10 lipca 2011 11:11
Ostatni tydzień spędziłem na mazurach. Dość nietypowo jak dla mnie, bo w lipcu generalnie tam nie jeżdżę. I ten pobyt tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Mnóstwo się tu pisze o tym, że wędkarze to brudasy, syfiarze, bałaganiarze i pijaki. I pewnie jest w tym spora część prawdy. Ale horror, którego byłem świadkiem spowodował ten wpis.
Nad brzegami już nie ma wolnych pół czy pastwisk. Są działki lub pola namiotowo-przyczepowe. Ale nie to jest problemem. Kłopotem jest BYDŁO (z całym szacunkiem dla krów!!), które tam przyjeżdża i robi regularną całodobową rozpierduchę. Jak na początku było zimno to błoga cisza była najcudowniejszą muzyką dla moich uszu. Ryby brały, nie było gorąco więc bajka. Wyszło słońce i się zaczynało!! Skąd Ci ludzie wyłazili zielonego pojęcia nie mam-dogadali się z kretami i siedzieli w ziemi czy co?! Jedna wielka impreza. Domki i namioty od siebie stały w ...
31 maja 2011 12:03
....wszystko zaczęło się od mojego chrześniaka. Zdał kartę wędkarską niedawno i jako spiningista chciał pojechać na ryby. Obiecałem, że go zabiorę. Żeby chłopak się nie zniechęcił i coś (cokolwiek!!) złowił wybór padł na łowiska komercyjne.....
W sobotę raniutko dzwonię na podwarszawskie łowisko niedaleko Nowego Dworu Mazowieckiego z pytaniem ile jest osób itp. Dostaję odpowiedź, że "wszystkie pomosty zajęte" a jest tam ich kilkadziesiąt. Chciałem więc pożyczyć łódkę, ale "łódki zostały całkowicie zlikwidowane", bo przeszkadzają karpiarzom. Akurat mój kumpel tam był, zadzwoniłem i się dowiedziałem, że zestawów i markerów na wodzie jest tyle, że nie wiadomo które czyje. Na każdym pomoście po dwóch wędkarzy i minimum 4 wędki zarzucone wachlarzem. Ciągłe kłótnie o zaczepienie zestawu sąsiada. Kilka razy mało nie dochodzi do regularnego mordobicia. Oczywiście ...
08 maja 2011 20:02
Czołem:)
W końcu udało się z kolegą Mariuszem J. wybrać się ze spiningami nad wodę. Pierwsze łowienie w tym roku po całej zimowej wymianie maili z opowieściami wędkarskimi, więc Nasze oczekiwania były ogromne. Wybór padł na Bugo-Narew. Pech chciał, że akurat w tym samym czasie w tym miejscu odbywały się zawody spinningowe koła z podwarszawskich Marek. Po krótkiej rozmowie z uczestnikami dowiedzieliśmy się, że padł jeden ledwo wymiarowy esox-poza tym ani wącha. Rozkładamy wędki ciesząc się cudowną pogodą. Nawet obudzone słońcem owady Nam nie przeszkadzały. W może piątym rzucie Mariusz krzyczy MAM!! Lecę do niego...Ryby nie widać. Spinning się gnie. Pytam jaka przynęta i okazuje się, że to mały twister motoroil prowadzony na szuranego. A ryba robi z wedką co chce!:)) W końcu pokazuje się....Pierwsza ocena..duża brzana. Ale potem miny Nam dębieją...przepiękny boleń!!!! Na oko jakieś 2,5kg. Walnął spod samych nóg, ...