którego mam równie gorącą, jak powitanie, prośbę : czy mógłbyś mi wszechwiedzący, wielki wędkarzu pokazać swoje cykady? Przy okazji i inni by obejrzeli…Szczególnie, te podlodowe…Piszesz, że kiedyś je „produkowałeś”, ale teraz wykorzystywane są do połowów pod lodem. Więc skąd się biorą? Z zapasów? A może jesteś tylko filozofem wędkarstwa, który tak, jak wielu Tobie podobnych szuka „słuchaczy” na stronach internetowych? Przeczytałem Twoje blogi i jestem zszokowany. Zaznaczam, że nie jestem ćwierć inteligentem, błędu ortograficznego nie popełniłem nigdy w życiu ani jednego, a moje doświadczenia wędkarskie są „a posteriori”. Moim skromnym zdaniem nie masz zielonego pojęcia o świecie barw w oczach ryb, a Twoje cykady to jakiś złom na podstawie którego dochodzisz do absurdalnie niegodnych takiego, jak Ty, podpartego optyką, ortografią i rzecz jasna, elokwencją, ZNAWCY…Zaznaczam, że nie chcę żadnych „kłótni” i nie mam czasu na infantylne sprzeczki, bo szanuję bardzo czas, a na moje przynęty czekają poważni spinningiści, którzy po prostu łowią ryby, a nie „pieprzą” głupoty za szybą komputera…

Do blogów zobacz wszystkie

  • foto na uprzejma prośbę kol. cykadass

    I w tym jednym całkowicie się z Wami, koledzy zgodzę; rzeczywiście jestem niekulturalnym i nieokrzesanym gburem. I często zaczynam od „I..”. I także nie lubię zwrotu „kolego”, bo kojarzy mi się z dawnym „towarzyszu”, ale co tam, niech będzie…Rzeczywiście „zdziczałem”. I już bardzo dawno temu. Całymi dniami, nocami, tygodniami pokonując kilometry wzdłuż brzegów polskich rzek i jezior. Wtedy, gdy Wy kołysaliście pociechy, mnie kołysała woda na łódce. I gdy Wy klepaliście swoją kobietę po pupie, ja klepałem wahadłówkę na otoczaku. Kocham naturę i jestem taki, jak ONA – NATURALNY. I asertywny. I nie ukrywam swojej agresji pod płaszczykiem kombinacji odpowiednich słów. I nie próbuję zawoalować chamstwa, bezczelnej pewności wśród splotu języcznych przenośni – łamigłówek, choć ten prymitywny sposób jest dla mnie infantylnie prosty do rozszyfrowania…To jest PORTAL WĘDKARSKI, a nie arena do popisów literackich. I tu wędkarze czekają na KONKRETY, a nie na przecinki, kropki i błędy ortograficzne. I podam przykład z folkloru. Jak dziwka na wsi ratuje swoją reputację? Psując, poprzez kłamstwa, intrygi reputację tzw. porządnych kobiet. Nie pozwolę nigdy, aby jakiś „wędkarski żółtodziób” i „gryzipiórek” zakwestionował choć w części moje spostrzeżenia. Każdy „taki” tylko może się ośmieszyć, bo oprócz wielkiego doświadczenia posiadam jeszcze to „coś”, a co to jest, zostawiam Wam w strefie domysłów…I swoje artykuły pisałem „na kolanie” w „oka mgnieniu”, bo nie zależy mi na literackim Noblu. I należy łowić, łowić i jeszcze raz łowić, a dopiero póżniej się wymądrzać. Swoje spostrzeżenia można podpierać Phillipsem. I można podpórkę zamienić na jakiegoś znanego etologa. Można.., - aby odwrócić uwagę od własnych braków, dodać pieprzu do zupy, nadmuchać tekst…I…można jednak także w sposób właśnie „kulturalny” grzecznie się zapytać, na jakiej podstawie autor innego tekstu wyciąga swoje wnioski, bo moje spostrzeżenia są akurat inne…I można w ten sposób doprowadzić do innej zupełnie odmiennej i prawdziwie fachowej konfrontacji dwóch przeciwstawnych opcji. Ale, gdy cierpi się na megalomanię i uważa większość internautów za „ćwierć inteligentów” to i rzecz jasna dochodzi do kłótni i zgrzytów, bo trafia wreszcie kosa na kamień. I wcale się nie dziwię, że twoje (celowo piszę małą literą, tak jak ty) Piotrze(tu wrodzony brak kultury mi nie pozwala) cykady nie były popularne i się nie sprzedawały…Jakaś nieudolna podróba nieudolnego amerykańca. I na podstawie takiego właśnie złomu wyciągano mylne wnioski na temat łowności tych przynęt. Malutką część moich i p r a w d z i w y c h cykad obejrzyj sobie na stronie CF (jeśli już mamy się „odsyłać do stron WWW). Piętnaście lat temu, to ja już byłem „producencie” na etapie cykad wolno - tonących i przezroczystych.., a więc twojego „produktu” nie znałem, bo znam jedynie to, co warte jest poznania. I pomysł mojej cykady podlodowej ukradł SPINMAD. „Puściłem” kilkanaście takich cykad w 2006 przez Perfect Sulechów, podpatrzyli, skopiowali i nawet nie podziękowali…I poza tym nie masz absolutnie racji w kwestii barw. I tym bardziej mnie to dziwi, bo uważasz się za „podlodowego łowcę’, a w moim środowisku nawet przedszkolak z paluchem w buzi wie, że skala barw Phillipsa to bzdura (jeśli chodzi oczywiście o zmysł ryb…). I mimo wszystko proponuję Ci układ, bo wiele twoich spostrzeżeń nawet mi się podoba i nie widzę przeszkód, aby skończyć kłótnię i doprowadzić do rozejmu i w dalszej już części naszej „znajomości” „nie drzeć kotów”(brak kultury – powie miłośnik zwierząt. I „Proszę przeprosić”. – doda…).Czasem mnie „poniesie”, nikt nie jest wolny od „uniesień”, a pojęcie kultury w obecnych czasach szybko ewoluuje i równie dobrze mógłbym wytykać tobie jej braki w twoich blogach..Ale przecież nie o to chodzi…Jestem już po pięćdziesiątce, dużo rzeczy widziałem, dużo słów słyszałem i nic mnie nie dziwi…I nikt, i nic nie zaszkodzi popularności moich przynęt. Zapotrzebowanie jest wielokrotnie większe, niż moje zdolności produkcyjne (i ciągle się zwiększa, pomimo niby kryzysu). I mam „w zanadrzu” wahadłówki, woblery, koguty, błystki podlodowe itp. I zakończę BARDZO niekulturalnie : „Mi to Piotrze zwisa i mam to gdzieś…”. Ja nikogo o nic nie proszę, tym bardziej nie mam zamiaru błagać o przebaczenie…I…
Avatar