Mój blog

Rodzinny wypad na rybki

13 czerwca 2009 17:04

Oceń:

Nadszedł oczekiwany dłuższy weekend,więc po namowie żonki postanowiliśmy spędzić dwie nocki nad Odrą,a dokładniej na Strumiennej.Pogoda była nie za bardzo ciekawa,ale postanowiliśmy zaryzykować.Jak to bywa z kobietami i dziećmi w aucie ledwo starczyło miejsca na moje kije i osprzęt.Ledwo ale się zapakowaliśmy i w drogę.Na miejscu przywitały nas ciemne chmury i deszcz,nie wspominając o silnym wietrze.Więc pierwszą godzinkę przesiedzieliśmy na główce w samochodzie.W przerwie między deszczowej rozbiliśmy z Hubertem szybko obozowisko,potem zabrałem się za szykowanie sprzętu i zanęty.Oczywiście między przerwami od deszczu.Po minie żonki i synka widziałem,że woleli by te zmiany pogodowe przesiedzieć w domku,ale nic z tego bo już byliśmy jakieś 50 kilometrów od domku.Zestawy zarzucone,wiatr dalej chula i z łapania na spławik nici więc wędkuję na feederka i pickerka.Co jakiś czas na kiju meldują się kleniki(największy 23cm) jazik,krąpiki i leszczyki(malutkie).Rodzinka cały czas,niestety przesiaduje w namiocie lub aucie.Wieczorem wiatr troszeczkę odpuszcza a my zajadamy potrawki z grilla przgotowane przez moją żonkę.Pychotka!!!O godzinie 23 lekkie drganie szczytówki,zacinam i czuję opór wołam Huberta i z moją pomocą synek ląduję pierwszego leszcza(57cm).Zaczyna znowu wiać a moi towarzysze już poszli spać.O godzinie około 3 w nocy szczytówka daję ostro do wiwatu,ostre zacięcie i znowu opór z tym,że bardziej ryba idzie do dna.Hol siłowy nic tu nie zdziała więc odkręcam troszkę hamulec i zaczęła się zabawa.Do momentu gdy rybka wydarła w stronę nurtu,zrobiło się gorąco i czas zakończyć zabawę.Po paru minutkach w podbierak wpływa leszcz który mierzy 58cm.Jest to mój największy leszcz złowiony do tej pory.W nocy wiatr też nie przestawał swoich harców,ale mimo to o godzinie 3.40 walczę z następnym leszczykie ale tym razem mniejszy i mniej walecznym(52cm).W dzień złowiłem jeszcze tylko okonia jakieś20 cm i kilkanaście uklejek.Po śniadanku stwierdziliśmy,że nie ma sensu dalsze siedzenie nad wodą,a raczej w aucie i namiocie.Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej którą wykonała moja żonka.Monika uwielbia robić zdjęcia więc tu mogła się napstrykać do woli.Tym bardziej,że za plecami mieliśmy bunkier z czasów II wojny światowej.Ogólnie (pomijając pogodę) wszyscy jesteśmy zadowoleni z tej wyprawy i już planujemy następną.O ile pogoda znów nam nie popsuje planów

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Komentarze (2)

  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    esox

    Tak Krzysztofie masz rację,mamy to zakodowane w duszy i ciężko jest wytrzymać choćby tygodnia bez zarzucenia wędki.Zawsze po powrocie z rybek już koduję następny wyjazd.Miejmy nadzieję,że przyjdzie nam wędkować do długich starczych lat.Oby tylko starczało sił na wyholowanie małej płotki.Pozdrawiam

  • Krzysztof Mariak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    marini72

    Witam. U mnie też pogoda nie dopisała, złowiłem co prawda 2 piękne karasie, ale po takiej ulewie myślałem, ,ze mam dosyć, ryb przynajmniej na tydzień. Gdy jednak dzisiaj wyszło słoneczko, to już planuje następny wyjazd. My wędkarze mamy to zakodowane w duszy, jeżeli tylko zmęczenie mija, to już rwiemy się z powrotem do tego, co naprawdę lubimy-Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów- Krzysztof.

Avatar
Wędkarskie sukcesy
Tagi
Blogi - ostatnio komentowane