Taaaka ryba: Ten amur ważył prawie 20 kg. Walka z rybą trwała ponad 70 minut
Przeglad prasy | 2009-10-28 | Wiadomości | Źródło: Gazeta Lubuska [zobacz oryginał] Wydrukuj
To wydaje się wręcz niemożliwe. Zdzisław Wojciński ze Słubic na bardzo delikatny zestaw, z żyłką o wytrzymałości do 5 kg, wyholował niemal 20-kilogramowego amura. Kluczem do sukcesu było przede wszystkim ogromne doświadczenie, które zdobywał z wędką przez ponad 50 lat.
Zdzisław Wojciński ze Słubic swoją przygodę z wędkarstwem zaczął ponad pół wieku temu w miejscowości Barcin na Kujawach, gdzie się wychował. Do koła wędkarskiego zapisał się w wieku 15 lat. Pierwsze ryby łowił w Noteci i pobliskich jeziorach, gdzie ryb było wtedy pod dostatkiem. Podstawowymi przynętami były wtedy kobusy oraz gnojaczki. Zanęt wówczas nikt nie stosował.
Prawdziwego wędkarstwa nauczył się jednak dopiero w latach 70., kiedy to przeprowadził się do Słubic. Teraz najchętniej łowi na Odrze. Uwielbia polować na sandacza, metodą gruntową z ukleją lub płocią na haku.
Na swoim koncie ma już sazana o wadze 7,8 kg, oraz szczupaka 7,2 kg. – Nie raz miałem do czynienia z większymi rybami, lecz nie udało mi się ich wyholować – wyjaśnia wędkarz.
19 maja br wybrał się nad Odrę, 8 km od Słubic. Dzień wcześniej szukał tam nowych miejsc. – Moją uwagę przykuła jedna z główek na łuku rzeki. Po zanęceniu, o 13.00 rozpocząłem wędkowanie. Miałem kij robinson typu match, o długości 4,2 metra i ciężarze wyrzutu 5-12 gramów. Na kołowrotku była żyłka o wytrzymałości do pięciu kilogramów z przyponem 0,16. Łowiłem pod prąd, około 10 metrów od szczytu główki, na przegruntowany zestaw z leżącym spławikiem. Na haczyk założyłem dwa ziarna kukurydzy konserwowej – zdradza pan Zdzisław.
Po ok. 10 min. udało mu się wyciągnąć półtorakilogramowego leszcza, co dawało nadzieję na dobre w tym dniu wyniki.
– 15 minut później miałem kolejne energiczne branie. Po zacięciu zorientowałem się, że na haku "siedzi” coś grubszego. Ryba zaczęła uciekać w nurt. Wyciągnęła ze szpuli około 70 metrów żyłki i wpłynęła na drugą spokojniejszą stronę główki. To gwarantowało mi moc emocji – opowiada.
Hamulec kołowrotka był wyregulowany w taki sposób, że ryba raz po raz wyciągała po 40 metrów linki. – Dopiero po około 30 min., zanim udało mi się podholować ją do brzegu, zobaczyłem jak jest wielka. To był amur – mówi słubiczanin. - Ale jak się okazało, to jeszcze nie był koniec. Kolejne pół godziny mocowałem się z nim. Bolały mnie już ręce. Czubek wędki był wygięty do granic wytrzymałości, a żyłka aż trzeszczała. Musiałem być bardzo delikatny, ponieważ w każdej chwili zestaw mógł strzelić.
W pobliżu nie było jednak nikogo, kto mógł przyjść mu z pomocą. Przy pierwszej próbie wprowadzenia amura do podbieraka okazało się, że sprzęt on za mały. – Po którymś razie, w końcu udało się przyciągnąć zdobycz bardzo blisko brzegu. – Ustawiłem rybę między wyrwę w główce i zdecydowałem się podebrać ją rękoma. Odłożyłem wędkę, złapałem ją i energicznym ruchem wyśliznąłem z wody, bo o podniesieniu nie było nawet mowy. Po wszystkim, zmęczony usiadłem na foteliku i spojrzałem na zegarek. Była 15.12. A więc hol, wraz z niezapomnianymi emocjami, trwał ponad 70 minut – mówi pan Zdzisław.
Okaz został zważony w Słubicach w sklepie drobiarskim. Wskazówka pokazała 19,7 kg, przy długości 112 centymetrów. – Postanowiłem jednak zważyć go jeszcze raz na wadze elektronicznej. Tam wynik był dokładnie taki sam – zapewnia wędkarz.
Ten amur kwalifikuje się więc do złotego medalu.
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (16)
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Co do jednego zgodzę się bezdyskusyjnie - " to wędkarz niszczy ekosystem..to my jesteśmy tym co wodom szkodzi". Tu, masz kolego remaxteam rację w mln%. Natomiast co do amura.., pewnie zaraz zaczniesz bronić raka wsiedlonego do naszych wód , chociaż to on zajął niszę pokarmową rodzimego raka szlachetnego. Pewnie zdziwiony będziesz walką z babką zawleczoną z zlewni m. Kaspijskiego...i tak by można było jeszcze trochę. Moim zdaniem, racji nie masz Ty.
I chociaż nie jestem zwolennikiem wsadzania robakom w tyłki haczyków, to po stokroć wolę zacinać i holować kilogramowego lina czy mniejszą krasnopiórę, niż 10 kg. amura czy tołpygę. A to dlatego bo wiem co te ryby psują i jak zagrażają rodzimym gatunkom ryb. No i nie tylko ryb. Część tych zależności wyjaśniłem, ale muszę lojalnie uprzedzić, że to bardzo skromna część zależności. Można by było jeszcze opowiedzieć (przy okazji tematu o szybszym obiegu materii), o intensyfikacji tworzenia się osadów dennych, o intensyfikacji zjawiska beztlenowego czyli rozszerzeniu strefy "martwej" i trującej dla ryb. Wreszcie, można by jeszcze poruszyć chyba istotną sprawę likwidowania (zżerania !) miękkiej roślinności zanurzonej, a przez to zmniejszania powierzchni tarlisk niektórych gatunków ( ryby trą się przy resztkach roślinności ubiegłorocznej, ale skoro jej nie ma..). I tak a`la long, a`la long.... Mam nadzieję, że kolega samodzielnie potrafi na bazie swych 30 lat obserwacji, dostrzec zady i walety związane z wysiedlaniem gatunków obcych, więc przedłużać nie będę. Natomiast co do mojej wierności no kill - już napisałem, że nie jest tak ortodoksyjna, jakby może i wypadało. Ostatni raz, przyniosłem swój połów do domu przeszło 3 lata temu. I był to jeden ok. 3 kg sandacz. Ale jeżeli moje dzieci lub ja będę miał ochotę na świeżą rybę, to z pewnością też tak postąpię. Pod jednym warunkiem - że nie będzie zbyt mała oraz zbyt duża. Jeżeli wiec tak postawiona sprawę (i kilkakrotnie opisaną w mych wypowiedziach), nazywasz hipokryzją - to poradź mi z jakiego słownika powinienem skorzystać. -
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Pozwól kolego, że się nie zgodzę z takim twierdzeniem. Na pierwszy rzut oka, jest ono bardzo chwytliwe i zapewne wielu krewkich kolegów, zamiast zastanowić się nad powodami bądź sensem naszych stanowisk, przyzna rację - TO HIPOKRYZJA!!!
Tak jak powiedziałem - na pierwszy rzut oka. No bo ochrona rybek, bo okaz, bo to jest to , co tygryski lubią najbardziej. Nie będę udowadniał swoich racji, bo po pierwsze musiałbym omówić w tym wypadku temat, który z grubsza nazwał bym obiegiem materii w ograniczonym ekosystemie wodnym. Z tego, pewnie rozwinął bym choćby temat- obieg azotu i innych pierwiastków oraz wpływ przeżyźnienia wody, na trofię zbiornika, To, z kolei, umożliwia dosyć szerokie obgadanie tematu - "przerabiania zieleniny", i tworzenia idealnych warunków dla rozwoju mikro i makroorganizmów oraz warunków tlenowych wpływających na okresowe (coraz częstsze) deficyty tlenowe mające wpływ na przeżywalność ryb innych gatunków. A pewnie , gdzieś w połowie tej gadaniny, dało by radę "wsadzić" coś na kształt symulacji tego, co jest opłacalniejsze z punktu widzenia ekosystemu - wyżeranie roślinności i sr...nie nią (co jak wspomniałem "zatruwa" wodę przez przyspieszenie bądź inicjowanie niektórych procesów), czy utrzymanie rodzimej, autochtonicznej obsady gatunkowej, która bardzo dobrze dawała sobie radę z roślinnością wodną. Zresztą, co tu dużo gadać, wystarczy porównać choćby klarowność wód w których żyją nasze rodzime gatunki (łącznie z leszczem i linem), i klarowność wód (czyli ilość zawiesiny organicznej i nieorganicznej) w zbiornikach zasiedlonych amurem lub karpiem. Różnica nie podlegająca dyskusji. A wpływ ilości takiej zawiesiny, na absorpcję energii słonecznej, czyli wpływ na ogrzewanie, które przekłada się na stopień natlenienia wody jest chyba koledze znany? To właśnie takie zmiany (pomijając wypieranie z nisz żywnościowych albo miejsca w piramidzie troficznej zbiornika) lub wpływają na stopniowe wymieranie rodzimych gatunków. Tlen, wzrost temperatury- nie wszystkie ryby to zniosą. -
remaxteam Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
Koledzy i kolego Piotrze , łowię ryby od niemal 3o lat i z moich obserwacji wynika jedno , to wędkarz niszczy ekosystem nie ryby, to my jesteśmy tym co wodom szkodzi. Amur jest gatunkiem obcym , ale przyroda doskonale sobie z nim poradzi. A twierdzenie zabijajcie amury , bo to gatunek wsiedleniowy , wypowiadana przez zwolenników zasady no kill to zwykł hipokryzja
-
kalfus3 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Po wszystkim, zmęczony usiadłem na foteliku i spojrzałem na zegarek. Była 15.12. A więc hol, wraz z niezapomnianymi emocjami, trwał ponad 70 minut – mówi pan Zdzisław.I to powinno wystarczyć.Zasługiwała na życie .Lecz łowca ani o tym nie pomyślał a co tam karta musi się zwrócić.Kiedy wreszcie zrozumią ci łowcy okazów że jednak takie ryby trzeba chronić.A gadanie że to nie jest gatunek rodzimy tylko obcy to mnie szlag trafia.Na Śląsku tylko czekają żeby Goroli wytępić bo są napływowi a zwłaszcza tych z W...y.
-
rej2 Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
Kolega Piotr ubiegł mnie i napisał to co ja chciałem, pozostaje mi tylko poprzeć stanowisko Pan Piotra, rzeczowe i wolne od zacietrzewienia, które cechuje nas Polaków.
-
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
@ koledzy :remaxteam i wieruszow - Koledzy, rozumiem Wasze zdegustowanie faktem uśmiercenia, chociaż w tym wypadku (zwłaszcza jako zwolennik metody "no kill") tego zdegustowania i opinni nie podzielam. Powodem jest prosty fakt - Amur nie jest rybą autochtoniczną naszych wód. Jest to ryba wsiedlona, i to całkiem niedawno. A w dodatku, jej wsiedlenie nie zostało przemyślane, ponieważ funkcjonowanie amurów w naszych wodach, przynosi więcej szkody niż pożytku . Nie neguję tego, że złowienie ryby tego gatunku jest niezapomnianym przeżyciem, ale efekty jej bytowania (zwłaszcza w akwenach o niezbyt dużej powierzchni) potrafi dostarczyć równie niezapomnianych doznań. Rybom z tych akwenów, oraz chętnym do podziwiania uroków przyrody tych zbiorników. Reasumując- amur to gatunek obcy i wprowadzony do naszych wód przynosi duże straty w ekosystemach do których został wsiedlony. Dlatego każdy złowiony osobnik, nie powinien zostać wpuszczony do tej wody z powrotem. Oczywiście, o ile chcemy chronić nasze rodzime gatunki ryb i życie innych stworzeń z naszych wód.
pozdrawiam -
Darek Drab Data dodania: 2 lata temu Oceń: -2 + / -
Rozwiń -
remaxteam Data dodania: 2 lata temu Oceń: -1 + / -
Rozwiń -
Mariusz Butkiewicz Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
-
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
-
Grzegorz K.K Data dodania: 2 lata temu Oceń: 6 + / -
Serdecznie gratuluję takiego okazu, bo to nie lada wyczyn wyciągnąć amura z taką wagą i wymiarami ja Koledze zazdroszczę a inni pewnie też ? Wiemy jaka to ryba i co potrafi jeszcze na takim zestawie .Pozdrawiam i myślę ,że ta trafi na złoty medal ,ale życzę kolejnych rekordowych .Dodam ,że opis świetnie przedstawia całą sytuację fakt ,bo fotka nie nad wodą ,ale pokazuje tą niby nie winną rybkę o której inni mogą tylko pomarzyć a jednak prezentujecie się ciekawie .Następnych jeszcze większych rekordowych życzę .Pozdrawiam .
-
Łukasz Pol Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
-
m Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
Złowiłem w tym sezonie trochę przypadkiem amurka takiego z 1 kg, woził mnie ładnych kilka minut, trochę się zdziwiłem bo już myślałem ze podhaczyłem za bok leszcza ze 3 kg.
Z taka 20 to dopiero musiała być jazda.
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Kołowrotek Radius FD
CENA: 107,96,-

