Nie można dopuścić do katastrofy

Wywiady | 2009-12-05 | Wiadomości Wydrukuj

Oceń:

Preses Ignacy Piskorski

O powody i przebieg ostatnich manifestacji protestacyjnych środowisk wędkarskich i ekologicznych na rzecz wprowadzenia memorandum na przegradzanie Dunajca i innych rzek pytamy jednego z ich inicjatorów kol. Ignacego Piskorskiego z okręgu PZW w Tarnowie.

- Jak doszło do tego, że dzisiaj los Dunajca i wielu innych rzek górskich stanął pod wielkim znakiem zapytania, że rzekom tym grozi katastrofa spowodowana planami budowy kilkudziesięciu progów wodnych  dla potrzeb małych elektrowni wodnych?

- Powodów jest wiele. O zwykłej chciwości i ekologicznej bezmyślności ze strony inwestorów już nie wspomnę, ale jeśli mówić o przyczynach obiektywnych, to trzeba pamiętać, iż na terenach, przez które płyną rzeki górskie, najczęściej brakuje planów zagospodarowania przestrzennego. To powoduje, że prowadzi się zmiany punktowe, czyli wg zgłoszenia co się chce zrobić. W praktyce jeśli pojawi się inwestor z dużą gotówką, to dokonuje się wydania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu zgodnie z jego życzeniem. Po drugie, w większości postępowań wodno-prawnych administracja pomija rybackich użytkowników wód, takich jak PZW, nie dostrzegając interesu prawnego użytkownika rybackiego w takim postępowaniu. Po trzecie, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, w przypadku Dunajca, chodzi o RZGW w Krakowie, opiniuje wnioski zbyt pobłażliwie, a więc zazwyczaj pozytywnie. Niestety, po wydaniu takiej opinii, nie powiadamia się dzierżawcy wód o tym, że w konkretnym obwodzie rybackim RZGW akceptuje zmiany, które mają wpływ na sposób gospodarowania na tych wodach. Tak jakby wydzierżawienie wód przez RZGW odnosiło się tylko do obowiązków jednej strony umowy, czyli dzierżawcy, a właściciela, czyli Skarb Państwa, zwalniało z wszelkiej troski o stan wydzierżawianych wód. Kolejnym powodem jest to, iż raporty oddziaływania na środowisko, niezbędne przy prowadzeniu inwestycji, są przygotowywane i opiniowane w taki sposób,  by PZW za wszelką cenę został w tym procesie pominięty. W efekcie opinia Inspektora Sanitarnego zawsze jest w tych przypadkach pozytywna.

- Ale przecież mówi się, że nad wadami i błędami w podejmowaniu decyzji przeważają korzyści, które wynikają z pozyskania energii ze źródeł odnawialnych…

  - To jest absolutna bzdura. Każda ,,cofka’’, która powstaje przed progiem powoduje nagrzanie się wody. Powoduje to wzrost masy zielonej, a następnie eutrofizację, wydzielanie się niebezpiecznych substancji, co w przypadku wód górskich jest szczególnie groźne.  Prowadzi to do zaniku wielu gatunków ichtiofauny, całkowicie zmienia się charakter rzeki, która z wody górskiej, żywej, zmienia się na ,,coś czym płynie woda’’ i gdzie osuwa się błoto oraz szlam. Przy tej okazji przypomnę, że małe elektrownie wodne posiadają znikomy udział w oszczędzaniu i produkcji energii. Ich łączna moc przynosi nam poniżej 1 proc. zasobów energetycznych. Natomiast straty w rzekach, na których znajdują się MEW, szczególnie jeśli chodzi o ichtiofaunę, są olbrzymie i trudne do wyceny.
     
- Co PZW zrobił dotychczas w sprawie obrony Dunajca i innych rzek górskich?

  - Od chwili pojawienia się pierwszych sygnałów o inwestycjach na rzekach górskich we wszystkich okręgach podjęliśmy zdecydowane działania w ich obronie. Pierwsze takie ,,podejścia’’ pojawiły się już w 2002 r. w związku z planami budowy stopni wodnych na Rabie. Na Dunajcu batalia rozpoczęła się od 2004 r., kiedy to wydano pozwolenie wodno prawne na próg w miejscowości Ostrów. Okręg PZW w Tarnowie skutecznie zablokował to działanie zwracając się o pomoc do Ministra Środowiska. Okazało się, że PZW został w trakcie postępowania administracyjnego nieprawnie  pominięty jako strona, co skutkowało uchyleniem podjętych nieprawnie decyzji. Od tej chwili rozpoczęły się boje różnych inwestorów, przeróżnych biznesmenów, o wydawanie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu. Zjawisko przybrało katastrofalne rozmiary i stąd potrzeba podjęcia społecznych protestów z udziałem wędkarzy i organizacji ekologicznych.

- Czy jest więc nadzieja uratowania naszych pięknych, górskich rzek?

 - W trakcie wszystkich naszych wystąpień protestacyjnych upominaliśmy się i nadal upominamy się o sprecyzowanie zasięgu obszaru NATURA – 2000. To jest, a przynajmniej był dotychczas, najtrudniejszy etap do pokonania. Nie będę opisywał, jakich trzeba było używać argumentów, aby przekonać ludzi, którzy mają  wpływ na decyzje inwestycyjne, o stopniu zagrożenia dla Dunajca i innych rzek górskich. W końcu, w 2009 r., na początku, okręgi PZW w Tarnowie, w Nowym Sączu, w Rzeszowie, w Krakowie i w Krośnie, wysłały wspólne pismo do Ministra Środowiska prof. Macieja Nowickiego, prosząc go o prawne i jednoznaczne uregulowanie tego stanu rzeczy. Tutaj chciałbym szczególnie serdecznie podziękować kol. Romanowi Depowskiemu z Rzeszowa, który inicjatywę okręgu Tarnów wsparł, dodając do naszego pisma całą gamę uwarunkowań prawnych i wypisów z konwencji ratyfikowanych przez Polskę, a które to zapisy są notorycznie w Polsce łamane. Jak wiemy pismo, a także późniejsze manifestacje, które 5 listopada, objęły właściwie cały kraj, przyniosły swój skutek, bo Minister ogłosił moratorium na budowę MEW oraz wdrożył postępowanie kontrolne, dotyczące procesów decyzyjnych przy wydawaniu decyzji inwestycyjnych. Napawa to nas nadzieją, że Dunajec i inne rzeki górskie zostaną jednak uratowane przez inwazją MEW. Tym bardziej, że memoriał dotyczący zagrożeń na rzekach i innych wodach, przyjęty przez XXIX KZD PZW, trafił także do rąk Prezydenta, Premiera, marszałków Sejmu i Senatu RP.

 - Co powinniśmy zrobić aby skutecznie przeciwstawić się  katastrofalnym decyzjom inwestycyjnym, a jednocześnie zachować warunki do inwestowania w energetykę alternatywną?
 

- Przede wszystkim musimy być konsekwentni w obronie rzek. Tak jak okręg w Nowym Sączu, który zorganizował akcję protestacyjną w Nowym Targu, bowiem starosta nowotarski dokonał zmian w ogólnym planie zagospodarowania, a tym samym dał przyzwolenie na zabudowę górnego Dunajca, w  tym także w Tylmanowej, drugim co do uroku, po przełomie, odcinku Dunajca. Podjęte wówczas przez PZW i inne organizacje proekologiczne działania protestacyjno-edukacyjne obudziły w końcu świadomość pojawiających się zagrożeń, co spowodowało zaniechanie dalszych planów zabudowy. Pozostaje jednak konieczność uregulowania tych spraw do końca, tak aby było wiadomo, kto i w jaki zakresie ponosi odpowiedzialność za podejmowanie, często bezsensownych i szkodliwych,  decyzji zagrażających środowisku naturalnemu. W tym PZW musi być jednoznacznie zdecydowany i kategoryczny, a skutki pozytywne, prędzej czy później, się pojawią.


- Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał:  Antoni Kustusz

Fot. Antoni Kustusz

Zdjęcia
Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (3)

  • danadd Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -

    Problem polega nie na budowaniu elektrowni wodnych, ale na tym, że tacy ludzie jak Pan Piskorski nie potrafi spojrzeć na temat dalej niż czubek własnego nosa. Ehhhh... brak słów.
    Przenieście się do buszu, skoro nie potraficie pogodzić się z tym, że czasy w których żyjemy wymagają od nas wyboru "lepszego zła". Przesadź Panie Szanowny "zielony" wraz ze swoimi koleżkami swoje cztery litery do bryczki, pokażcie najpierw na co was stać!

  • jacoli Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    jacoli

    Bardzo ciekawy artykuł i bardzo ciężki temat został w nim poruszony. Walka o ochronę tych rzek będzie na pewno długa i ciężka i zgodzę się z kolegą Piotrem że same protesty nie rozwiążą problemu i że będzie on wracał. Ale prawda jest też taka że od czegoś trzeba zacząć i nie można przyglądać się temu problemowi z boku.

  • Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -

    serir

    Hmm...w sumie wypowiedź bardzo wyważona i osądzając z poziomu mojej wiedzy - nie zawiera znaczących nieprawidłowości. Jednym słowem - muszę się zgodzić z argumentacją oraz oceną faktów i ich powodów. Zarzut jaki przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tego wywiadu jest tylko jeden - wywiad jest mocno jednostronny (czemu w sumie się nie dziwię), i na jedno z najważniejszych pytań, które pojawia się na koniec wywiadu ("..- Co powinniśmy zrobić aby.... jednocześnie zachować warunki do inwestowania w energetykę alternatywną? "), kol. Piskorski nie udziela żadnej, nawet najskromniejszej odpowiedzi. Ucieka przed odpowiedzią. Szanuję argumenty obrony rzek, tak jak sama ochrona budzi mój szacunek. Jednak same protesty i ta obrona, nie rozwiążą problemu. On wróci. Dobrze by było, gdyby wrócił i okazało by się, że powinien być rozwiązany w sposób sugerowany przez środowisko wędkarskie, a nie anonimowych urzędników ministerialnych. Bo oni rozwiążą sprawę, w podobny do poprzedniego sposób . Mało się licząc z tymi wszystkimi argumentami, podanymi przez kol. Piskorskiego.

reklama

Nasza sonda

Czy jesteś za elektroniczną formą wnoszenie składek i opłat w PZW?

  • tak
  • nie mam zdania
  • nie

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery