Na ryby, drogie Panie!
Przeglad prasy | 2009-08-05 | Wiadomości | Źródło: Salon24 [zobacz oryginał] Wydrukuj
Panom pod rozwagę
Moje biedne larwy muchy zostały sobie w przychodni, więc nie było rady - pojechałam po kolejną porcję do mojego ulubionego sklepu z mydłem i powidłem. Sprzedawca, który od lat zaopatruje mnie we wszelkie sprzęty do rybobójstwa, wyciagnął z lodówki robale, aż tu do sklepu wchodzi panów dwóch. Wygląd mają godny - obleczeni w rybackie kamizelki z mnóstwem wypchanych czymś kieszonek, w długich kaloszach i kapeluszach ozdobionych kolekcją róznokolorowych much. Z daleka wiadomo, ze fachowcy.
Panowie osunęli mnie od lady i zaczęli wybierać spławiki. Wyraźnie interesowały ich imponujące bomby, na które można złowić co najmniej rekina. Zaintrygowany sprzedawca wcisnął im koszyczki do zanęty, tajemniczą mieszankę zanęty jakiegoś kolejnego mistrza Polski w rybobójstwie, dzięki której ryba weźmie nawet na pusty haczyk, zapas białych robaków, rosówki, kilka błystek na okonia i imponującą ilość metalowych przyponów. Przy okazji wywiązała się arcyciekawa dyskusja o metodach łowienia sumów. Z niepojętych dla mnie przyczyn sumy panowie mieli zwyczaj łowić na ciasto waniliowe. Można i tak...
Późnym popołudniem pojechałam z Wojtkiem na mój ulubiony pomost koło Rysia. To fantastyczne miejsce do łowów, bo młodszy syn Rysia codziennie wysypuje tam wiadro śruty. W wodzie dosłownie się gotuje. Przyczailiśmy się na krasnopióry, które chodziły na linii trzcin. Nie spodziewałam się specjalnie dużych łupów, bo pogoda była marna. Wystarczył nam haczyk ósemka, gramowy spławik i nasze ulubione białe robaki.
Wiaderko powoli zapełniało sie rybami, aż tu podjeżdża zapakowany kijami samochód, z którego wysiadają znani mi już panowie dwaj i ich dwie małżonki. Panowie wytaszczyli wędki, panie rozstawiły sprzęty kuchenne, najwyraźniej przewidując obfity połów. Niebawem na polu namiotowym Rysia stanął spory namot, parasol, stolik i krzesełka. Panowie przytargali na pomost kije, tak z oczka po kilkaset złotych za sztukę, pudła i pudełka wyładowane błystkami, haczykami i świeżo kupionymi koszyczkami na zanętę, podbieraki, siatki i cholera wie co jeszcze. Do tego dołożyli wyglądające zawodowo krzesełka i zabrali się za uzbrajanie kijów. Obok mnie przysiadł syn Rysia z wędką i przyglądał się poczynaniom panów dwóch.
Pan pierwszy zaczął od udziabania się haczykiem, który usiłował podwiązać do przyponu. Z pomocą medyczną pospieszyła małżonka, a syn Rysia litościwie uwiązał oporny haczyk. Pan drugi, przejęty rolą świstnął nam ogromnym spławikiem koło uszu, pakując się przy okazji w trzciny. Szarpnął, tracąc spławik, przypon, haczyk i ciężarki. Skonfudowany, założył następny zestaw, tym razem nie wiedzieć czemu z koszyczkiem na grunt, ale za to bez stopera. Do koszyczka upchnął ciasto, zamachnął się i stanął jak słup soli, dokumentnie oplątany żyłką. Splawik podjechał w okolice szczytówki, a coraz bardziej zafascynowany syn Rysia zaczął dusić się ze śmiechu. Przy okazji w wodzie wylądowały pudełka z robakami. Sytuacja stawała się niebezpieczna, bo sposob posługiwania się niemal sześciometrowym kijem z uwiązanym ciężkim koszyczkiem, mógł spowodować liczne obrażenia cielesne. Różnicy między zanętą, a przynętą nie udało nam się panu wyjaśnić, za to wysłuchaliśmy litanii na temat jego trofeów z różnych części świata. Było o merlinach, sumach długości kajaka i szczupakach-mordercach.
Pan pierwszy powrócił z zabandażowaną ręką i pomógł koledze jakoś wyplątać się z żyłki. Syn Rysia szarpnął całkiem przyzwoitego szczupaka, a mi wpadło kilka krasnopiór. Pan pierwszy popatrzył na to spod oka i założyl sobie błystkę - olbrzymią, opalizującą we wszystkich kolorach tęczy. Zaczęło się robić coraz bardziej niebezpiecznie, bo pan zamiast spiningówki używał kija do wędkarstwa morskiego, z jedną przelotką i twardą szczytówką. To się musiało źle skończyć. Pan pierwszy pomaszerował po kolejny bandaż, a niezrażony niczym pan drugi zabrał się za nietypowe łowienie na grunt. Zadziwiajacy zestaw, jakiego usiłował użyć spowodował, że synowi Rysia zrobiły się bardzo okrągłe oczy. Zestaw zaczynał się haczykiem, na oko szóstką, a więc bardzo małym, używanym do łowienia drobnicy, przyczepionym do stalowego przyponu z plecionki. Potem następowały koszyczki z napchanym ciastem. Dalej była duża ilość gramowych ciężarków, spławik jednogramowy i stoper. Na haczyk pan z namaszczeniem nalepił potężną bulę z ciasta i całość z hukiem wrzucił do wody. Na szczytówce przyczepił tajemnicze urządzenie, które piszczało i świeciło. Najwyraźniej rodzaj dzwoneczka. Ponieważ pan miał zwyczaj łowić z kijem w ręku, ogłupiały przyrząd piszczał bez chwili przerwy, powodując nerwowe okrzyki pana.
Pan pierwszy nie wrócił, za to przyszła jego małżonka, zaganiając pana drugiego na kiełbasę z grilla. Pan pognał jak rączy jeleń, a małżonka spokojnie zaczęła zbierać kije. Z westchnieniem wyciagnęła zestaw na grunt, z przyczepionym gąszczem wodorostów, pozbierała porozrzucane błystki, przypony i spławiki, wyciągnęła z wody pustą siatke, złozyła podbierak. Po chwili przyszła druga z pań. Panie zajrzały do naszych wysłużonych wiaderek, pomyślały chwilę, usiadły sobie spokojnie na pomoście, założyły ósemki i gramówki, wysępiły od nas trochę białych robaków i zaczęły metodycznie zapełniać siatkę. Podeszły płocie, nawet niebrzydkie. Ja ku mojej radośc trafiłam kilkanaście uklejek - ryby nie wiedzieć czemu pogardzanej, a bardzo smacznej, zwłaszcza zrobionej na frytkę. Pani łowiły spokojnie, a panowie raczyli się piwem i opowieściami o rybach-gigantach. Co jakiś czas dochodziły nas mało pochlebne komentarze na temat kobiet z wędką.
Jutro w babskim towarzystwie idziemy na szczupaka. Łódkę wycyganimy od sołtysa. Panowie zostaną na brzegu.
Voit (Salon24)
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (31)
-
Marian Stryjewski Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Zawsze - przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Rozumiem to doskonale bo sam przez kilka lat łowiłem ciężkim szklanym "Kongiem", pomimo iż w pokrowcu leżał nowy, węglowy spiner. Nie musiał mnie zawodzić. Po prostu za którymś razem "odkryłem" możliwości i zalety kija węglowego. To przeważyło i zmieniły się preferencje sprzętowe. Teraz też tak mam, "odkrywając" czasem możliwości nowych przynęt . "Stare" wracają do pudełka bym za jakiś czas mógł je "odkrywać" na nowo.
-
Wojtek Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -
zgodzę się, że dobry sprzęt pomaga. Miałem okazję łapać na dobre markowe spławikówki, i powiem, że jestem tak przyzwyczajony do mojej samoróbki, że nie zmienię jej tak długo jak mnie nie zawiedzie. A przytoczę jeszcze taką historię. Mój spinning stary, wysłużony, obdartu z lakieru, luźne przelotki idt. Kupiłem sobie nowy. włukno węglowe, taki full wypas... nad wodę zabieram go tylko jak jadę z kimś, a i tak łowię na ten stary. Poprostuchodzi o przyzwyczajenie i pewność tego na co możęmy sobie pozwolić.
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -
No tak, "fachowiec" swoimi tekstami zawsze nas zdołuje, bo w naszych oczach jest właśnie fachowcem. Ale czasem wystarczy przeczekać jego teksty, by móc zacząć podziwiać jego czyny. Albo ich brak. Sytuacja śmieszna ale i pouczająca - upewniłeś się, ze na topoli jednak nie ma ryb ;). A co do sprzętu i ubrania - od pewnego czasu zauważam, że coraz więcej nad wodą jest, i dobrego sprzętu i dobrze ubranych wędkarzy. Pewnie, że to nie miliony PSI łowią a funkcjonalne kamizelki i wodery nęcą. Tu zgadzam się z tobą bez dyskusji. Jednak wcale mi nie jest żal czasów, gdy waciak i gumofilce były cechą charakterystyczną moczykija. Ale jeszcze nie tak dawno, w rozmowie z kolegą wędkarzem, podsumowując nasze umiejętności i osiągnięcia łowieckie padło stwierdzenie - pewnie stary wyga z leszczynowym kijem, dałby nam popalić i pokazał jak się łowi. Myślę, że każdy z nas, jeśli nie wprost, to gdzieś to ukrywając, ma pełną świadomość faktu, że podstawą sa umiejetności, doświadczenie i wiedza o łowisku. Chociaż....dobrze gdy naszym pomocnikiem jest sprzęt naprawdę niezłej klasy. To dodaje poczucia bezpieczeństwa i chyba nieco pewności siebie (choćby dlatego, że wiemy iż w tej najważniejszej chwili, sprzęt nas nie zawiedzie i nadal główną rolę będzie grała nasza wiedza i umiejętności).
-
Wojtek Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
a tak na marginesie do dziś uważam, że to nie sprzęt łapie ryby. Do spławikowania żywam kijka którego "prawdziwy wędkarz" nie wziął by do ręki. Zrobiony z 4m bata, najańsze przelotki, a kołowrotek przyklejony na taśmę izolacyją... Śmiech na sali... WIem jedno. Jeszcze mnie nie zawiódł a wyciągałem na niego różne ryby od płotek, przez karpie, aż do szczupaków i sandaczy.
-
Wojtek Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
pamiętam sytuację z dzieciństwa. miałem wtedy jakieś 10 lat. Byliśmy z rodzicami na wakacjach. Zaraz koło ośrodka był sobie taki kaczy dołek. Płytki i malutki. Jako zapalony młody wędkarz przesiadywałem tam co dziennie. Nigdy nic nie złapałem, ale za to miałem grono kibiców w moim wieku. Któregoś dnia pojawił się jakiś ,,facet". Chłopak miał około 16-17 lat. Odpowiednio ubrany itd. Zobaczył moją starą germinkę z ruskim kołowrotkiem, dość grubawą żyłkę i sporych gabarytów spławik. Oj, pamiętam, jak zaczął się wtedy naśmiewać z mojego sprzętu. Jego docinki twrały już dobre półgodziny zanim rozłożył swojego kijka. Oczywiście byłem w szoku. Ładny kijek i kołowrotek, mały spławik itd. Już miałem zacząć się zbierać, a on w pierwszym rzucie posłał zestaw wprost na topolę... No cóż. reakcji dzieciaka na wtopę kogoś, kto tak natarczywie mu dogadywał nie trzeba sę domyślać. W każdym bądź razie po kilku minutach zostałem na stawiku ja i moi wierni kibice, którzy też uśmiali się do łez i nie żałowali sobie tekstów typu: "na drzewie, to gołębie, a nie ryby" :-)
-
Monika (Mamucha) Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
-
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: -2 + / -
Rozwiń -
Monika (Mamucha) Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
DOBRE!!!
NIGDY SIĘ TAK NIE UŚMIAŁAM,TEŻ SKĄDŚ ZNAM TAKIE ZACHOWANIA, JAK MNIE ZOBACZYLI PORAZ PIERWSZY W SKLEPIE "RYBNYM" TO SIĘ ZAPYTALI: " CZEGO MALUTKA SZUKASZ? DO DOMCIU, BO STARY NAD PUSTYM GAREM PEWNIE RYCZY."
ZA TO JAK WYCHACZYŁAM DORSZYKA - ledwo co przyszłam - TO SIEDMIU WSPANIAŁCH MAŁO CO NIE ZZIELENIAŁO - a wiaderka ...echo im odpowiadało -
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
Na początek - kilo wody pod stopą! ;)
Pewnie, ze wędkarstwo to nie nudne siedzenie w oczekiwaniu na branie, czy ciągłe forsowanie nadbrzeżnego "Laosu". Dżungla dżunglą, ale nawet wtedy jest wesoło. Kiedyś, przedzierałem się z kumplem przez właśnie takie zarośla. Robiliśmy całą masę zamieszania pośród tych chabazi ale żaden się nie odezwał , próbując zachować twarz przed drugim. Jedyne dźwięki jakie wydawaliśmy, to zdrowe sapanie. W końcu zmęczeni byliśmy, więc chyba to normalne. Po kilkunastu minutach forsownego parcia w kierunku wody wreszcie udało nam się dotrzeć do przybrzeżnej ścieżki. Uszliśmy kilka kroków gdy ścieżka zmieniła się w dosyć sporą polankę. Ale nie to było numerem 1 w tej sytuacji. W wodzie po pas, i lekko schowany za niskimi szuwarami, stał facet. Gdy nas zobaczył puścił wiązankę której żaden menel by się nie powstydził. Tak na oko - 3-5 minut bez powtórzenia! Co jest grane -pytamy. A on, że z wieczora (bo siedział całą nockę z wędkami), taki sam rumor zrobiły dziki. No i on się bał , że znowu idą i dlatego wlazł teraz do wody. Zdecydowanie wtedy nas nie lubił. -
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
Nikt nie powiedział,że wędkarstwo musi być strasznie poważne.Wiele sie zdarza humorystycznych sytuacji w czasie wędkowania.No i niekiedy sama obserwacja wędkujących sprawia o "bół brzucha".Ale nigdy nie jest to złośliwy czy drwiący śmiech tylko uśmiech ...a to czyni różnicę.Czasami pomagam komuś wybrnąć z błędu,ale nie zawsze ten ktoś tą pomoc przyjmuje.Mówią,że śmiech to zdrowie.A ci panowie swoje zawodostwo zaczynali od ubrania się w ciuszki typowe dla wędkujących.
-
styks862 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Witam. Wędkarz ze mnie jak to pan Roman Bratny w jednej ze seoich książek napisał " jak z koziej d... tromba" , ale Pana opis ubawił mnie setnie. Kiedyś - dawno temu pływałem wyczynowo (420-470) i miałem okazję napatrzeć się na takowych jegomościów. Pozytywne w tym wszystkim jest to, że takowe indywidua wnoszą radość i wesołość w nudne oczekiwanie na branie. Dziękuję i pozdrawiam.
-
Łukasz Pol Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
-
heniek Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
Niestety-ale nie poziom kasy w kieszeni-powoduje skuteczność łowienia ryb-lecz wiedza-praktyka i CIERPLIWOŚĆ NAD WODĄ.. A że panie wędkujące-nie nadużywaja wódki-toz i sukcesów na kiju więcej..
A na mazurach-o dużych rybach-zostało pomażyc-lub kupić od PGR-owców.../sprawdzone!! -
czarny666 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
Gratuluję fantazji pisarskiej wiem że w śród pań są naprawdę wielkie mistrzynie ale proszę nie róbcie z nas facetów takich sierot , chciałbym zabrać Tą Panią co pisała tę opowieść na morze na dorsza przy stanie morza 5 do 8 i popatrzeć jej prosto w oczy na pewno byłby problem. Wiem także ze ci wędkarze tak cudnie ubrani od a do z są za zwyczaj amatorami którymi my wszyscy kiedyś byliśmy i o tym nie zapominajmy pozdrawiam.
-
kwasik Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -
Szczyra prawda. Niestety, albo stety takich wędkarzy jak ci panowie jest większość. :)
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
Norbert, ja Cie proszę - tylko spokojnie! :D
A 6 może być mała, o ile będzie się na tym WŁAŚCIWYM łowisku .
A co do podobnych zdarzeń - kiedyś "zarażałem" wędkarstwem taką młodą kobietkę. Rano wyszliśmy na brzeg portowy z spinningami i pokazywałem jej jak wygląda rapowanie, jaka obrotówka działa na bolki i jak się powinno ja prowadzić. Pięć minut gadania i ponieważ ta młoda była w gorącej wodzie kąpana i pewna siebie, to zaczęliśmy rzucać. W którymś rzucie zapięła bolka, tak na oko 30-40 cm. Radochy było przy tym co niemiara. Ale traf chciał, że zaraz znaleźli się obok "starzy wyjadacze", no i padły pytania - to rapa!!! Pan złowił. A ja, - nie, to ta młoda wędkareczka. I śmieję się. No i zaczęło się. Na początku było o tym, jakie rapy to oni łowili. 2-3-10 razy większe. A w ogóle, rapa to nie boleń przecież!!! - zaczął jeden. No i złowienie tego małego bolka to przecież zwykły przypadek. Widzę, że młodej zaczęło się robić na przemian, to smutno to wściekło, bo niby jakim prawem zabrać jej chcą te radość. Też się zdrażniłem bo ani to przypadek, ani wiedza i poziom tych "fachowców" odpowiedni do dyskusji. Powiedziałem kilka "ciepłych" słów, poprosiłem żeby pokazali swoje umiejętności, tym bardziej, ze woda aż się gotowała od bolków, a na końcu wróciliśmy z młodą na jacht bo szkoda było czasu marnować na takich ....pożal się Boże - fachmanów.
Tak więc Norbercie, historia może jest bajka, ale jak w każdej bajce i tu, może być ziarno prawdy. A jak inaczej promować wędkarstwo jak nie ucząc i pokazując , że da sobie radę, że potrafi, że złowi, bo to jednak nie święci garnki lepią? Jakiś czas po tym, młoda miała już swój sprzęt, i łowiła. -
Norbert norbiko Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
-
Krzysztof Mariak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
-
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -
Norbercie,byłem osobiście naocznym świadkiem niesamowitego zestawienia.Nad brzegiem naszego zalewu siedział sobie z wędkami pan.Ja byłem z moim Hubertem na spacerku a mam zwyczaj zatrzymywania się przy każdym moczykiju i zamienić parę słówek.Zatrzymałem się przy tym człowieku i "umarłem".Gość miał spławik przelotowy (bez stopera z przodu) oliwkę(chyba 4gr)rurkę antysplątaniową z koszyczkiem 30gr śrucinka,krętlik i przypon z haczykiem.Ledwo hamując uśmiech spytałem -co to !!! Pan się zarumienił i przyznał się,że jest początkującym amatorem wędkarstwa i to co kupił w sklepie zamontował na jednej wędce.Po takim widoku nic już mnie nie zgorszy i nie zdziwi.Jestem w stanie w tę historyjkę uwierzyć,ale i ona nie musi być prawdziwa.
-
Tomasz Gawlik Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -
Spokojnie kolego Norbercie... :) Trzeba ten tekst potraktować na luzie. Mnie się on spodobał, bo jest prawdziwy. Wielu takich "wędkarzy" można spotkać na naszych wodach - zresztą sam zaczynalem podobnie. I co by nie mówić, to czasami mam wrażenie, że mój dziadek na leszczynowego kijka łapał więcej niż ja teraz i wcale nie wynikało to z bardziej lub mniej rybnej wody.
Jestem za tym by wicej takich tekstów pojawiało się na portalu - dzielmy się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniamia. -
Norbert norbiko Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
-
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Kołowrotek Konger Nordic 110FD
CENA: 18,00,-

