Co za dzień.

Aktualności | 2009-04-01 | Wiadomości | Źródło: Informacja własna Wydrukuj

Oceń:

Jak każdy uzależniony od wędkowania normalny facet spędzam każdą wolną chwilę nad wodą.
Tak było w piątek i w sobotę. Wyniki miałem mizerne i by nie popaść w depresję, albo co gorsza nie zniechęcić się do wędkarstwa, niedzielę, ku uciesze mojej lepszej połowy, postanowiłem spędzić prorodzinnie.

   Zapowiadał się wspaniały dzień. Przy porannym parzeniu kawy znalazłem korek od termosu, który zginął mi jakoś w październiku. Szkoda tylko, że akurat kilka dni po rozpoczęciu kalendarzowej wiosny. Jednak już przy śniadaniu zaczęły napływać niepokojące meldunki z terenu. A to Pablo naciął grubych płoci, a to Kaczor złowił kilka złotych łopat. Głośno i z entuzjazmem im gratulowałem, ale w duchu kląłem - dlaczego akurat dziś biorą!  Im bliżej południa, tym raporty stawały się coraz bardziej, jakby to powiedzieć, dziwne. Ok 10. zadzwonił Domin, że na stawie w lesie, złowił karpia Koi na pinkę. Czytałem o podobnych sytuacjach. Słyszałem nawet  o przypadkach złowienia egzotycznych żółwi (pewnie tych z przemytu), a łowienie piranii nie robi na mnie już żadnego wrażenia. 

 

 

A miał być taki miły dzień! ? I to nie na rybach. Pocieszałem się, że nie zawsze są fiołki. Tym razem padło na mnie. Będzie lepiej, przecież sezon dopiero się zaczyna. Ledwo południe, a ja mam już zepsuty cały dzień. Postanowiłem się dobić i pojechać do supermarketu na zakupy, bo napływające raporty  i tak lekko wyprowadziły mnie już z równowagi. Myślami byłem jednak nad wodą. Na pytanie „ Kochanie jakie kupić Ci mleko?” opowiadałem – bezalkoholowe. Dobrze, że nie spowodowałem wypadku. Do centrum handlowego jest jakieś 10 minut drogi i zupełnie nie pamiętałem jak tam dojechałem. Ale najgorsze dopiero miało miało się zdarzyć. Apogeum nadeszło ok 12.30 . Jestem w dziale rybnym, przyglądam się zamrożonym  łososiom i marzę – o ten  to by pięknie chodził na mojej trociówce.

 

 

  I znowu dzwoni telefon, wyrywa mnie z letargu. Patrzę kto dzwoni,  może babcia, zgodzę się nawet na teściową. O losie, przecież to Centy, międzynarodowej klasy wilk morski. Pewnie zaraz mnie dobije. Nawet nad morzem coś się dzieje. W ciągu jednego dnia zdążyłem już znienawidzić swój dzwonek w komórce.  Odbierać, czy nie? Wziąć to upokorzenie na klatę, czy mieć święty spokój. Trzeci sygnał, czwarty jeszcze jeden i moja automatyczna sekretarka go spławi. Ciekawość, a może sympatia i szacun  do kolegi bierze górę i naciskam klawisz „odbierz”. Pierwsze słowa w słuchawce
Mistrzu, kierowniku, złociutki – nie uwierzysz!
Uwierzę, nadawaj – odpowiadam. Po tym jak zadzwonił do mnie Grochu, że złowił wydrę z gruntu sądziłem, że nic tego dnia nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Sam kiedyś łowiłem raki na czerwonego robaka i zaciąłem mewę na pływającego woblera. A jednak!
-     Centy nadaje: złowiłem dorsza!
-     Gościu wiem, że dorsz jest w Bałtyku troszkę przetrzebiony, ale jeszcze pływa w morzu kilka sztuk. Żadna rewelacja.
- Co ty!  W jakim morzu? Jestem na kanale! - wykrztusił Centy.
- Na kanale? Jakim kanale? We Władku? - lekko się zdziwiłem.
- W jakim Władku?
- No we Władysławowie na kutrze! Moja irytacja sięgała zenitu.
Centy na to - dzwonił do mnie Maras, że na Kanale Żerańskim biorą karpie, nie jakieś tam potwory. Takie konsumpcyjne po ok. 1.5 kg. Postanowiłem zagrać grubo i spróbować na kulkę proteinową na zestawie włosowym. Nęciłem pelletem, a na włos zakładałem kulki o zapachu tobiasza, na krótkim włosie, zestaw samozacinający.
Nawet nie wiedziałem że takie zapachy istnieją – rzekłem.
Od rana nie miałem nawet brania, zacząłem wątpić w sens swojej taktyki. Pomyślałem na trzy białe robaki miałbym już z 5 sztuk. Aż nagle sygnalizator zaczyna powoli wyć, nie jest to jakiś szalony odjazd, ale wiadomo, wiosna ryby jeszcze nie są takie żwawe. Oddaje mu trochę żyłki i zacinam, ale niezbyt energicznie, żeby nie zerwać zestawu. Czuję tępy opór. Coś jak branie węgorza. Obraca się i muruje. Po jakiś kwadransie podbieram rybę i oczom nie wierzę, jaki dziwny miętus i to na proteinówkę. Ale coś mi tu nie pasuje. Miętus z takim wąsem? Nie ten kolor i kształt. To jakiś mutant. Potok myśli. Jeśli to nie miętus, to musi być dorsz! Złowiłem w swoim życiu jakieś pół tony dorsza. I nie chce być inaczej. Jeszcze ręce mi się trzęsą. Ma ponad metr! Mariusz co mam robić?
- Zdjęcie zrób, człowieku! - krzyczę mu do słuchawki.
- Jakie zdjęcie, jeszcze mnie zamkną. Może dorsz ma jakiś okres ochronny w wodach śródlądowych. No wiesz, żona, dzieci.
- Dobra,  zostaw to mnie. Ja się tym zajmę. Uspokajam kolegę.
- Mam tylko komórkę, może być?
- Lepsze takie niż wcale, musi być jakiś dowód.
- Dobra, ale, na wszelki wypadek go wypuszczę. Cześć.
- Cześć Centy.

    Zaraz po tym telefonie już nie miałem tak  kiepskiego samopoczucia. Bardzo się cieszyłem, że zadzwonił z tym do mnie. Za to pojawiło się mnóstwo wątpliwości. Jak ten dorsz przybył z morza? Nie wiem jak przedostał się przez tamę we Włocławku. Wszystkie dorsze, które widziałem na Mazowszu były w formie filetów,  lub co najmniej zamrożonych tusz. Może jakiś dzikie zarybienie?
Centy nie zgodził się na publikacje zdjęcia, ale ubłagałem go, że nie ujawnię jego wizerunku do czasu wyjaśnienia sprawy, tylko niech pochwali się zdobyczą.
Zapytanie dotyczące okresu ochronnego i interpretacji regulaminu, wysłałem do rzecznika prasowego PZW i wkrótce spodziewam się odpowiedzi.
Ale o tym w następnym odcinku. Zapraszam do odwiedzin portalu już jutro.

Zdjęcia wykonane telefonem komórkowym, przepraszam za jakośc zdjęć.

 

Opracował:
Mariusz Sosnowski

Zdjęcia
Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (7)

  • Marian Stryjewski Data dodania: 3 lata temu Oceń: -3 + / -

    Rozwiń
  • Krzysztof Mariak Data dodania: 3 lata temu Oceń: -3 + / -

    Rozwiń
  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 3 lata temu Oceń: -3 + / -

    Rozwiń
  • Krzysztof Mariak Data dodania: 3 lata temu Oceń: -3 + / -

    Rozwiń
  • Henryk Chrzanowski Data dodania: 3 lata temu Oceń: 1 + / -

    chrzan61

    No cóż, tekst świetny!!!! bardzo wiarygodny ;))) a że jutro Prima Aprilis to niewielu rozważnych weń uwierzy, może gdyby tak z tydzień wcześniej ? :)))

  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 3 lata temu Oceń: 1 + / -

    esox

    No proszę,jak różne niespodzianki czekają na nas w wodzie.Wędkarska niewiadoma co chwyci przynęte.Miłe zaskoczenie przeżył kolega.Wypuścił dorsza więc nic mu raczej nie grozi.Pozdrawiam

  • Paweł Wiernicki Data dodania: 3 lata temu Oceń: 1 + / -

    wieras_p11

    Miła niespodzianka dla łowca na pewno był w ciężkim szoku, jak chyba wszyscy co przeczytają ten artykuł . Ja gratuluje łowcy.Serdecznie pozdrawiam.

reklama

Nasza sonda

Czy jesteś za elektroniczną formą wnoszenie składek i opłat w PZW?

  • tak
  • nie mam zdania
  • nie

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery