Ryba na talerzu? Owszem, prosto z Chin i Wietnamu

Przeglad prasy | 2010-04-19 | Wiadomości | Źródło: gazeta.pl [zobacz oryginał] Wydrukuj

Oceń:

Na naszych stołach nie powinno zabraknąć ryb, ale w wielu sklepach polskich ryb jak na lekarstwo. Dominują azjatyckie, nie zawsze zdrowe. Gdzie podziały się nasze? - Poszły na przemiał - żalą się rybacy

Ryba jedzona minimum raz w tygodniu reguluje przemianę materii, zapobiega miażdżycy i obniża ciśnienie krwi. - Zawiera bardzo ważne dla zdrowia kwasy z grupy omega-3, a tłuszcz zawarty w rybach jest jedynym zdrowym tłuszczem zwierzęcym. Powinny na stałe trafić do naszego menu - przekonuje Katarzyna Pikos, dietetyczka z katowickiego Centrum Medycznego "4Health". Dodaje, że ryby działają antydepresyjnie i należy je jeść w każdym wieku. Dzięki nim dzieci łatwiej przyswajają wiedzę, dorosłym pięknieje cera, a seniorom poprawia się pamięć.

- Jak tu jeść rybę, skoro w sklepach jest samo dziadostwo? - żali się Wiesława Mikos z Chorzowa, którą spotkaliśmy w Tesco. Z lodówki wyciąga mrożoną białą pangę w estetycznym zielonym opakowaniu. Kraj pochodzenia: Wietnam. - Moja sąsiadka niedawno zatruła się rybą. Sprzedawczyni zachwalała, że są świeże. Kiedy spytała, skąd je przywożą, okazało się, że hurtownia zamawia ryby w Chinach. Czy mnie coś ominęło? Nie mamy już dostępu do morza? - denerwuje się chorzowianka.

Rajmund Brzykcy, właściciel sklepu rybnego "Karaś" w Katowicach, przyznaje, że większość gatunków ryb, które można u niego kupić, pochodzi z: Chin, Stanów Zjednoczonych, Rosji, Australii, Argentyny i Hiszpania - Zwiększony popyt na ryby obserwuję od pięciu lat, a hurtownie oferują przede wszystkim te importowane - mówi.

Dział rybny to nasza wizytówka - chwali się hipermarket Auchan. Ale tu też o polskie ryby trudno. - Dzięki wspólnej platformie handlowej z Francją, dwa razy w tygodniu przyjeżdżają do nas stamtąd tilapie, leszcze, dorady czy okonie - zdradza Dorota Patejko, rzeczniczka prasowa sieci. Dodaje, że polskie ryby nie sprzedają się tak dobrze, jak zagraniczne, bo klienci mają coraz bardziej wyszukane gusta.

 

 

Hipermarketom wtórują restauratorzy. - Ludzie, zwłaszcza młodzi, częściej zamawiają łososia niż dorsza. Popularność zyskują też owoce morza - twierdzą w katowickiej "Fantasmagorii". Tu ryby kupują w Macro, a te często na opakowaniach mają chińskie znaczki.

Doktor Magdalena Białkowska z warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia im. profesora Aleksandra Szczygła ostrzega przed modą na egzotyczne ryby. - Te z Chin czy Wietnamu mogą zawierać metale ciężkie, np. rtęć. A im większa ryba, tym więcej trucizny. Z wielkim żalem obserwuję zanikający trend jedzenia śledzia. Kiedyś był dobry nie tylko do wódeczki, ale jako danie główne. Poza tym jest też dużo tańszy od ryb z zagranicy - mówi Białkowska.

- Tylko skąd go wziąć? - dopytują klienci. - Można przyjechać nad Bałtyk - odpowiada Stefan Richert ze Zrzeszenia Rybaków Morskich we Władysławowie. Przyznaje, że coraz mniej bałtyckich połowów trafia na Górny Śląsk, a winą za to obarcza gospodarkę. - Świetnie prosperująca dwadzieścia lat temu sieć skupu hurtowego i centra rybne upadły. Kiedyś sklepy z rybami działały w każdym śląskim mieście. Teraz jest ich mało w całej Polsce, to i połowy z 200 tysięcy ton rocznie spadły o 50 procent. Po chorobie wściekłych krów popularną paszą dla zwierząt stała się mączka rybna. Rybacy muszą z czegoś żyć, więc łowią większość ryb na przemiał - mówi Richert. Nie dziwi go też import z Azji.

- Eksporter daje nabywcy nawet trzymiesięczne terminy płatności, a polski rybak może pozwolić sobie co najwyżej na dwutygodniową zwłokę. Mamy jednak nadzieję, że nasz rynek rybny odżyje. Jako najstarsze polskie zrzeszenie rybackie robimy wszystko, żeby tak się stało i żeby Ślązacy mieli zdrową alternatywę dla tuczących klusek i kotletów - zaręcza.

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (3)

  • dariuszkrystosiak Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    Kiedyś rozmawiałem z pracownikiem stoiska rybnego w jednym z warszawskich hipermarketów iświeżość ryby wygląda tak:
    Ryba trafia do supermarketu (jak dobrze pójdzie) ok. 48 godzin po złowieniu i wtedy jest to np. "świeży lin".
    Po 48 h zmienia się w "świeżego lina patroszonego" i cena wzrasta o 2-3plz a po kolejnych 24-48h jest "filet świeży z lina"
    Wychodzi na to że po 6 dniach ryba dalej jest świeża.Panowie,jesteśmy wędkarzami z mniejszym czy wiekszym doświadczeniem i nie sądzę żeby któryś z nas uważał 6 dniową rybę za świeżą.I tutaj zachodzi konflikt z zasadą C&R do której niektórzy namawiają.Jeśli sobie sam nie złowię i nie usmażę to świeżej ryby nie mam szansy zjeść.
    Oczywiście złowię i zabiorę z umiarem,nie wydaje mi się żeby limity z RAPR były zbyt małe,w/g mnie PZW mogłoby spokojnie je zmniejszyć do czego w necie namawiam ale nikt z PZW tego nie czyta.

  • juro Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    Witam. To już doszło do tego, że leszcze z Francji importują? Pozdrawiam, lekko zaskoczony.

  • przemysław górka Data dodania: 4 lata temu Oceń: 0 + / -

    gorczas1

    Smacznie wygląda,ciekawe jak smakuje.

reklama

Nasza sonda

Czy jesteś za wprowadzeniem górnego wymiaru ochronnego?

  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery