Wywiad z Maciejem Brudzińskim, przewodniczącym Komisji Ochrony i Zagospodarowania Wód przy ZG PZW.
Wywiady | 2009-12-23 | Wiadomości | Źródło: Informacja własna Wydrukuj
Maciej Brudziński
Urodzony 29.10.1961 w Warszawie. W roku 1986 ukończyłem studia w Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie uzyskując tytuł magistra inżyniera rybactwa śródlądowego. Od 1988 pracuję w Państwowej Straży Rybackiej w Częstochowie. Członkiem PZW jestem od 1973 (oczywiście wówczas jako członek uczestnik). Od 1997 jestem członkiem Zarządu Okręgu PZW w Częstochowie a od 2001 roku pełnię funkcję prezesa ZO PZW. Od roku 2001 jestem również członkiem ZG PZW. Ulubiona metoda wędkowania – spinning. Największy sukces wędkarski: pstrąg potokowy 68.5cm, kilka medalowych „potokowców” i sandaczy. Największa złowiona ryba: dorsz 12 kg w Norwegii, w Polsce: sum 115 cm.
Mariusz Sosnowski: Wędkarstwo to hobby, pasja, sposób na życie w tym także zawodowe, ale przede zajęcie które polega na łowieniu ryb. Wśród wędkarzy słyszy się o narastającej frustracji spowodowanej brakiem ryb w łowiskach. Wiadomo, że rybostan łowiska stanowi wypadkową wielu czynników, m.in. presji wędkarskiej i rybackiej, równowagi biologicznej, kłusownictwa i poziomu zanieczyszczeń środowiska. Na niektóre z tych czynników ma wpływ PZW. Jakie działania planuje podjąć komisja ZG PZW ds. Zagospodarowania i Ochrony Wód, aby zmienić obecną sytuację?
Maciej Brudziński: Do najistotniejszych zadań komisji należy opracowanie raportu o stanie naszych wód: chodzi tutaj o przegrodzenia, prace w korytach rzek, zanieczyszczenia itp. – dane uzyskamy z ankiet, które już zostały rozesłane do okręgów. Na podstawie tegoż raportu opracujemy plan działania oraz być może rodzaj informatora jak przeciwdziałać niekorzystnym zmianom w ekosystemach wodnych spowodowanych przez człowieka nieraz pod bardzo szczytnymi celami – np. tzw. „czystej, zielonej energii”. Musimy jak najszybciej opracować nowy RAPR. Trudno mi w tej chwili oceniać w jakim kierunku pójdą prace. Być może postaramy się wrócić do dawnej koncepcji – krótkiego, zawierającego podstawowe zakazy i prawa wędkarza nad wodą. Oczywiście musimy czekać na zatwierdzenie zmian w ustawie o rybactwie śródlądowym oraz ukazanie się rozporządzeń wykonawczych do niej. Chciałbym jednak, aby zarys RAPR był już gotowy na ten moment, i mógł wejść w życie równolegle z ww. przepisami. Mam nadzieję, iż dostaniemy do konsultacji projekt rozporządzeń do ustawy. Oczywiście mam też w planach poprawę współpracy PZW ze służbami kontrolnymi oraz przeszkolenie członków SSR, na której na wielu wodach opiera się ochrona. Bardzo istotnym wydaje mi się brak wśród narzekających wędkarzy samokrytycyzmu. Często oni sami są przyczyną braku ryb w łowisku. Myślę, że dobrym przykładem jest tutaj odławianie olbrzymich ilości okoni w momencie gdy weszły w życie „paproszki”. Niektórzy koledzy dostawali amoku i odławiali stada niemal do zera – „bo brały jak głupie”. Naprawdę dużym problemem jest brak etyki wśród wędkujących. Pamiętam z czasów młodości scenki znad Dunajca, gdy muszkarze nawzajem się kontrolowali. Obecnie raczej jest to nie do pomyślenia.
MS: Jednym z czynników minimalizującym negatywne skutki dla rybostanu jest zarybianie. Aczkolwiek w środowisku wędkarskich słyszy się głosy apelujące o zaprzestanie zarybianiem karasiem srebrzystym czy karpiem. Pierwszy, jak wiadomo, to gatunek obcy, który skolonizował nasze wody, a karp ze względu na sposób bytowania potrafi zniszczyć nie jedną wodę. Jakie argumenty przemawiają za decyzjami dotyczącymi zarybień takimi, a nie innymi gatunkami ryb? Czy nie lepiej było by zarybić mniejszą ilością ryb, ale bardziej rodzimymi gatunkami czy gatunkami szlachetnymi?
MB: Zarybienie karasiem srebrzystym – oczywiście nie. Co do karpia nie byłbym już tak radykalny. Proszę pamiętać, że PZW to nie tylko spinningiści, muszkarze czy przepływankowcy, sporą część naszych członków stanowią koledzy, dla których karp jest najważniejszą rybą. Oczywiście należy ograniczać zarybienia karpiem wód otwartych, ale… proszę zapytać przeciętnego wędkarza, którego koło jest opiekunem niewielkiego zbiorniczka, glinianki czy stawu – co dla niego znaczy nazwa „zarybienie”. Niemal na pewno odpowie, że wpuszczenie do wody karpi. Problem z zarybieniami polega jeszcze na powstającym czasami braku materiału zarybieniowego – na szczęście występującego coraz rzadziej. Odpowiadając bezpośrednio na pytanie: tak uważam, że najlepsze dla naszych wód byłoby zarybienie polegające na uzupełnieniu brakujących rodzimych gatunków i dorybienie gatunkami tzw. szlachetnymi, którymi są najbardziej zainteresowani nasi wędkarze.
MS: Czy może nadejdzie kiedyś taki czas, że zarybienia nie będą konieczne i zaistnieje równowaga pomiędzy presją wędkarską, a możliwością regeneracji rybostanu w łowisku. Jakie warunki musiały by zostać spełnione?
MB: Mam nadzieję, że tak. Proszę jednak pamiętać, że manipulujemy już grubo ponad sto lat – za początek polskiego wędkarstwa uważa się moment powołania do życia Polskiego Towarzystwa Rybackiego i zarybienia narybkiem „łososiów” Wisły w Krakowie przez dr Siła-Nowickiego w 1879 roku. Sporą część naszych wód stanowią zbiorniki zaporowe – całkiem sztuczne ekosystemy z brakiem strefy litoralowej – nie wiem czy będą one w stanie same „wyprodukować” odpowiednią ilość narybku. Proszę również zwrócić uwagę, jak zmieniły się nasze rzeki. Przez tysiąclecia wylewały na wiosnę – tworząc doskonałe warunki na zalanych łąkach dla rozmnażania się chociażby szczupaków. Teraz po regulacjach – nawet jeżeli wylewają, niszcząc przy okazji co się da (wynik dokonanych i niestety dokonywanych cały czas „ulepszeń”) to momentalnie wracają do swoich wyprostowanych koryt poprzez sieć rowów melioracyjnych. Na rzekach istnieją dodatkowo liczne przegrody przeszkadzające w wędrówkach tarłowych ryb. W tym przypadku warunkiem zaistnienia sytuacji równowagi byłoby przywrócenie rzek do ich naturalnych koryt, pozwolenie na to aby łąki były zalane przez kilka miesięcy w roku, likwidacja przegród itd. W sumie wydaje się to w tym momencie dość nierealne.
MS: Jaką rolę w procesie racjonalizacji gospodarki rybackiej odgrywa obowiązek wypełniania rejestru połowów wędkarskich?
MB: Rejestr jest najprostszą i najtańszą metodą uzyskiwania informacji na temat ilości odławianych ryb, rodzaju czy preferencji wędkarskich. Czy najbardziej wiarygodną? Różnie z tym bywa – przez wiele lat kontroli (u nas w okręgu rejestry obowiązują już ponad 10 lat) spotykałem się z przeróżnymi przypadkami - wpisywanie ryb nie złowionych albo nie wpisywanie złowionych. Myślę jednak, że statystycznie rejestry dają bardzo istotne informacje. Ponadto, jako uprawnieni do rybactwa na danym obwodzie rybackim, jesteśmy w stanie udowodnić masę odławianych przez wędkarzy ryb i w tym momencie pokazać, iż prowadzimy „racjonalną gospodarkę rybacką” rezygnując jednocześnie np. z połowów rybackich.
MS: Na czym wg. Pana polega konieczność współegzystencji wędkarzy i rybaków na tych samych łowiskach?
MB: Przez wiele lat wędkarze i rybacy stali po przeciwnych stronach. Polscy wędkarze obrażają się, gdy ludzie ktorzy nie znają się na rzeczy nazywają ich rybakami. Zwróćcie państwo uwagę, iż w języku angielskim, mimo istnienia słowa angler, częściej w stosunku do wędkarza używane jest słowo fisherman czyli rybak i nikt się nie obraża. Ostatnio, jako rybak z wykształcenia a wędkarz z zamiłowania stwierdzam pewną poprawę. Często zaczynamy mówić z rybakami jednym głosem – po prostu zaistnieli wspólni wrogowie np. kormorany. Myślę, że nie wszędzie niezbędna jest gospodarka rybacka. Niewielkie odłowy sieciowe mogą być przydatne jako kontrolne lub odłowy do badań nad zdrowotnością ryb (wędkarskie już niekoniecznie ryba chora raczej będzie gorzej brała). Jednocześnie prywatni rybaccy użytkownicy np. jezior, coraz częściej widzą, że wędkarze przynoszą duże zyski (opłaty, wypożyczalnie łodzi, agroturystyka itp.).
MS: Temat, który jest od wielu lat bardzo emocjonuje wędkarzy , to możliwość kupowania w sklepie rybnym niewymiarowego np. sandacza w okresie ochronnym (wg RAPR). Czy nie jest to zbytnie pobłażanie rybakom i dyskryminacja wędkarzy?
MB: W obecnie obowiązującej Ustawie o rybactwie w art.10. sprawa ta jest dość jasno wyjaśniona. Kto wprowadza do obrotu ryby złowione niezgodnie z art. 8 i 9 czyli m.in. w okresie ochronnym i o wymiarach ochronnych podlega karze. Jednocześnie w punkcie drugim tego artykułu jest napisane, że osoba fizyczna lub prawna wprowadzająca ryby do obrotu obowiązana jest posiadać dokument stwierdzający pochodzenie ryb. Jeżeli więc handlujący rybami zakupił je u kogoś, kto gospodaruje w obrębie hodowlanym, gdzie wolno mu łowić ryby w okresie i wymiarze ochronnym wówczas ryby te są złowione zgodnie z przepisami. Jednak brak dokumentów pochodzenia ryb rodzi podejrzenie, że zostały one złowione z naruszeniem przepisów art. 8 i 9 i sprawa powinna być skierowana do sądu. Podawanie przykładu RAPR nie jest tu dobre, bo okresy ochronne niektórych gatunków są wydłużone w stosunku do rozporządzeń do ustawy o rybactwie śródlądowym, a właśnie przepisy państwowe a nie związkowe są w tym przypadku obowiązujące. Natomiast przepis dotyczący obrębów hodowlanych musi istnieć – inaczej moglibyśmy zarybiać tylko rybami wymiarowymi, a i hodowca nie mógłby przerzucać ryb ze stawu do stawu.
MS: Na ile komisja ZG jest otwarta na postulaty wędkarzy mające na celu wprowadzenie zmian w RAPR np. wprowadzenie górnego limitu ochronnego i zmniejszenie limitu ilościowego ryb zabieranych z łowiska?
MB: Komisja będzie otwarta na wszystkie postulaty. Nie jestem w tej chwili w stanie odpowiedzieć w jakim kierunku pójdzie RAPR. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że na wodach gospodarują uprawnieni do rybactwa czyli okręgi a nie ZG. Moje osobiste zdanie na temat proponowanych zmian – w okręgu częstochowskim zmniejszyliśmy limity ilościowe m.in. szczupaka, sandacza, pstrąga potokowego i lipienia. Jestem zdania, że limity powinny być zmniejszane przynajmniej w stosunku do najcenniejszych gatunków, nie jestem jednak przekonany czy powinno to być na pewno w gestii ZG w świetle zmian w ustawie o rybactwie śródlądowym, które są obecnie rozpatrywane w sejmie. Co do górnego limitu ochronnego – powinno to się chyba raczej nazywać górnym wymiarem gospodarczym. Nie widzę możliwości wprowadzać go odgórnie w RAPR. Wymiary górne powinny obowiązywać na konkretnych łowiskach i dotyczyć konkretnych gatunków. Nie będę tutaj polemizował z wielbicielami tych rozwiązań jako panaceum na braki dużych okazów na naszych wodach. Trudno jednak wyobrazić sobie wprowadzenie górnego wymiaru np. na szczupaka na wszystkich bez wyjątku wodach PZW (górskich też?). Czy na pewno chcemy aby wszystkie nasze wody stały się łowiskami wielkich szczupaków? Co w momencie wprowadzenia takiego wymiaru z łowieniem na żywca? Osobiście nie łowię i nie będę łowił tą metodą – uważam męczenie ryby w ten sposób za barbarzyństwo (chodzi mi o rybę uzbrajaną w kotwice, przewleczony drut przez ciało itp.), ale są tacy którzy uwielbiają „żywca” i mają prawo tak łowić. Niestety ryby złapane na żywca często nie nadają się do wypuszczenia z powrotem do wody (oczywiście zdaję sobie sprawę, że dotyczy to również ryb niewymiarowych).
MS: W zwalczanie kłusownictwa zaangażowane są PSR, SSR, Policja, Straż Graniczna, Straż Leśna. W jaki sposób PZW zamierza wspierać te służby w interesie wszystkich wędkarzy?
MB: W odpowiedzi na pytanie pierwsze już to zasygnalizowałem. Jedyny sposób w jaki możemy wspierać te służby to wspólne patrole, użyczanie na czas ich trwania naszego związkowego sprzętu być może wspólne szkolenia. Oczywiście SSR, która jest powoływana przez powiaty w całym niemal kraju składa się w dużej mierze z członków naszego związku, stąd mamy w planie szkolenia strażników, jak również wydanie czegoś w rodzaju podręcznika społecznego strażnika, w którym będą podane wszystkie przepisy na których może oprzeć on swoją działalność jak i te których przestrzegania ma pilnować.
MS: Kłusownik złapany na gorącym uczynku, zwykle dostaje kilkaset złotych mandatu, a w sądzie za niewielką szkodliwość społeczną do 2 lat w zawieszeniu. Czy uważa pan za słuszne zmiany w prawie, aby wzorem innych krajów zaostrzyć kary za najcięższe przewinienia np. przepadek mienia służącego do kłusownictwa takie jak łódź, silnik i samochód, a w przypadku lżejszych przewinień zasądzanie prac społecznych? Dość dotkliwe dla sprawców, a z pożytkiem dla społeczeństwa.
MB: Zgodnie z obowiązującym prawem sąd może w przypadku wykroczenia, a w razie skazania za przestępstwa „orzeka przepadek narzędzi lub innych przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa a także przedmiotów pochodzących bezpośrednio lub pośrednio z przestępstwa.” Nie ma więc powodów aby zaostrzać prawo, wystarczy tylko zgodnie z obowiązującymi przepisami karać. Co do prac społecznych – z tego co się orientuję, również są zasądzane takie kary. Myślę raczej, że powinno się uczulić sądy i prokuratury, że kłusownictwo jest to poważne przestępstwo a nie chęć zdobycia kilku rybek mająca „małą szkodliwość społeczną”.
MS: Czy w dobie nowoczesnych mobilnych technologii istnieje możliwość wykorzystania techniki do zwalczania i zapobiegania kłusownictwu?
MB: Tak istnieje. Mam nadzieję, że będziemy w stanie uzbrajać patrole w różnego rodzaju noktowizory, echosondy, szybkie łodzie. Problem polega na kosztach sprzętu. Oczywiście lepiej jest chronić niż zarybiać żeby wyrównać starty spowodowane kłusownictwem. Niestety również kłusownicy wykorzystują tą technologię – wystarczy kilku „kolesi” na czatach „uzbrojonych” w telefony komórkowe. W tym momencie przydałby się śmigłowiec i wchodzimy w strefę science fiction.
MS: Często granica pomiędzy wędkarzem, a kłusownikiem jest bardzo cienka. Człowiek łowiący za dnia wędka, w nocy potrafi zastawiać sieci. Wędkarze nie przestrzegają limitów i okresów ochronnych. Widać to wszędzie tam gdzie gromadzą się ryby, na zimowiskach, po okresie zarybiania, czy np. letniej przydusze na mazowieckich rzekach. Czy uważa pan, że jest to tylko nadzieja na wyjątkowo dobre brania, a może kwestia wątpliwej etyki wędkarskiej, a może pogoń za tanim rybim mięsem? Czy można temu jakoś przeciwdziałać?
MB: Znowu odpowiedź na to pytanie jest zawarta częściowo w odpowiedzi na pytanie 1. Uważam, że jest to brak etyki i tacy „wędkarze” winni być usuwani z naszych szeregów. W zmianach do ustawy o rybactwie jest wyraźnie zapisane iż sąd w razie winy obok kary orzeka „trwałe odebranie karty wędkarskiej lub jej przekazanie do depozytu sądowego na okres nie krótszy niż 12 miesięcy, do czasu złożenia przez osobę skazaną ponownego egzaminu z wynikiem pozytywnym.” Nie mogę wchodzić w kompetencje kolegów z sądów koleżeńskich, ale tutaj często też tkwi problem. Czasami sądy koleżeńskie są zbyt pobłażliwe. Chociaż i to się zmienia – ostatnio coraz częściej spotykam się z sytuacją –„Dobra dajcie ten mandat tylko nie piszcie do sądu koła.” W tym momencie pojawia się następna sprawa – przyjmowanie w szeregi naszego związku osób ukaranych przez sądy koleżeńskie – czasami wystarczy zmiana koła nieraz okręgu. Skarbnicy kół przyjmują kolegów będących już członkami innych kół PZW bez kartotek – bo będzie więcej „kasy” w kole. Tymczasem są to często ludzie, którzy w tychże kartotekach mają wpisane kary, które w ten sposób się „zacierają”. Tutaj odzywa się problem braku ogólnopolskiej ewidencji członków związku. W tym roku kontrolowałem kolegę, który wędkował mając przy sobie tylko legitymację członkowską – karty wędkarskiej jeszcze nie odebrał w starostwie – skarbnik wydał mu legitymację tylko na podstawie zaświadczenia o zdanym egzaminie na kartę. Zdarzenie miało miejsce w listopadzie a egzamin był w kwietniu Problemem jest niestety społeczne przyzwolenie na różnego rodzaju wykroczenia a nawet wręcz przestępstwa. Często nad wodą spotykam się z sytuacją gdy w grupie wspólnie łowiących wędkarzy jeden popełnia wykroczenie a reszta przygląda się temu z milczącym przyzwoleniem. Czasem tylko po wypisaniu mandatu delikwentowi podchodzi do mnie ktoś z tej grupki cicho mówiąc – „Dobrze się stało bo już z nim wytrzymać nie można.” Nasuwa się tu pytanie to po co z tym kolegą jeździsz na ryby?
MS: Coraz więcej zwolenników zyskuje metoda „ złów i wypuść” jako jednego z czynników, który wg jej sympatyków może poprawić stan polskich łowisk. Metoda ta ma tyluż sympatyków co i przeciwników. Wielu naukowców wypowiada się negatywnie o tej metodzie, sugerując ujemne skutki jej stosowania. Jaki jest stosunek komisji do zyskującej coraz więcej zwolenników metody? Czy nie jest to tylko kolejna moda, która przyszła z „zachodu”?
MB: Jak zwykle nie ma prostej odpowiedzi na tak zadane pytanie. Nie jestem osobiście zwolennikiem C&R jako remedium na wszystkie problemy. Uważam, że należy pozwolić na zabieranie ryb tym kolegom, którzy robią to zgodnie z przepisami. Oczywiście znam wędkarzy, którzy nawet w ramach limitów zabierają ryby tylko po to by rozdać je np. sąsiadom – chyba nie o to chodzi w naszym hobby. Gdyby wszyscy przestrzegali zasady weź tylko tyle ile możesz samemu spożytkować byłoby już nieźle. Z drugiej strony na niektórych zbiornikach należałoby przełowić białą rybę, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się pasożytów, karłowaceniu ryb itp. Co do brania okazów myślę, że każdy kto ma ich kilka na rozkładzie, sam będzie je wypuszczał do wody z powrotem – są po prostu niesmaczne. Wiem również, że niektóre ryby są brane po to, żeby pochwalić się nimi przed sąsiadami. Na szczęście wraz z rozwojem techniką jest teraz możliwość sfotografowania złowionego okazu i wpuszczenie go do wody (niemal każdy na rybach ma co najmniej telefon z całkiem przyzwoitym aparatem). Tutaj powstaje nowy problem – ryba, która ma być wypuszczona z powrotem powinna być poddana jak najmniejszemu stresowi a więc szybkie zdjęcie bez np. szukania odpowiedniego drugiego planu. Czasami nawet najbardziej staranne działania nie uchronią ryby przed śmiercią – zbyt długi hol = zakwasy w mięśniach plus stres. Często na łowiskach specjalnych jest zakaz wypuszczania z powrotem złowionych ryb – na takich wodach często widać jak spory procent ryb nie przeżywa takich „przygód”. A więc wszystko z umiarem. Nie można, jak to nieraz czytuję w czasopismach czy na forach internetowych odsądzać od czci i wiary osobę, która wzięła złowioną zgodnie z obowiązującymi przepisami rybę.
MS: Wędkarze gotowi są do dużych poświęceń i ponoszenia dużych kosztów, aby złowić swój upragniony okaz. Widać to po dynamicznie rozwijającej się wędkarskiej turystyce zagranicznej i wędkarstwie morskim. Powodem zainteresowania jest zapewne gwarancja „nałowienia się”. Czy nie jest to postrzegane jako wyraz niezadowolenia wędkarzy z obecnego stanu rzeczy na polskich wodach śródlądowych?
MB: Myślę, że turystyka wędkarska rozwija się w ostatnich latach nie dlatego, że na polskich łowiskach jest coraz mniej ryb. Chociaż wcale nie twierdzę, iż jest różowo. Wyjazdy wędkarskie wynikają w dużej mierze z większego dostępu, zwłaszcza finansowego tego typu wypraw. Sam przyznaję się, iż byłem w Skandynawii. Łowisk Norwegii, Szwecji czy Finlandii nie można porównywać z naszymi – olbrzymia ilość wód plus niewielkie zaludnienie i zapewne nieco większa kultura – chociaż z tym też jest różnie. Owszem nałowiłem się i zapewne pojadę jeszcze nie raz – jak czas pozwoli. Chociaż bardziej mnie ciągnie możliwość złowienia – na morzu – gatunków u nas nie występujących, oraz nieprawdopodobna uroda krajobrazu nieskażonego cywilizacją o co u nas w kraju bardzo trudno. Na temat połowów na Bałtyku nie wypowiadam się bo nie jeżdżę na dorsze na nasze morze.
MS: W którym kierunku podążać będzie rozwój łowisk specjalnych i cała infrastruktura, taka jak: zakwaterowanie i wypożyczalnie sprzętu?
MB: Łowiska specjalne będą coraz popularniejsze. Myślę, że powstanie ich więcej, niektóre już mają sporą renomę. Właśnie na nich już jest obowiązująca metoda C&R, jak jeszcze będzie można na niektórych wodach wprowadzić górny wymiar. Mam nadzieję, że niektóre osoby zorientują się iż można zarobić na tych „wariatach z wędkami” więcej niż np. na skłusowanych trociach czy łososiach – pomorskie rzeki, w dużej mierze egzystujące dzięki uporowi wielu oddanych kolegów, których naprawdę podziwiam (przy okazji serdeczne pozdrowienia dla moich przyjaciół z Pomorza) mogą być wspaniałą „wędkarską mekką”. Podobnie jeziora, czy rzeki górskie. Niestety trzeba to uwzględnić w operatach rybackich, więc nie można pewnych rzeczy wprowadzać od ręki. Na wędkarzach można sporo zarobić – najlepiej wiedzą to Amerykanie, z tego co pamiętam to USA stanowi 80% światowego rynku wędkarskiego – nie tylko na sprzęcie ale też właśnie na noclegach wypożyczalniach. Tutaj należałoby, jak robi mój serdeczny kolega spod Szczecina przekonywać „tubylców” płci żeńskiej – „Ci koledzy przyjechali na ryby z Częstochowy będą tydzień – nocowali, kupowali prowiant u Was w sklepie, jak będzie więcej ryb (w domyśle jak mąż nie skłusuje) przyjedzie ich więcej.” – nic tak nie przekonuje jak wizja zarobku.
MS: Nasz portal odnotowuje coraz więcej postulatów wędkarzy w sprawie ujednolicenia składki zezwalającej na łowienie na całym terytorium kraju z podziałem na wody górskie i nizinne. Czy jest to w ogóle możliwe?
MB: Ja wiem, że marzeniem każdego wędkarza jest zapłacić jak najmniej i mieć w zamian jak najwięcej. W obecnej chwili rybackimi użytkownikami na wodach są okręgi – one muszą wywiązywać się ze zobowiązań wobec RZGW, na wodach którego gospodarzą. Wysokość składki członkowskiej na ochronę i zagospodarowanie wód zależy więc od tych zobowiązań. Trudno ażeby wysokość składki była jednakowa w okręgu posiadającym wody, które muszą być zarybiane drogim materiałem zarybieniowym w dużych ilościach i w okręgu posiadającym niewiele wód na dodatek niekoniecznie potrzebujących dużych zarybień. Proszę zwrócić uwagę, iż okręgi zawierają porozumienia, aby ułatwić wędkarzom uprawianie ich hobby. Jeżelibyśmy chcieli wrócić np. do tzw. składki krajowej to jej podział pomiędzy użytkowników rybackich musiałby uwzględniać nakłady ponoszone na zagospodarowanie wód. Ponadto należałoby poznać presję wędkarską na poszczególne obwody i inne wynikające z takiej składki implikacje np. straty jakie poniósłby okręg, gdyby jego członkowie przenieśli się do najtańszego i tam opłacili „krajówkę”. Reasumując, byłoby to niezwykle skomplikowane. Ponadto, powtarzam jeszcze raz użytkownikiem rybackim obwodów są okręgi PZW a nie Zarząd Główny i w tej chwili, szczerze mówiąc, nie bardzo widzę taką możliwość.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Mariusz Sosnowski
Zdjęcia
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (10)
-
Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
-
Tomasz Gawlik Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
-
saguaro Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
Widzę,że osoba z pod niku gregorsi na siłę chce przypisać mi czy pozostałym osobom nie znajomość prawa.Przeczytałem wszystkie wypowiedzi i nikt nie napisał,że Państwowa Straż Rybacka podlega PZW najwyrażniej kolega nie posiada żadnych argumentów i tworzy na siłę jakieś mrzonki.Najlepiej napisz w prost,że popierasz pana Brudzińskiego i jego politykę.
-
gregorsl Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
Bez nerwów ;))
hmm, wydaje mi sie, że PSR podlega wojewodzie, a nie PZW. No ale cóż, najlepiej być niedoinformowanym ,,lajkonikiem" i pisać pierdoły. Nie poprzestawiało mi się w główce tylko staram sie rozdzielać to co może być wykonane przez PZW, a to co leży poza zasięgiem legislacyjnym i mozliwościami finasowymi Związku. Ale żeby to wiedziec to trzeba chcieć bo najwygodniej jest pluć jadem na około robiąc z siebie pośmiewisko. -
Piotr Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
Koledzy, spokojniej i bez nerwów. Nic nie osiągniecie oraz nawet nie będziecie mieli poczucia , ze coś sensownego w sprawie zrobiliście, przy tak nerwowych wypowiedziach.
Wywiad jest obszerny i aby go "przecedzić", trzeba nie raz i nie dwa go przeczytać. A najlepiej analizuje się na spokojnie, bo w wielu miejscach kol. Brudziński sam, swymi odpowiedziami na zadane pytanie, sugeruje jakim torem myślowym mamy " przyjmować i widzieć" omawiany problem.
pozdrawiam nerwowych -
saguaro Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
Tak się składa panie ,,Gregorsi",że swojego zdania nie zmienię wypowiedż pana przewodniczącego Brudzińskiego nie wnosi nic konkretnego,by zmienić obecny fatalny stan ochrony naszych wód.Teoretycznie to Państwowa Straż Rybacka powinna chronić akweny wodne,ale ich stan osobowy fatalne wyposażenie w sprzęt,który chowa się w porównaniu z tym co posiadają zorganizowane grupy kłusowników świadczy o słabości PSR.Ja osobiście łowię ryby od ponad 30 lat i nie miałem okazji spotkać strażnika zawodowego...to chyba o czymś świadczy.Dlatego też powołano społecznych strażników rybackich,którzy nie jednokrotnie osiągają lepsze wyniki od zawodowej straży i przedewszystkim są widoczni nad wodą,ale bez konkretnego wsparcia ze strony PZW i oni w końcu skapitulują przed kłusownikami.Dzieje się tak,bo zarząd główny PZW nie robi nic,by zmienić,by skutecznie naciskać czynniki rządzące,by zmienić obecny stan prawny.Obecne uregulowania prawne są nie wydolne,bardzo małe uprawnienia Społecznej straży rybackiej niweczą olbrzymia pracę tych ludzi,którzy bardzo często swój wolny czas poświęcają na bardzo nie równą walkę z kłusownikami.Pan przewodniczący mówi,że obecne kary są wystarczające i jedynie trzeba uczulić sądy i prokuratorów,że kłusownictwo jest poważnym przestępstwem ...to ja się pytam kto ma to zrobić zwykły wędkarz?I jeszcze odpowiadając panu Gregorsi ja w swojej wypowiedzi nic nie napisałem,że PZW tworzy kodeks wykroczeń lub kodeks karny więc jak czytasz to czytaj uważnie,a nie tworzysz jakieś wizje,ale widocznie coś ci się w główce przestawiło.Od tworzenia prawa są odpowiednie czynniki,jednakże zarząd główny PZW w porozumieniu z okręgami prowadzi gospodarkę wodną nad posiadanymi wodami,może składać własne wnioski i propozycje co należało by zmienić w ustawie jakie wykroczenia lub przestępstwa zaostrzyć.Czy zyskały by akceptację tych co tworzą prawo nie wiem,bo takie propozycje nie wpływają,bo pan przewodniczący jest zadowolony z obecnego stanu prawnego.
-
gregorsl Data dodania: 2 lata temu Oceń: 2 + / -
Saguaro -przeczytaj jeszcze raz to co powiedział w wywiadzie P. Brudziński. Szczególnie jego wypowiedź na temat kar. To nie PSR czy SSR wymierza kary tylko Sądy RP. A że nie stosują najwyższych kar przewidzianych kodeksem to czyja to wina ? PZW ? Odkąd to PZW tworzy kodeks wykroczeń lub kodeks karny? Nie poprzestawiało ci się coś w główce ?
Prawda o sądach koleżeńskich jest bolesna - ale to sami przecież wybieramy członków sądów koleżeńskich w naszych kołach. Czy nie powinniśmy ich sami rozliczać z tego co robią? Żeby nie głaskali po główkach kumpli po raz czwarty złapanych na łowieniu na trzy wędki ? Zacznij kolego od obserwacji działalności SSR i sądu koleżeńskiego we własnym kole. -
saguaro Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
Czytając ten wywiad z panem Brudzińskim można by skwitować krótko zostaje po staremu.I co się dziwić,że się słyszy coraz bardziej krytyczne słowa pod adresem PZW.Wypowiedzi pana przywodniczącego,że niema sensu zaostrzać kar za kłusownictwo,brak konkretnych propozycji,by zwiększyć prawa dla SSR,świadczy,że ten pan żyje w innej epoce,jak i cały zarząd główny PZW.Nie chce mi się nawet więcej pisać,bo to jest po prostu beton,który ciężko będzie rozkruszyć bez radykalnych zmian.Na koniec skwituje to tak...kłusownicy mogą spać spokojnie.
-
dariuszkrystosiak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 7 + / -
Nie wiem czy Pan Brudziński zajrzy by przeczytać komentarze ale co mi tam.
Nie jestem fanem PZW ale innego wyjścia w zasadzie nie mam.Zgodzić się trzeba z brakiem etyki i nie do końca przestrzeganiem RAPR wśród wędkarzy ale np. nie bardzo rozymiem dlaczego w pewnych okręgach PZW są odłowy gospodarcze a inne zrezygnowały z odłowów?Czemu inni mają mieć lepiej niż np. wędkarze z Mazowsza?
Podobało mi się na Słowacji gdzie rybacy mają swoje wody a wędkarze swoje na których rybaków nie ma.Ale jest jedna sprawa-są rejestry połowów.I nie ma zmiłuj,MUSZĄ BYĆ wypełniane.Nie można zarzucić wędki jeśli ryba która chcemy zabrać jest nie wpisana do rejestru,u nas taki numer nie przejdzie.Zresztą kto by to kontrolował?
Tam przez tydzień byłem kontrolowany 1x dziennie a był dzień że podpłyneła straż i rano i popołudniu a u nas od 1996 byłem kontrolowany 3 czy 4x.Jeśli chodzi o kary to na Słowacji wędkarz łamiący przepisy po raz pierwszy dostawał 5000 koron (byłem jak jeszcze mieli korony 2 lata temu) a recydywa to wielokrotność a za kłusowanie sieciami nie było zawieszenia ale od 3 do 12 miesięcy odsiadki.W Kanadzie za łamanie przepisów wędkarskich kary oscylują w granicach 1000 do 1500 cad$ a ostatnio podliczono gościa za jesiotra z Fraser River na 53 000 cad$.
(grzywna+utrata łodzi,sprzetu i auta).Rozumiem że PZW nie ma żadnego wpływu na wysokość orzeczeń sądu ale tutaj należy postawić pytanie:
CO W TYM KIERUNKU SIĘ ROBI W PZW ???
Bo wędkarze odnoszą wrażenie że zupełnie nic.
A tak przy okazji mam pytanie czy działacze włocławsko-płockiego okręgu a teraz i toruńskiego poniosą jakieś konsekwencję za utratę obwodów Wisły i Drwęcy?
(Chociaż odnoszę wrażenie że Toruń to ktoś "wyślizgał" ale wł-pł. działacze dali po prostu "d....")
Łomża to się wyłożyła na własne życzenie ale to już historia.
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 217
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 201
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
WOBLERY SS SZUSZKIEWICZA
CENA: 31,00,-

