Bolenie na muchę
Przeglad prasy | 2010-06-29 | Wiadomości | Źródło: Salon24 [zobacz oryginał] Wydrukuj
Polski muszkarz wciąż kombinuje, gdzie by tu sobie połowić ładne ryby na muchę. Żeby tak pobrodzić gdzieś parę godzin, pomachać porządnie sznurem, i zaczepić kilka ryb w przedziale 40-50 cm - okazuje się to często marzeniem ściętej głowy
Jedna okazja to już wspominana Jętka - rójka wielkich jętek, szczególnie na Pomorzu pozwalająca się dobrać z suchą muchą do dużych pstrągów. Druga okazja to wizyta belon na płyciznach bałtyku - ale te mi trochę obrzydły od czasu, gdy zaczęły przyciągać tłumy mięsiarzy łowiących te wiotkie rybki pancernymi spinningami, i zostawiających po sobie na plaży rozdeptane rybie flaki. To po prostu musi zniechęcać.
Oczywiście można jechać na odcinki specjalne czy łowiska komercyjne, ale przecież lepiej jest "na dziko" - kombinowałem więc dalej i wykombinowałem, że na Zalewie Mietkowskim powinny dać się łowić bolenie. Woda tam teraz wysoka i bolki powinny bić w tegoroczny narybek, w te maleńkie przecinki, które roją się przy zalanych trawach i krzakach, na wodzie do kolan. Tam właśnie powinny buszować mietkowskie bolenie. I faktycznie - buszują. Już na miejscu dowiedziałem się, że gdy woda opada - bolenie gdzieś przepadają, idą na pełną wodę. Ale przy wysokiej wodzie harcują na rozlewiskach. Nie wiem, czy ktoś je już próbował łowić na muchę - u nas mucha na wodach nizinnych i stojących raczkuje, wciąż króluje przekonanie, że jak mucha to tylko góry, liepienie i pstrągi. Ja wielkim łowcą boleni nie jestem, ale zawsze gdy się wybrałem na jakieś odrzane i kanałowe wody z muchówką na klenie, to ostatecznie kończyłem na tropieniu boleni, nierzadko z jakimś tam skutkiem. Nie były to wielkie ryby, ot nieco ponad 40 cm.
Zwodowałem się na Mietkowie od strony, gdzie jest pełno wysp i kęp, na których lęgną się ptaki. Nieustanny wrzask mew, rybitw i wszelkiego wodnego ptactwa - po prostu niemożliwy! Ale z czasem się przywyka. Od momentu wejścia do wody brodzę nieustannie przez parę godzin, co właśnie daje to szczególne, znane muszkarzom poczucie oderwania, przebywania w innym świecie: wokół tylko zmarszczona lekką falką woda, niebo i zalane krzaki, tu i tam wysepki z drzewami. Praca muchówką na dłuższą metę uciążliwa - staram się rzucać daleko i ściągać muchy szybko. Im większa mucha, tym szybciej trzeba ją ściągać. Bolenie mało aktywne, tu czy tam jakis uderzy, ale zdecydowanie, jak na mój gust, zbyt rzadko. Chyba lepiej jest w tym czasie rozglądać się wokół, nieco powędrować, ewentualnie próbować złowić namierzoną już rybę, która przypadkiem uderzyła w pobliżu. Wszystko się zmienia po godzinie 20, bliżej nawet 21 - co chwilę widać ataki boleni, widać że ryb jest wiele - może podeszły z pełnej wody, a może po prostu wylazły z krzaków i zalanych traw?
W każdym razie to jest ten czas. Gdy któryś bolek walnie w pobliżu - natychmiast tam rzucamy muchę i szybko ją ściągamy. Ja w każdym razie ściągałem szybko, bo łowiłem na całkiem niemałego (kilka centymetrów długości) zonkerka z białego królika, uwiązanego na krótkim haku, jak mała mucha szczupakowa (tak był pomyślany). Mam pobicia, widzę że bolenie ścigają moją przynętę (zostawiają charakterystyczną falę na wodzie, czasem pokażą płetwę, jak rekin) - ale ostatecznie łowię tylko jednego. W domu dokręcam parę much na podstawie nowych doświadczeń, a także wygrzebuję z pudełka maleńkie muchy tubowe ukręcone na jazie polujące na narybek płoci - będą jak znalazł, uzbroję je w chwytną kotwiczkę i nie powinno już być pustych brań.
Kolejnego dnia wszystko układa się podobnie, na dobre żerowanie czekam do ósmej wieczorem, choć i wcześniej tu i tam coś chlapnęło, nawet miałem jedo branie. Jednak metoda z poprzedniego dnia jakby nie działa - bolenie ścigają muchę, ale nie biorą. W końcu jednak jeden się czepił - wziął w momencie, gdy zmieniałem miejsce, pozwalając w tym czasie muszce bujać się w wodzie za trawami. Zawsze warto trzymać muchę w wodzie - branie potrafi nastąpić w najgłupszym momencie... Potem była jeszcze chwila intensywnego żerowania, ale nie zdążyłem już tego dnia żadnego bolenia złowić. Być może trzeba było próbować na mniejszą, wolniej prowadzoną muchę, być może spróbować suchej (też działa) - być może, ale trudno wszystkiego naraz spróbować - czasu jest niewiele a bolenie biją niekiedy parę metrów ode mnie, podnosząc adrenalinę. To też nie sprzyja chłodnej kalkulacji i rozważaniom taktycznym - łowi się tym, co się ma akurat uwiązane, bo trzeba muchę podać w miejsce, ale i "w sekundę".
W końcu następował moment, gdy rozlewiska cichły i wędkarski nos podpowiadał, że żadnych brań już nie będzie. Spoglądałem na zegarek - była godzina 21:47. I w sobotę, i w niedzielę. W tygodniu jeszcze do tych bolków wrócę - sam je sobie wymyśliłem, i sam muszę sobie ten temat jak najlepiej rozpracować, co zaprocentuje w przyszłości. Nizinna mucha w wodzie stojącej spodobała mi się - włączam mietkowskie bolenie do moich corocznych święt muszkarskich, obok jętki na przełomie maja i czerwca i świetnej pory lipieniowej na początku października, gdy na wodzie pojawiają się pierwsze opadłe liście, ale, co ważne, jeszcze nieliczne
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (6)
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
:), na początek, muszę przyzwyczaić się do akcji kijka. Chyba zbyt miękki jest jak dla mnie, no i z tego wynika niebezpieczeństwo dla tylnych części moich spodni i koszul... O wiele lepiej wychodziło mi wysnuwanie zwykłej plecionki z kołowrotka o stałej szpuli, gdy na łodzi machałem swoim spinnerem. A poza tym, co tu dużo gadać - wszystkiego uczę się sam. Zanim "wpadnę" na to jakich much powinienem używać w takich czy innych warunkach prądowych czy pogodowych, wiele wody upłynie. Dobrze, że nikt mnie nie może pouczać jaki typ muchy jest tym jedynym prawidłowym do połowu bolków i jazi :)
-
kaminskainen Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
@ Piotr: gratuluję oryginalnego debiutu muchowego - ja zaczynałem typowo, od lipienia. Najpierw maluszek z Mołstowy, potem grubasek 34 cm z Brdy.
Oczywiście, że paru speców od nizinnej muchy już by się u nas wygrzebało - ludzie mający na co dzień daleko do pstrągów, jacyś Poznaniacy np. , łowią sobie jazie i bolenie w kanałach i na główkach. Tym niemniej spotkani na Mietkowie grunciarze jeszcze takiego cudaka jak ja nie widzieli.
Szkoda, że nie pojechałem tam wcześniej, przynajmniej z początku czerwca - brania mogły być dużo intensywniejsze.
A belone na muchę polecam. Małe muchy! - belona bierze je w nożyczki i sama się czepia, nie ma problemu zacinania w ten twardy dziób. -
kaminskainen Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
Co tu dużo gadać: to nie są moje muchy i nie użyłbym ich na bolenia!
:)
Swoją drogą - czy nie wypada przynajmniej zawiadomić autora, że wykorzystuje się jego tekst? Zresztą samo "zacytowanie" tekstu w całości, bez dodatkowego komentarza, budzi wątpliwości. Mnie to nie obraża, fajnie że się komuś podoba - ale już Janke z Krawczykiem pilnują swego biznesu i trzeba uważać, być correct i przepisowym... -
nemo54 Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
No to odrobiłem lekcje wypowiedziałem się na wszystkie "zadane" tematy nawet wzorując się na większości naszych polityków na tematy na których się nie znam (patrz komentarz ponizej) Jade sobie jutro na ryby ..pewnie od niechcenia złowię jakąś piranię a być może trafi się "rarytas" w postaci płotki ..i żeby nie było nieporozumień..nie wybieram się w dorzecze Amazonki tylko na pobliskie (50km) jezioro.
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -
Raczkuje to nizinne muszkarstwo, oj raczkuje. Ale nie znaczy to, że "nikt, nic, wcześniej..". Zalew Zegrzyński z cichymi, i pełnymi narybku zatokami, to też wspaniały poligon. Tyle tylko, że ja w muszkarstwie też raczkuję. Może dlatego rok temu, efekty były więcej niż skromne. Ale coś się udało wyjąć z wody. Pierwsza moja ryba na muchę to właśnie boluś. A że do pstrągów i lipieni nie za bardzo mi po drodze, to ograniczyłem się właśnie do takich niby_pstrągów jak kleń czy rapa.
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
WOBLERY Z CZARNEGO
CENA: 26,00,-

