Komentarze

Do wiadomości zobacz wszystkie

  • Będzie pił wodę z Wisły, jadł ryby, spał na brzegu

    Nasuwa się kilka pytań: 1. Czy Pan Marek ma kartę wędkarska ? 2. Czy Pan Marek uzyskał zezwolenie uprawnionych do rybactwa na obwodach rzeki Wisły, pzrez które będzie przepływał - bo jest ich trochę przecież? 3. Czy będzie łowił na wędkę czy jakąś inną metodą? * Być może to nieporozumienie - tzn. mówienie o tym, że będzie ryby łowił, ponieważ w innym miejscu czytałem, że ryby otrzymał od wiślanych rybaków i specjalnie przygotował je na tę wyprawę i to będzie jadł: http://fakty.interia.pl/newsroom/news/marek-kaminski-chce-pokonac-wisle-zima,1448620,3286?fs=s * Ciekaw jest co na to PZW i PSR. PZW - bo to dzierżawca większości obwodów; PSR - bo stoi na straży przestrzegania ustawy o Rybactwie śródlądowym. Nie mam nic do pana Marka, ale jako strażnik SSRyb. nieraz spotykałem się nad woda z argumentami typu jak ONI (Cejrowski, Kowalski, Kamiński itd) mogą to i ja też. Bo może jak sobie kupię "Quada" to będę mógł nim eksplorować Bieszczadzki Park Narodowy - polować z łuku na żubry i się nimi żywić...
  • Gruba pokrywa lodu i śniegu na jeziorach grozi przyduchą

    Butle były własnością tych gości z uprawnieniami (mieli firmy) - członków naszego koła. To takie, które używa się do spawania (?). Transport był zaprzyjaźnionego kolegi, członka koła - samochód dostawczy. Robocizna SSRyb. i Zarząd Koła. Za tlen zapłaciliśmy jako koło (uchwała). Wspomniał tu też ktoś o aeratorach, fajne urządzonka interesowaliśmy się tym bo to doskonały sposób by w lecie walczyć z eutrofizacją zbiornika (-ów) - a w zimie napowietrzać po zamarznięciu. Ale to bardzo drogi biznes (sa firmy w Polsce, które oferują takie rozwiązania), trzeba by starać się o dopłaty unijne. Może dożyjemy takich czasów, że każdy zbiornik, zbiorniczek, nawet na małej rzeczce doczeka się funkcjonalnej przepławki (o co walczy prezes naszego Okregu) i dostanie aerator (-y) dla poprawy jakości wody i lepszego wykorzystania biomasy w nim zawartej (to jest moje marzenie).
  • Gruba pokrywa lodu i śniegu na jeziorach grozi przyduchą

    Podczas ostatnich mroźnych (więcej jak 10 lat temu) zim z długo uttrzymująca się pokrywą lodową i śneigiem na lodzie napowietrzalśmy nasze zbiorniki za pomocą butli z tlenem. Pod lód wprowadzaliśmy długie węże gumowe i uszczelnialiśmy otwory śniegiem. Taki tlen rozpuszcza się też trudno ale "bąble" powietrzne wędrują po całym zbiorniku pod lodem i być może wtedy ten tlen choć trochę przenikał do wody. Koszt tlenu nie był duży a robili to wędkarze, którzy mieli uprawnienia do obsługi butli - bo pracowali z nimi na co dzień. Akcje powtarzaliśmy 2-3 krotnie w ciągu zimy. Mamy niewielkie zbiorniki - na 3,5 ha "Florydę" w Leżajsku zużywaliśmy 3-4 butle z tlenem na jeden raz. Według nas było to skuteczne bo na podobnych zbiornikach na których nie robiono takich zabiegów przyducha występowała a na tych nie (choć w latach gdy nie było natleniania był problem z przyduchą). Po natlenianiu robiliśmy tygodniowy zakaz połowu ryb by nie wiercono otworów w lodzie. PS: Przy okazji były przygody. Na szczęście niegroźne. Na zbiorniku "czyste" w Grodzisku Dolnym (płytki zbiornik) zdarzyło się nam, że po dość szybkim wpuszczeniu tlenu pod lód nastąpiło potężne pęknięcie i przesunięcie się płyt lodu w góre i w dół (miał około 40 cm grubości). Lód uniósł się do góry a potem zapadł. Hałas był ogłuszający.
  • Albatrosy, ryby i żółwie jedzą plastik.

    PET-y i szkoło to jedno - foliówki i torby papierowe to inna rzecz. Foliówka foliówce nierówna, część z nich (pewnie większość) jest wyprodukowana w taki sposób, że nawet ich spalenie nie jest tak szkodliwe jak to się głosi (może ktoś napisze jakiś artykulik o tym kiedyś )? Zaleta foliówek: 1.000 foliówek to tak trochę większy rulonik, 1.000 toreb z papieru to kilka dużych pudeł. To wszystko trzeba wozić, to wymaga wycinania drzew i wcale nie wróci jako makulatura (bo też się nikomu nie zechce). Więcej spalonej benzyny, więcej zużytego gazu i wody do produkcji itd. Bilans jest na NIE dla papierowych jednorazówek. A to że foliówki są wszędzie to nasza wina - i gdyby weszłyby papierowe to byłoby jeszcze gorzej bo po namoknięciu zostawałaby z nich mokra breja której nie dałoby się zebrać. Foliówkę można spokojnie zebrać, a gdy obeschnie, nawet w kieszeń włożyć. Tu powinien zadziałać kapitalizm - wszystko co można kupić można też sprzedać - nawet jeśli to są śmieci! Nie trzeba nam funduszy agencji, agencji - w składzie ministerstwa i innych tego typu instytucji mnożących się jak grzyby po deszczu i przejadających w większości pieniądze pochodzące na przykład z opłat produktowych czy licznych podatków (to to co każdy przedsiębiorstwa wprowadzających towar na rynek buli do ich kasy za usunięcie ze środowiska). Prosty system agencyjnych punktów skupu, które obierają od ludności śmieci PLACĄC za nie. Tak, tak nawet za te bytowe (popiół, resztki jedzenia). Niech to będą drobne sumy ale zawsze. Wywiązujesz się, ba dostarczasz do punktu skupu - dostajesz kasę lub płacisz mniejszy podatek. Nie chesz tego robić zleć to komuś, on weźmie kasę za ciebie. Wynalazcy i naukowcy podglądają naturę. Podglądnijmy więc "naturę", gdy cena aluminium i złomu była wysoka to te elementy krajobrazu leśno -rzecznego (bo ten nas najbardziej interesuje) najszybciej zniknęły. Zróbmy tak samo z papierem, PET-ami, innymi odpadami, będzie bardzo szybko bardzo porządnie. Myślę, że wielokrotnie taniej. A ilu ludzie będzie miało zajęcie.
Avatar