Mirek
Komentarze
Do wiadomości zobacz wszystkie
- I masz teraz odpowiedź Janusz, dlaczego tak łatwo wygrywacie przetargi na małe i płytkie jeziorka. Ilość ważna ? Mamy dwie solidne zimy i wszelkie zarybienia szlag trafi. Mówiłem, by wygrać przetarg na J. Kinkajmskie, bo jest przepływowe i blisko Bartoszyc. Na J. Miejskim ryby też nie padną...
- Mimo, że łowię w kombinezonie asekuracyjnym, to jeszcze nie wszedłem na lód. Obfite opady śniegu pokryły cieniutką powłokę lodową i spowolniły przyrastanie lodu. Na moje oko lód jest jeszcze zbyt cienki, chodź czarny i jednolity. Może u mnie z wiekiem maleje zapotrzebowanie na ryzyko a rośnie popyt na zdrowy rozsądek ? Ja swoje ryby spod lodu zdążę złowić...
- A co na to Dyrektor Biura Zarządu Okręgu ? Przecież to on decyduje o jakie wody okręg walczy w przetargach. Składki na zarybianie wód spływają właśnie do okręgu a nie do koła w Szczecinku. Przecież koło nie dysponuje środkami, by stawać do przetargu choćby i o kałużę wody !
- Mam kombinezon asekuracyjny i to wszystko. Przede wszystkim mam znajomość tego jeziora i wiem, kiedy i w jakie miejsca można wejść na ostatni lód. Ale nie przesadzam z ryzykiem. Ryby nie są warte tego...
Do zdjęć zobacz wszystkie
-
Staram się jak mogę. Do współpracy wciągnąłem wszystkich właścicieli sklepów wędkarskich ...
-
A ten diabełek to z akwarium ? :)
-
Brawo :)
-
Moje kochane miejsce...
Do wędkarskich sukcesów zobacz wszystkie
- Chyba oba ważyły razem 0,5 kg...
Do blogów zobacz wszystkie
- Mam taki kombinezon 4-ty sezon. Na szczęście nie testowałem go w wodzie. Dla mnie najważniejsze jest to, że doskonale chroni przed wiatrem. Koledzy zmarznięci na kość uciekali pod las i grzali się przy ognisku a ja łowiłem przy silnych wiatrach na środku jeziora. Ważne, by się nie zapocić w nim przed samym wędkowaniem. Dlatego kombinezon zakładam przed samym wejściem na lód.
- "Mirkowi pomogła obecność takich nowicjuszy, a Tomka chrześniak...cóż - wszystko jasne. " -Małe sprostowanie Piotr. Moi załoganci to nie byli nowicjusze. Jeden z nich jest znakomitym łowcą boleni i kleni. Tyle, że łowili w innym odcinku Łyny. Ja im pokazałem swoje miejscówki i sposób prowadzenia gum w odcinku przygranicznym, który znam od dziecka. Jeszcze nie postawiłem łódki na wodę. Czekam na 1 czerwca...
- Przypomniał mi Tomek sytuację z 2007 roku. Pływałem z kolegami z innego koła. Uczyłem ich, albo raczej pokazywałem im jak łowię szczupaki i sandacze. No i trafił się metrowy szczupak ( jak na zamówienie ? ☺ ) . W obecności kilku łódek wypuściłem go z powrotem. Stwierdzono, że byłem zapewne pijany. Fakt, wypiłem 4 piwa, ale to nie był powód ☺...
- Witam kolegów. Dawno tu nie zaglądałem a tu Piotr zapodał ciekawy, spinningowy temat przynęt. Oczywiście też zaczynałem od wahadłówek ( Algi i Gnomy głównie ). Ojciec kasy nie żałował i wydawał sporo w tajemnicy przed mamą., bo rwaliśmy te blachy niemiłosiernie. Ale , gdy trzeba było wydawać na blachy ze swojej kieszeni, to łowiłem tanimi jak barszcz ruskimi blachami. Nie pracowały tak jak nasze, ale śmiało rzucałem nimi w największe konary. Najwięcej brań było po poderwaniu blachy z dna. Na jedno takie branie spod wielkiego , zatopionego dębu nie żałowałem i z 5 zerwanych blach. Bo jak rąbnął tamtejszy rezydent, to emocji wystarczało na cały dzień. W zasadzie wszystkie duże sztuki wygrywały pojedynki ze mną plącząc żyłkę w konarach. Ale za to jak rozwijała się wyobraźnia...




