Mój blog

Tatuś - nauka pokory

19 sierpnia 2010 22:56

tak jak Tatuś uczył mnie wędkarskiej pokory lat dziesiąt kilka temu, tak ja z gorącym sercem obserwuję jak Tatuś uczy jej się na nowo. cóż, Tatuś ma swoje słuszne lata, dawno zapomniał o swych wędkarskich sukcesach, strasznie przeżywa, gorąco moje rybki i sam chce jeszcze pocholować potworka. staram się.  średnio co czwarty wyjazd nad Odrę zabieram Tatusia. tłumaczę mu, pokazuję, szykuję zanętę i przynętę, sprawdzam jego sprzęt. ale, ale Tatuś w dalszym ciągu się broni, przed czym? staram się wypośrodkować to wszystko czego mnie nauczył i co sam doświadczyłem z tym co zostało jeszcze w Tatusiu. czasem uszczęśliwiony zatnie słuszną rybkę i wyląduje, a czasem ponarzeka na żyłki i haczyki. Tatuś. ile nauk humanistycznych trza zaliczyć, by można Tatusiowi zawiązać dobrze choć haczyk? Tatuś w sumie woli podreptać rowerkiem, po lesistych piaskach by na bacika wytargać z reszty Obrzycy ledwo wymiarowe okonki i płotki. bo ...

tajemnica skórzanej raportówki

12 czerwca 2010 21:22

  może to był rok 1982, może 3ci, nikt nie pamięta a na pewno Tatuś. Tatuś od dłuższego czasu przynosił do domu same okonie - garbusy. piękne sztuki, czasem wręcz medalowe. na pytanie jak i gdzie je złapał? z cwaniackim uśmiechem odpowiadał: "w wodzie, na raportówkę". było to bardzo dziwne, bo do pracy wędki nie zabierał, a jedynie swą skórzaną raportówkę. a lata były tego czasu... dla mnie trygonometria pięć razy w tygodniu była bardziej zabójcza niż wagary i wszelkie konsekwencje po nich. no, może gdyby choć geometrii było więcej. i tak politycznie byłem poprawny. Tatuś w moim wieku zupę nosił partyzantą. codziennie rano Tatuś wyruszał swą "ukrainą" na "badania" zbierał z wyznaczonych drzew, na wyznaczonych oddziałach brudnicę mniszka. o, strasznie ten brudnic i brudnica, (należało określić płeć i do odpowiednich pudełek uśmiercone owady umieścić, wypełniając kartoteki) by się zdziwili w ...

Basior, Pysior i Wąsacz, tak je zwał...

04 maja 2010 21:21

dziś dziurawiłem wodę nową wędką trzy razy, 28, 29 i 30sty w tym sezonie. średnio  - kilówki przy Tatusiowych dwóch wymiarówkach. ale nie o tych kleniach obiecałem napisać. Tatuś, choć zazdrość go zżera, dumny jest ze mnie, ja z Tatusia też. dwie sztuki, to też coś, zresztą Tatuś ze swoim Parkinsonem, mógłby robić za automat na dorsza. ale kiedyś, tak jak obiecał zabrał mnie na prawdziwe klenie. z tego co pamiętam, to kilka "piątek" zaliczył. posłuchajcie. był upał, zbierało się na burzę. pojechaliśmy "ukrainą" na "Dzwinę" tak ogólnie zwą odcinek Obrzycy Leniwej pomiędzy Kanałem Dżwińskim a Karszyńskim mostem pod Kargową. z naszej Karszyńskiej strony, odcinki rzeki nazywa się od oddziałów leśnych, nr rowów, lub łąk. miejsce, które tatuś wybrał, było pomiędzy 4 a 3, tuż za "Wąską Łąką" na zakręcie. po wręcz wojskowym instruktarzu, Tatus posadził mnie w środku ...
Avatar
Blogi - ostatnio komentowane