Stawy w Miodowicach bez wody

Przeglad prasy | 2010-07-01 | Wiadomości | Źródło: Głos Szczeciński [zobacz oryginał] Wydrukuj

Oceń:

 Policjanci z posterunku w Przybiernowie otrzymali informację o smrodzie padliny w Miodowicach Badają sprawę a wyniki dochodzenia przekażą wójtowi

To decyzja inspektorów ochrony środowiska, między innymi ze starostwa powiatowego w Goleniowie. – Smród nie do wytrzymania i tak od kilkunastu dni – żalą się mieszkańcy Miodowic pod Przybiernowem

– To wina prywatnego właściciela. Najpierw bezprawnie zrobił staw, spiętrzał wodę i regularnie nas zalewał - dodają.

Pod wodą znalazły się uprawy i piwnice naszych domostw. Teraz spuścił wodę ze stawów, ryby zdechły, padlina wystawiona na upały cuchnie niemiłosiernie. Z dawnego stawu zrobiła się też stołówka dla ptactwa.

Mieszkańcy Miodowic od dłuższego czasu toczą walkę z właścicielem stawów rybnych. Ludzie narzekali na regularne podtopienia gospodarstw. Zgłosili sprawę do odpowiednich organów ścigania, właściciel został zmuszony do osuszenia miejsca.

– Wyrok nakazujący spuszczenie wody okazał się druzgocący w skutkach nie tylko dla właściciela, ale też dla ryb w stawach – mówi Tadeusz Kwiatkowski, wójt Przybiernowa. – Większość została odłowiona. Skorzystali na tym także okoliczni mieszkańcy, bo z mojej wiedzy wynika, że właściciel podzielił się odłowioną rybą z ludźmi. Teraz ludzie znów robią aferę. Przecież to za ich sprawą i przez ich skargi, moim zdaniem nieuzasadnione, spuszczono wodę w stawach. Teraz dopięli swego i dalej są niezadowoleni. To po prostu ludzka zawiść i złośliwość.

 

 

Mieszkańcy przyznają, że niektórzy skorzystali z zaproszenia właściciela stawów i zaopatrzyli się w kilogramy ryb.

– Za wiedzą i bez wiedzy właściciela podchodzili pod stawy i odławiali ryby. To prawda – przyznaje pani Janina. – Ale z tą rybą trzeba uważać, bo jeśli była złowiona w porę, to w porządku, a jeśli już zdychająca, to można się zatruć.

Teraz odłowione ryby niektórzy próbują sprzedać w okolicznych punktach gastronomicznych. – Dzwonił do mnie jakiś mężczyzna i pytał czy nie chcę kupić kilka kilogramów świeżej ryby – przyznaje właścicielka baru pod Przybiernowem. – Nie wiedziałam o tym incydencie, ale i tak nie kupiłabym żywności niewiadomego pochodzenia. W takich warunkach atmosferycznych o zatrucie nietrudno.

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (3)

  • nemo54 Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    nemo54

    a tak wogóle to szczerze mówiąc "wali' mnie co w jakiś zapyziałych Miodowicach wyprawiają z
    prywatnym stawie adminie postaraj się o ciekawsze wiadomości Może napisz gdzie prezes Grabowski spędza urlop moze dołaczę do niego.Myśle sobie że w naszym PZW jest wiele ciekawszych "śmierdzących problemów" niż w tych całych Miodowicach

  • nemo54 Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    nemo54

    No i co dostali za darmochę rybę i jeszcze im zle nawet pozbierać nie potrafią a co robią miejscowi kłusole?? Nie chce im się bo wolno no to co za frajda jak wolno lepiej niech lezy i śmierdzi a to Polska własnie

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Nie ma to jak "przedsiębiorczość" w Polsce.

reklama

Nasza sonda

Ile rocznie wydajesz na wędkowanie?

  • do 500,- zł
  • 500,- do 1000,- zł
  • 1000,- do 2000,- zł
  • 2000,- do 3000,- zł
  • 3000,- do 4000,- zł
  • powyżej 4000,- zł

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery