Mój blog

Zimowe okonie

22 stycznia 2012 09:27

Siedzę sobie w ciepełku przy kompie, przeglądam stare zdjęcia i wracają wspomnienia. Ile to zim spędziłem na lodzie ? Oj sporo. Od pierwszych mrozów po ostatni lód. Jaki to człowiek był kiedyś odważny. Wchodziliśmy na lód 4-6 cm. Co prawda zbiornik płytki, ale jednak. Teraz myślę, że to była brawura a przede wszystkim głupota. Wspominając ( bo co innego dzisiaj robić ? ) poświęcam ten felieton połowom okoni spod lodu. Oczywiście łowiłem i inne ryby, ale połów okoni determinował każdy mój wyjazd na lód. Będzie trochę porad. Ot wspomnienia... Nie było u mnie w domu tradycji łowienia spod lodu. Prawdziwe zimowe wędkowanie przy pomocy krótkiej wędeczki zaczęło się za namową Zbyszka po moim powrocie ze studiów w 88 roku. Zbyszek zrobił mi wędkę – rurka aluminiowa, dwa kawałki drewna i kawałek „pastucha” z włókna szklanego. Były to czasy, kiedy nic nie było ...

Dawnych wspomnień czar...wielkanocne leszcze

27 marca 2010 14:11

       Wiosnę czuć było już zdecydowanie. Słońce przygrzewało całkiem mocno i robiło się bardzo przyjemnie. Wędkowaliśmy bez czapek i rękawic, często zdejmowaliśmy kurtki. Ale lód był gruby. Nie pamiętam takiej zimy, by zamiast na pochód 1-majowy człowiek jechał na wędkowanie z lodu. Zabrakło tygodnia, by faktycznie tak się stało.W lany poniedziałek budzę mego wilczura o 5 rano i wyciągam go na spacer. Spojrzał na mnie zdziwiony,że to ja go budzę a nie on mnie, ale nic nie powiedział, tylko posłusznie poszedł za mną na dwór. Ja tymczasem do piwnicy po sprzęt , by cichutko zapakować go do auta. Zaraz, a gdzie buty ? Hmm, może postawiłem pod kaloryferem , by przeschły. Ponaglam  Atosa a ten jak na złość ociąga się jak nigdy. Musi wszystkie krzaki obwąchać, poczytać wiadomości od kolegów z osiedla. Wracamy w końcu do domu i nie ma butów ! Żonka na bank gdzieś schowała, bym nie ...

To był 1995 rok...

10 marca 2010 09:03

         Zima zawitała do nas bardzo wcześnie i niespodziewanie tego roku. Rysio i Zbycho wypłynęli łódką na szczupaka 11 listopada i wrócili po 2 godzinach zmarznięci na kość. Mróz chwycił naszą mieścinę potężnym uściskiem i trzymał aż do Świąt Wielkanocnych. Czyli koniec sezonu spinningowego. I co dalej ?  Nie przesiedzimy przecież jesiennej depresji przy kuflu piwa...         Spotykam sąsiada z osiedla. Mówi, że był na polnym stawie. Lód już możliwy i śmiało można wejść. Ale mamy dopiero 30 listopada !  Jest niedziela. Trochę skacowani po Andrzejkach, ale  w ramach „dojścia do siebie” jedziemy na lód. Rysio, Maniek, jego zięć Jurek, Zbyszek i ja. 2 km asfaltem . Szosa dobra, odśnieżona. To droga do Granicy Państwa Z asfaltu skręcamy w drogę prowadzącą do PGR-u ...
Avatar
Najnowsze wpisy
Blogi - ostatnio komentowane