Mój blog

Boleniowe przynęty spinningowe

08 czerwca 2011 11:55

Oceń:

Boleniowe przynęty

Znowu byłem na rybach...
Trudno się oprzeć gdy widzi się spławy dużych ryb, ataki na drobnicę, słychać szmer rozbijanej przez kamienistą rafę wody. Co by nie mówić- to działa na człowieka.
A jak się jeszcze zrobi taki głęboki wdech, poczuje zapach tej całej zieleniny rosnącej wokół
,to można i o Rzymie zapomnieć. Pięknie jest wiosną nad wodą. Zresztą, nie tylko nad wodą. Pięknie jest wszędzie.
I jakiś się człek taki pozytywnie nastawiony zrobił. Brudu i śmieci tak dużo nie widać.
Wszędzie dookoła tylko zieleń i zieleń.Zielono mi! Kolorowo.
W tym całym zielonym zamieszaniu, nawet kontakt z innym, nowo poznanym spinningistą jest jakiś inny. Bardziej bezpośredni. Szczery i spokojny.
Bo i po co się ścigać albo bajki opowiadać? Nie ma  teraz tego kto pierwszy albo jaki to wieloryb mi wedkę zabrał.
Jest za to całkiem miła i przyjemna pogawędka koleżeńska.
A ta ostatnia, była całkiem ciekawa.
Zaczęło się prozaicznie. Z miejsca w którym łowiłem jeszcze przed kilkoma minutami, nie mogłem dorzucić do atakujących stada drobnicy,
boleni.

To było bardzo stresujące. Widzieć te wielkie, krążące torpedy, i nie móc im nic zrobić. W końcu dałem sobie spokój. Trudno,
czasem trzeba odpuścić by innym razem zwyciężyć.Decyzja o zmianie miejsca łowienia nie przysporzyła specjalnych problemów. Jak trzeba,
to trzeba - pomyślałem i poszedłem w kierunku filaru mostu. To była miejscówka, gdzie zawsze coś łowiłem. Nawet wtedy gdy zupełnie nic
brać nie chciało. Jakież było moje zaskoczenie, gdy na nowym miejscu zobaczyłem młodszego spinningistę. Stał sobie na mojej miejscówce
i rzucał. Stanąłem obok i zacząłem obserwować. Dłuższy czas nic się nie działo. Rzut i ściągnięcie. Rzut i ściągnięcie. Monotonnia.
Podszedłem bliżej i rozpocząłem rozmowę. Na co? Jakie efekty? Jak prowadzi? I czy wogóle coś chce gryźć w tej wodzie?
Od słowa do słowa i zaczęliśmy pogawędkę. Okazało się, że tak jak 99% spinningistów młodszy Kolega łowi na gumy.
Bo prostsze w stosowaniu.
Bo łatwo dostosować do łowiska.
Bo dobrze imitują.
Bo duża paleta barw.
Bo skutecznie wabią drapieżniki. I tak dalej.
W sumie zrobiło mi się głupio, bo sam w torbie miałem prawie same gumy, a pozostałe przynęty zostawiłem w samochodzie. Dla wygody.
żeby za dużo nie nosić. Tylko czy to, co zostawiłem, faktycznie warte było zostawienia?
Zaczęliśmy rozmawiać o naszych typowych miejscach łowienia. Nie jakichś wyimaginowanych, tylko tych spod mostu i z najbliższej okolicy.
I on i ja często łowiliśmy tuż obok filaru mostu. Wiedzieliśmy o zatopionych niedaleko grubych gałęziach.
A na niedalekiej kępie grążeli, obaj zrywaliśmy przynęty. Obaj znaliśmy niedaleko leżący garb i chroniące go kępy wywłócznika oraz
moczarki. I tak samo, obaj zrywaliśmy przynęty na niedalekiej, kamienistej rafce. Najczęściej, właśnie na niej, zrywaliśmy żyłkę gdy
przynęta właziła pomiędzy kamienie i klinowała się tam. Słowem- znaliśmy swoje łowisko prawie tak bobrze, jak mieszkajace w nim ryby.
A co do ryb. Nawet znaliśmy te same miejscówki, zajmowane przez duże okonie. W myślach porównywałem usłyszane w trakcie rozmowy
informacje, i starałem się je dopasować do tych, których jeszcze nie znałem. W pewnym sensie, taka razwiedka działała w dwie strony. Ja
uczyłem się z tego co on mi mówił, a on uczył się z tego, co mówiłem ja.Korzystaliśmy obydwaj. Po kilku minutach rozmowy,
moją uwagę przykuło pudełko przynęt mojego rozmówcy.To były prawie same gumy, i tylko gdzieniegdzie widać było wystającą z pudełka
kotwiczkę  obrotówki. Skierowałem rozmowę ponownie na kwestię przynęt, licząc, że może uda mi się poznać sposób w jaki mój rozmówca
poluje na bolenie. Ponownie usłyszałem, że tylko gum używa, a obrotówki to zupełnie przez przypadek zabrał, bo to część sprzętu jego
brata. I znowu rozmowa zeszła na gumy. Skoro takie dobre i uniwersalne, to dlaczego nimi nie skusić bolków? Ciężar główki można
dobrać i wtedy każda z polujących na rafie rap, będzie w zasięgu rzutu. Niestety, tu moj rozmówca zwiesił nos na kwintę i
aczkolwiek niezbyt chętnie, wyznał-

do rapy to trzeba woblera!
No to mi nowinę sprzedał pomyślałem, i zaraz przed oczami stanęły mi te wszystkie bolki, które wyjmowałem na niedalekiej mieliźnie,
 tuż obok jazu. Duże nie były ale jednak pohasać umiały. Niedługo po zakończeniu rozmowy, nasze łowiekie drogi z młodszym
 kolegą się rozeszły. Każdy poszedł swoim szlakiem, szukając szczęścia pośród młodych liści grążela i wysokich pędów moczarki.
Tylko pozostał mi głód wiedzy. Skoro gumy są takie wspaniałe i można całkiem spokojnie kusić nimi okonie, szczupaki i sandacze,
to czym u licha zapolować na te łososie dla ubogich?
Pies je drapał, że takie ponoć ościste. Ważne, że potrafią przywalić w prowadzoną przynętę tak, że człowiekowi aż się serce do
pionu stawia. Jak poprawić swoją skuteczność i dodać do listy łowionych drapieżców, kolejną pozycję - imć Pana Bolenia ?
Czy posiadane wabiki- obrotówki, wahadłówki, woblery tonące, cykady, zapewnią mi jakąś przewagę nad tą rybą, na łowisku?
A jeżeli zapewnią, to jakie to mają być przynęty? Wobler woblerowi nie równy, tak jak wahadło drugiemu wahadłu.
Jakie cechy powinna mieć dobra albo idealna przynęta boleniowa?

Tagi: boleń , przynęta

Dodaj komentarz

Komentarze (5)

  • Piotr Data dodania: 11 miesięcy temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Fakt. Tak podana przynęta jest atakowana nieomal natychmiast. Może dlatego tak dobrze sprawdzały mi się te BUG-i o których pisałem. Rzut na łeb i natychmiastowy atak. To chyba jest jakieś rozwiązanie.. Ostatnio starałem się podawać przynętę nieco oddaloną od miejsca w którym widziałem bolka. To chyba dawało im więcej czasu niż trzeba, by ocenić sytuację i zaatakować. Nie mniej, przy dobrze pracującej przynęcie, widziałem, że ryby "miały ochotę" na atakowanie. Natomiast podczas stosowania błystek wahadłowych albo woblerów, więcej razy dostrzegłem jak bolki uciekały spłoszone, właśnie po podaniu im przynęty "na łeb". Ciekawe od czego to zależy? Do czasu tak wykonanego rzutu, raczej polowały z takim samym natężeniem i zajadłością.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 11 miesięcy temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Ja w poniedziałek siedziałem nad j. Chycina. Rapy szalały. To były Rapole takie po 2-4kg. Fala biła w moją stronę i ogromne ławice uklei pływały tuż tuz w zasięgu rzutu. Jednak nie miałem spinera do tych zadań odpowiedniego. Zresztą tak jak piszesz te ataki to był totalny chaos ale co ciekawe po 2-3 rapy jednocześnie tłukły w odstępach 1-2 metrowych. Na zbiorniku zaporowym gdzie tego kalibru bolków jest też sporo brania miałem zawsze wtedy gdy zerującej rapie na łeb trafiałem od razu pracującą, po kontakcie z wodą, przynętą. W rzece usianej główkami jest to łatwiejsze natomiast w jeziorze czy zaporówce trochę trudniejsze i nieraz trza się namachać nim cokolwiek puknie (nie mówiąc o pukaniu w kręgoslupie).

  • Piotr Data dodania: 11 miesięcy temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Wczorajszy dzień, dobitnie wykazał (co niestety mnie nie zadowala tak, jak bym sobie tego życzył)że jednak rapy są durne jako ten kołek w płocie. Generalnie - nie dopatrzyłem się żadnej finezji czy choćby organizacji ataków, w sposobie funkcjonowania tej ryby. To nie jest to, co widzę u zębatego (, te szykowanie się do ataku, zajmowanie miejsca, typowanie prawdopodobnej trasy przepływania ryb..po prostu nie ma w tym całym postępowaniu bolków, ni krzty finezji. Jest za to statystyka. Tam gdzie panuje tłok , tam gdzie jest narybek ściśnięty niczym śledzie w puszce, tam można spodziewać się ataku rapy. Czasem odnosiłem wrażenie, że mam jakieś Deja vu. Niczym klatki z filmu przyrodniczego, widziałem ataki orek na ławice śledzi z norweskich fiordów. Tyle, że różnica wynikała tylko i wyłącznie z sposobu przeprowadzania tego ataku. Nie było spektakularnego i zespołowego działania, a jedynie nieskoordynowane ze sobą ataki poszczególnych ryb. Czasem dawała się zaobserwować pewna prawidłowość (co chyba najbardziej mnie zdziwiło), bo podobne to było do dokładnie odmierzonych interwałów czasowych - przeprowadzane patrole w ściśle określonych miejscach i po upływie dokładnego, identycznego nieomal odcinka czasu. Wyglądało to tak, jakby tym "patrolowaniem" ryby tworzyły sobie akceptowalne zagęszczenie drobnicy w miejscach, gdzie chciały przeprowadzić atak.
    Jednak sama ocena tego co napisałeś uprzednio (że bierze wtedy gdy chce i jeżeli chce) pozostaje niezmienna. Można (jeżeli dobrze mi się wydaje) szacować szanse i liczyć na zgranie z czasem i miejscem gdzie ryba przebywa, by podać w nie przynętę. Jednak szansa na powodzenie jest moim zdaniem nikła. Można podawać w rejon największego "stężenia" rap przynęty, zwiększające szanse powodzenia (małe i kolorystycznie podobne przynęty), ale czym się kieruje rapa podczas obierania celu ataku..? Nie mam nadal pojęcia.
    Krycie swej obecności być może ma sens, ale nie wtedy gdy bolki chcą jedynie polować. Z dwojga złego, wolę podchodzić klenie, ale z rapami nie skończyłem jeszcze.

  • Piotr Data dodania: 11 miesięcy temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Sytuacja którą opisałem miała i swój prolog (te brania rap które opisywałem w tekście), oraz , niestety swój epilog, czyli rozmowę z owym młodym kolegą. Po pierwsze - wszystkie bolki które udało mi się złowić, były złowione niestety na blachy. A zwłaszcza na jeden ich rodzaj (BAG "0") Meppsa. Jakieś dwa , przypadkowe raczej "wypadki", były złowione na mikro twistera 1,5 cm (jeden to "jajecznica" , drugi kremowy). Nie trafia do mnie pogląd, że były to przypadki (zwłaszcza gdy używałem baga), ale i wymiar złowionych rap, raczej nie wskazywał na słuszny ich wiek. W moim przekonaniu, były to rapki, które złowiłem gdy "wprawiały się" w łowieckim fachu. Podobne efekty miałem również na longa "0", srebrnego. Tak w przypadku bagów jak i lodngów, efekt w postaci pobicia i późniejszego szaleństwa był do osiągnięcia tylko w przypadku "zgrania" 2 elementów: prowadzenia blachy na granicy zanurzalnosci, oraz smużenie po powierzchni prowadzoną tak szybko błystką. Jeżeli do tego dołączony był akwen gdzie rapy wariowały w łowieckim amoku, to sukces był murowany - całkiem potężne walnięcie. Niestety odnotowywałem również całkiem dużo "wybrakowanych brań". Wyglądało to tak (a właściwie ja je tak czułem na kiju), jakby rapa skubała i podszarpywała błystkę. Nie wiem, czy nie mogła się zdecydować, czy może ja źle prowadziłem wabik? Kupiłem ostatnio nowego woblera (nie pamiętam gramatury). Nazywa się GLOOG. Czytałem, że jest doskonałą przynętą na bolki. Ciemny grzbiet, srebrzyste boki, całość uklejo podobna. No i ten ciężar..! Planuję go niedługo wykorzystać.

  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 11 miesięcy temu Oceń: 0 + / -

    chrzan61

    Z Rapą jak z kobietą, ważne by chciała :) Jak chce to bierze dosłownie wszystko. Faktycznie najwięcej rap dostałem na woblery ale zdarzały się dni że biły w longa nr 4 z czerwonym chwostem przeznaczonego dla szczupaka i żaden wolfram czy drut stalowy jako przypon im nie przeszkadzał. Na gumy nie dostałem żadnego wymiarowego a te duże które wzięły spadły. Dobra guma czy wobler musi imitować ukleję. Nie może ostro zamiatać ogonem. Musi być ciężka ale jednocześnie pozwolić prowadzić się przy powierzchni wody. Kiedy rapę najłatwiej przechytrzyć? ...............ano wieczorem. A i najważniejsze. Rapa ma malutką piętę achillesową - wali we wszystko co jej na łeb spada. Mój największy miał 74cm a teraz pewnie więcej. Wziął obrotówkę nr 2 w wersji tandem (z gumą).

Avatar
Najnowsze wpisy
Blogi - ostatnio komentowane