Perła Skandynawii
Aktualności | 2009-06-29 | Wiadomości Wędkarskie | Źródło: Wiadomości Wędkarskie [zobacz oryginał] Wydrukuj
Lofoty to „perełka Skandynawii”. Są archipelagiem górzystych i malowniczych wysp na Morzu Norweskim, oddzielonym od lądu kilkoma cieśninami. Lofoty to góry ze szczytami o alpejskiej rzeźbie wyrastające wprost z morza.
Już w drugiej połowie maja rozpoczynają się tu białe noce, które trwają do końca lipca. Biorąc pod uwagę położenie – kilkaset kilometrów na północ od koła polarnego – na Lofotach jest stosunkowo ciepło. Dzieje się tak dzięki ciepłemu prądowi Golfstrom i jego odnogom, omywającym całe zachodnie wybrzeże Norwegii. Kiedy w czasie nocy polarnej w Laponii (na tej samej szerokości geograficznej) panują kilkudziesięciostopniowe mrozy, na Lofotach temperatura spada najwyżej do kilku stopni poniżej zera.
Herbowy sztokfisz
Symbolem Lofotów jest sztokfisz, czyli suszona ryba. Zwyczaj suszenia ryby przez mieszkańców Lofotów znany jest od ponad tysiąca lat. Panuje tu specyficzny mikroklimat, pozwalający na suszenie ryb złowionych w okresie zimowym. W okresie późnozimowym przypływają tu z Morza Barentsa olbrzymie ławice dorszy w celu odbycia tarła. Od stycznia do marca rusza na wielką skalę przetwórstwo ryb, które związane jest głównie z ich suszeniem. Łowione są przede wszystkim dorsze, ale również czarniaki, plamiaki i rdzawce. Przygotowane w odpowiedni sposób tusze ryb rozwieszane są na drewnianych rusztowaniach. Tysiące ton suszonych ryb na powierzchni wielu hektarów (przy tym charakterystyczny zapach) – to też specyfika Lofotów. Suszenie kończy się pod koniec maja.
W marcu na Lofotach, częściej niż w późniejszym okresie, wędkarzom udaje się łowić dorsze rekordowej wielkości. Ale nie tylko dorsze są magnesem przyciągającym nas na Lofoty. Oprócz ryb tego gatunku można tu złowić niezwykle waleczne czarniaki, a przy odrobinie szczęścia może przytrafić się halibut. Wprawdzie najczęściej na wędkę łowi się sztuki kilku- lub kilkunastokilogramowe, to jednak możliwe jest spotkanie z dużo większą rybą, bowiem halibuty dorastają tu do masy powyżej stu kilogramów.
Z innych gatunków ryb wędkarz może tu złowić rdzawce, plamiaki, zębacze (ryby o kocim pysku), molwy, brosmy oraz karmazyny i wszędobylskie makrele. Czasami, zwłaszcza w lipcu i w sierpniu, stosując technikę trollingową, można na wodach fiordu złowić dorodnego łososia.
Większość wędkarzy odwiedza Lofoty w okresie letnim, choć jak się okazało podczas naszej zeszłorocznej wyprawy, wspaniałym czasem pod względem połowów jest maj i początek czerwca. Dni są już ekstremalnie długie, łowić można przez całą dobę. Ponadto wędkarze z reguły cenią spokój i ciszę, a tej można tu doświadczyć przed pełnią sezonu turystycznego.
Różne techniki
Łowienie dorszy w marcu i na początku kwietnia jest możliwe tylko z kutrów ze względu na warunki atmosferyczne; regułą o tej porze jest wysoka fala, a wiatr powoduje odczucie przejmującego zimna. Przynętami są ciężkie pilkery o masie od 250 do 500 gramów. Łowimy bardzo często na plecionki, a idealnym kołowrotkiem jest multiplikator z zainstalowanym licznikiem, który umożliwia precyzyjne opuszczanie przynęty na określoną głębokość. Technika wędkarska poszła już tak daleko, że coraz częściej można spotkać wędkarzy stosujących silniczki przy multiplikatorach służące do podnoszenia przynęty. Do łowienia taką techniką stosuje się krótkie wędziska nieprzekraczające 2 metrów. Łowienie polega na podnoszeniu i opuszczaniu pilkera na głębokość występowania ryb. Masę przynęty dobieramy zazwyczaj w zależności od głębokości, kierując się zasadą: im głębiej – tym większa masa pilkera.
Wędkarskie wyprawy w okresach późniejszych skierowane są na połów nie tylko dorszy, ale także pozostałych gatunków ryb występujących na Lofotach. Często na tym samym łowisku w strefie przydennej łowić można dorsze i plamiaki, a w wyższych strefach czarniaki. Łowiąc z łodzi wędkarskich na głębokościach rzędu od kilkudziesięciu do nieco ponad stu metrów, stosuje się zdecydowanie lżejsze pilkery niż w okresie marcowych połowów z kutrów.
Warto stosować różne techniki połowu, nie ograniczając się do stosowanej przez większość wędkarzy podczas połowu dorszy w Bałtyku (mam tu na myśli technikę polegającą na opuszczeniu przynęty na dno, po czym miarowym podnoszeniu jej i opuszczaniu). Okazuje się, że na lofockich łowiskach dużo większe efekty, szczególnie jeśli zależy nam na złowieniu wielkich czarniaków, daje metoda opuszczenia przynęty na dno, po czym szybkim jej podniesieniu w kierunku górnych partii wód. Niezbędne jest stosowanie echosondy, bowiem jeśli wykaże ona na łowisku o głębokości stu metrów skupienie ryb np. na głębokości pięćdziesięciu metrów, wtedy w miarę szybko zwijając żyłkę lub plecionkę możemy oczekiwać na brania wielkich czarniaków.
Bezcenne były dla nas uwagi przekazane przez moich przyjaciół Radka Zaworskiego i Piotra Forszpaniaka, którzy wcześniej łowili na tych wodach. Podczas spokojnych warunków atmosferycznych i przy braku fali czarniaki przebywają w głębszych partiach wody. Im większa jest zawierucha – tym bardziej ryby przemieszczają się ku górze. Spotkać je można nawet 15 metrów pod lustrem rozszalałej wody. Przy połowie czarniaków połową sukcesu jest określenie głębokości, na której przebywają. Jeśli opuszczana przynęta przestanie opadać, mimo że do dna jeszcze daleko, to pierwszy znak, że w tym rewirze grasują czarniaki.
Różne ryby
Przy połowach bardzo smacznych karmazynów wybieramy głębsze partie fiordów, nierzadko powyżej stu metrów. Łowimy tradycyjnie: na pilker, na pilker zaopatrzony w filety ze śledzia, jak i na przynęty spinningowe: rippery i twistery osadzone na bardzo ciężkich główkach.
Tuż przy dnie naszym połowem stać się mogą zębacze, molwy i brosmy. W przydennych partiach wody żyją również halibuty, które mogą zaatakować naszą przynętę. Widocznego na zdjęciu halibuta złowiłem w maju ubiegłego roku na głębokości siedemdziesięciu metrów. Wcześniej nie miałem okazji spotkać się z tą rybą na wędce. Podczas walki najbardziej charakterystyczne było to, że halibut nie pozwalał oderwać się od dna. Po każdym kilkumetrowym podciągnięciu ryba z powrotem nurkowała. Trwało to około dziesięciu minut.
Do skuszenia drapieżników można stosować filety ryb. Bardzo skuteczną metodą jest „pukanie” o dno pilkerem z
dolną kotwiczką umieszczoną z boku przynęty, na której założony jest filet makreli. Sprawdzoną metodą jest również zawieszanie „świetlików” przy kotwiczce, bowiem na dużych głębokościach zwiększają one atrakcyjność przynęty.
Podczas łowienia na pilker dobrze jest powyżej tej przynęty, w odległości od pół do półtora metra, umieścić na bocznych trokach sztuczne przynęty w formie plastikowych rurek nawleczonych na haki o długich trzonkach, tzw. dorszowe przywieszki. Zdarza się, że wędkarz ma branie zarówno na pilker, jak i na podwieszone nad nim troki. Taką sytuację przeżył jeden z nas – najpierw pilker został zaatakowany przez dziesięciokilogramowego dorsza, a podczas holu w przywieszkę uderzył niewiele mniejszy czarniak. Gdyby te dwie ryby zaczęły ciągnąć w przeciwnych kierunkach, z pewnością rozerwałyby zestaw.
Dla mnie najlepszą przynętą był pokaźnej wielkości ripper nałożony na odpowiednio ukształtowaną główkę jigową. Przynęcie tej, po opuszczeniu na właściwą głębokość, należy pozwolić pływać. Najczęściej łowiłem w taki sposób, że po opuszczeniu przynęty na dno błyskawicznie podnosiłem ją kilka metrów w celu uniknięcia zaczepu i pozwalałem na unoszenie się nad dnem. Tak złowiłem dziesiątki dorszy, plamiaki, molwy i brosmy oraz widocznego na zdjęciu halibuta. Po podciągnięciu w wyższe partie wody przynęta najczęściej atakowana była przez czarniaki.
W prądzie
Warto wspomnieć o wyjątkowym miejscu na Lofotach, gdzie występują bardzo niebezpieczne prądy wodne. To cieśnina pomiędzy rozległą wyspą Moskenes a wyspą Mosken. Prądy te na przestrzeni wielu lat pochłonęły setki ofiar, a łodzie rybackie, które miały nieszczęście znaleźć się w wirach szalejących mas wodnych, były miażdżone. Niszczycielska moc prądu bierze się z okresowej zmiany kierunku przepływu olbrzymich mas wody spowodowanej przypływami i odpływami. Gdy następuje zmiana kierunku przepływu wody, jej część niesiona siłami bezwładności płynie przez tę stosunkowo płytką kilkukilometrową cieśninę w jednym kierunku, a pozostała płynie w kierunku przeciwnym. Powstają olbrzymie wiry i niekontrolowane fale. Bywa, że woda w niedalekim sąsiedztwie znajduje się na różnych poziomach. Wędkarze przybywający do miejscowości Å są ostrzegani o występującym zagrożeniu.
Miejsce to jest magnesem ściągającym ryby wszystkich gatunków z całej okolicy. Podążają tu na żer, ponieważ prądy nanoszą w ten rejon co kilka godzin olbrzymie ilości pożywienia. My łowiliśmy na skraju prądu, ale napotkani wędkarze z Wrocławia osiągali świetne wyniki w wodach szalejącego prądu Moskenstraumen, opisywanego już dawno temu przez Edgara Allana Poe.
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Chwytak z wagą elektroniczną Jaxon AK-WAM001
CENA: 75,00,-

