Rybobranie spinning-team na zawodach Drapieżnik Warty 2009.
Aktualności | 2009-06-28 | Wiadomości Wydrukuj
Nasza ekipa dotarła na miejsce zbiórki około godziny 5.30. Żeby dotrzeć o tej porze musieliśmy wyjechać z Warszawy ok 2.00 w nocy.
Największe obawy jednak wzbudzały prognozy pogody i stan wody w Warcie. Pogoda albo będzie albo nie, trudna do przewidzenia, jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność.
Każdy z naszych zawodników zostaje zaopatrzony przez kapitana drużyny w boleniowego zabójcę Gloog`a Hermesa. Nie wiele wiemy na temat przejrzystości wody czy upodobań „miejscowych” boleni więc stawiamy na pewniaki i każdy dostaje inny kolor Hermesa. Będziemy nawiązywać z przeciwnikiem najpierw kontakt wzrokowy, aby następnie z „przyczajki” dobrać się boleniom do skóry. Jak donosił nasz wywiad należało się ustawić przede wszystkim na bolenia i ew. szczupaka i okonia. Mamy ze sobą po 2 wędki i po dwa kołowrotki z dwoma szpulami każdy. Na szpulach mocna plecionka i mocna żyłka, a na drugim kołowrotku troszkę cieniej. Ustaliliśmy grę zespołową i dzielimy się na dwa teamy, które pozostają w stałej łączności. Każdy z drużyny łowi inaczej, zgodnie ze swoją specjalizacją. W przypadku wyników jednego z nas wszyscy wyciągamy wnioski i zmieniamy taktykę.
Udało na się wziąć jednego kolegę znającego wodę, jako jeńca na przesłuchanie. Mamy pewne wyobrażenie jak i gdzie łowić. To jest właśnie urok zawodów towarzyskich. Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu i koleżeńskiej atmosferze. Nie ma napięć związanych z przestrzeganiem regulaminu i odległości między zawodnikami. Nikogo nie dziwi widok 5 facetów stojących ramie w ramie i rzucających w to samo miejsce i ucinających sobie pogawędkę. Nie ma tajnych przynęt i miejscówek. Przyjazna atmosfera przede wszystkim. Wody starczy dla wszystkich, a jak nie masz tej jedynej przynęty – to się z tobą podzielę. Zanikają podziały lokalne, nie ma swoich i reszty świata. Wszyscy jesteśmy kolegami „po kiju”.
Mam tylko jeden dylemat, ponieważ Portal Rybobranie.pl ufundował ponton Kolibri 220 za największą rybę i zestaw woblerów Gloog za największego bolenia, co będzie jak któryś z nas złowi np. wielką rapę? Znowu to trzeba będzie wieźć z powrotem do Warszawy, a i sytuacja trochę niezręczna.
Ale niech wygra najlepszy. Jak nam poszło o tym w następnym odcinku. Wodom cześć.
Skład drużyny:
Mariotronik – kapitan i redaktor Portalu Rybobranie.pl
Kaczor05 – pilot, przewodnik i łącznościowiec
Domin80 – taktyk i drugi kierowca
Tomala – kierowca, tropiciel i zaopatrzeniowiec
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (1)
-
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Kosz skrzynia Konger
CENA: 75,00,-

