Wywiad z redaktorem Andrzejem Zielińskim (WW) na temat zasady "no kill"

Wywiady | 2009-09-18 | Wiadomości | Źródło: Informacja własna Wydrukuj

Oceń:

Po zamieszczeniu we wrześniowym numerze Wiadomości Wędkarskich artykułu red. Andrzeja Zielińskiego pt. "Jak chronimy drapieżniki" wśród wędkarzy, zwłaszcza stosujących zasadę "no kill", rozgorzała dyskusja. Poprosiliśmy redaktora Zielińskiego o rozwinięcie tematu. Poniżej zamieszczamy wywiad jakiego udzielił kol. Antoniemu Kustuszowi.

Antoni Kustusz: Po Twoim artykule w WW nt. istoty ochrony ryb, na internetowych forach rozpętała się burza. Zarzucają Ci obronę mięsiarstwa, zdradę idei No Kill no i tym podobne grzechy. Co Ty na to?

Andrzej Zieliński: Mięsiarstwa nigdy nie popierałem i popierać nie zamierzam, nawet tego mieszczącego się w granicach limitów dobowych. Bo jak inaczej nazwać codzienne okoniowe żniwa wyśrubowane pod 5-kilogramowy limit. Łowić i zabierać ryby z łowiska tylko dlatego, że akurat dobrze biorą!? To nonsens, który nieuchronnie prowadzi do wyrybienia wielu atrakcyjnych jeszcze rzek i jezior. Ale nie popieram też do końca idei „no kill”, choć sam większość ryb wypuszczam z powrotem do wody i namawiam do takiego postępowania innych wędkarzy.
Uważam, że rygorystyczne przestrzeganie zasady „no kill” wypacza ideę wędkarstwa, która polega m.in. na tym, by wędkarz oprócz wypoczynku i korzystania z dobrodziejstw środowiska przyrodniczego mógł zabrać z łowiska jedną czy kilka ryb do konsumpcji. To odwieczne prawo łowcy, zapewniającego przez całe tysiąclecia byt swoim rodzinom, ale jednocześnie hołdującego zasadzie „zabieram tyle ryb, ile potrzebuję”. Takie właśnie wędkarstwo popieram.


AK: Czy w istocie w całym tym zagadnieniu nie chodzi o różnicę pomiędzy prawdziwym wędkarstwem, które jako amatorski połów ryb, poza pozyskiwaniem ryb za pomocą wędki, oczywiście pozyskiwaniem zgodnie z przepisami np. RAPR, ma nam dostarczyć dodatkowych przyjemności, takich jak kontakt z przyrodą, relaks, kondycja fizyczna, czy też wędkarstwem wyidealizowanym, które ma nam dostarczać wyłącznie przyjemności, w którym sam problem pozyskiwania ryb, nawet jeśli w trakcie wędkowania spowodujemy ich stres czy rany, schodzi na plan dalszy i liczy się tylko ilość zastrzyków adrenaliny związanych z kolejnym uderzeniem i holem ryby? Co Ty o tym sądzisz?

AZ: Jedni skaczą na bungee, inni polują na taaaką rybę, aby poczuć w żyłach adrenalinę. I nie ma w tym nic zdrożnego. Mam jednak pewne wątpliwości, czy nadmierne propagowanie zasady „no kill” nie zaszkodzi samym wędkarzom. Tylko patrzeć, jak jedno ze stowarzyszeń ekologicznych zarzuci nam lansowanie wędkowania polegającego na kaleczeniu ryb dla zabawy. W opinii tych środowisk, nie będą to bezkrwawe łowy, tak jak dzieje się to w przypadku fotografowania zwierząt na safari. Rozsądnych argumentów na pewno im nie zabraknie. Tym bardziej że za chwilę mogą pojawić się miłośnicy zasady „nie kalecz” – wędkarze wyposażeni w akwalung i aparat do zdjęć podwodnych, którzy bezkrwawo zapolują na okazy.
 

AK: W jakim kierunku Twoim zdaniem zmierza wędkarstwo w PZW, a więc związku, który z jednej strony musi w polskich warunkach prawnych i ekonomicznych prowadzić gospodarkę rybacką zgodną z wymogami prawa i zasadami racjonalności tej gospodarki, a z drugiej strony organizować wędkarstwo, zapewniać wędkarzom warunki do wędkowania. Jako gospodarz rybacki musi więc wprowadzać ograniczenia, a jako organizator wędkowania i reprezentant wędkarzy musi dbać o ich prawa i przyjemności.

AZ: Myślę, że nadmierne ograniczenia w wędkowaniu mogą prowadzić do coraz większej frustracji wśród wędkarzy. Czasem nie warto wychodzić przed szereg, jeśli państwowe przepisy na coś pozwalają. Oczywiście dla władz PZW nie jest to zadanie proste, podobnie jak dogodzenie wszystkim zarządom kół czy zrzeszonym w PZW wędkarzom… Ale próbować warto.
Trzeba zastanowić się, co można zmienić w „Regulaminie amatorskiego połowu ryb”, aby wędkarze mieli więcej swobody w realizowaniu swojego hobby. Ale tam, gdzie wymaga tego sytuacja, stanowczo bronić racji ichtiologów i naukowców.


AK: Jakie wnioski wyciągasz z dyskusji wokół Twojego artykułu na łamach WW?

AZ: Dyskusja na temat przepisów dotyczących wędkowania na pewno jest potrzebna. I oto głównie chodziło. Moim zamiarem nie było obrażanie środowiska wędkarzy wyznających zasadę „no kill”. Tylko wykazanie, że również w tej grupie trafiają się czarne owce – osoby interpretujący tę ideę inaczej: „łowię, kiedy chcę i gdzie chcę, bo wszystko wypuszczam”. A na to nie może być zgody. Intencją ustawodawcy, który wprowadził takie a nie inne okresy ochronne dla poszczególnych gatunków ryb, było to, aby chronione ryby nie były celem wędkarskich i rybackich połowów. To przykre, że niektórzy wędkarze interpretują te przepisy inaczej.

Antoni Kustusz

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (64)

  • blaszka Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    nPiotr. Wszedłem na tą stronę teraz.Jestem wędkarzem od dziesiątków lat.No kil jest czymś naturalnym wśród wędkarzy.Jako spiningista mam często z rybami medalowymi,ale łowionymi w czasie ich okresu ochronnego.Teoretycznie działalem w brew prawu.Nie zgłaszam tych wyników.I jak większość wędkarzy,nie zgłaszam żadnych.Nie chodzi o rejestry połowów.Twój ostatni post jest z przed dwóch miesięcy.Prowokuj.Klikaj.Pisz.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    serir

    "Tym bardziej że za chwilę mogą pojawić się miłośnicy zasady „nie kalecz” – wędkarze wyposażeni w akwalung i aparat do zdjęć podwodnych, którzy bezkrwawo zapolują na okazy." - Oczywiście, że tak też może być. Ja bym się wcale nie zdziwił. Mogą też pojawić się mnisi buddyjscy (taki odłam), którzy z szacunku do życia jako takiego, zamiatają miotełkami drogę po której mają zamiar stąpać. I wszystko to z obawy, że zabiją jakieś małe żyjące stworzenie. Tyle, że podchodząc zdroworozsądkowo do tego, co kolega napisał , uznaję to za przejaw poczucia humoru. Niestety mniejszym poczuciem humoru jest nacechowany fragment o "no kill". Do wszystkiego można dorobić teorię lub filozofię, jednak przy takim podejściu kol. Zielińskiego przypomina mi się inny pogląd filozoficzny (Życie jest jak wózek. Jedni ciągną go jak rasowe "Araby", a inni jak osły). Przytoczenie go nie ma na celu krytykowania czy deprecjonowania. Nie chcę oceniać. Myślę jednak, że podstawą popełniania błędów w różnych ocenach, jest przede wszystkim - BRAK ZROZUMIENIA. A ten symptom widzę u wielu wypowiadających się na ten temat. Nie oznacza to oczywiście, że ja wiem wszystko. Jednak oznacza to, że "ci inni" wiedzą albo zbyt mało by się wypowiadać, albo nie wiedzą nic. Gwoli ścisłości (nawiążę do tej marchewki i pietruszki), całkiem niedawno bo jakieś kilkanaście lat temu, "powstał" nowy kierunek nauki - psychologia zwierząt. Do tego momentu, pojęcie psychiki było zarezerwowane wyłącznie dla ludzi, a tu - zonk! Zwierze może mieć psychikę!!! Pomijam fakt, że ryba to też zwierze..niech zastanawiają się nad tym ci, którzy chcą. Podobnie nie podejmę dyskusji o tym, czy wraz z psychiką może pojawić się temat duszy. Nie jestem filozofem ani teologiem, by swobodnie coś w tej materii oceniać bądź klasyfikować w celach udowodnienia. Natomiast wiem, że jeszcze nie tak dawno ścieki wylewano do rzek, zwierzęta były zabijane bez skrupułów , drzewa wycinano bez opamiętania a kominy dymiły jak głupie. Kolego - świat się zmienia, a wraz z zmianami może i marchewka zacznie czuć

  • Lech Dogoda Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    lech52

    Kolega Zieliński zauważa także:
    "Tym bardziej że za chwilę mogą pojawić się miłośnicy zasady „nie kalecz” – wędkarze wyposażeni w akwalung i aparat do zdjęć podwodnych, którzy bezkrwawo zapolują na okazy."

    Można tu mnożyć "fanatyczne" reakcje najróżniejszych środowisk, więc należałoby zapytać takich wrażliwych, czy marchewkę i szczypiorek nie boli, zanim znajdzie się na talerzu ?

    I dalej kol. Zieliński wyjaśnia:
    "Intencją ustawodawcy, który wprowadził takie a nie inne okresy ochronne dla poszczególnych gatunków ryb, było to, aby chronione ryby nie były celem wędkarskich i rybackich połowów. To przykre, że niektórzy wędkarze interpretują te przepisy inaczej."
    Podkreślam w tym wyjaśnieniu WĘDKARSKICH i RYBACKICH ! , aby były one jednoznacznie rozumiane .
    Z intencjami "ustawodawców" jest bardzo różnie, czego mamy ostatnimi czasy przykładów w nadmiarze, więc stanowione przepisy w zakresie ochrony gatunkowej nie mogą być tak rozbieżne dla WĘDKARZY i RYBAKÓW. To demoralizujące !

  • Lech Dogoda Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    lech52

    Witam w tej "dyskusji" o zasadzie ? "no kill" i chcę tu zauważyć, że przypomina to - w uproszczeniu- dyskusję o celibacie. Kolega Zieliński stwierdził : "Jedni skaczą na bungee, inni polują na taaaką rybę, aby poczuć w żyłach adrenalinę. I nie ma w tym nic zdrożnego. Mam jednak pewne wątpliwości, czy nadmierne propagowanie ..."
    Kiedyś moja wnuczka bawiła się w łowienie plastikowych rybek wędką z magnesikiem. Może o takie "wędkarstwo" tu chodzi ?

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    "Tego nie rozumiem, czyli jak łepek z robakiem złowi pstrąga bez karty a jego ojciec agregatem zniszczy całą ichtiofaune i flore to obaj mają dostać po równo??" - flory to zdecydowanie nie ruszy, a jeżeli o tę ichtiofaunę chodzi, to też nie wszystko chociaż to zależy od parametrów wody i wartości oraz rodzaju nastawionego napięcia. Ale mniejsza z tym.
    Prawo nie przewiduje kwalifikowania czynu jako szkodliwego, jeżeli "szkoda" nie przekroczy wartości X kwotowo. Powyżej tej wartości, dla Temidy obojętnym będzie - ile tych pstrągów zostało złowionych przez jednego bądź drugiego kłusownika. Sam czyn, którego się dopuszczą - czyli zabór mienia, będzie określany przez KPK w sposób jednoznaczny ponieważ tenże KPK nie wymienia , że za 1 pstrąga o długości 15 cm to jest - pogrożenie paluszkiem, a za 20 pstrążków o długości od 5 do 23 cm należy się 2 lata odsiadki. Jedno i drugie MA TĘ SAMĄ KWALIFIKACJĘ CZYNU. Drobna różnica jaka w takim przypadku będzie, to ta, że jeden z nich będzie posiadał narzędzie do połowu (a posiadanie ich przez nie uprawnionych do rybołówstwa, jest zabronione). Tyle, że to w kwestii kwalifikacji czynu, którego dopuścili się wspólnie - tak naprawdę niczego nie zmienia. Jeden i drugi to kłusol. Różnica pomiędzy dwoma kłusolami będzie taka, że młodszego sąd powinien osadzić z 1 paragrafu, a drugiego z 2. I dlatego ten drugi dostanie (lub powinien dostać) więcej "w nagrodę".
    Ale ja w sumie, to się na prawie nie znam. Idealnym dowodem na to jest szereg przypadków, gdzie kłusole z kilogramem bądź kilkudziesięcioma kilogramami, są traktowani jak...właśnie taki smark łowiący salmonidy na robala.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Bob, zakładając, że z wszelkich otaczających nas stron nadciągają tylko indywidua które opisałeś (..Złodzieje, cwaniacy, kłusole i chorzy na władzę..), to faktycznie nadaje się wszystko do wyplenienia przysłowiowym "ogniem i mieczem". Naprawdę sądzisz , że tylko taki element można spotkać na tym świecie?
    "I nie łudź się, że są inne niebolesne sposoby." - no właśnie się łudzę, bo pomimo wszystko...pomimo tego, że generalnie panuje hurra-optymizm, realizm zdechł z głodu lub przepicia "Polską realną 40%" a większość reaguje niczym bohaterowie z kreskówek (szczęśliwi z nie wiadomo jakich powodów i ufni, że mogą wszystko), to myślę, że ta większość, to jednak nie wszyscy.
    A poza tym - co by mi to dało, gdybym przestał się łudzić? I czy faktycznie jest to ułuda? Do domu wariatów, nie zabiorą mnie z tego powodu. A świat ma jeszcze trochę barw dzięki temu, że chcę wierzyć, że nie wszystko jest takim bagnem. Bob, a może naprawdę nie jest tak źle, może najzwyczajniej w świecie nie wszystko widać w barwach które asymilujemy?

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Tego nie rozumiem, czyli jak łepek z robakiem złowi pstrąga bez karty a jego ojciec agregatem zniszczy całą ichtiofaune i flore to obaj mają dostać po równo??

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -

    Piotr, te wszystkie niby dylematy, że jeden chce to a drugi tamto rozwiązuje zasada, że KAŻDY PŁACI ZA SIBIE. Mogą sobie wówczas życzyć do bólu jak ich stać. Jak się zbiera do wspólnej kupy a potem dzieli wedle uznania to mamy ten syf zwany wędkarstwem po polsku. Złodzieje, cwaniacy, kłusole i chorzy na władzę. Te elementy będą się mnożyć tak długo jak organizm się nie broni. Jak się nie pozbiera to zdechnie bo takie są prawa natury. I to cały temat. PS. I nie łudź się, że są inne niebolesne sposoby.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    A czym się różni ten "dzieciak" od człowieka łowiącego bez karty (bo nie uiścił albo łowi siatą i mówi się o nim w większym kręgu bo sprzedaje to co złowił)? Ten drugi, to z mety będzie kłusownikiem. A dzieciak już nie? Albo równo, albo z takim podejściem to...do bani. Bo i jedno i drugie jest niezbyt zgodne z RAPR. A jak się chce oceniać co jest dobre a co złe, to trzeba stosować zawsze te same kryteria (dlatego Temida ma przepaskę na oczach, od tego ślepego sądzenia wszystkich, równo wedle litery prawa). No a jak się zaczyna stosować ulgi, bo jeden to "bardziej dla zabawy", a drugi nie wiadomo dlaczego ale siatą , to trzeba podciągnąć krótkie spodenki do góry i stwierdzić - przerasta mnie to sądzenie. Nie umiem.
    A z tymi kaloszami to dobre. I pewnie to mówili sami aktywiści koła? Ci którzy zawsze chodzą i sprzątają rzeki, uczestniczą w zarybianiu...etc, etc...tak sobie myślę, że skoro ich opina ma być gwarantem, ze takie podejście do sprawy jest właściwe, to jeszcze jakiś dobrodziej z ambony powinien taka opinię klepnąć. Wtedy to może i ja się przekonam i.... cofnę się w rozwoju do czasów przedszkolnych. Jedyne czego ja jestem pewny, to fakt , że nie ma o czym dalej rozmawiać.

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Jedyne czego żałuje to to że na tym portalu sa te komentarze bo powinny być na prywatnych, zdania co do kłusoli nigdy nie zmienię i zawsze jednakowo im będę życzył. Nie mam na myśli dzieciaka który złowi pstrążka na robaka bardziej dla zabawy, ale mam na myśli tych o których się mówi w większym kręgu i prosze mi wierzyć że kilku starszych, dużo starszych wędkarzy zacierało ręce i mówiło że choć jednego dopadła sprawiedliwość po usłyszeniu informacji że kłusol sam się zabił bo miał przetarte gumowce i woda mu się nalała gdy "łowił". Mój punkt widzenia jednak jest też podparty o stwierdzenia innych ludzi i nad tym nie ma co gdybać. Hm, jeszcze tylko o wylewaniu żali jako anonimowy... już wspomniałem chyba o inicjatywie założenia towarzystwa...

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    ...tego co czytasz, a wszystko powinno być wtedy w porządku. Mam tu zwłaszcza na myśli Twój komentarz odnośnie odwetu na kłusownikach. Po pierwsze- to mogą być niebezpieczni ludzie, i nieodpowiedzialne zachowanie może być tragiczne w skutkach nie tylko dla Ciebie. Starsi i być może silniejsi oraz sprawniejsi od Ciebie koledzy, zdają sobie z tego sprawę (przeczytaj art. o treningu strzeleckim PSR). Po drugie- można kochać Naturę, podziwiać przyrodę i uwielbiać ryby oraz wędkowanie. Ale stawianie znaku równości pomiędzy nawet skłusowaną rybą a człowiekiem i proponowanie rozwiązań Hammurabiego w takich wypadkach, to niepotrzebna egzaltacja i nikomu chyba nią nie zaimponujesz. Tu nikt nie kocha kłusoli i każdy by sobie życzył by tego procederu nie było. Wielu swoją wściekłość i żal ubiera w emocje, życząc im "pieszczot" prądem z ich agregatów lub nadziania pewnych części ciała na te szarpaki, którymi ranią i zabijają ryby. Jednak nikt, tak naprawdę, nie życzy im śmierci. BO TO SĄ LUDZIE. A przyczyny tego, że kłusują, bywają naprawdę różne. I nie zawsze powodem są tylko pieniądze z sprzedaży ryb. Łapać ich i karać trzeba, ale raczej nie topiąc, rozszarpując hakami czy patrosząc. A kończąc- właśnie takie wypowiedzi, są najczęściej podstawą do oceny rozmówcy. Jeżeli poprowadzisz rozmowę w konwencji poszanowania rozmówcy, to wiek nie będzie miał tu nic do rzeczy. Wręcz przeciwnie - będzie nawet atutem świadcząc o tym, że można traktować młodego człowieka jak równorzędnego partnera. Natomiast wysuwanie nie przemyślanych osądów, nie reagowanie na sugestie (możesz tak postąpić, jeżeli uważasz się za mądrzejszego i bardziej doświadczonego- jednak trzeba wtedy uzasadnić swój punkt widzenia), egzaltacja czy wreszcie obrażanie adwersarza to prosta droga do tego, by postrzegać Cię jako "okaz nie odbiegający od aktualnych norm kulturowych".
    No dobra, dosyć tego "kazania". Proszę, potraktuj to wszystko jako radę starszego kolegi, a nie jak próbę udowodnienia Ci, że racji nie masz.

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Widzę dalej, wiek jest dla PANA argumentem, który pojawia się wielokrotnie... jeśli chodzi o gołosłowie... te rady nie są jakąć niecną strategią, a umysł mam na tyle uporządkowany że nie przedstawiam tego co widzę i czuję tylko na portalach o zasięgu ogółnopolskim...
    O wiele trudniej jest stanąć twarzą w twarz wobec innych wędkarzy, wygłosić swoje racje, i jeszcze je obronić dowodząc, że ma się rację.
    Naprawdę??
    Anonimowość - co innego jest nad rzeką, gdy rozmowa dotyczy prostych kwestii typu złowiłeś-tak, zabierasz-tak...
    Nie widzę sensu wymieniania innych przykładów i rozbudowywania ich przebiegu więc darujmy sobie określanie anonimowości.
    Tomku, łatwo jest kryjąc się za anonimowością netu wylewać żale.
    Czy ja się kryję anonimowością?? Chyba mniej anonimowy nie mogę być. I w tym miejscu też widzę oszczerstwo gołosłowności bo przecież ja wylewam żale bedac anonimowym.
    Jedni tak mają inni nie ale ja mam, że nie nawidzę jak ktoś mi mówi co mam zrobić i wychodzi na to że mam powiedzieć to co mówię, to co jest oczywiste. Proponując takie kroki uważam że wyglądam na gołosłownego.
    A cytat ma na celu

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Widzę dalej, wiek jest dla PANA argumentem, który pojawia się wielokrotnie... jeśli chodzi o gołosłowie... te rady nie są jakąć niecną strategią, a umysł mam na tyle uporządkowany że nie przedstawiam tego co widzę i czuję tylko na portalach o zasięgu ogółnopolskim...
    O wiele trudniej jest stanąć twarzą w twarz wobec innych wędkarzy, wygłosić swoje racje, i jeszcze je obronić dowodząc, że ma się rację.
    Naprawdę??
    Anonimowość - co innego jest nad rzeką, gdy rozmowa dotyczy prostych kwestii typu złowiłeś-tak, zabierasz-tak...
    Nie widzę sensu wymieniania innych przykładów i rozbudowywania ich przebiegu więc darujmy sobie określanie anonimowości.
    Tomku, łatwo jest kryjąc się za anonimowością netu wylewać żale.
    Czy ja się kryję anonimowością?? Chyba mniej anonimowy nie mogę być. I w tym miejscu też widzę oszczerstwo gołosłowności bo przecież ja wylewam żale bedac anonimowym.
    Jedni tak mają inni nie ale ja mam, że nie nawidzę jak ktoś mi mówi co mam zrobić i wychodzi na to że mam powiedzieć to co mówię, to co jest oczywiste. Proponując takie kroki uważam że wyglądam na gołosłownego.
    A cytat ma na celu

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Po pierwsze- nie powiedziałem, że to co piszesz , to gołosłowie. Zanim napiszesz coś- pomyśl. Opisałeś swoje racje, a ja doradziłem jedynie byś je skonfrontował z opiniami innych wędkarzy z swego koła. Z tymi samymi, którym zarzucasz brak oczekiwanych przez Ciebie reakcji. To chyba jest proste do zrozumienia i jedynym podtekstem była dodatkowa rada o poszukaniu wsparcia, bo jak znam życie (i starych moczykijów), to możesz zostać najzwyczajniej olany z racji wieku.
    Żale - jak najbardziej słuszne określenie tego, co napisałeś. Twoje oczekiwania to jedno, rzeczywistość i życie to drugie, a realia z którymi się stykasz oraz możliwości to trzecie. Myślę, że gdy uda Ci się pogodzić z sobą chociaż dwie z tych spraw, to już będzie bardzo dużo.
    Anonimowość - co innego jest nad rzeką, gdy rozmowa dotyczy prostych kwestii typu złowiłeś-tak, zabierasz-tak... A co innego jest w necie, gdy czytasz słowa i czasem ich nie rozumiesz, lub co gorsze - zaczynasz reagować bo wydaje Ci się , że rozumiesz. Gdyby jeszcze ta reakcja była odpowiednia i dopasowana do rozmówcy, to nawet miło by się rozmawiało. Ale Twoja pewność odnośnie własnych reakcji, zwłaszcza gdy nie są prawidłowe, może najzwyczajniej razić. Po co Tomku opisujesz mi jaki stosunek do kłusownictwa ma Twój Ojciec? Ja założyłem, że to On Cię wszystkiego nauczył i przekazał Ci swoje wartości. Dlatego doradzałem byś właśnie u niego poszukał wsparcia i rady jak walczyć z odmiennymi racjami. Czy nauczył cię Tomku również braku grzeczności, że sugerujesz mi analizowanie moich własnych wpisów? Ja wiem co napisałem i wiem jaki moje słowa mają sens. To Ty tego nie wiesz, bo wyciągasz bezsensowne wnioski. Stąd też i moja prośba o wskazanie treści potwierdzających Twoje opinie. Przeczytaj to jeszcze raz , proszę. I przemyśl spokojnie,lub poproś Ojca o opinię -a nie zaperzaj się bo to jest dziecinne. Gwałtowność i brak rozsądku w osadach, to Twój przywilej z racji wieku. Jednak nie oczekuj poważnego traktowania gdy zamierzasz odpowiadać jak dziecko. Spokojniej nieco podchodź do...

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    "No i na końcu - ja bardzo nie lubię, gdy rozmówca stara się włożyć w me pióro (usta), słowa bądź stwierdzenia których nie wypowiedziałem. Nie lubię, bo to jest zwyczajne kłamstwo. nie lubię, bo to jest cwaniactwo. Nie lubię, bo to jest brak szacunku dla rozmówcy. I wreszcie nie lubię, bo to jest próba podważania mojej inteligencji. Masz do tego wszystkiego prawo? "
    Niech kolega Piotr najpierw zastanowi się na tych, przecież własnych słowach... nie chcę komentować tych postów...
    co do mojego młodego wieku, wierz mi że mój autorytet jakim jest ojciec ma takie samo zdanie co do kłusoli i całej tej szumowiny co ja. I on nie jest jedynym takim jakich ja znam a mają podobne poglądy. Więc myślę że mój wiek nie jest dla PANA podstawą żeby tak twierdzić.

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Ale czy to ma być oszczerstwo że jestem gołosłowny?? Ostatnio była sytuacja sprzątania rzeki, rozmawiałem i mówiłem. Na walnym nie byłem bo w tym kole jestem od kilku miesięcy... będę i jak będzie mowa o stawach napewno wysunę pewne zagadnienia. Anonimowość na tym portalu??? Jaka??? Imię nazwisko, przynależność do koła... wylewanie żalów??? jest dyskusja więc wymieniam swoje spstrzeżenia a nie ŻALE... no kill, pisze co myślę na tym portalu o tym, i jak mam pstrąga czy lipienia w tylnej kieszeni kamizelki i ktoś pyta czy złowiłem coś mówię że tak, ktoś pyta... a wziąłeś, odpowiadam tak i go dziś wieczorem ZJEM... nie kryję się z innymi swoimi poglądami przed wędkarzami spotkanymi nad wodą... nie zawsze je obronię ale zawsze pozostaję przy swoich dając do zrozumienia że tak jest swojemu rozmówcy... jak jest wyjątkowo twardy mówię... ty masz rację ja wiem swoje, połamania kija i tyle... nas muszkarzy jest trzech więcej spinningistów a kałużników cała reszta więc nie przegadamy tak czy siak... nie rozumiem jak można mówić coś o kimś nie znając go... jak dla mnie to do mam talent z tym trzeba iśc...

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Bob, generalnie to niezbyt jest z czego się cieszyć. Chyba, że człek stanie się minimalistą i płacąc składki "wędkarskie", ograniczy się do wdychania świeżego powietrza oraz kontemplacji okoliczności przyrodniczych. Pewnie, że wiele spraw jest do kitu, i wiele tych oraz innych powinno się zmienić czy wręcz zamienić. Pewne jest to, że jedynie myślący inaczej będzie miał inne wnioski. Natomiast zakres zmian i ich temat - to już inna bajka. Jedni chcą mielonych, inni schabowego, a reszta wycieczki krajoznawczej bądź świętego spokoju. Tak jak pisałem wcześniej - jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. A chciał czy nie chciał - wędkarze "są na musiku" z płaceniem, bo chcą gdzieś te kije moczyć i w dodatku chcą to robić bez bojaźni stania się kłusolami. Wydaje mi się, że podstawą nie jest spieranie się o (być może) ważne kwestie, ale szukanie rozwiązań dla problemów najważniejszych czyli tych, które dotykają największej liczby członków Związku. Dopiero uregulowanie tych problemów, pozwoli na skierowanie uwagi na mniej istotne sprawy (choćby takie, jak wydawanie kasy na sport).....Chociaż i takie podejście ma wady, bo dla każdego "najważniejszym" problemem może być coś innego.
    Tomku: 1)Link jest wadliwy - podaj właściwą ścieżkę dostępu. 2) Zadajesz pytania, na które może odpowiedzieć tylko członek Twojego koła. Czy byłeś chociaż raz na "walnym"? Tam właśnie powinieneś zadać pytania, które zadałeś w swoim wpisie. Tomku, łatwo jest kryjąc się za anonimowością netu wylewać żale. O wiele trudniej jest stanąć twarzą w twarz wobec innych wędkarzy, wygłosić swoje racje, i jeszcze je obronić dowodząc, że ma się rację. Zapytaj innych o to czy są zainteresowani muszkarstwem, o to dlaczego nie sprzątali, o to dlaczego kasa idzie tylko na karpie. Jeżeli uważasz, że Twoje pytania zostaną "olane" z racji Twojego wieku, postaraj się o wsparcie swego Ojca lub innych, starszych wędkarzy zainteresowanych tymi samymi sprawami co Ty. W takich warunkach wykaż, że "ci inni" to nie wędkarze i swym postępowaniem "kaleczą".

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    http://www.rybobranie.pl/user/galeria/570/galeria_panel

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Tak, ale dlaczego pieniądze koła nie idą na inne cele?? Na zorganizowanie czego ś dla muszkarzy?? Spinningistów, dla pstrążkarzy... dla czego gdy padło hasło z zarządu okręgu Wałbrzych sprzątanie rzek w naszym rejonie koło nie dało odezwu a gdy odłoża się pieniądze od razu pełno karpi ląduyje w tym syfie... hm mówisz kolego Piotrze że poprostu kochają wędkarstwo, trzeba tam być raz żeby móc powiedzieć że oni nie kochają wędkarstwa. Chodzi o wyciągnięcie ryby... ja osobiście rozumiem zabranie ryby do domu, skoro płaci i ma takie prawo więc to należy do jego weryfikacji, ale nie rozumiem wyazdu po ryby... co dalej... część wędkarzy ma korzyści z takiej polityki koła a reszta nie ma wcale.... ja osobiście jestem w PZW bo chcąc łowić w całej Polsce muszę tam przynależeć... jeśli chodzi o towarzystwo o jakim wspomniałem ja oczywiście nie chcę być prezesem ani pełnić żadnej funkci biurowej, chę być współzałożycielem wraz z ojcem, i czynnie w nim uczestniczyć. Chętnych znalazłem na pewno conajmniej 15 wędkarzy a wśród nich takich którzy z radością i z dużym zainteresowaniem na to zareagowali... Piotrze, proszę otwórz ten link i wiedz że jestem tam z ojcem nie proszony, a z własnej inicjatywy... mi nasówa się tu powiedzenie... nie pytaj co państwo może zrobić dlka ciebie, tylko pytaj co ty mozesz zrobić dla państwa... ci z kałuży co kochają wędkowanie jakoś nie pojawili się w zadowalającej frekwencji gdy ta kałuża została zarybiona chorym karpiem i trzeba było go wyławiać z tej kałuży. Dla czego, bo mięso było zatrute??? Nie wskazane jego spożywanie?? Moja propozycja to nie kaleczmy słowa wędkarstwo, wędkowanie... pozdrawiam.

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    Wrócę do głównego tematu i napisze do tych którzy jeszcze wytrwali w tym wątku. Ja rozumiem opór wielu jak słyszą No Kill. Ich myślenie jest proste. Wody wyrąbane z ryb, złowić cokolwiek trudno a tu jeszcze jakieś oszołomy każą wypuszczać ryby. Jak mają myśleć inaczej skoro nie znają innych przykładów. Aby to rozumieli trzeba by ich wywieźć do takiej Holandii w której złowienie leszcza jak stolnica nie jest problemem bo tam mało kogo takie ryby interesują. Gdyby tam połowili i dano im do wyboru łowić w Polsce w tym syfie i zabijać co im się uda złowić, czy mieć takie łowisko gdzie nałowić się do bólu nie sztuka a i spotkania z okazami będą częste, a to wszystko za cenę wypuszczania ryb, to wówczas byśmy się dowiedzieli ilu jest zwolennikami NK. A co mamy w PZW. Jedno łowisko No Kill do którego się kolejki ustawiają i co ciekawe udany eksperyment nie jest powielany. Lepiej wrzucić motłochowi teraz trochę mięsa by walczyli o nie na wiosnę miedzy sobą i kłusolmi sieciowymi. A PZW odtrąbi kolejny sukces na zawodach gdzie nasi mistrzowie zajęli świetne miejsce(np. czwarte), a kosztowało to tylko marny milion zł w tym napoje i zagryzka i nawet na tancerki wystarczyło :)))

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Tomku, masz bardzo piękne marzenie. Sądzę, że masz też duże szanse na jego spełnienie. Skoro na Parsęcie się udało, dlaczego ma się nie udać na Nysie K. ? Może jest to zadanie zbyt duże dla jednej i to młodej osoby, ale jeżeli zarazisz marzeniem innych i będziecie razem starali się to zamierzenie zrealizować, to z pewnością się uda.
    Całą rozmowę z Bobem55 można by charakteryzować w sposób - dyskusja o priorytetach, punktach widzenia, preferencjach. Sytuacja analogiczna do opisanej przez Ciebie- o stawach i wydawaniu pieniędzy z zasobów koła. Ty i kilka innych osób, wolisz coś innego niż "kałuża". Jeszcze inni, lubią naturalny klimat i dziko żyjące ryby. Ale jest z pewnością grupa osób, które albo nie podzielają Waszych zapatrywań albo najzwyczajniej (choćby z względów zdrowotnych lub wieku) wolą tę "kałużę" bo kochają wędkowanie. Tu podział punktów widzenia, na wydawanie środków jest dosyć prosty. Trochę trudniejsze natomiast będzie teraz, uzasadnienie - dlaczego tych pieniędzy nie wydawać na zarybienie "kałuży". To, że dla Ciebie to "bo dla mnie to głupota siedzieć przy sztucznej kałuży w 30 osób", staje się nieco zbyt...trywialnym powodem. Małe koło=mały problem...ale znajdź rozwiązanie, mając na względzie dobro wszystkich członków (za przeproszeniem) tego koła. Zastosowanie "prawa silniejszego" (jak to robi ZG PZW) rozwiązuje problem, ale za cenę powstawania wątpliwości, które dają się bardzo łatwo uzasadnić, umotywować i dowieść ich prawidłowości. Bob nie ma wątpliwości odnośnie swych ocen. Ja mam, i chociaż wiele "bobowych" argumentów podzielam, to wiem, ze życie nie jest tak równe by stosować można było tak proste oceny. Wszystko jest kwestią bilansu zysków i strat. Ale te zyski i straty, to z pewnością (w moim odczuciu), nie są straty i zyski złotówek. Jestem przekonany, że w przypadku wędkarskiego sportu wyczynowego i kilku innych spraw, to nie jest ta płaszczyzna oceny i nie ta optyka.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    "Piotr, znasz jakiś przykład kiedy szara masa sobą mądrze pokierowała?"- znam. Dosyć odległy w czasie, i powiedzieć o nim "historyczny" to zbyt mało. Ponoć tak było, jak twierdzą historycy, ale zweryfikować z 100% pewnością...nie można. Nie zmuszaj mnie do przyznania Ci racji w tej materii. Utopia to nie tylko piękne hasło, gdy chce się wierzyć w człowieka. Chociaż najczęściej jest tylko hasłem. Pomimo tego, i moje wykształcenie i zawód bazują właśnie na tym przekonaniu, że człowiek potrafi wiele. Byle by chciał. Chociaż przyznam szczerze, że czasem znużenie i znudzenie biorą górę i wtedy mam nastawienie "nieco inne". Jednak taka astabilność trwa krótko. Cóż, cena humanistycznej natury.
    Układ jaki opisałeś to znany mechanizm. Spotykałem podobne w innych miejscach, i powiem tak- są dwie drogi (obie widziałem). Albo umrze na starość, albo trockiści nie dadzą doczekać. Obie ewentualności są tak samo prawdopodobne i utwierdzają mnie w moich generalnych przekonaniach.
    "Twoja obrona „sportu” przypomina orkiestrę na Titaniku."- możliwe, że takie to jest. Ty masz pewność swej oceny, podchodząc do niej na wprost. Nieomal namacalnie. Ja widzę związki i wzajemny wpływ z innymi sprawami (nie na gruncie materialnym), i nie chcę tego oceniać w tak jednoznaczny sposób choćby dlatego, że z Twardą nie ma to już prawie żadnego powiązania. Gdyby tylko o kasę chodziło- Twoja ocena byłaby całkowicie słuszna. Właśnie poprzez ten przykład z inwestowaniem w przyszły interes zarobkowy. A przykłady jakie na końcu podałeś.... Dla nas bądź pacjentów, w tym czasie i w tym miejscu - nie jest to oczywiście normalne. Ani w tym przyzwoitości, ani sensu organizacyjnego, ani potwierdzenia dla zasadności wyboru zawodu z powołania. I pewnie druga strona tego medalu, z częścią tych wniosków by się nie zgodziła. Sedno leży w tym powołaniu a nie w studiach czy szpitalach za nasze pieniądze. Biorąc za cel samą ekonomiczną stronę problemów, myślę że w wielu momentach zbytnio upraszczasz kwestię. Chociaż na mieście gadają, że matematyka nie kłamie.

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    szatan_666

    Moja teoria kłusownictwa to nie ci co nie zapłacili tylko ci co trzebią. W moim kole jest spór bo wileu ludzi chce łowić na stawach. Na to idą potężne pieniądze. Może nie tyle co potężne bo to jest uzależnione od budżetu koła, tyle co duża część. I wtedy się nie pamięta o nas... wędkarzach kochających obcowanie z przyrodą. Jest jeden zbiornik pod naszą opieką wymagający odnowienia ichtiofauny po spuszczeniu wody. Jest to zbiornik zaporowy ale dobre i tyle. I co teraz. Ja nie korzystam z tych stawów bo dla mnie to głupota siedzieć przy sztucznej kauży w 30 osób. Nie mam wpływu na wydatki, nie mam wyboru przynależności do innej oraganizaji niż PZW. Moim marzeniem jest utworzenie Towarzystwa Miłośników Nysy Kłodzkiej i jej dopływów by móc działać z miłośnikami WĘDKARSTWA aktywnie i skutecznie tak jak to się dzieje na Parsęcie. Pozdrawiam

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    Piotr, znasz jakiś przykład kiedy szara masa sobą mądrze pokierowała? Ja nie, wiec na co liczysz. Problem polega na tym aby do rządzenia do dorwały się hieny. Uważasz, że przypadkiem PZW rządzi wojskowy? Jeśli się interesujesz polityką to zapewne wiesz, że czego byś nie ugryzł to wszystkie nici prowadza to ludzi pokroju Kiszczak czy Lesiewicz. W PZW jest identyczna sytuacja jak PZPN. Donek Tusk próbował się im wcinać w interesy to od razu agentura z WSI wyjęła haki na Drzewieckiego i pokazała mu że nie dla psa kiełbasa. Główne media to własność „byłych” agentów jak Solorz czy Wejchert. Oni są nieśmiertelni dlatego Genek będzie do śmierci rządził PZW a demokracja może mu naskoczyć. Twoja obrona „sportu” przypomina orkiestrę na Titaniku. Nadal nie wiem dlaczego tonący związek ma sponsorować ludzi zabijających ryby na czas. Zostawiam Cię z tym pytaniem. Uważasz UPR za partię utopijną? W USA studia medyczne kosztują grubą kasę. Ta inwestycja się zwraca. Czy to, że chętni na zarabianie takiej kasy płaca za studia jest utopią? Jeśli tak to znaczy, że studiowanie na nasz koszt, szpitale wybudowane i utrzymywane z naszych składek i lekarze odchodzący od łóżek chorych dzieci to jest normalność? NO TO GRATULUJE!!!

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    serir

    ..kolegi :"Myślę że wędkarstwo gdyby miało swoją postać jak człowiek to by było owrzodziałe po pewnych komentarzach." Ja tu nie widzę problemu wydawania pieniędzy z składek. Jest jak jest, no i jest dobrze. To jest świadomy wybór, do którego ten kolega, podobnie jak znaczna część członków ma prawo. Ważne jest coś innego. Ważne jest byś mógł zabrać z łowiska to co złowiłeś (bo zapłacone). Ważne jest by ci co nie zapłacili (kłusole), nie łowili. Ale nie jest już aż tak istotne, jak to ze sobą pogodzić.
    Reasumując- kupa kasy związkowej "idzie" z dymem i nic (lub prawie nic) z niej, jako wędkarze nie mamy. Wydawać na sport? (po co?- przecież żaden z tego zysk!). A może wydawać na szkółki dla młodzieży? (każdy to chwali i aż pieje z radości, a to przecież za kilka lat będzie dodatkowa ilość chętnych do wyłowienia tego czego jeszcze z wody nie wyjęto, i nieco to podobne do tych "sportowców"). A może wydać na karpie? (niech woda się gotuje aż od ryby, to wszyscy będą zadowoleni, a wtedy problem kłusoli przycichnie bo jak sobie na lewo wyłowią te kilka kilo, to i tak woda będzie pełna i nikt nie zaprotestuje bo o pazerność posądzimy i wstydu się naje). A jak nie na to wszystko, to wywalmy na 129 ośrodek zarybieniowy (bo to takie naukowe, i nikt przecież nie zarzuci że pieniądz zmarnowany bo będzie więcej karpi!)
    Obojętnie ile kasy wywalisz, temat zauważony będzie tylko jeden. A wiesz dlaczego? Może postąpię mało politycznie , ale mam to głęboko w du.pie (wszak tekst jest zrozumiały, więc mogę!), i powiem Ci co nakierowało mnie na ten wniosek. Przeczytaj najczęściej komentowany wątek tego portalu. Przeczytaj kilka wątków o sprzątaniu. Przeczytaj komentarze o kłusownikach. Przeczytaj wątki o śnięciu ryb w rzekach. Nie mówię, że mam rację, ciekawi mnie tylko, czy nie podzielisz mojej opinii. To nie Twarda jest najważniejszym problemem, i bez "zmiany warty"(obarczonej dużym ryzykiem, które sam określiłeś), nawet części wędkarskiego świata się nie uprzątnie. Dlatego mamy to, co mamy- jeśli wiesz,o czym piszę.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Bob, ja rozumiem Twoją argumentację i w wielu wypadkach podpisał bym się pod nią czterema łapami (gdybym miał 4 chwytne). Całość Twoich wypowiedzi - skoro nawiązałeś do tematyki politycznej- bardzo mi się kojarzy z hasłami lidera UPR. J.K. Mikke też wielokrotnie sugerował inny podział budżetu i zupełnie inna destynację środków z kieszeni podatnika. Jest to tak samo dobre podejście, jak (wybacz) - populistyczne. Po pierwsze - nie sugerowałem by Kapitanat sportowy PZW sponsorował WSZYSTKICH. Mówiłem o kadrze , o reprezentacji. Do tego etapu umiejętności, wiedzy czy co tam jeszcze jest potrzebne, zawodnik powinien dojść własnymi siłami. Ale skoro już się tam znajdzie... W moim odczuciu jest to takie samo sponsorowanie, jak granty naukowe. Dotąd aż nie udowodnisz, ze masz coś ciekawego do zaoferowania - walcz sam. Gdy udowodnisz i sprawdzisz się w eliminacjach, będzie można ci pomóc byś dalej się wspinał. Tak jak pośród młodych, zdolnych w laboratoriach, ośrodkach badawczych, zdolni mogą być w tej grupie kadry. A czasem pośród zdolnych, trafić się może prawdziwa indywidualność. Czy lepiej zaniechać pomocy i pozwolić by przepadła, czy jednak tę małą grupkę wspomagać? Pewnie postawisz mnie pod ścianą pytając- jaki z tego zysk?, bo z nauki będzie wymierny i większy. Pewnie mniejszy niż z stypendiów dla malarzy, rzeźbiarzy czy filologów. Ale to kwestia priorytetów i rzecz gustu (szeroko pojętego) . Wszak jeszcze się taki nie urodził, który wszystkim by dogodził! Może i masz rację twierdząc, że to nie nasza broszka. Z pewnością masz rację pisząc, że środki finansowe z naszych składek są źle lokowane i brak jest rzutkiego i gospodarnego oka w ZG PZW. A my sobie możemy tak pipać na tym portalu, a i tak chcąc łowić w wodzie płynącej obok naszego miasta trzeba będzie zapłacić kasę by nie być kłusownikiem. Dlatego uważam, że sponsorowanie sportu wędkarskiego jest jednym z najmniej istotnych problemów w tym całym pierdemaszu, a całe roztrząsanie tej kwestii to jednak populizm. Zwróć uwagę na dosyć znamienne podejście młodego ..

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 5 + / -

    szatan_666

    Nom bob, wg mnie Ty masz rację. PZW powinno w pierwszej kolejności fundować nasze potrzeby dopóki my płacimy duże pieniądze do PZW. Dopiero gdy wędkarze zauważą poprawę polskich wód i ich większą ochronę, możemy zadbać o jakieś inne cele. A nie tłumaczyć kłusownictwa brakiem środków na jego zwalczanie. To chore...

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    Niedawno premier złodziei też się pokazywał z naszymi siatkarzami aby sobie dodać splendoru. Kim jest naprawę właśnie wyszło, „szef szefów” albo jak go nazwała Sawicka, „główny macher”. Im szybciej wyślemy w kosmos tych darmozjadów tym szybciej nastanie normalność. Jestem pewny, że 99% wedkarzy z własnej woli nie dało by grosza na wyczyn. Nie dadzą bo to ich kasa i o nią dbają. PZW rozdaje nie swoje i dlatego mamy to co mamy.

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    Piotr, pisze od czasu do czasu do różnych gazet zagranicznych bo ich naczelni uważają, że mam coś ciekawego do powiedzenia. Nikt nie patrzy skąd jestem. Ty widzę wolisz czytać jakieś bzdury aby tylko były rodzimego wyrobu. No ciekawe. Musze Ci też uświadomić, że gazety nawet te największe na świecie płaca bardzo marnie. Tak na prawdę to jeśli wędkarze uznają cię, to może kiedyś ci to zaprocentować. Uli Beyer ma 2 duże sklepy i pewnie wielu ludzi kupuje u niego bo uważają go za fachowca. Rosemeyer firmuje i reklamuje różny sprzęt, kreci filmy itp. Funkcjonują bo są indywidualnościami. Nikt ich nie sponsorował w takim sensie jak to sugeruje. Uważasz, że mamy łożyć na wyczynowców bo może których z nich zostanie sławny? Na tej zasadzie możemy łożyć na całą polską młodzież bo może których ma talent :) Nawet instytucje państwowe wspierają tylko wybitne talenty a nie wszystkich jak leci. PIOTR! To nie jest nasza brocha. 100% naszych składek powinno iść na finansowanie tego co wpływa bezpośrednio na jakość naszego wędkarstwa. No chyba, ze uważasz, że jest tyle kasy w PZW, że ns stać. Znasz zapewne jakieś łowiska specjalne? Taki np. na Sanie kosztuje już ponad 50 zł dniówka. Ponieważ to łowisko NK więc najwięcej kosztuje jego pilnowanie. A my płacimy około 150 zł na rok na zarybianie, pilnowanie, sport, funkcjonowanie biur i samego PZW, bo działalność społeczna potrafi sporo kosztować. Ciekawa rozbieżność w wyliczeniach. I na koniec. Napisałem, że wyczyn w polskim wydaniu nie ma wiele wspólnego z tradycyjnym wędkarstwem. Na szczęście większość normalnych wędkarzy nie łowi ryb na czas, nie goni aby złowić byle co do zapunktowania tury. Dla mnie przenoszenie rywalizacji, a raczej wyścigu szczurów do wędkarstwa nic dobrego nie da. Panowie z WW wolą szukać złego w No Kill, ale łowienia i zabijania ryb na czas nie ganią. Dla mnie wyczyn i beton z PZW to towarzystwo wzajemnej adoracji. Jedni dają kasę drugim aby ci pokazali jakie to PZW ma sukcesy. To identyczna zależność jak sport i PZPR w „minionej” epoce.

  • Tomasz Nowak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 10 + / -

    szatan_666

    No widzę że pieniądze wsystką zżerają. A szkoda, myslałem że chociaż wędkarstwo może być wolne od komercji i biznesu, no ale gdzie pieniądze nie są ważne?? W moim wędkarstwie!! Przykre by było gdyby zawodnicy musieli płacić za swoje wyjazdy po jakieś tam blaszki na pierś czy dzbanki z sztuczną rybką. Ale przecież nie muszą. Ja jestem kurierem na umowie o dzieło i jeżdzę swoim autem i za swoją benzynę... ale to mój wybór. I ja jestem jego świadomy. Tak samo w wędkarstwie, łowię wieloma metodami i nie mam żalu do tego że nie ma uniwersalnego sprzętu. Ja widzę w wędkarstwie nie modę na coś, nie zasady jakie mają inni, tylko swój relaks. Swoje obcowanie z naturą. Owszem nie jestem egoistą, gdyż sam zachęcam innych do wędkarstwa z dużym sukcesem. Hm, tajniki innych... nie interesują mnie, gdyż to do czego ja sam dojdę nie równa się z tym co ktoś mi pokaże. Lipień złowiony muchą mojej wyobraźni czy konstrukcji bardziej cieszy niż efekty muchy mistrza. Myślę że wędkarstwo gdyby miało swoją postać jak człowiek to by było owrzodziałe po pewnych komentarzach. Z wędkarskim pozdrowieniem dla prawdziwych wędkarzy, ANTYkłusol...

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Bez sportu, bez rywalizacji, bez treningów, zawodów, podpatrywania tajemnic przeciwników, nie byłoby osobowości. Odbieram Twoją wypowiedź tak, jakbyś chciał mi powiedzieć, że taki Deyna czy Lubański dysponowali by swoją najwyższą formą i umiejętnosciami, bez baraży, bez ekstra klasy czy wreszcie bez zwykłych treningów. Ja sobie tego nie wyobrżam w taki sposób. I chyba logicznym jest powiedzenie, że "aby Jan coś umiał, to Jaś się tego nauczyć musi". No taka jest kolej rzeczy, czy tego chcesz, czy nie. A dalsze starty tego przysłowiowego Jana, to dalszy rozwój i doskonalenie wiedzy i technik. Ja wiem, pewnie zaraz mi zarzucisz, że zamiast od tego Jana, na którego wyjazdy nie chcesz dawać nawet złotówki, wolisz uczyć się od Zdenka lub jakiegoś Hansa czy Jurgena. Można. To też jest sposób, i to nawet ekonomiczny (a napewno bardziej ekonomiczny, niż ten z składkami na rozwój sportu naszego). Ale tu, odpowiem Ci jasno - ja wolę by to ten Jan pisał w naszych pismach, a nie ci....inni, którym za pisanie, za zanęty, za przynęty, sprzęt...etc, i tak trzeba będzie zapłacić bo rynek taki jest, że płacić trzeba. A sumarycznie na to patrząc, więcej kasy stracimy (jako wędkarze), niż w przypadku płacenia za to samo tylko robionego w Polsce i sygnowanego przez rodzimego mistrza- indywidualistę. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    ....więc z dwojga złego.....

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Uff...działa na Ciebie ta komuna, niczym czerwona płachta na byka. Tak gwoli ścisłości - ja za nią również nie tęsknię i mógłbym powiedzieć, że kocham wszystkich...prócz komunistów. Znane z Manifestu - każdemu według potrzeb, też mnie mierzi, bo taka proletariacka potrzeba zazwyczaj nie ma pokrycia w tym co istotne a kwitnie bujniej niż by się człek mógł spodziewać. W wielu miejscach masz rację i nie mam zamiaru się sprzeczać lub negować. Byłaby to jedynie dyskusja w stylu "sztuka dla sztuki", przy czym sensu w tym nie byłoby żadnego. Owszem, młodzi "działacze" potrafią tak samo jak starsi, dbać o swoje kieszenie. Tak samo zgodzę się z tym, że ogół płacących jest traktowany "per noga" i jako nie wysychający rezerwuar kasy, którym dysponują kacyki bez skrupułów. I to wszystko dzieje się na oczach tego "ogółu", doprowadzanego arogancją i olewatorstwem kacyko-władz, do bierności poprzedzonej zwątpieniem i rezygnacją. Wystarczy popatrzeć na reakcje związane z wnioskami kół, czy choćby na głosy domagających się sensownego uregulowania kwestii no kill. Zlewka i udawanie, że nic się nie dzieje. Lub w najlepszym wypadku - wciskanie ciemnoty jak w powyższym artykule. O wielu sprawach nie wiem (chodzi o te, które wymieniłeś, związane z robieniem wstydu poza granicami), ale poddawać Twoich słów w wątpliwość nie zamierzam. Cóż- jest mi najzwyczajniej wstyd i przykro. Tym bardziej, że jeżeli dobrze zrozumiałem, ci ludzie mają legitymacje tego samego Związku do którego i ja należę. Na to pieniądze związkowe z pewnością nie powinny być przeznaczane. No i jest to kwestia moralności. Ale chyba moralności ZG, bo mój wstyd i to co w związku z tymi faktami czuję, nie sprawi, że takie bydło zostanie z Związku wykluczone. Możemy mieć w tej kwestii zdania identyczne, jednak w sprawie sportu i korzyści jakie starty reprezentacji przynoszą nadal będę obstawał przy swoim zdaniu. Piszesz o indywidualnosciach. One bez doświadczenia są zauważalne w bardzo niewielkiej ilości przypadków. A doświadczenie można zdobyć na płaszczyźnie sportowej.

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    Będą owszem, przez moment w swoim gronie, i to wszystko. Niech się chłopcy bawią w to ściganie, ale za swoje! Nie ma żadnego powodu abyśmy musieli to dalej dotować tym bardziej kiedy wędkarstwo sięga dna. PRECZ Z KOMUNĄ!

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    Piotr, poświęciłeś sporo miejsca analizie relacji zawodnicy, biznes. Mnie te relacje nie interesują. Jak obydwie strony widza pole do nabijania sobie kabzy to niech sobie nabijają ile fabryka dała, na zdrowie :) Interesuje mnie dlaczego ja mam płacić za ich starty i na tym się skupmy. Napisałeś bo to są zawody PZW. A co to, jakiś przymus mamy w startowaniu? Ja jestem członkiem PZW, jeżdżę łowić ryby PZW, i nikt mi na paliwo nie daje. Chcesz niby poprawy naszego wędkarstwa ale odrzucasz zasadę, że każdy powinien płacić za siebie. Jesteś zatem za utrzymywaniem tego socjalistycznego g... Władza centralna która dzieli kasę. Przy takim systemie od razu się kręci grupka hien chcących uszczknąć coś dla siebie. Piszesz, że to stare pierdziele korzystają z tej okazji. No nie koniecznie. Wyczyn to głównie ludzie młodzi którzy też nieźle potrafią robić na boki. A to synka się weźmie na swojego zastępcę trenera, nich sobie dziecko zwiedza świat za kasę ciemnej szarej masy z PZW. Albo inne ciekawa postać znana z pociągu do alkoholu która narobiła smrodu w Portugalii skrobiąc pstrągi z łowiska przygotowanego na zawody. Sugerujesz, że znani wędkarze na pewno zaczynali na zawodach nie za swoje. Błąd. Nigdy nie startowali na zawodach a jeśli to elitarnych jak szczupakowi w Szwecji. Tak na marginesie to pewni znani wyczynowcy z Polski narobili i tam smrodu oszukując przez sfotografowanie tej samej ryby z dwóch stron. Wydało się to niestety za późno ale smród się długo unosił. Ale akurat to nie nasze zmartwienie bo za te zawody PZW nie płaci. Wracając do temu to prawdziwą sławę nie zdobywa się na zawodach. Trzeba być indywidualnością i mieć coś do zaoferowania. A to niesamowite wyniki lub tworzenie nowych przynęt lub technik łowienia. Na zawodach wygrywają często ludzie przypadkowi bez specjalnego doświadczenia nie myjący nic do zaoferowania, dlatego się nimi nikt nie interesuje. Wyczyn w polskim wydaniu nie ma żadnej przyszłości. Nakręca go tylko naiwna wiara startujących, że może tym razem mnie się uda i z dnia na dzień stanę się

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    ...i zanęty, i przynęty, i paliwo na dojazdy prywatnym samochodem na zawody zagraniczne. Wkład PZW w wyczyn w tym i wielu innych przypadkach, jest tylko Twoim sennym koszmarem, a nie prawdą. Nie wiem skąd masz te informacje. Ja, swoje posiadam właśnie do Edmunda i innych zawodników, którzy nie raz cały swój zarobek wsadzają w wyposażenie i dojazdy na zawody. Kolendowicz, Taszarek, Litwiński...też raczej mało kasy związkowej widzieli. Nie staraj się epatować i "oślepiać" mnie swoimi wiadomościami z branży. W wielu miejscach masz rację, ale nie we wszystkich. A na dodatek nie jesteś konsekwentny w swoich przemyśleniach. Ci sławni o których piszesz, to prawie w 100% biznesmeni, którzy rozwinęli swe firmy na bazie tytułów które zdobyli. A dalsza część ich działalności to - dalsze budowanie swych nazwisk mistrzowskich, na bazie wiedzy i...tytułów. Tylko jakoś musieli do nich dojść. Za czyjeś pieniądze musieli zdobyć pierwsze medale, i kolejne, i kolejne....Z niczego i za darmo? Pewnie też za swoje, ale nie dam głowy pod topór, że swego udziału nie mają w tych początkach, ich krajowe organizacje wędkarskie (i pewnie tylko głupi będzie p.ko temu oponował). Natomiast w 100% zgodzę się z twierdzeniem, że kasa z naszych składek nie powinna być wykorzystywana na wyjazdy działaczy i innych starych pierdzieli, podłączających się do wyczynu i jeżdżących w kraju super brykami, a za granicę na wycieczki pod szyldem PZW.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Bob, nie mam nic przeciwko poprawie Twego humoru, ale brak zrozumienia tego co piszę najzwyczajniej mi nie leży. Zresztą, może niezbyt dokładnie się wyraziłem, więc postaram się teraz poprawić. Masz rację pisząc, że sponsoring powinien działać w drugą stronę, tzn. kasa powinna płynąć z firm do zawodników, a finansowanie wyczynu z środków związkowych powinno być marginalne. Przynajmniej moim zdaniem marginalne, bo o ile dobrze Cię rozumiem, to sugerujesz, że PZW wcale nie powinien wyczynu finansować. Mam inne zdanie, i to czy w trakcie rozmowy merytoryczne argumenty adwersarza Cię śmieszą zamiast zmuszać do bezstronnej ich analizy, to już nie mój problem. Po pierwsze- nie wszyscy zawodnicy chcą i łowią sprzętem produkowanym przez firmę...powiedzmy X. Dlaczego ta firma ma takiego zawodnika sponsorować? Powodów nie ma. Przyjmijmy, że jednak dostaje zawodnik kasę, wyposażenie, sprzęt, przynęty i nosi logo firmy. Jego wygrana lub zajęcie wysoko punktowanego miejsca jest czystym zyskiem. Mechanizm tego układu jest znany i sprawdzony wielokrotnie, wiec rozwodzić się nad nim nie będę. Jakie firmy tak mogą? Jest wiele małych firm w Polsce, produkujących mały asortyment wędkarski. Potentatów mogących sponsorować jest niezbyt wielu, a ci którzy są, to zazwyczaj tylko handlowcy. Ale i tacy są dobrzy, jeżeli rozszerzą rynki zbytu na inne kraje. Prowadząc swoją produkcję, otrzymywałem oferty współpracy z Węgier, Rosji, Włoch. Miałem nieco kasy by wsadzić ją pod postacią swych wyrobów właśnie w wyczyn I to mi się opłaciło. Ale poznałem wówczas i takich zawodników, którzy nie będąc w kadrze narodowej, musieli opłacać swoje wyjazdy, zanęty, przynęty, sprzęt, noclegi...z własnej kieszeni . Byli dobrzy, rokowali na przyszłość, startowali w ramach zawodów związkowych i do związku należeli. Dlaczego PZW nie może im dawać szansy na zdobywanie kolejnych laurów? I wreszcie - spinning nie jest jedyny. Jacek może i jest ewenementem, ale takich "ewenementów" jest więcej. Choćby M.Gutkiewicz w spławiku, który za swoją kasę kupował i sprzęt

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    No to Piotr dowaliłeś teraz do pieca ile wlezie. Z naszych składak mają być sponsorowani ludzie którzy chcą być sławni jak Kolendowicz i robić na tym kasę, bo taki jest tego cel. Niech sobie robią, ale za swoje pieniądze ta jak ja kształcę swoje córki za swoje. Ale Piotr pisze dalej, że ci pożal się Boże wyczynowcy mają promować. Co Piotr maja promować? To nasze dziadostwo pod szyldem PZW? Chyba, że myślisz o umiejętnościach. To też jest w błędzie bo to łowienie byle czego na czas już dano nie robi na nikim wrażenia a już na pewno na potencjalnych sponsorach. Tym bardziej, że rotacja na pudle przypomina tajfun :))) Tak się składa, że współpracowałem i współpracuje z firmami wędkarskimi i wieloma gazetami i znam temat doskonale. Ich nie interesuje Maniek czy Franek który wygrał tam jakieś zawody. Interesują ich ludzie potrafiący łowić duże ryby. Dlatego większość sławnych wędkarzy to właśnie tacy specjaliści jak Beyer, czy Rozemayer. Przypadek Kolendowicza jest nie do powtórzenia bo to nie te czasy kiedy startowała garstka ludzi którzy może i potrafili łowić ale nie potrafili wygrywać zawodów. Bo to umiejętność sama w sobie nie mająca z głównym nurtem wędkarstwa wiele wspólnego. Bo kto idzie na ryby zapunktować? Jedzmy dalej. Ci niby wyczynowcy mają promować nasze firmy. Ty się chłopie o nasze firmy nie martw a już nie promuj ich za nasze składki. Firma S... dostała milion zł na lakiernie z UE. Te niby dotacje to tak naprawę pieniądze z naszych podatków zabrane ciułaczom aby dofinansować bogatych. Wiec może już im nie pchaj więcej z naszych kieszenie Piotrze. To firmy powinny sponsorować dobrych wędkarzy jeśli mają jakiś w tym interes, a nie odwrotnie. Kiedyś ktoś mnie przekonywał, że należy finansować wyczyn wędkarski bo to zapisana w statucie forma aktywności. Odpowiedziałem mu, że w statucie jest też zapisana inna forma aktywności, turystyka wędkarska. W takim razie rozpieprzmy całą kasę na wyjazdy do Hiszpanii na zawody i na wycieczki na karaibskie Merliny a nasze wody nich się same pilnują. Proponuje Piotr aby dał sobie już spokój z tym pisaniem bo robi się śmiesznie – delikatnie mówiąc :)

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    OK, przeczytałem i myślę nadal, że wszystko gra. Wątpliwości odnośnie Twoich pomysłów mam, bo trudno ich nie mieć zwłaszcza, że sam podsuwasz argumenty jasno stwierdzające w których miejscach są ich słabe punty. To samo dotyczy mojego "pomysłu". W sumie, chciałem by ten wpis był bliższy żartu, niż poważnej propozycji służącej rozwiązaniu problemu. Odnośnie wyczynu - mam mieszane uczucia. Z występu naszych sportowców na Olimpiadzie czy ME, też nie wiele mam. Polska nie ma fabryk Nike czy Adidasa by zwycięska drużyna mogła powiedzieć - mamy na koszulkach logo producenta i zwycięstwo wpłynie na wzrost obrotów firmy, a przez to...itd,itd. Jednak nie podważamy zasadności wyjazdów na te imprezy. Myślę więc, że jako kraj, jako Polska, taka reprezentacja i jej występ ma potencjalne szanse na promowanie naszego wędkarstwa i rodzimych firm typu Salmo, HRT czy podobnych (nawet mniejszych). Bardziej bym się skłaniał do wniosku o ograniczenie innych wydatków ZG, by zasilić kasę związaną z ochroną wód i jej zasobów. Kolejna Twoja myśl, to wzorce ochrony zasobów. Tak się składa, że szeroko rozumianą ochronę środowiska akurat poznaję dogłębnie i mam bezpośredni kontakt z naukowcami związanymi z tymi działaniami. Opinia którą przytoczyłeś jest prawdziwa, ale nie oznacza to, że wszystkie wzorce (zwłaszcza te z USA), będą pasowały do naszych realiów. Jednak z głównym torem Twoich pomysłów zgadzam się. Podobnie jak zgadzam się z oceną przyczyn ułomności naszego systemu ochrony- brakiem adekwatnych kar i niską wykrywalnością wykroczeń (vide- kiepski system prewencyjny). Wydaje mi się, że właśnie od tego trzeba zaczynać działanie. Właściwa ocena czynu=>właściwy poziom kar z równoległą poprawą wykrywalności=>właściwa i nieuchronna egzekucja zasądzonych wyroków. Jeśli do tego doda się mądrą gospodarkę finansami i sensowne zmiany stetryczałego RAPR, to powinno zacząć się wypogadzać.

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    Piotr, przeczytaj to co napisałeś i się zastanów na logiką tego. Negujesz jeden pomysł a za chwile podsuwasz inny. Obydwa są niewykonalne jak nie będzie egzekucji prawa. Tak jest, że jedne przepisy jest łatwiej wyegzekwować a inne nie. Pamiętam ja PZW prowadziło limit dla amura 1 szt. na 2 tygodnie. Wątpię aby chociaż jedna osoba przestrzegała ten przepis kiedy obowiązywał. Limity roczne to już totalnie poroniony pomysł, i moja uwaga była adekwatna. Pisze od dawna co trzeba zrobić aby wyjść z tej zapaści. PZW powinno mieć interes aby strażników PSR było jak najwięcej i powinni do tego się dokładać. To nasze ryby kupione za nasze pieniądze i ja sobie osobiście życzę aby ZG zamiast wydawać bajońskie sumy na czarter samolotu na zawody dała kasę PSR na konkretne cele. Ja z tego p... wyczynu nic nie mam a straż chroni nasze ryby. Myślę, że tego nie trzeba tłumaczyć. Kolejny element tego systemy to – tu zacytuje z pamięci to co słyszałem w filmie USA o ochronie przyrody. Nie ma takiego kraju na świecie którego było by stać na upilnowanie swoich zasobów. Ponieważ kłusownictwo jest bardzo trudno wykryć i udowodnić dlatego jedynym wyjściem są odstraszające kary i poczucie nieuchronności ich egzekucji w wypadku wykrycia. To nie żaden faszyzm ani ORMO jak mnie jaki imbecyl wyzywał, tylko realizm. Trzeba korzystać z doświadczeń krajów w których jako tako zapanowano na tym zjawiskiem. To, że się to wielu nie spodoba to nie dziwota bo większość to kłusole z wędką którym żadna kontrola się nie podoba.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Pomysł, a raczej jego idea - sam w sobie ciekawy. Ale odpowiem Ci tak, jak napisałeś całkiem nie tak dawno - a przyznanie się do winy uśmiercenia i zabrania dla wierzących - podczas spowiedzi, dla pozostałych- podczas spotkania kółka gospodyń wiejskich lub na najbliższym posterunku polucji (pod warunkiem, że tam dotrą). Zapewne większość by jednak nie dotarła. A znając skuteczność kontroli PSR i SSR nad wodą (ostatnio albo poprawioną, albo nagłośnioną tylko), wykrywalność lipnych deklaracji i pełnych siat niczego sensownego by nie wprowadziła. Chyba wprowadzenie jednolitych ograniczeń w celach ochrony, i to - DLA WSZYSTKICH, jest jedynym lekarstwem na obligatoryjność ocen i egzekwowanie warunków (chociaż ten brak sponsoringu.......dobry i kusi ;) )

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    Najlepsze jest to, że on napisał o przesadzaniu „w necie”. Rozumiem, że doskwierają mu inne poglądy. To tylko strach, że nie będzie mógł zabierać męska.
    Ja widzę proste rozwiązanie dla obydwu stron. Niech PZW wprowadzi dwie różne okregówki. Jedna dla tych co nie biorą ryb a druga dla tych co biorą. Koszt jednej to pilnowanie wód a koszt drugiej to pilnowanie i zarybianie. Aby nam nagle nie wzrosła lawinowo ilość zwolenników No Kill proponuje obwarować tą licencję jakimś istotnemu rygorami., np. podpisanie zobowiązania, że w razie nie stosowania się do warunków osoba płaci karę np. 2000 zł. Ułatwiło by to bardzo dochodzenie. Niestety wątpię aby panowie z Twardej panicznie pojący się wszelkich zmian się na coś takiego zdecydowali. Mięsiarzom pomysł aby zrobić mały krok w kierunku zasady „każdy płaci za siebie”, też się ten pomysł nie spodoba bo przecież brak sponsorów to mniej męska.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    serir

    @ Lampart - jasne, to typowe sekciarstwo. Brakuje tylko lalek z powbijanymi szpilkami, i zawodzenia przeciwników "no kill" podczas modłów przed krowim ogonem, którym wymachuje wódz wioski. Obraz niczym konglomerat afrykańskiej wioski i obrzędu Voo Doo. Podobnie bez sensowny, jak opinia że jest w tym przesada oraz ocena o sekciarstwie. Ale,dlaczego nie? Poczekajmy jeszcze kilka lat i pewnie "zieloni" na bazie prawa zabraniającego znęcania się nad zwierzętami, zabronią łowić ryby. W końcu - dlaczego je można łowić, skoro kończy się to ich śmiercią? Zwierze to nie przedmiot, ma prawo żyć i czuje ból. a to jest efekt naszego hobby.
    Teraz kolego napisz, że to przesada.

  • lampart Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    lampart

    Zgadzam się z redaktorem Zielińskim. Niektórzy z tym no kill trochę przesadzają, zwłaszcza na necie. Niekiedy myślę że mam doczynienia z sektą.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 5 + / -

    serir

    Jak mało kiedy i pomimo tego dosyć kontrowersyjnego (nawet dla mnie) , sposobu wypowiadania się - w mln.% zgadzam się z wnioskami boba 55.
    Smutne to, ale prawdziwe.

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    Wzywałem ostatnio policję i PSR na miejsce gdzie odbywają się rzezie ryb. Jest tam zakaz połowu. Policja nie dotarła bo nie zna dojścia, PSR mi powiedział jasno, nie uratujemy tych ryb bo mamy rozpiskę jaki, kiedy odcinek kontrolujemy. Nie mam mowy abyśmy przejeżdżali na telefon. Tera się człowiek zastanów o czy Ty mówisz. O rocznych limitach których nie ma szans wyegzekwować? U nas sprawa jest prosta jak sex. Właściciel wody się nie zna i mało go to interesuje co się dzieje nad jego wodami. Użytkownik jak PZW nie ma najmniejszej ochoty zaprowadzić porządek bo boi się, że ubędzie mu członków czyli kasy, a armia mięsiarzy z tej sytuacji korzysta ile się da. By nie mówić o istocie problemu prowadzi się wydumane dyskusje, czy totalen no kill, czy częściowe itp. duperele. Sprawa jest prosta, im więcej ryb wraca do wody tym atrakcyjniejsze są łowiska. Im więcej dostaje w łeb tym większa nędza. Żywy dowód, Holandia albo z drugiego bieguna Rumunia lub Polska. O czym tu dyskutować? Nie ma niebezpieczeństwa, że margines wypuszczający ryby narzuci swoją wolę większości. Ludzie z Twardej znakomicie potrafią posługiwać się demokracją. Jak chcą pokazać, że większość nie zgadza się na wprowadzenie ograniczeń to odwołują się to społeczności, bo wynik pewny. W innych sprawach jak np. czy wędkarze majaą nadal sponsorować garstkę „wyczynowców” już społeczności o zdanie się nie pyta. I tak się to kręci.

  • Sebastian Jóźwiak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    zdrapek

    bob55 może się zdziwisz ale są miejsca na tej ziemi, gdzie SSR jest bardzo aktywna bywa czasem jak wesz... nie mająca racji. Ale nie o to chodzi, jeśli nie wszyscy to przynajmniej część wędkarzy przestrzega RAPR-u. Zdaje sobie sprawę że na dużych zbiornikach upilnowanie tego limitu może być, ba nawet będzie trudne, ale wszystko zależy od intensywności organu nadzorującego. Wieści szybko się rozchodzą a "strach" ma wielkie oczodoły :)
    Pozdrawiam.

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    Świetny pomysł z tym limitem rocznym. Proponuje go egzekwować przez spowiedź święta dla wierzących i wariograf dla ateistów :)

  • Sebastian Jóźwiak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    zdrapek

    "Trzeba zastanowić się, co można zmienić w „Regulaminie amatorskiego połowu ryb”, aby wędkarze mieli więcej swobody w realizowaniu swojego hobby. Ale tam, gdzie wymaga tego sytuacja, stanowczo bronić racji ichtiologów i naukowców."

    Zapewnić odpowiedni dostęp do wody (swobodny) - większość dobrych łowisk ma ogromne obostrzenia w tym zakresie nie zawsze uzasadnione.

    Co do ilości zabieranych ryb zawsze można dodatkowo wprowadzić limity roczne przypadające na 1 wędkarza. Wtedy mięsiarze będą mieli mniej w zamrażalkach a każdy będzie mógł rybki zasmakować jeśli będzie miał ochotę. Jest jeszcze kwestia górnego wymiaru ale myslę ze to temat troszkę na inną dyskusję.
    I proponuję wychodzić przed szereg jeśli jest to ekonomicznie, logicznie, środowiskowo czy wędkarsko uzasadnione!!

  • bob55 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    Kiedyś wchodziłem na strony z kabaretami a teraz tu się bawię znacznie lepiej czytając te stosy bzdur. Najbardziej mnie bawią te sformułowania o tym, że wędkarz ma zabierać tylko tyle ile potrzebuje. Ale jaja! Problem w tym, że niektórzy robią zapasy na zimę a inni lubią zjeść. Opieranie funkcjonowania wędkarstwa na tych przesłankach to idiotyzm czystej wody. Jak wędkarze będą decydować o tym ile mogą zabrać to będzie nadal to co jest. Ludzie odpowiedzialni musza mieć pełną świadomość ułomności ludzkiej natury. Jest całe mnóstwo ludzi pazernych. Ma to swoje uzasadnienie w historii tego kraju kiedy ciężkich czasów nie brakowało. To samo tak szybko nie przejdzie. To właściciel każdej wody musi ustanawiać limity dostosowane do niej kierując się możliwościami odnowy ubytków w sposób naturalny i z dorabiania. I jeszcze jedno, panie Zieliński, powoływanie się, że od zarania zabieranie pewnej ilości ryb było nieodzownym elementem wędkarstwa jest bzdurą. Kiedyś każdy szedł sobie do lasu i wycinał choinkę na święta. Jak by tak teraz utrzymać tą tradycję to nie mamy lasów po świętach. Na tym polega problem PZW, że siedzą tam ludzie którzy nie zauważyli, że się coś zmieniło. Im więcej wędkarzy i lepszy sprzęt i metody tym mniej ryb można zbierać. W końcu dojdziemy do tego co jest z choinkami. Jak ktoś chce, to tylko z hodowli. A to wyrzeczenie tylko po to abyśmy mogli się cieszyć lasami i możliwością złowienia prawdziwej dzikiej ryby. Ci co nie zgadzają się na wyrzeczeni doprowadzają do upadku wędkarstwa które coraz częściej polega na łażeniu po krzach a nie łowieniu. Czy my musi zanurzyć się po czubek głowy w bagnie aby uświadomić sobie do czego doprowadziliśmy się naszą krótkowzrocznością, delikatnie rzecz nazywając?

  • kwinto Data dodania: 2 lata temu Oceń: 6 + / -

    PZW to jak PZPN. Nic sie w nim nie zmieni dopuki stare pierduchy nie powymieraja. Jak na razie to mamy prowizorke. Niby cos sie robi, ale tak naprawde nic sie nie zmienia.
    Od ponad dziesieciu lat stosuje metode "no kill". Nie ma to nic wspolnego z jakas "ideologia". Naprawde nie ma nic. Nie zabijam ryb bo mieso tej ryby nie jest dla mnie warte jej usmiercenia.
    Od lat mieszkam w Stanach i tutaj w zasadzie wedkuje najwiecej. W Polsce wedkuje raz do roku, na wakacjach. " No kill" nauczylem sie w Stanach. Najgorsze bylo przelamac swoja chciwosc. I to jest chyba glowny powod dlaczego ludziom tak trudno przyjac zasade "no kill". Moze sie to bierze z naszej biedoty, moze zachlannosci, a moze z braku poszanowania dla natury. Wedkujac na jeziorach i rzekach w New Jersey bardzo rzadko widuje Amerykancow wracajacych do domu z siatka pelna ryb. Jesli juz kogokolwiek widze z rybami to najczesciej sa to moi rodacy.
    Co rozni polskiego wedkarza od Amerykanskiego?
    Wedkarstwo to moja milosc. To obcowanie z natura z jak najmniejsza ingeracja z mojej strony. Kocham wedkarstwo tak bardzo, ze zabicie ryby ktora jest nieodzowna czescia tej mojej "choroby" staje sie teraz po prostu niemozliwe. W moim przypadku "no kill" to nie jakas ideologia, to po prostu moj wybor.

  • Lipiec Kazimierz Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    lipiec

    Nareszcie ktoś rozsądnie podszedł do tematu . Na samym początku muszę nadmienić że wędkarstwo to nie sport a hobby jak myślistwo i nie wolno bawić się czyimś cierpieniem . Zasadę polowania ,czyli łowienia w naszym przypadku człowiek ma od tysięcy lat i to jest w jego naturze. Dlatego lepiej zabrać to co się złowił , oczywiście z pewnym rozsądkiem aby na później też coś zostało ( czyli tyle aby nie spowodować zachwiania liczebności gatunkowej) . Łowić w taki sposób aby jak naj mniej ryb wypuszczać z powrotem , czyli nastawiając się na takie ryby które po złowieniu można zabrać . Po zaspokojeniu swojego limitu powinno się przestać wędkować . Wszelkie zawody są tylko zabawą czyimś cierpieniem i wiele ryb choć wypuszczone choruje i ginie po jakimś czasie. Niech wyobrazi sobie każdy jak by to było gdyby tak nas ktoś kusząc na jakiś ulubiony przysmak zahaczył za usta lub głowę i ciągał po drodze , a następnie wypuścił mówiąc że to nie boli i jak byśmy to odbierali. Dlatego No kil , zawody wędkarskie , polowanie na rekordy i inne zabawy są sprzeczne z prawami natury i nie humanitarne . Lepiej ograniczyć ilość odławianych ryb i wprowadzać takie zasady połowu aby człowiek wrodzony instynkt polowania mógł zaspokoić nie robiąc dużych strat w przyrodzie. Nie rozumiem dlaczego pojęcie gospodarka rybacka ma się odnosić do rzek i jezior , a nie gospodarka ochrony wód . Wody jakie mamy w naszym kraju powinny być chronione , a nie wprowadzana gospodarka rybacka która wszystko co się troszkę odrodzi odłowi i dalej nie ma nic.
    Odłowy na masową skalę powinny być zakazane , bo to one w dużej mierze wyniszczają liczebność ryb . Powinniśmy nasze wędkowanie przestać nazywać sportem a tylko hobby i tak to traktować , dlatego podoba mi się to o czy pisze kolega Andrzej Zieliński i takie tematy trzeba poruszać wprowadzając wędkarstwo na prawidłowe tory .

  • gosc Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    Ograniczcie limit ryb do 5 kg miesięcznie, a nie dziennie, na wodach pstrąga do 5 szt rocznie, i wtedy skończymy dyskusję o "no kill".
    W wodach PZW brakuje ryb, bo co nie jest zabronione to jest dozwolone.
    Co to za wedkarstwo, jesli mozna brać kilkanaście kg ryb dziennie? Zamordować dwumetrowego suma o wadze kilkudziesięciu kilogramów? Gdzie są metrowe szczupaki, sandacze, leszcze po 5kg i inne duże ryby, które są celem wędkarzy? Proponujecie nam relaks z wedką i łowienie niewymiarków, bo wszystko co ma wymiar ląduje na patelni. A przez wasze zaniechanie zorganizowania kontroli, również niewymiarki są zabierane.
    Fakty są takie, że na dzień dzisiejszy stan pogłowia ryb w waszych wodach jest taki, że trzeba by co najmniej 5 lat nic nie zabierać, duzo zarybiać i mocno pilnować każdej wody, aby wszystko wróciło do jako takiego stanu.
    Wędkarstwo to łowienie ryb i wypuszczanie prawie wszystkich - to jest tradycja, to jest definicja wędkarstwa sportowego. Inne zachowanie nad wodą to zwykłe rybaczenie wędką.

  • Krzysztof Niszcz Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    " NAD WODĘ NA RYBY - PO MIĘSO DO SKLEPU " - ot co!

  • xderwold Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    Witam
    Ja również nie jestem 100% zwolennikiem zasady no kill, zdarza mi się zabrać kilka ryb w sezonie bo moje pociechy je uwielbiają, ale kiedy widzę kilkunastokilogramowe karpie czy amury i metrowe szczupaki w siacie to mam ochotę rzucić wędką i więcej nie wracać nad wodę. W mojej okolicy był (to jest najbardziej trafne określenie) mały zbiornik, który obfitował w piękne ryby - karpie, amury (80-90 cm) okonie (powyżej 40 cm) trafił się również jeden metrowy szczupak (niestety został wysmażony), kiedy tylko rozeszły się wieści co u nas w kole pływa zaczął się najazd. W ciągu jednej (słownie jednej) zimy wytępiono spod lodu większość okazowych okoni, dwa lata zajęło mięsiarzom z okolicy wybranie okazowych karpi, w tym roku kończone są amury zostały liny, które zostały wpuszczone nieco później (w przyszłym roku pewnie i tego zabraknie). Płakać się chce, kiedy przychodzi się na łowisko, które potrafiło obdarzyć 40 okoniami w godzinę czy kilkoma wymiarowymi szczupakami w ciągu dnia i schodzi się o kiju lub dwoma trzema niewymiarami.
    Myślę że należy pomóc naszym wodom i wprowadzić górne wymiary łowionych ryb oraz limitując połowy w ciągu roku. Są u nas wędkarze, którzy łowią po 200 karpi rocznie.
    Są normy medalowe WŚ i WW więc można powyżej (nie pamiętam które są w cm) nakazać wypuszczanie ryb i wymagać bezwzględnego przestrzegania rejestrów połowu ustalić wysokie kary łącznie z wykluczeniem z PZW.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 6 + / -

    serir

    Trudno się nie zgodzić z generaliami. Natomiast nie jestem przekonany, czy faktycznym uzasadnieniem dla "no kill" jest chęć ratowania "naszych ryb". Faktycznie - to bardzo idealistyczne pojmowanie sprawy, stawiające na przeciw siebie jedną bądź sto złowionych w sezonie okazowych ryb, wobec milionów ziaren ikry z której ma szansę na życie...powiedzmy ok.10% osobników. Nie przypuszczam by wędkarz, zwłaszcza dzisiejszy, funkcjonujący w dobie netu , kilkudziesięciu programów TV i ogólnej dostępności literatury specjalistycznej czy choćby hobbystycznej, nie miał świadomości jak duża jest różnica tych 2 rzędów wielkości. Wolę przypuszczać, że jest to (z tych idealistycznych pobudek) właśnie szacunek dla Natury i zwierzęcia, które się pokonało, i (z bardziej przyziemnych chęci), nadzieja na złowienie okazu po raz wtóry. Ciężko jest "załatwić" oba te trendy, gdy wyciągniętą na brzeg rybę ukatrupi się kijem lub scyzorykiem. Ale tak jak napisałem - wolę myśleć, że wędkarz to typ człowieka nie do końca zmieniony na modłę dzisiejszych czasów. Natomiast co do tego fragmentu : "bo muszą być ludzie z zasadami alternatywnymi do chamstwa, pazerności, zawłaszczania Natury. Ktoś musi dać przykład dzieciom.." - tu mogę podpisać się "wszystkimi czterema łapami" podzielając tę opinię. I nie mogę nie powiedzieć, że mile mnie ona zaskoczyła.
    pozdrawiam

  • cykadass Data dodania: 2 lata temu Oceń: 7 + / -

    cykadass

    Wielu wędkarzy naiwnie sądzi, że „no kill” uratuje „nasze” ryby. Mógłbym na podstawie własnego doświadczenia podać dziesiątki przykładów przeczących tej idei. To bardzo wyidealizowany pogląd stworzony na użytek „miękkich twardzieli” balansujących ciągle w dwóch światach instynktów : prastarych łowców i nowoczesnych myśliwych. Widziałem wielokrotnie bardzo bogatych ludzi pakujących rybi drobiazg do worków po kartoflach i bardzo biednych wypuszczających okazy pstrągów, sandaczy…Nikt nikogo siłą, ani przepisami nie uczyni CZŁOWIEKIEM. „No kill” jest odruchem ludzkich i wyższych wartości i uczuć, bo moim zdaniem ze społeczną praktycznością nie ma nic wspólnego – choćby przykład Niemiec i niektórych landów, w których istnieje obowiązek uśmiercania wszystkich złowionych ryb(właśnie z powodu tychże badań naukowych i wyciągniętych z tego ogólnych wniosków). Prawda zwykle tkwi po środku, a fanatyzm jest hamulcem jakiegokolwiek rozsądnego działania. W Polsce jedni za dnia ryby wypuszczają, a drudzy nocą siatami, prądem „zarybiają” bagażniki. Jedni dają buzi, a inni kopa – truciciele, kłusownicy, melioranci itd. Do ratowania populacji ryb potrzebne jest bardziej wyrafinowane, spójne społecznie i „długofalowe” działanie. Potrzebna jest do tego celu masa środków, od edukacji w szkołach aż do wzrostu stopy ekonomicznej. „No kill” jest krzykiem ludzkiego sumienia, igłą kłującą atawistyczne i agresywne ciągoty. I dobrze, bo muszą być ludzie z zasadami alternatywnymi do chamstwa, pazerności, zawłaszczania Natury. Ktoś musi dać przykład dzieciom, aby w przyszłości tworzyły coraz lepszy świat, w którym i zwierzętom należy się szacunek, a chociaż jego odrobina…

  • m Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    @Tomek -> też słyszałem o podobnym zjawisku, ale nie znam szczegółów. Pamiętam tylko tyle że ryba złowiona i wypuszczona w jakiś sposób zmienia równowagę w środowisku.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    serir

    Będę wdzięczny za informację dotyczącą nazwy mechanizmu lub innych informacji, umożliwiających identyfikację tego, o czym pisałeś.

  • Tomasz Gawlik Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    tgawlik

    Rozmawiałem ze znajomym ichtiologiem i powiem/napiszę szczerze, że sam już nie wiem co myśleć o metodzie nokill. Ów ichtiolog powiedział mi, że jeśli uszkodzimy np. karpiowi otwór gędowy a następnie oddamy go wodzie, to będzie się on przyczyniał do osłabienia tego gatunku w danym akwenie. Dlaczego? Bo jego organizm działa tak, że się mobilizuje do leczenia ran, które nasz karp otrzymał od "zaprzyjaźnionego" wędkarza. Organizm zurzywa na to wiele cennych mikroelementów, ale najistotniejsze jest to, że zużywa coś - nie pamiętam nazwy - co ma bezpośredni wpływ na jakość ikry. Dlatego np. chodowcy podczas wyciskania ikry w procesie jej pozyskiwania do celów zarodowych sprawdzają, czy ryba nie posiada "mechanicznych uszkodzeń".

    Patrząc na to zjawisko w skali makro to by wychodziło, że każda ryba oddana wodzie przyczynia się do pogarszania jakości odtworzeniowej danego gatunku. Może to trochę zawiłe, ale i zastanawiające nieprawdaż?

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    serir

    W naszej tradycji, wolny wybór istniał od "zawsze" i od dawna. Nic więc dziwnego, że tak wielu z nas optuje właśnie za pozostawieniem tej metody selekcji ryb, które złowimy. Dla mnie jest ona również chyba optymalna, bo oparta na wymiarach i limitach, oraz moim osobistym stosunku do złowionych ryb. Dlatego całkowicie zgadzam się z opinią Tomka, na temat postępowania związanego z stosowaniem zasady "no kill". Uważam jeszcze, że tak jak RAPR ma wiele wad i braków wynikających z niedostosowania wielu ograniczeń (wymiary lub okresy ochronne), tak sama zasada jest jeszcze niezbyt klarowna. Ubolewam na faktem zabijania okazów, bo jest ich w naszych wodach i tak zbyt mało. Za fatalne uważam podejście wędkarzy uważających , że powinni zabijać i zabierać wszystkie złowione przez siebie ryby - dla mnie jest to objaw pazerności i braku myślenia. Sama wolność wyboru, dotycząca tego co zabić i zjeść, to również kij z dwoma końcami. Jednym jest ta wolność, ale drugim jest odpowiedzialność za to, co pływa i będzie pływało w niedalekiej przyszłości w wodzie. Prawo do decyzji i odpowiedzialność za tę decyzję, to jedno i to samo. Pozostaje tylko pytanie - czy wędkarze (wszyscy?) potrafią poradzić sobie z taką odpowiedzialnością? W szukaniu odpowiedzi na te pytania, widzę miejsce dla uczenia i propagowania tej idei. Bo kto jest bardziej odpowiedzialny za wodę i to co w niej pływa, jak nie my - wędkarze?

  • Tomasz Gawlik Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    tgawlik

    Uważam, że to dobrze, że odpowiedź pokazała się na rybobraniu. Przecież rybobranie.pl i WW mają tego samego "pana", którym jest ZG PZW, więc lepiej że pokazalo się to teraz na rybaobraniu a nie za miesiąc na łamach WW, gdzie byśmy tylko mogli poczytać bz pożliwości wyrażenia własnej opinii.

    Co do samej metody nokill to uważam, że każdy powinien mieć wolną wolę w decydowaniu. Czy rybę zabiera czy zostawia. Iosoby zajmujące się popularyzacją nokill powinni szukać argumentów by zachęcć mięsiarzy do zrezygnowania z ichprocederu a nie napadać i opluwać bo to pozytywnych reakcji nie wywoła. Edukujmy raczej wędkarzy by wiedzieli jak się obchodzić z rybą, którą chcą zwrócić wodzie.

    Wodom cześć !!

  • dariuszkrystosiak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    Cóż,w takim razie ten tekst powinien się ukazać w "WW" bo ile osób zajrzy na "Rybobranie"? a ile czytało "WW"?Nie wyznaję "no kill" bo zdarza mi się rybę zabrać ale podobnie jak red.Zieliński uważam że 5kg ryby brać do domu to przegięcie.Tylko dlaczego takie osoby znane w środowisku jak red.Zieliński i rzecznik A.Kustosz(a sądzę że jeszcze w redakcji znalazłoby się kilka osób) jakoś nie mogą umieścić czy to na łamach "WW" czy w jakiś sposób poddać to pod rozwagę?Mam na myśli jakieś ograniczenia np. okonia szt. np.10 czy 12,szczupaka z sandaczem łącznie np. 2szt.
    Obydwaj Panowie wiecie że jest bardzo wiele głosów o wprowadzeniu ograniczeń ale czy ZG zrobiło jakiś ruch w tym kierunku?Czy to jest takie trudne?

  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    esox

    Według mnie zasada "no kill" jest modą która mocno wkracza w nasze szeregi.Jak wiadomo ma swoich zwolenników i przeciwników i wiele razy z tego powodu wychodziły kłótnie.Każdy z nas ma prawo wybierać to co mu najbardziej odpowiada, oczywiście z zachowaniem odpowiedniego taktu.Sam osobiście zabieram znikome ilości złowionych ryb, ale jest to mój indywidualny wybór.Zgodzę się z tym, że wiele osób podchodzi do tematu zbyt poważnie i ostro krytykują ludzi którzy biorą nawet takie znikome ilości.Popadając w taki fanatyzm niszczą całą idee zasady "no kill". Wędkarstwo to hobby, pasja i obcowanie z przyrodą, ale czasami możemy dodać sobie do tego odrobinkę przyjemności smakowej w postaci upieczonej rybki.

  • Grzegorz Major Data dodania: 2 lata temu Oceń: 4 + / -

    abraham

    Cóż, zasada "no kill" jest i będzie interpretowana na tyle sposobów, ilu jest wędkarzy. Oczywiście znajdą się i tacy, którzy do tematu podejdą w swoisty dla nich sposób, z lekką przesadą i demonstracyjnie dosłownie. Osobiście, w gwoli komentarza, powiem tylko, że zdarza mi się co kilka wypadów nad wodę, wrócić do domu z rybami. Wszak pomijając wszystkie aspekty obcowania z przyrodą, po to właśnie się wędkuje. Oczywiście bez sensu jest zabijanie wszystkiego co ukąsi robaka na naszym haczyku, toteż na koniec jedno stwierdzenie: "Łówmy z głową i z pasją". Pozdrawiam.

reklama

Nasza sonda

Czy jesteś za wprowadzeniem górnego wymiaru ochronnego?

  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery