Mój blog

Przynęty spinningowe

25 kwietnia 2010 23:15

Oceń:

Zapomniane i wzgardzone
Mowa tu oczywiście o przynętach spinningowych, a nie o czymś innym. Zapewne wielu z nas, w natłoku kolorowych wyrobów \'przemysłu gumowego\', gdy wszelkiej masci rippery, twistery, raczki, żabki czy glizdy gumowe opanowały wedkarskie torby, rozpuszczajac plastikowe pudełka, zapomniało o przynetach naszych Ojców nie wspominajac nawet tego, czym łowili nasi Dziadkowie. Natomiast hasło - przebłyszczenie wody, mocno nas zniewalało, co w połączeniu z dużym potencjałem połowowym (duże mozliwości adaptacji do łowiska: wiele opcji kolorystycznych, dające wiele efektów sposoby prezentacji przynęty), i - co chyba najistotniejsze - zdecydowanie niższa cena niż obrotówki lub woblery, sprawiła, że zapomnieliśmy lub zrezygnowaliśmy z całego posiadanego dotychczas arsenału przynęt.
Na pierwszy ogień niech idą - wahadłówki. Stare typy - mors, alga, kalewa i inne , wbrew pozorom nie były i nie stały się dla drapieżników mniej atrakcyjne.Tak raczej stało się dla handlowców mogących sprzedawać nowość inkasując przy tym więcej wpływów do kasy. Jednak jak dowodzi praktyka spinningowa, w wielu łowiskach (mówiąc najprosciej)- wahadłówka rządzi i ma się doskonale.
W następnym wpisie, porozmawiam o błyskach obrotowych i zaskakującym losie jednej z nich. O obrotówce wynalezionej w Polsce i tu zpomnianej  , lecz produkowanej przez firmę Mepps.

Tagi: przynęta , spinning , techniki

Dodaj komentarz

Komentarze (57)

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Witam po dłuższej przerwie. Chciałbym poinformować , że dopiero teraz udało mi się stworzyć galerię i dodać 4 fotki przynęt (no, może to niezbyt dokładna informacja, ale zobaczycie sami). Zapraszam do oglądania i obiecuję "na dniach" dodać kolejne zdjęcia.
    pozdrawiam

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Fotka tej blaszki pozwoliła by mi na postawienie diagnozy co ona jest za jedna ta blacha. Każda szanująca klientów firma robi blaszki i je testuje. Zanim jakiś model wyjdzie do seryjnej produkcji musi być zaprojektowany i wykonany ściśle pod konkretne ryby lub wody. Dobiera się wielkość skrzydełka, jego grubość i rodzaj materiału, kąt ugięcia, to samo z korpusem. Być może właśnie ta błystka została zaprojektowana specjalnie pod konkretny typ łowisk lub rybę (najprawdopodobniej Boleń). Kilka modeli wirków wyłowionych z Warty testowałem i były ok. Zazwyczaj diabeł tkwi w szczegółach. Trzeba by ją rozebrać i zmontować ponownie po przeszlifowaniu kulek mosiężnych na których paletka w jarzemku się obraca. 99% błystek nawet Mepssy wymaga takiego podrasowania a jeszcze lepiej dołożyć bezpośrednio pod jarzemko szklany mały koralik - to nawet mułowatą blachę ruszy. Jak zobaczę fotkę to powiem co z nią nie tak

  • cyklop Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    cyklop

    tak sobie obserwuję z boku, przypominam i słucham, że ze dwa tydnie temu, gdy w godzinę ogołociłem główkę z kleni, a brały coraz mniejsze, to mnie smaczek naszedł. uzbroiłem krótki teleskop 2,7 w obrotówkę co mi się jeszcze na kartoniku walała od dwóch lat w skrzynce. przy zakupie sugerowałem się jej wyglądem. dość masywny korpus z raczej małym łeskowym skrzydełkiem w kolorach czerń, brąz i stonowany pomarańcz z wyłupiastym przestrzennym okiem, do tego na kotwicy pierzasty chwost. chyba popularna firma "wirek" ale nie jestem pewien. słuchajcie ta blacha wogóle nie pracowała ani pod prąd ani z prądem. jedynie w silnym nurcie i to po mocnym uruchomieniu jej szarpnięciem szczytówki. giąłem ją ze dwadzieścia razy nim jako tako, zaczęła mi pracować ale tylko pod prąd, z prądem lub w przekosach lubi nadal się zawieszać. oczywiście nie było żadnego bicia. z doświadczenia wiem, że wiele obrotówek ma problemy z pracą gdy są nowe, stare, wyrobione często zaskakują nagle swą lekkością pracy i łownością. często to właśnie zaczep, albo ostre pobicie drapieżnika, coś tam przesunie, rozegnie itd, itp. chcę tutaj zwrócić uwagę, że dałem się złapać na wygląd i zaufałem seryjnej produkcji. może jeszcze popracuję nad tą blachą i coś wyjmę jak mnie najdzie, bo powoli apetyt rośnie jak was słucham, więc proszę piszcie to się więcej dowiem, i nie koniecznie wypróbuję czy też się zgodzę, bo wędkarstwo, to przecież bardzo indywidualny sport, ale doświadczeniem starszych i lepszych się nie gardzi. pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Faktycznie - każdy typ blachy można tak wyprofilować by paletka pracowała zgodnie z oczekiwaniem łowiącego. Jednak albo ja tego dobrze robić nie potrafię, albo niestety taka operacja nie zawsze wychodzi obrotówce na zdrowie. Chodzi właśnie o pracę pod lub z nurtem. Żeby nie zaciemniać - obrotówka pracująca wąsko pod prąd i z prądem, po przerobieniu zwiększającym kąt wirowania paletki na większy / szerszy, najczęściej nie będzie "chętna" do współpracy z prądem rzeki. Na wodzie stojącej może jeszcze jako tako pracować, ale generalnie...to już ne je to , Pane Havranku. Owszem, takie przeróbki są czasem uzasadnione, bo są łowiska w których drapieżnik miewa nie raz bardzo dziwne upodobania i w nic innego nie walnie (sam znam taką rzeczkę w której tylko pod prąd, tylko wolno, tylko czarno lub ewentualnie "black fury" z innymi kropkami, no i tylko "obrotowo". inne wabiki nie mają szans. Można tylko zmieniać wielkość, ale bez szaleństw. I tak przez prawie cały sezon. A rzeczka ma może z 10m szerokości i średnią głębokość 1 m. I niech mi ktoś wytłumaczy - dlaczego?).
    Ostatni wierzbowy listek straciłem na Wkrze , dwa sezony temu...i też żałuję.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Właściwie to ta specyficzna błystka obrotowa nazywa się Cyankali bez "j" to prawdopodobnie Czeska nazwa tej blaszki. Jej niektóre odmiany miały korpus wykonany z rurek plastikowych lub innych b.lekkich materiałów. Na zdjęciu w galerii zamieściłem właśnie dwa dewony i tę blaszkę. Źródło: J. Riha "1001 Rad Dla Wędkarzy". Swoją wersję Cyankali wymyśliłem niezależnie od Czeskiej. Jak się okazuje myśli wędkarskie niejednokrotnie wędrują tymi samymi ścieżkami.
    Czy ktoś jeszcze ma i używa wahadłówki polskiej produkcji "Listek wierzby" ? W latach 80tych to była moja ulubiona blacha nawet okonie w nią biły

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Cyjankali to obrotówka na bardzo szybki nurt górskiej rzeki. wygląda jak zwyczajna błystka obrotowa ale ma dodatkowe obciążenie - łezkę ołowianą zakończoną haczykiem. Ta łezka jest zamontowana w odległości około 3cm od osi obrotówki równolegle do niej. Jest osadzona na drucie który po zawinięciu oczka błystki nie jest obcinany tylko kierowany pod kątem prostym do osi błystki a następnie w zależności od wielkości blaszki zaginany w kierunku kotwicy równolegle do osi błystki. Na ten równoległy odcinek drutu zakłada się łezkę a potem montuje hak. Oczywiście uprzednio mierzymy odległości między tym hakiem i kotwicą by w czasie rzutów się nie plątały z sobą. Wahadełka też trzeba dobierać do wody. Grubość blachy na płytkie wody nie może być zbyt duża bo ciężko wtedy prowadzić wahadełko wolno i tuż nad zielskiem. Kształt skrzydełka obrotówki nie ma praktycznie żadnego znaczenia. To raczej "chłit martetindodi" . Każdy typ czy to Aglia, Long czy Comet da się tak wyprofilować by pracował wąsko, średnio albo szeroko. To tylko producenci wmawiają nam wędkarzom że aglie chodzą szeroko a comety wąsko. Kiedyś chyba z 5lat temu był u mnie świetny spinningista z blaszkami "reder mini". Powiedział że one mu nie chodzą, źle startują i w ogóle żeby je wykorzystać na części do innych modeli. Blaszki te faktycznie źle startowały ale....... z prądem rzeki. Nasz mistrz spinera łowił klenie i jazie rzucając pod i prowadząc wabik z prądem, stąd jego przekonanie że to marne błystki. A wystarczyła lekka korekta paletki błystki i już się nadawała do łowienia z prądem rzeki

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Każdy wędkarz mający efekty (pod postacią złowionych ryb), wykraczające poza standardowe "20 cm okonia i 45 cm szczubła" zasługuje na odpowiednią dozę uwagi. Choćby z względu na powiększające się bezrybie i umiejętność złowienia w nim czegoś jeszcze.. A ci, którzy mogą pochwalić się złowieniem jeszcze większych ryb, z pewnością zasłużyli na znacznie większy podziw i uznanie. Sam nie uważam się za znawcę i speca, chociaż wiele lat "dziurawienia wody" spinnerem, jest już za mną. Zapewne, jest wielu skuteczniejszych spinningistów niż ja. Dlatego zawsze z chęcią słucham bądź czytam tych, którzy mogą powiedzieć coś ciekawego i nowego, i tym samym wzbogacić mój zasób wiedzy o tej metodzie połowu. Jest jeszcze coś, czego nauczyć się nie można. Jak powiedział mi kiedyś E. Gutkiewicz - woda uczy pokory, i nawet najlepszym zdarza się zejść z łowiska o kiju. Liczy się więc i szczęście.
    A powracając do przynęt - Nie sztuką jest łowić wtedy gdy ryb jest dużo w łowisku i w dodatku, biorą jak oszalałe na wszystko. Sztuką jest sprowokować branie wtedy gdy brać nie chcą. I tu zgodzę się z każdym zdaniem tych, którzy piszą , że jakąś przynętą (wahadłem, obrotówką, woblerem czy gumą) trzeba umieć się posługiwać. Proste ściąganie przynęty, po linii prostej, może dać efekty- bo to jest jedna z metod prowadzenia, a w dodatku czasem nie ma najzwyczajniej warunków (np.:mała warstwa wody nad dywanem zielska), by grać nimi w bardziej finezyjny sposób. Rodzaj przynęty może wpływać na dobór sposobu jej prezentacji w łowisku, ale to zależy również od wielu innych czynników. Osobiście miałem wiele takich "wypadów" nad wodę, gdy byłem tak zmęczony, że już samo trzymanie spinnera w dłoni i kręcenie korbką kołowrotka, stanowiło szczyt moich możliwości. Ale odpoczywałem nad wodą i z wędką w dłoni- i to się dla mnie wtedy liczyło. O dziwo, skłamałbym gdybym powiedział, że efektów w postaci złowionych ryb (całkiem przyzwoitej wielkości) nie miałem. Były. Ale czy to efekt wolnego i prostego prowadzenia, czy zbiegu okoliczności - nie wiem.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Myślę , że przeogromna większość spinningistów łowi generalnie gumami . Stąd zapomniane wahadła potrafią być tajną i genialną bronią . Jak prowadzić wahadło pisałem wcześniej . Ta przynęta niemal wszystko wybacza . Czasami trzeba się sporo napocić , żeby prawidłowo poprowadzić gumę , obrotówkę czy wobler . Z wahadłami nie ma tego problemu . Nigdy nie wypływam na wodę bez kilku wahadełek . Są to przeważnie Morsy 2 i 3 , Alga 2 i Gnom 2 . I mnóstwo razy ratowały mi tyłek . Podziwiam Henia i jego dokonania tak łowieckie jak i konstrukcyjne . Mnie łowienie woblerami zawsze szło nie najlepiej . Ale to pewnie też kwestia wprawy . O obrotówkach Marka Aszychmina słyszałem , ale nigdy na nie miałem okazji na nie łowić .

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Obrohadłówka - określenie wprost mordercze! :) Nie podzielam zdania, że wahadełka są przynętami które "trzeba umieć" prowadzić. Jak powiedział przedmówca, są dni gdy zębate wala we wszystko. Nie omijając nawet koszyczków zanętowych, więc proste prowadzenie, też będzie miało sens w takich chwilach. A spinningista słabo wyszkolony technicznie zapewne znajdzie czas by nauczyć się jak urozmaicać pracę przynęt podczas łowienia nimi. Czas potrzebny jest zawsze (wiem ze to truizm), ale nawet spinningiści mający "na liczniku jakiś przebieg", często nie potrafią posługiwać się prawidłowo najbardziej rozpowszechnionymi przynętami, nie mówiąc już o tych - zapomnianych nieco.
    Co to jest "cyjankali" ? popatrzę na fotki w galerii, ale pytam z ciekawości, bo nazwa w kontekście przynęty jest mi nie znana.
    Sam robię przynęty (s`n`g, obrotówki, woblery, wahadłowe, modyfikuję gumy) ale daleki jestem by podejmować się tak drastycznie niebezpiecznych prac, jak obrotówka z paletka z 1 mm blachy. Najzwyczajniej nie dał bym chyba rady zrobić przynęty z tak ciężkiego materiału. Jak każdy lub większość wie, mamy 3 podstawowe kształty paletek. Dla uzyskania opisanego efektu, w istocie, najlepszym wyborem będzie typ paletki - Aglia. Ale nie koniecznie z aż tak grubego materiału (sama powierzchnia blaszki jest już wystarczającym warunkiem), by uzyskać szeroki kąt wirowania i w dodatku z wolną rotacją. Zresztą - daleko mi do Aszychmina i jego "perełek", i mocny w konstruowaniu obrotówek się nie czuję, mając nadal problemy z obrotówkami wielkości 1 i 0 (o numerze 00 już nie wspominam nawet).

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Wahadłówki są drogie i nie trendy, więc większość zwykłych wędkarzy ich nie używa, baa nawet nie umie nimi łowić. To nawet dobrze bo dużych drapieżników w wodzie więcej pływać będzie. Możliwości by wykombinować jakąś nieznaną i nietypową przynętę jest wiele. Zwłaszcza na szczupaki które nawet w koszyczki czy sprężyny zanętowe biją. Zresztą nie ma przynęt złych są tylko źle dobrane i prowadzone. Co do wady obrotówek że skręcają linkę powiem tylko tyle: używajmy typu "Cyjankali" i jej modyfikacji (zdjęcie takiej przeróbki zamieściłem w galerii) albo zacznijmy je prowadzić "skokami naprzód" - wtedy blaszka raz się skręci w prawo a drugi raz w lewo. Najgorszym sposobem prowadzenia obrotówki jest jednostajne monotonne ściąganie jej kołowrotkiem. Blaszek bezjarzemkowych jak je nazywam (garbatek) zrobiłem wiele i sporo ryb na nie wyjąłem jednak klasyczna obrotówka lepiej mi pasuje. Jeśli ktoś z kolegów robi blaszki to proponuję wykonać model obrotówki z blachy o grubości 1mm w kształcie Aglii Meppsa i nadać jej szeroki kąt wirowania. Przy wolnym prowadzeniu i opadzie ta obrotka cuda czyni. To coś jakby "obrohadłówka"

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Bardzo dobry pomysł . Pokażmy po kilka swoich ulubionych przynęt:)))

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Szczerze powiedziawszy -
    1 - myślę, że te devony z drutu i blachy bardziej powinny się nazywać spi`n`glow, niż devon
    2- "ciężkie o małej objętości pociski ze skrzydełkami nadającymi im szybki ruch wirowy"- to idealny opis devonów, z jakimi ja miałem kontakt. Postaram się w jakimś najbliższym i "przyzwoitym" czasie, zrobić fotkę takiego i wkleję ja do galerii (może połączę sesję foto, i pstryknę pozostałe przynęty...).

  • juro Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    Witam. Widzę, że mam spore zaległości. A więc po kolei. Chyba Piotrze wiemy czym jest raj z kropelką czyśćca. Tata kolegi Tomka konstruował lekkie dewony z drutu i kawałka blachy, a ja w swoich starych księgach spotkałem się z opisami tych przynęt jako ciężkie o małej objętości pociski ze skrzydełkami nadającymi im szybki ruch wirowy. Czy to jakaś inna forma? Co do fartownej blaszki: Kolego, takiej propozycji nie godzi się odrzucać, zwłaszcza gdy się jest starym, klasycznym centusiem krakowskim. Odezwę się... A jeżeli chodzi o tych, którzy zabierają zawsze i wszystko, to jednego z nich załatwiła moja pociecha kilka dni temu podczas spaceru nad wodą. Myślę, że opiszę to wkrótce na blogu, bo zaczynam do niego chyba dojrzewać. Póki co, pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    W sumie, można prawie każdą wirówkę uzbroić tak, by nie skręcała żyłki. Problem zaczyna i kończy się w punkcie, w którym musimy dokonać wyboru miejsca mocowania i wyboru masy obciążenia, które umieścimy mimośrodowo na osi błystki.
    Przy dużych obrotówkach problem jest mały. Zabawa zaczyna się wraz z zmniejszeniem wielkości błystki. Ale fakt - pomysł jest pierwszoklaśny.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Rozmów z nimi prowadziłem mnóstwo . I wolę metodę ewolucji i edukacji niż preferowaną przez niektórych metodę "Karać i Niewolić Lejąc Pałą" . Dyskusja nie miała na celu ochrony zasobów Naszych wód a przepychankę "kto i dlaczego jest kłusolem i mniejszym czy większym" . Dlatego przestałem tam o tym pisać . Wolę przemawiać do wyobraźni i tłumaczyć niż lać po łbie .

    Co do przynęt , to blaszki wirowe są super wynalazkami . Mają jedna zasadniczą ( i chyba jedyną ) wadę . Strasznie skręcają żyłki . Polak wymyślił na to prosty patent . To coś nazywa się Glan Gliwa , czyli zwykła obrotówka ale z totalnie innym kształtem korpusu . Zachęcam to znalezienia i kupienia choćby jednej sztuki . Super przynęta szczególnie na wyrośnięte garbusy:)))

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Jest jeszcze coś - główny temat tego wpisu blogowego, czyli zapomniane przynęty. Nie znaczy to, że za wszelką cenę chcę odejść od tematu, który równolegle się rozwinął. Chciałbym by każdy, który tu zagląda, miał możliwość wypowiadania się na temat, który go zainteresuje. Dlatego powracając do tematu....
    Garbatka - przynęta sztuczna z rodzaju błystek obrotowych. Pierwsze modele wykonane w Polsce, metodami chałupniczymi. Słabe możliwości wykonania, ograniczały konstruktora materiałowo i technologicznie dlatego jej budowa znacznie różniła się od typowej błystki obrotowej zachowując jednak podstawowe dla tego typu przynęt elementy i zasadę działania. Po pewnym czasie, w naszym kraju, w handlu pokazuje się błystka produkowana przez jednego z znanych producentów zachodnich pod nową nazwą i hasłem "hit".
    Czy znacie tę błystkę? Czy ktoś nią jeszcze łowi?

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    W sumie, opisałeś swoje uwarunkowanie tak jasno, ze dodawać do niego nie trzeba nawet najmniejszego słowa. Wiem co masz na myśli pisząc słowa : "Miejscowi z założenia ZAWSZE zabierają wszystko , co złowią ". To uogólnienie, ale jednak prawdziwe (czyli i ja tak myślę). Jednak nie pisałem o zdradzaniu techniki połowu gwarantującej sukces. Chodziło mi raczej o rozmowę, w trakcie której prowadząc rozsądnie wymianę poglądów, można uzasadnić swoje racje i przekazać argumenty potwierdzające wysunięte wnioski. Nie wątpię, ze wiesz o tym, że tymi słowami opisuję całkiem naturalną dla ludzi inteligentnych, formę wymiany poglądów , w trakcie której można z oponenta zyskać zwolennika. Innymi słowy, sugerowałem przemyślenie opcji, w której zamiast postawy w której - opinie...które interesują Cię jak zeszłoroczny śnieg, pojawi się postawa - różnimy się, ale wiem że postępujesz źle a ja przekonam cię, że warto postępować dobrze.
    Rozumiem, że trudnością podstawową do przeprowadzenia takiej rozmowy jest , przeprowadzana "z automatu" klasyfikacja miejscowych i wniosek - inteligentnych brak. No bo jak mogą być, skoro postępują wedle zasady - chłop żywemu nie przepuści. To co żyje, nie pożyje se, a juści! Nie wiem, czy tak to widzisz? Czasem i ja tracą wiarę w ludzki intelekt (choćby przy okazji takich krytykantów, o których wspomniałeś), ale niczym niepoprawny optymista nie rozciągam odium głupoty na innych. Nawet na tych, którzy biorą wszystko. Czasem mogą mieć powody. Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłem. Myślę, że jeżeli masz pewność, że to co robisz(wypuszczanie ryb) jest właściwe, to powinieneś rozmawiać przy każdej okazji i przekonywać do tej zasady. Tak mi się wydaje.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Uwielbiam jeść ryby i zawsze sam je oprawiam i przygotowuję do jedzenia . Ale rozkosze podniebienia ZAWSZE przegrywały z szacunkiem do przyrody i natury . Tego mnie uczył mój dziadek i ojciec . A ja teraz staram się przekazywać to przesłanie wszystkim innym . Strasznie trudna to droga i wyboista , niemniej jednak uważam , że warta wszystkich przeciwności . Być może dlatego , że ryby wypuszczam (szczególnie te okazowe) natura jest dla mnie łaskawa i nie pamiętam , kiedy z wody spłynąłem o kiju . Zwróćcie uwagę na jedną rzecz... Miejscowi z założenia ZAWSZE zabierają wszystko , co złowią . Widząc moje połowy dopytują "na co?" , "gdzie?"... Żaden nie zapyta "jak prowadzisz przynętę?" , "na jakiej głębokości?" . I przysięgam , że gdybym miał pewność że wszystkie szczupaki by wypuszczali to zdradzę im tajemnicę , jak je łowię . W przeciwnym wypadku nigdy w życiu . Wędkowanie to moja pasja i nie pozwolę nikomu , aby ją zniszczył . Masz rację Piotr , że w permanentnym pisaniu o zasadzie No Kill jest metoda . I oby była skuteczna . Ja mało mówię a bardzo dużo pokazuję . Ale dopóki miejscowi nie zrozumieją , że łowi się nie dla mięsa a dla przyjemności i sportu , nikomu nie powiem słowa jaki znalazłem sposób na szczupaki . To brutalne , ale inaczej się nie da . Kiedyś na moje jezioro wypłynął strażnik rybacki . Oczywiście 95% łódek "zapadło się pod wodę" , czyli spieprzali do brzegi jak wyścigowe łodzie . Podpłynął więc do mnie . Akurat w momencie , gdy kolejny spory szczupak odzyskiwał wolność . Pogadaliśmy . Nawet nie zapytał o kartę i pozwolenie bo zorientował się , że ma do czynienia z człowiekiem na poziomie . Na koniec powiedział "Ech...gdyby tak wszyscy robili" . Uścisnęliśmy sobie prawicę i od tamtej pory do mnie nie podpływa bo wie , że zawsze jestem w porządku .

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    No tak..to zaczynamy się ścigać? Ja wobec tego odpadam w przedbiegach, swojej łajby chyba w tym sezonie nie zwoduję. Ustępuję Wam pola.
    Tomku, wypuszczasz złowione ryby dlatego bo nie lubisz ich jeść, dlatego bo nie ma kto ich skrobać, czy dlatego ponieważ masz szacunek dla pokonanego przeciwnika, szanujesz życie, i nie chcesz uszczuplać w żaden sposób liczebności fauny wodnej (no i chcesz mieć szansę na częstsze spotkania z dużymi okazami)?
    Dlaczego o to pytam? Dlatego- "opinie na ten temat miejscowych interesują mnie tak samo , jak zeszłoroczny śnieg . " Każdy z nas ma prawo wyboru własnej drogi i przekonań. Ty wybierasz taką, i OK. Szanuję to. Mam jednak pytanie - czy uważasz, ze będąc na swoim łowisku osamotniony w tych przekonaniach, postępując w taki sposób sprawisz,że ryb w nim przybędzie? Tak jak napisałem - każdy ma prawo do wyboru własnych przekonań i drogi. Po co jednak o nich pisać (bo wspomniałeś o tym, że pisaliśmy dużo o tym problemie), skoro nie ma się nadziei na uzyskanie zrozumienia dla swoich uwag i w końcu na podzielenie ich przez czytających? Właśnie to robię teraz, pisząc do Ciebie. Chciałbym Cię tym przekonać, że mając jakieś przekonanie i wiedząc, że jest ono dobre i prawidłowe (łącznie z brakiem negowania prawa zabrania przez łowcę złowionej ryby), należy starać się je rozpowszechniać przekonując do niego innych wędkarzy. Tak zmienia się sposób postępowania, nawyki, i wreszcie... przepisy. Dlatego nie można być obojętnym na to co robią i myślą inni. Nie można narzucać swych przemyśleń siłą, ale nie można też być obojętnym. Znasz powiedzenie, że kropla drąży skałę?
    Mirku - a więc nie zrozumiałem Cię właściwie. Chociaż...gdy ja trafiam na nowe łowisko, zawsze czuję się jak nowicjusz. A przecież jakąś wiedzę wędkarską mam i w pewnych sprawach prezentuję większy poziom kunsztu niż inni (opinia zawodników z Starych Jabłonek). Szkoda tylko, że mając takie odczucia (jak nowicjusz), nie wieszają mi się te metrowe okazy przy każdym wypłynięciu. Wszystko trzeba wypracować... Taki los.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Mirek to będę pierwszy:)))))Ja swoją woduję w tym tygodniu . Mam nadzieję , że uda mi się znów wkurzyć do czerwoności miejscowych , gdy będę wypuszczała złowione szczupaki:)))))

  • Mirek Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    mirkli

    "Mirkowi pomogła obecność takich nowicjuszy, a Tomka chrześniak...cóż - wszystko jasne. " -Małe sprostowanie Piotr. Moi załoganci to nie byli nowicjusze. Jeden z nich jest znakomitym łowcą boleni i kleni. Tyle, że łowili w innym odcinku Łyny. Ja im pokazałem swoje miejscówki i sposób prowadzenia gum w odcinku przygranicznym, który znam od dziecka.

    Jeszcze nie postawiłem łódki na wodę. Czekam na 1 czerwca...

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Ja nigdy nie negowałem prawa wędkarza do zabierania złowionych ryb . Ale zawsze będę przeciwko bestialstwu , braku wyobraźni i bezsensownemu zabijaniu . Moralnie ryba jest tym samym co sarna w lesie . Prawnie niestety już nie . Nie chcę tu rozwijać tematu , bo już i ja i Ty o tym pisaliśmy dużo . Ja wypuszczam ryby i finito la musica . A opinie na ten temat miejscowych interesują mnie tak samo , jak zeszłoroczny śnieg .
    A zmieniając temat , to właśnie kupiłem chrześniakowi zestaw Lunaticów z lekkimi główkami Mustada . I przysięgam , że ja znów szarpnie przy mnie 3 kg szczupłego , to mu każę wpław wracać do przystani:))))))

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Dobre! Właśnie te miny i wszelkiego rodzaju reakcje słowne po wypuszczeniu ryby przed chwilą złowionej, uwielbiam najbardziej!!! :) I przyznam szczerze, że z tej prostej przyczyny iż po prostu mnie to rajcuje, staram się łowić na pokaz i na pokaz wypuszczać. Ile mam później radochy, to moje. Może to i złośliwość, może nawet można by było to nazwać - draństwem (bo niby na złość i po to by wq.....), ale jakoś mi to LOTTO. Chociaż zawsze w tej grupie " łowiących w okolicy" znajdzie się przynajmniej jeden, który podejdzie i zacznie wypytywać jak i na co, by za moment zadać pytanie dlaczego. I to jest właśnie to, co jest chyba uzasadnieniem (tak mi się wydaje) takiego manifestacyjnego wypuszczania. Zawsze gdzieś człek wtedy przysiadzie, i pogada dłużej. Wyjaśniam dlaczego i opisuję na co dzięki temu mogę mieć nadzieję. Kilka razy po takich rozmowach, miałem okazję dostrzec, że później i ci ludzie zaczynają wypuszczać. Jasne, że nie wszystko. W końcu chcą coś zabrać do domu, może pochwalić się połowem, może lubią smażoną lub kotlety...nie o to idzie. Sednem jest to, że zabierają 2-3 największe z siatki, a reszta wraca żywa do wody. Chyba jakiś efekt jest? Nie jestem ortodoksem i uważam, ze wędkarz ma prawo zabrać swoją zdobycz. Problem, moim zdaniem leży w tym by pomiędzy chęcią zabrania a ilością uśmiercanych ryb, znaleźć tzw złoty środek, czyli umiar.
    A znacie "prawo dziewica"...czy jakoś tak ? Nic nie wie, nic nie umie, wędkę trzyma pierwszy raz w życiu, w dłoni....a cholernik zawsze trafi okaz największy podczas połowu. Mirkowi pomogła obecność takich nowicjuszy, a Tomka chrześniak...cóż - wszystko jasne.
    A co do tych krytykantów - Tomek, jak bym miał się przejmować takimi duperelami, to z powodu złamanego paznokcia mojej córki musiałbym popełnić samobójstwo (to tak dla porównania wagi problemów). I kończąc-przejmować się, mogę mądrymi opiniami, uzasadnionym zarzutem, logicznym wnioskiem. Głupota i brak wysiłku myślowego podczas wygłaszania opinii- brzydzą mnie, budzą wstręt i pogardę. Chyba, że ktoś jest chory....

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Mirek nic mi nawet nie mów....Mój chrześniak w ubiegłym roku uczył się spiningować ze mną a efekty możesz zobaczyć w mojej galerii . Jego pierwszy szczupak w życiu 3 kg . Myślałem , że się pod wodę zapadnę:)))) Ale za to on ma teraz takie parcie na łowienie , że spokojnie na tyłku usiedzieć nie może:)))) A o wypuszczaniu ryb pisać mi się już nie chce , bo szkoda tlenu i śliny . Palce mnie bolą o tego tematu . Ja w ciągu całego sezonu zabieram 2 szczupaki . Obydwa na jesieni na zakończenie sezonu . Gdyby tak wszyscy robili , to nie narzekalibyśmy na ilość ryb:)))

  • Mirek Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    mirkli

    Przypomniał mi Tomek sytuację z 2007 roku. Pływałem z kolegami z innego koła. Uczyłem ich, albo raczej pokazywałem im jak łowię szczupaki i sandacze. No i trafił się metrowy szczupak ( jak na zamówienie ? ☺ ) . W obecności kilku łódek wypuściłem go z powrotem. Stwierdzono, że byłem zapewne pijany. Fakt, wypiłem 4 piwa, ale to nie był powód ☺...

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Piotr napisałem tak , bo sam wiesz , że są tutaj ludzie krytykujący wszystko i wszędzie:) Daleki jestem od ubliżania komukolwiek:) Szczególnie , że nadal szukam kumpli do wspólnego łowienia . Sądzę , że każdy z Nas ma własne doświadczenia dotyczące tak doboru jak i prowadzenia przynęt . Ja z tego nie robię żadnej tajemnicy . Na moim łowisku łowię szczupaki kompletnie wbrew wszelkim zasadom i kanonom sztuki . Doszedłem do tego sam i prawdę mówiąc całkowitym przypadkiem:))) Być może dlatego miejscowi , którzy biczują wodę non stop zabierając wszystko , co im się na kotwicy zawiesi patrzą na mnie jak na idiotę , gdy po 30 minutach mam 2-3 okazy po 2-4kg i wszystkie publicznie wypuszczam do wody:)) Mnie to bawi a ich doprowadza do szału:)))))))

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Po pierwsze primo - Juro, całkowicie cię rozumiem. Ja mam w domu 4 dziewczyny +suka owczarka+kot bez.... (czyli prawie jak..) + w różnych akwariach masa samiczek i żółwiowa samiczka na dokładkę. Z samców ostałem się ja i mój pies. I z kim na ryby jeździć??? Jak chciały do jakiś szkolnych zadań pożyczyć moje śpiochy, to w zamian oferowały pożyczenie sukienki na sobotę! Rozbestwiły się (ale wiedzą bez pudła, kto w domu spodnie nosi).
    @ Tomek - nie mów, że "nie będziesz się mądrzył". Tu każdy, jeżeli chce, ma prawo powiedzieć to co chce, i nie znaczy to, że ktokolwiek się mądrzy (po prostu wymieniamy poglądy i informacje). Każdy więc, ma prawo się wypowiedzieć bo każdy ma swoje doświadczenia i związaną z nimi wiedzę. A ograniczenia, żądanie pisania tylko na jeden, określony przez jakiegoś szlachetnie "inteligentnego" osobnika temat, czy narzucanie swego zdania innym, dobre było za czasów organizowanych plenów KC PZPR (nie teraz). Nie pisz, ze nie chcesz się mądrzyć, bo ubliżasz sam sobie (deprecjonując swoją wiedzę i doświadczenie), oraz ubliżasz nam, ponieważ Cię czytamy i chcemy razem dyskutować.
    @ Mirek - Również i ja zaczynałem od tanich rosyjskich przynęt. Ale w odróżnieniu od Ciebie nie oceniam ich tak radykalnie. Często owocem rzucania nimi, były całkiem przyzwoite okazy drapieżników. Może nie tak duże i okazałe, jak Twoja zdobycz ale zawsze coś. Również jak Ty, łowiłem pod zatopionymi wielkimi drzewami, i jak Ty zrywałem dziesiątki przynęt. Jednak zawsze były to rzuty "tymi najgorszymi wabikami", lub przynętami, których miałem jeszcze kilka w zapasie. No i w końcu nauczyłem się posyłać blachy dokładnie "w punkt", co wyeliminowało zrywanie na tym co było widoczne. Zaczepy pod wodą zbierały dalej swoje żniwo, ale i to można było ograniczyć (w obrotówkach - mimośrodową konstrukcją, w woblerach czy wahadłach - odczepiaczem, w gumach - główką z anty zaczepem). Zerwania nadal są, ale mocno ich ilość ograniczyłem. No i co tu gadać - teraz zanim rzucę w gałęzie, zakładam dedykowaną im przynętę. Sprawdziła się.

  • Mirek Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    mirkli

    Witam kolegów. Dawno tu nie zaglądałem a tu Piotr zapodał ciekawy, spinningowy temat przynęt. Oczywiście też zaczynałem od wahadłówek ( Algi i Gnomy głównie ). Ojciec kasy nie żałował i wydawał sporo w tajemnicy przed mamą., bo rwaliśmy te blachy niemiłosiernie. Ale , gdy trzeba było wydawać na blachy ze swojej kieszeni, to łowiłem tanimi jak barszcz ruskimi blachami. Nie pracowały tak jak nasze, ale śmiało rzucałem nimi w największe konary. Najwięcej brań było po poderwaniu blachy z dna. Na jedno takie branie spod wielkiego , zatopionego dębu nie żałowałem i z 5 zerwanych blach. Bo jak rąbnął tamtejszy rezydent, to emocji wystarczało na cały dzień. W zasadzie wszystkie duże sztuki wygrywały pojedynki ze mną plącząc żyłkę w konarach. Ale za to jak rozwijała się wyobraźnia...

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Taki mi się cytat przypomniał "Same kobitki?..to my to możemy mieć raj!":)))) W związku z tym , że wykazujesz się właściwą orientacją co jest w życiu najważniejsze , jako kumpel po kiju mogę Ci wysłać jakąś fartowną blaszkę na farta , bo mam tego ze 20 kilo:) Nie od dziś wiadomo , że najwięcej ryb łowi się na pożyczone bądź dostane przynęty . Przekonaj żonę (wierzę , że dasz radę!!) i zapodaj jakieś zdjęcia:)) Mazury pozdrowię , tylko oscylacja pogodowa coś jakby kuleje....

    Pozdro.

  • juro Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    Witam. 1) No, no! To ja jestem ograbiany! Cała chałupa już dawno utonęła w babskich ciuchach.
    2) Być może zacznę od błystek, ale jeszcze nie teraz, bo komunia jednej z najstarszych cór...
    3) Rybnych sukcesów niestety jeszcze nie posiadłem, zdjęcia jakieś są, jak się żona zlituje, to je tutaj wklei ( bo ja jestem komputerowym analfabetą).
    4) Kolego Tomku, pozdrów gorąco mazury od jura, kciuki będę trzymał.
    Pozdrawiam.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Hmmm...Lepiej o sukienki nie pytać:)))) Mądrzyć się nie chcę , ale uważam , że zaczynać trzeba od wahadła. Woblery wymagają wbrew pozorom sporej wprawy . Mam nadzieję , że kolega Juro podzieli się sukcesami w formie zdjęć?:)) Ja w niedzielę ruszam na mazury i to na dłużej!! Proszę trzymać kciuki!

    Połamania:)))

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    I tak ojcowie ograbiają własne dzieci....
    Juro, a jak wygląda kwestia sukienek? ;)

  • juro Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    Witam. Wędki jednak nie kupię. Wczoraj dostałem od znajomego dla córy zgrabny kijek firmy Fladen. Ale to jeszcze nie wszystko. W połowie marca, w tutejszym konkursie, wygrałem przynęty firmy Lovec - Rapy z odbiorem nagrody na targach wędkarskich w Warszawie. Oczywiście nie odebrałem. Dzisiaj listonosz przyniósł zgrabną paczuszkę z dwoma pięknymi woblerkami! Podziwiam ambicję tej firmy i składam jej wielkie podziękowanie. A do sklepu pójdę tylko po kołowrotek i Gnoma lub Cyklopa. I słyszę jak mnie już ryby na pojedynek wzywają. Pozdrawiam.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Ja zawsze zaczynam od wahadła:)) Potem górę bierze wszelkie ogumienie , choć nie ukrywam , że zdecydowanie najlepsze rezultaty mam na Fishuntery . Szczególnie motoroil bije rekordy . Wadą tej przynęty jest to , że aby pracowała fantastycznie zastosowano skrajnie delikatny silikon . Niestety po braniu czy holu szczupaka konieczna jest wymiana gumy. Genialne są gumy pod nazwą Lunatic , które fenomenalnie "lusterkują" na boki . Polecam wszystkim:) No i po Naszych majowych powrotach z ryb może wymienimy się zdjęciami z sukcesów?

    Połamania!

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Te rozmowy mocno pobudzają wyobraźnię (nie wspominając już o chęci łowienia ). Nareszcie mam wolny od zajęć dzień, więc wybiorę się na ryby z najstarszymi, posiadanymi przynętami. Zabiorę ze sobą devon`a, starego spi`n`glow, kilka zapomnianych wahadełek, cykady...i, tak na wszelki wypadek - swoje "tajne pudełko" gumek. Tak sobie myślę, że warto wyciągnąć najdziwniejsze przynęty z pudełek. Właśnie teraz, gdy drapieżniki są "wyposzczone" po okresie zimy i wiosny, przebłyszczenie nie jest najmodniejszym hasłem i nawet to, co zupełnie wydaje się projektanckim "odlotem umysłowym" może przynieść zaskakującą zdobycz. Zresztą - czy ten tok myślenia jest , tak naprawdę, właściwy? Czy te dziwadła, których żaden z myśliwych nie używa na łowiskach, faktycznie mogą być skuteczne tylko po okresie długiej nieobecności wędkarzy na łowiskach? A może ich skuteczność będzie zaskakująco wysoka teraz i później?! Właśnie dlatego, bo nikt ("przy zdrowych zmysłach") ich od wielu lat nie używa. Może te stare i zapomniane przynęty, teraz okażą sią jokerami? Jak myślicie - czy to, co kiedyś było łowne i zostało wyparte z rynku i użytkowania na wiele lat, teraz będzie potrafiło odzyskać należne sobie miejsce w zbiorze przynęt spinningowych?
    Iadę z ciekawością, nadzieją i tym czymś co każdego z nas goni nad wodę. Wszystkim życzę połamania i wielu zaskoczeń.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    No i znów pewnie parę osób zaskoczę:) Mój dzielny Tata sam konstruował wędkarskie rzeczy . Jego koronnym dziełem były kołowrotki o szpuli ruchomej , ale duże o średnicy około 18cm . Do dziś mam taki jeden . Gdy rozpędzimy go z niewielką siłą on sam kręci się prawie 40 sekund. Chętnym wyślę zdjęcia:) A co do devonów to też tata zrobił ich mnóstwo . Zostało mi ich chyba 8. W zasadzie to kawałek grubego drutu z kotwicą a dookoła blacha wielkości sporej łyżki od zupy . Cała konstrukcja była lekka , więc Tata jakieś 50cm przed nią wieszał (tez własnej konstrukcji) około 3o gramowy ciężarek . Jak by ktoś chciał zobaczyć , jak to wygląda , to fotki mogę wysłać . Pomijam fakt , że Tata do takiego zestawu stosował żyłkę 0,60mm:))) Cieńsze były za słabe:))))

    Ja mam kilka Larsenów i chyba 3 Tomahawki , czyli gumowoblery . Za tydzień ruszam na pierwsze majowe szczupaki . Może wiosna to dobry czas na eksperymenty?

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    A to :
    http://translate.google.pl/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.fishingmag.co.nz/trout-old-gear-devon.htm

    mały bonus dla ciekawskich.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    O takich wynalazkach trudno teraz mi powiedzieć cokolwiek. Z Larsenem miałem krótki romans, jednak nie przypadliśmy chyba sobie do gustu. Co by jednak nie mówić o przynętach które wspomnieliście, podsumowanie będzie zawsze jednakowe - żadna z tych super_wielofunkcyjnych_przynęt nie była na tyle dobra, by przetrwać na rynku (a tym bardziej w torbach spinningistów ! ), dłużej niż rok. Pojawiały się jednego roku, by niczym majowa jętka, przeżyć ten okres swego życia w częstych reklamach swych producentów bądź sprzedawców. I dobrze! Trzeba szukać, trzeba próbować, a następnie weryfikować przydatność choćby przez popyt. Widocznie tej, próby nie "przeszły".
    Wspominamy przynęty podobne do tych , które wymieniliście. Podobne jeśli chodzi o aktualną obecność na łowiskach, ale nie tak samo ..."małoletnie". Podobne, ale posiadające swój wkład i miejsce w historii. Pozwólcie, ze zapytam o dwie przynęty, bardzo podobnie zachowujące się podczas prowadzenia, ale o różnej konstrukcji. Czy ktoś jeszcze łowi na spin`n`glow albo na devona ? Czy ktoś jeszcze pamięta te przynęty, które chociaż niezbyt podobne do czegoś znanego są bliskimi "kuzynami" tak popularnych wirówek?

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    W tym temacie , też zresztą polacy wykombinowali "gumowobler" . Wadę mają tylko taką , że są trochę zbyt lekkie i oddawanie dalszych rzutów jest utrudnione . Ale praca w wodzie super . Nie ukrywam , że też specjalnie nie przyłożyłem się do opanowania techniki łowienia gumowoblerami . Może to jeszcze przede mną?:) Sądzę , że gdy głodnemu szczupakowi pokażemy jakąkolwiek przynętę przed oczami to walnie na 100% . Problemy rodzą się wtedy , gdy szczupaki nie chcą gryźć .

  • cyklop Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    cyklop

    (: "cykadoblachowobler"? toż to tylko trójkącik. "cykadoblachowoblerotwister" to jest dopiero coś!
    poważnie, opanować cykadę, to jest sztuka, mnie nie wystarczyło cierpliwości, ale z "cykadoblachowoblerem"? od razu kombinował bym z gumowym ogonkiem, dlaczego nie? a my tu "Gnomy" i "Cyklopy" wspominamy nie mówiąc o "Morsach" i "Algach". w sumie i tak liczą się tylko wyniki końcowe. to tylko sportowe podejście, ale przede wszystkim, każdy z nas jest instynktownym myśliwym. przypadki, rzadko dają się przekuć na sukces.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Przypomniałem sobie coś:)) Jest taki polski wynalazek o nazwie "Larsen" . To połączenie wahadła , cykady i woblera potocznie zwany "cykadoblachowobler" . Łowić tym niestety nie jest łatwo, ale ja wyciągnąłem kilka ładnych szczupaków na tą "łyżkę do butów" . Wymaga sztywnego kija i raczej plecionki, bo wtedy kontakt z przynętą jest bardzo dobry. Są one robione w wielu wielkościach , kolorach i gramaturach . Ale zaznaczam ponownie - tym się trzeba nauczyć łowić!!

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    prowadzenia cykada będzie maiła znacznie "wygładzone" drżenie. Zapięcie na ostatnim otworze z szeregu sprawi, że ruch cykady będzie "nerwowy i szybszy" .
    Prowadzenie: cykada musi być prowadzona z taką szybkością, by jej drżenie było najsilniej odczuwane na dolniku spinnera (wtedy amplituda oscylacji jest największa, podobnie jak migotanie i wytwarzanie fali hydroakustycznej.
    Sposoby prezentacji: ograniczone są wyobraźnią wędkarza. Można prowadzić przynętę szybko, torem prostym i na jednakowej głębokości (np. srebrną, kusząc bolenie). Można prowadzić torem sinusoidalnym lub "piłą". Można w momencie osiągania perygeum toru (dolny szczyt), uderzać o roślinność lub (co lepsze!) o dno, wzbudzając zainteresowanie okoni i sandaczy. Należy przy tym pamiętać o jednym - w chwili znacznego zwolnienia tempa zwijania linki, cykada przestaje drżeć i nieomal pionowo (czyli zależnie od napięcia linki), opada do dna. Z chwilą ponownego zwijania, drganie powraca. Wszystko to, można samodzielnie wyczuć na dolniku wędki. "Uruchomienie" wyobraźni bardzo pomaga wędkarzowi w wyczuciu pracy i prowadzenia przynęty.
    Kolorystyka cykad : temat "rzeka". Każdy ma swoje przemyślenia odnośnie tego tematu i swoje preferencje kolorystyczne. Jednak jest kilka informacji, które pozwalają w sposób racjonalny dokonywać wyborów zwiększających szansę odniesienia sukcesu w połowie (i dotyczy to kolorystyki wszystkich przynęt, a nie tylko cykad). 1.- kolory, wraz z wzrostem głębokości, czyli jednocześnie w miarę zmniejszenia ilości światła słonecznego docierającego na zwiększoną głębokość ZMIENIAJĄ KOLOR ( np. dla człowieka, to co jeszcze czerwone na głębokości 1,5m, zmienia się w czarne na głębokości poniżej 5 m. Dokładna głębokość zmiany zależy od ilości zawiesiny w wodzie, stanowiącej dla światła przeszkodę). 2.- człowiek widzi kolory inaczej niż ryba, ale kolor czerwony wydaje się być szczególnie drażniący dla drapieżników. 3.- mimo wszystko, warto stosować kolorystykę naturalnego pokarmu drapieżników.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    prowadzenia cykada będzie maiła znacznie "wygładzone" drżenie. Zapięcie na ostatnim otworze z szeregu sprawi, że ruch cykady będzie "nerwowy i szybszy" .
    Prowadzenie: cykada musi być prowadzona z taką szybkością, by jej drżenie było najsilniej odczuwane na dolniku spinnera (wtedy amplituda oscylacji jest największa, podobnie jak migotanie i wytwarzanie fali hydroakustycznej.
    Sposoby prezentacji: ograniczone są wyobraźnią wędkarza. Można prowadzić przynętę szybko, torem prostym i na jednakowej głębokości (np. srebrną, kusząc bolenie). Można prowadzić torem sinusoidalnym lub "piłą". Można w momencie osiągania perygeum toru (dolny szczyt), uderzać o roślinność lub (co lepsze!) o dno, wzbudzając zainteresowanie okoni i sandaczy. Należy przy tym pamiętać o jednym - w chwili znacznego zwolnienia tempa zwijania linki, cykada przestaje drżeć i nieomal pionowo (czyli zależnie od napięcia linki), opada do dna. Z chwilą ponownego zwijania, drganie powraca. Wszystko to, można samodzielnie wyczuć na dolniku wędki. "Uruchomienie" wyobraźni bardzo pomaga wędkarzowi w wyczuciu pracy i prowadzenia przynęty.
    Kolorystyka cykad : temat "rzeka". Każdy ma swoje przemyślenia odnośnie tego tematu i swoje preferencje kolorystyczne. Jednak jest kilka informacji, które pozwalają w sposób racjonalny dokonywać wyborów zwiększających szansę odniesienia sukcesu w połowie (i dotyczy to kolorystyki wszystkich przynęt, a nie tylko cykad). 1.- kolory, wraz z wzrostem głębokości, czyli jednocześnie w miarę zmniejszenia ilości światła słonecznego docierającego na zwiększoną głębokość ZMIENIAJĄ KOLOR ( np. dla człowieka, to co jeszcze czerwone na głębokości 1,5m, zmienia się w czarne na głębokości poniżej 5 m. Dokładna głębokość zmiany zależy od ilości zawiesiny w wodzie, stanowiącej dla światła przeszkodę). 2.- człowiek widzi kolory inaczej niż ryba, ale kolor czerwony wydaje się być szczególnie drażniący dla drapieżników. 3.- mimo wszystko, warto stosować kolorystykę naturalnego pokarmu drapieżników.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Dla mnie, tajemnicą jest to, że cykady występują w handlu pod różnymi nazwami. Zresztą, nie tylko w handlu. Niektórzy żurnaliści przedstawiają jedną i tę samą przynętę, pod dwiema lub nawet trzema nazwami. Mamy więc :cykady, invadery i sonary. Niczym specjalnym się nie różnią w tych prezentacjach, pomijając barwę i wielkość przynęty. Widocznie im bardziej tajemnicza i niezrozumiała nazwa, tym bardziej artykuł wydaje się mądry i poważny (nie mówiąc o autorze). Tyle gwoli wstępu.
    Budowa takiej przynęty jest prosta niczym budowa rasowego cepa: główna masa o kształcie mniej lub bardziej wydłużonej kropli + "skrzydełko" zazwyczaj ostawione skośnie w stosunku do głównej masy, wychodzące z niej w górę. W skrzydełku znajdują się otwory do mocowania linki (żyłki, plecionki). W zależności od masy przynęty, jest ich 2 - w malutkich cykadach i 5 w tych naprawdę dużych. Są rozmieszczone w szeregu, wzdłuż górnej krawędzi skrzydełka. Kotwiczki (lub - moim zdaniem lepsze uzbrojenie malutkich cykad - haczyk muchowy), mocowane są albo do masy głównej (w dolnej, tylnej części), lub przez dodatkowy otwór w skrzydełku, usytuowany blisko dolnej krawędzi, niedaleko końca skrzydełka. Mocowanie jest realizowane przez kółeczko łącznikowe. Tyle o budowie. Najważniejszą uwagą dla chętnych wypróbowania tej przynęty jest - bezwzględnie stosuj agrafkę , chcąc zapiąć tę przynętę na końcu swego zestawu. Ale nie byle jaką czy pierwszą lepszą. Agrafka musi mieć 2 cechy charakterystyczne. 1.- kolanko agrafki musi być okrągłe. 2.- drut agrafki nie może w żadnej płaszczyźnie ruchu cykady, ograniczać jej ruchów (musi być wyraźnie mniejsza średnica drutu, w porównaniu z średnicą otworu). Kolanko agrafki jest dla cykady czymś w rodzaju łożyska, dlatego są to warunki ważne ponieważ ich właściwy dobór uniemożliwi powstawanie oporów ruchu przynęty i jej "dziwną" pracę. Mocowanie: jeżeli agrafkę zapniemy przez najniższy otwór w skrzydełku (pierwszy z szeregu przy górnej krawędzi skrzydełka, od strony głównej masy przynęty), to przy tej samej prędkości

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    W temacie cykad jestem zielony niczym przysłowiowy szczypiorek na wiosnę. Mam jedną sztukę w kolekcji, strasznie maleńką na okonie i mimo wielokrotnych prób i testów nie miałem nawet brania. Prawdopodobnie wynika to z braku doświadczenia:) Cykada jest chyba jedyną przynętą o której praktycznie nie wiem nic. Skądinąd wiem , że niektórzy spece od sandaczy tak potrafią podać cykadę, że mętnookie walą w nią jak oszalałe.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    No i....nic dodać i nic ująć! Tomasz praktycznie wyłożył "kawę na ławę". Jest nawet "trafiony-zatopiony" Juro :).
    Troszkę więcej omówienia wypadałoby dodać do fragmentu naszej rozmowy, o mocowaniu i/lub prowadzeniu przynęt spinningowych by uniknąć niebezpieczeństwa powstania tzw. dźwigni, dzięki której walcząca ryba ma spore szanse na uwolnienie się z haka bądź kotwicy (nawet gdy jest prawidłowo zapięta). Ponieważ jednak problem ten dotyczy prawie wszystkich przynęt, proponuję wrócić do niego przy najbliższej okazji.
    Były "wahadła", był spinnerbait...proponuję teraz rozmowę na temat naszych doświadczeń w łowieniu jeszcze mniej rozpowszechnioną przynętą - CYKADĄ. Chociaż niby wielu z nas wie, zna, widziało lub nawet posiada, to jednak nie jest to przynęta będąca w szerokim użyciu. A zalet ma naprawdę wiele. Chyba najważniejsza (przynajmniej dla mnie), to dosyć duża masa, skupiona w całkiem niewielkiej bryle. Oj, można tym rzucić naprawdę daleko. A jeżeli dodamy do tego informację, że w zależności od punktu "wiązania" możemy uzyskać różną charakterystykę pracy (od "bardzo nerwowej do całkiem znudzonej"), to uzyskujemy obraz przynęty, którą możemy dobrać się do ryb żerujących na śród rzecznych rafach, znacznie oddalonych od brzegu skąd łowimy.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Piotr zapomniał napisać rzeczy chyba najważniejszej . Wszelkie wahadłówki to przynęty, które wybaczają najwięcej błędów, są najmniej kłopotliwe w prowadzeniu i mają największe możliwości ruchu w wodzie (od kolebania się na boki do wirowania wokół własnej osi ) . Pracują na każdej głębokości. To absolutnie wędkarskie abecadło. Poza tym są na tyle ciężkie, że oddawanie dłuższych rzutów młodszym adeptom wędkarstwa nie będzie stanowiło problemu. Na początek poleciłbym Gnoma 2 , Morsa 2 , Algę 2 i Cyklopa 1. To całkowicie wystarczy. I uwierzcie.... pierwszy szczupak złowiony będzie Wam się śnił całe życie:))))

    Połamania

  • juro Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    Witam. To ja już zdecydowałem. Kupuję kijek i jakąś blaszkę. Teraz już wiem o co pytać w sklepach. Pozdrawiam.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Miesięcznik Wędkarz Polski jakiś czas temu zamieścił piękny artykuł "Grabarze Suma" , który mówił o wymówieniu lokalu Sumowi w Domu Wędkarza przy Twardej 42. Firma zniknęła na kilka ładnych lat, ale o ile mnie pamięć nie myli córka założyciela podjęła działalność i produkują dalej swoje wyroby, chyba w Łodzi. W sporej większości sklepów wędkarskich można kupić legendarne już blachy. Pełen ich wybór jest w salonie Centrum Wędkarstwa przy Wybrzeżu Kościuszkowskim obok Spójni.
    Doskonale pamiętam główkę o której piszesz:) Nazywało się to "główka obciążająca" . Mam jeszcze kilka sztuk. Mają jedną przecudowną cechę.... nie powodują jakiegokolwiek skręcania żyłki przy blaszkach obrotowych . No i dużo dalej można nimi rzucać:)) Mam w swojej kolekcji blaszkę Sumex, która jest połączeniem spinnerbaita z wolnym skrzydełkiem obrotówki:)))
    Naprawdę każdemu polecam spróbowanie blach Suma. Szczególnie ich Gnomy i Cyklopy są genialne. Morsy i Algi o dziwo wolę Polspingu , ale te z pierwszych lat produkcji.

    Połamania

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    A tu mnie Tomek zaskoczył. Jeszcze kilkanaście lat temu, byłem na Twardej, gdzie obok PZW miała siedzibę i sklep firmowy firma SUM. Poinformowano mnie wówczas, ze firma została zlikwidowana. Widocznie pojawił się jakiś spadkobierca właściciela lub ktoś odkupił prawa do nazwy. I dobrze, bo firma i jej dorobek zacny i na szacunek oraz wdzięczność wędkarzy zasługujący. Szkoda, że tylko na podstawowych przynętach spinningowych firma opiera teraz swój program produkcyjny (ale może się mylę). Czy ktokolwiek z młodych spinningistów wie co to jest - spinnerbait? Może to zbyt proste pytanie, bo wiedzieć nie znaczy łowić na "to coś" , więc czy ktoś łowił na spinnerbaity ? Może nieco sprostuję - nie chodzi o angielskie znaczenie tego słowa, bo gdyby do tego się sprowadzało pytanie , to każda przynęta którą rzucamy spinnerem załatwiałaby nam odpowiedź na TAK. Chodzi o przynęty produkowane przez firmę SUM już w latach `70 ub. wieku, kiedy "zgniły zachód" nawet nie miał pojęcia o takich przynętach. Ciężka, ołowiana główka "rybia" z drutem tworzącym agrafkę i jednocześnie oczko do zawiązywania przynęty na żyłce (przesuwając główkę, odpinało się agrafkę). Agrafka przechodziła w odpowiednio wykrępowany drut, na końcu którego mocowana była paletka identyczna jak te w obrotówkach lub chwost z czerwonej włóczki. Na innym fragmencie drutu spinnerbaita, zawieszona była kotwiczka (zazwyczaj produkt Mustad)... Teraz, można takie przynęty spotkać w sklepach. Są firmowane nazwami obcych, zagranicznych firm.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Wyjaśniam:) Cyklopa produkowała i nadal produkuje firma Sum . Szczególnie polecam modele w kolorze złota z czerwonym chwostem . Blaszka fantastycznie imituje małego karasia złocistego bądź srebrzystego. Bardzo fajnie pracuje przy maksymalnie wolnym prowadzeniu. Moją wahadłówką nr1 był, jest i zawsze będzie Mors. Ale mam dla wszystkich stosujących wahadła radę, która zdecydowanie zmniejszy liczbę spadów. Kotwiczkę mocujmy ZAWSZE przez dwa kółka łącznikowe. Zapobiega to wyhaczeniu się ryby , gdy szarpie łbem. Nie ma wtedy dźwigni między napiętą żyłką a kotwiczką. Zresztą zachęcam do stosowania kotwiczek bezzadziorowych. Jeśli plecionka bądź żyłka będzie zawsze napięta, to absolutnie nie spowoduje to większej ilości spadów. A uwolnienie ryby realizujemy poprzez zwyczajne zluzowanie żyłki:))))

    Połamania

  • cyklop Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    cyklop

    "cyklopa" nie pamiętam, ale "gnoma" nie zapomnę nigdy, właśnie na niego holowałem swoje pierwsze szczupaki i garbusy na Obrzycy. teraz b. rzadko sięgam po spina, po tym jak dziennie zostawiałem ok. stówy w "wynalazkach" na odrzańskich zaczepach (zanim w miarę poznałem główki, ale i to się zmienia w tak żywej rzece) nie raz przekonałem się, że właśnie prosta, sprawdzona wahadłówka sprawia "opad szczeny" innym biczującym wodę. z czasów, gdy głównie ganiałem po Odrze, to sprawdziły mi się obrotówki: Mepps, nie pamiętam nazwy, ale to stary wzór, i wirówki z nawierconymi otworami na obrzeżu skrzydełka, ale te sam przerabiałem w kilku wersjach.
    mój Tatuś robił blachy z łyżek stołowych, przechlapane miał u Mamusi.

  • jacoli Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    jacoli

    Faktycznie wahadłówki są w niełasce bo przewodzą wszelkiej maści gumy, osobiście posiadam rożne gumowe przynęty, ale mam też wahadłówki które kupiłem w tym roku i choć jeszcze nic na nie nie złowiłem, bo tylko byłem nad wodą sprawdzić jak pracują to jestem bardzo zadowolony z ich pracy w wodzie i mam zamiar je przetestować po 1 Maja na szczupakach. Lubie też obrotówki ale nie o tym jest temat myślę że warto sięgnąć po stare sprawdzone blachy, bo duży szum wokół nowoczesnych przynęt nie zawsze idzie w parze z ich pracą i skutecznością w wodzie. Wiele z tych nowych przynęt chwyta najpierw wędkarza w sklepie, a z rybą to jest już różnie. Życzę wszystkim udanych połowów zapomnianymi przynętami jakimi są zapewne wahadłówki.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Koledzy, oczywiscie zapomniałem nazw wszystkich modeli błystek wahadłowych (starość nie radość :) ), a obecna oferta handlowa, to albo ograniczony do dawnych i nie wszystkich modeli arsenał Polspingu, albo oferta samoróbek różnej proweniencji. Dodać do tego "przeglądu" należy i "karlinki" (osiągalne tylko regionalnie w Pomorskiem) no i sławetne, i niczego rozsądnego nie przypominające "klamki", rodem z Podhalańskich bystrzy gdzie kiedyś siały spustoszenie pośród głowacic. Jeszcze inny "rezerwuar" błystek wahadłowych, to bazarki wędkarskie. Przyznam szczerze, że właśnie tam najbardziej lubię kupować. Po pierwsze - błystki rosyjskiej fabrykacji. Nie raz mnie zaskoczyły swą skutecznością. Po drugie, jakieś mniej lub bardziej historyczne złomy, które są wyciąganymi z strychów skarbami pokroju właśnie Heinza czy innych sławnych modeli. I wreszcie na koniec - sklepy i bazarki z fragmentami "programu produkcyjnego", sygnowanego znakiem RO-BO. Z tych ostatnich, nie wszystkie zyskały moje uznanie, ale poznać je samodzielnie i wyrobić sobie własną opinię - polecam każdemu.

  • Piotr Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Koledzy, oczywiscie zapomniałem nazw wszystkich modeli błystek wahadłowych (starość nie radość :) ), a obecna oferta handlowa, to albo ograniczony do dawnych i nie wszystkich modeli arsenał Polspingu, albo oferta samoróbek różnej proweniencji. Dodać do tego "przeglądu" należy i "karlinki" (osiągalne tylko regionalnie w Pomorskiem) no i sławetne, i niczego rozsądnego nie przypominające "klamki", rodem z Podhalańskich bystrzy gdzie kiedyś siały spustoszenie pośród głowacic. Jeszcze inny "rezerwuar" błystek wahadłowych, to bazarki wędkarskie. Przyznam szczerze, że właśnie tam najbardziej lubię kupować. Po pierwsze - błystki rosyjskiej fabrykacji. Nie raz mnie zaskoczyły swą skutecznością. Po drugie, jakieś mniej lub bardziej historyczne złomy, które są wyciąganymi z strychów skarbami pokroju właśnie Heinza czy innych sławnych modeli. I wreszcie na koniec - sklepy i bazarki z fragmentami "programu produkcyjnego", sygnowanego znakiem RO-BO. Z tych ostatnich, nie wszystkie zyskały moje uznanie, ale poznać je samodzielnie i wyrobić sobie własną opinię - polecam każdemu.

  • Tomek W. Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    hsiao

    Ja mam dużą kolekcję blach wahadłowych z czasów, kiedy jak to się mówi "na stojąco właziłem pod szafę". To rzeczy robione jeszcze "metodami domowymi" przez mojego Ojca i Dziadka. Do blach wymienionych przez Piotra dołączę takie cacka jak Cyklop i Gnom, na które do dziś uwielbiam łowić. Renesans wahadła nadszedł razem z łowieniem gumami na opad. Żadna na świecie guma nie wykonuje takich ruchów w opadzie, jak wahadło. Mój Dziadek w latach 50-tych z grubej blachy miedzianej zrobił około 30 sztuk kopii najsłynniejszego wahadła świata , czyli Heinza. Zostało mi tych blach do dziś 8 i traktuję jako relikwie. Każdemu polecam choćby testowo zapięcie Heinza na spinning. Przekonacie się , jakie cuda robi w wodzie. Kompletnie nieprzewidywale ruchy. Wahadło to genialna broń w arsenale gum. I zawsze wyjdzie obronną ręką:)

    Połamania

  • cien_nocy Data dodania: 4 lata temu Oceń: 1 + / -

    cien_nocy

    Popieram kolege że zapomniano wiele przynęt spinningowych choć czesto koszty takiej przynęty są minimalne a nowe to tylko naciąganie klijenta na wydatek.

Avatar
Najnowsze wpisy
Blogi - ostatnio komentowane