Dorszy w Bałtyku jest coraz więcej
Przeglad prasy | 2009-05-27 | Wiadomości | Źródło: Nasz Dziennik [zobacz oryginał] Wydrukuj
Stan wód Morza Bałtyckiego jest coraz lepszy i głównie dzięki temu rośnie w nim populacja ryb
Oczekuje się, że we wrześniu 2009 r. Komisja Europejska zwiększy limity połowowe dorszy na 2010 r. ze względu na poprawę liczebności stada wynikającą z mniejszej niż zakładano eutrofizacji i poprawy stanu dotlenienia wody w Morzu Bałtyckim, a co za tym idzie - poprawy warunków środowiskowych rozrodu tego gatunku ryb. Nadal nie rozwiązano kwestii szwedzkich paszowców, których działalność w opinii wielu polskich rybaków powoduje straty w bałtyckich zasobach rybnych.
- Zarówno zmiany w rolnictwie, w rzekach, które wpadają do morza, ale także zmiany w sprzęcie pływającym po morzu doprowadziły do poprawy sytuacji wód Bałtyku - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem"
dr Stanisław Piocha, przewodniczący komitetu organizacyjnego konferencji "Bezpieczeństwo Morskie i Ochrona Naturalnego Środowiska Morskiego" w Koszalinie. - Nasi naukowcy z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni zaobserwowali, że zaczynają się odbudowywać zasoby żywe - dodał. - Od 2-3 lat widzimy wyraźną poprawę zasobów dorsza wschodniobałtyckiego (to stado jest głównym obiektem zainteresowania polskich rybaków) - potwierdził kierownik Zakładu Zasobów Rybackich Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni prof. dr hab. Jan Horbowy. - Troszeczkę pomogła tutaj natura, bo wskutek wlewów wód Morza Północnego do Bałtyku w latach 2003-2005 poprawiły się warunki środowiskowe dla rozrodu dorszy. Dzięki temu urodziło się parę liczebniejszych pokoleń. One nie są tak liczebne, jak to było 20 lat temu, ale znacznie liczebniejsze od tego, co mieliśmy, powiedzmy, jeszcze w latach 90. - tłumaczył, dodając, iż przyczyn tego stanu rzeczy należy szukać zarówno w poprawie stanu dotlenienia wody, jak i redukcji corocznej śmiertelności połowowej. - W związku z tym przewidujemy wzrost kwot połowowych ustalanych przez UE dla tego gatunku - poinformował Horbowy, dodając, iż zasoby są już znacznie wyższe niż po roku 2000, kiedy obowiązywały silne ograniczenia połowowe.
Za poprawę stanu wód w Bałtyku, zdaniem eksperta, odpowiadają zmiany w rolnictwie polegające na ograniczeniu stosowania nawozów sztucznych, wzrost liczby oczyszczalni ścieków, a także procesy, które pozwoliły morzu lepiej radzić sobie z nadmiarem substancji biogennych. - Jeszcze w zeszłym roku wszyscy uważali, że poprawa sytuacji na Bałtyku nie nastąpi wcześniej niż za kilkadziesiąt lat, ponieważ uwięzione w glebie nawozy będą jeszcze spływać z deszczami tzw. drenażem przez najbliższe kilkadziesiąt lat i nie jesteśmy w stanie po prostu tego procesu zahamować. Okazało się jednak, że tych substancji jest trochę mniej i morze zaczyna je szybciej przetrawiać - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie. W jego ocenie, na obecnym etapie trudno jednak stwierdzić, w jakim stopniu poprawa ta wynika z działalności człowieka, w jakim zaś stanowi efekt naturalnych procesów.
Piasek naturalnym filtrem
- Pracowaliśmy w ramach międzynarodowego projektu nad opisaniem piasków morskich jako naturalnych filtrów - powiedział Węsławski. - Każda fala, która się wlewa na plażę i każda fala, która płynie nad płytkim dnem piaszczystym, wytwarza ciśnienie wody, które wtłacza tę wodę pod piasek. Kiedy przechodzi ten grzbiet fali, następuje obniżenie ciśnienia i ta woda, która była wtłoczona, wypływa - tłumaczył, dodając, iż w piasku żyje rozmaita ilość mikroorganizmów, począwszy od grzybów, a skończywszy na mikrobach, które żerują na wszystkim, co niesie ze sobą woda. Mechanizm działania jest zatem w tym przypadku tożsamy ze stosowanym w biologicznych oczyszczalniach ścieków filtrem biokatolitycznym. - To, co my w oczyszczalniach robimy za ciężkie pieniądze, to samo robi natura: 500 km naszego wybrzeża jest żywym filtrem - skonstatował Węsławski. Podkreślił przy tym, że nie wszystkie stosowane przez kraje nadbałtyckie technologie regeneracji wód morskich przynoszą widoczne efekty, nie wszystkie też znajdują zastosowanie w warunkach polskiego wybrzeża.
Jedną z metod stosowanych w Szwecji jest dotlenianie wód poprzez wprowadzenie na dno zbiornika rur i wpuszczenie tlenu, jednakże zdaniem Węsławskiego, technologie te są skuteczne jedynie w przypadku niewielkich akwenów wodnych, jak stawy czy niewielkie jeziora. W większych zbiornikach natomiast nie przynoszą żadnego rezultatu. Również stosowane w Szwecji systemy mechaniczne łowiące glony i przerabiające je na biogazy, biopaliwo czy nawozy w przypadku polskiego wybrzeża zupełnie nie zdają egzaminu. - Szwedzi mają skaliste wybrzeże, z wąskimi zatoczkami, natomiast u naszego, otwartego i dynamicznego wybrzeża szalejące prądy uniemożliwiają gromadzenie się glonów - tłumaczył.
Pesymistyczne prognozy KE
Opublikowany przez Komisję Europejską 12 maja raport o prognozach rybołówstwa na 2010 rok mówi, że wiele ławic jest eksploatowanych ponad ich zdolność do odnawiania się. - Sytuacja stworzona przez nadmierne odłowy jest poważna, jednakże wieloletnie plany zarządzania działają i niektóre z ławic dają już oznaki poprawy - oświadczył komisarz Joe Borg. Paradoksalnie unijny dokument wśród przyczyn tego stanu rzeczy nie wymienia działalności szwedzkich paszowców, które zdaniem wielu polskich rybaków, trzebią stado w sposób niekontrolowany, wyłapując również młode ryby. - Rybołówstwo paszowe to jakieś 40-50 proc. naszego rybołówstwa śledziowatych - przypomniał prof. Horbowy.
Optymistycznej oceny polskich naukowców, których badania wchodzą w skład syntezy dokonywanej w ramach Międzynarodowej Rady Badań Morza, złożonej z ekspertów wszystkich państw nadbałtyckich, nie do końca podzielają naukowcy szwedzcy. - Szwedzi są akurat tym państwem, które stara się pokazać, że dorszy jest mało, ale to chyba jakieś względy czysto polityczne, bo wszelkie przesłanki wskazują na to, że stan zasobów dorszy wyraźnie się zwiększa - ocenił prof. Horbowy.
Zawartość unijnego dokumentu może sugerować, iż Bruksela niechętnie odnosi się do ewentualnego zwiększenia limitów połowowych. "Stan jakichś 59 proc. stada pozostaje nieznany. Spośród tych ławic, których stan znamy, jakieś 69 proc. znajduje się w sferze wysokiego ryzyka wytrzebienia, a jedynie jakieś 31 proc. ma dostateczny stan zarybienia. W przypadku 86 proc. ławic liczba odłowów jest nadmierna" - czytamy w najnowszym unijnym raporcie, którego autorzy podkreślili, iż agencje naukowe były w stanie przewidzieć rozmiary, śmiertelność odłowową oraz optymalne limity połowów jedynie 35 proc. ławic wschodniobałtyckiego stada.
Wcześniej, 22 kwietnia 2009 r., Komisja Europejska przyjęła Zieloną, a następnie Niebieską Księgę UE formułujące zintegrowaną politykę morską. Dotyczy ona nie tylko rybołówstwa, ale także transportu morskiego i ochrony środowiska.
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (4)
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
No proszę, to teraz, żeby nie było za wesoło i nazbyt optymistycznie, czas na katastrofę ekologiczną włocławskiej zapory. Nawozy odpuściły i jeden problem zszedł z głowy. To może jednak warto zabrać się za Włocławek, by nie obudzić się "z ręką w nocniku". Tama ledwo stoi, podmycia fundamentów są ogromne, a tuż za tamą, w górę rzeki, ogromne osady mułów z tak wielkimi "zapasami" trucizn i metali ciężkich, że wystarczy to do zatrucia całego Bałtyku.
-
Marian Stryjewski Data dodania: 3 lata temu Oceń: -2 + / -
Rozwiń -
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 3 lata temu Oceń: 1 + / -
-
Krzysztof Mariak Data dodania: 3 lata temu Oceń: 0 + / -
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Baitliner Bait boat
CENA: 1 439,96,-

