Gdzie klenie mówią dobranoc

Przeglad prasy | 2010-07-07 | Wiadomości | Źródło: Wiadomości Wędkarskie [zobacz oryginał] Wydrukuj

Oceń:

Lipiec to czas, w którym jakby chętniej sięgamy po elementy wędkarstwa, do których czujemy wręcz niechęć tuż na początku sezonu. Mam na myśli techniki, gatunki ryb oraz miejsca, które – delikatnie mówiąc – nie budzą naszej sympatii

Dla mnie lipiec to... owocowa ryba. Tak najczęściej bywa nazywany kleń. Ryba równie piękna i silna, co niesmaczna. Jeżeli dodamy do tego ogromną waleczność i trud, jaki należy włożyć, aby klenia złowić, to poznajemy godnego przeciwnika.

Jak go złowić? To trudne pytanie. Na rynku wydawniczym jest bardzo mało opracowań, które dają gotową receptę na złowienie klenia. Tak na poważnie, to kleń jest bardzo mało znaną rybą. Niewiele osób specjalizuje się w łowieniu tego gatunku. Najczęściej jest łowiony przypadkowo. A że wielu wędkarzy nie potrafi odróżnić klenia od jazia i bolenia, często bywa lekceważony.

Kleń jest rybą praktycznie wszystkożerną. Jest jednak niesamowicie ostrożny, wręcz płochliwy, a wędkarskich błędów nie wybacza! Ciekawą cechą kleni jest też to, że jak już biorą, będąc w kulinarnym amoku, to biorą zdecydowanie i nie wybrzydzają w stosunku do przynęt. Fakt faktem, że takie żerowe zapomnienie nie trwa długo, ale kiedy już trafimy na taki okres, to złowienie kilku sztuk o słusznych rozmiarach nie jest problemem. Wystarczy wtedy kilkanaście minut.

Klenie najczęściej łowi się w dużych rzekach. Jednak nie jest prawdą, że na każdym odcinku dużej rzeki złowienie klenia jest równie łatwe. Przekonałem się o tym wielokrotnie, spędzając czas nad moją ukochaną Odrą. Niekiedy kilkadziesiąt metrów koryta rzeki może być kleniowym eldorado, aby sto metrów dalej być zupełnie bezrybnym basenem. To właśnie element kleniowego kunsztu: wytropić, podejść, zachęcić do brania i złowić.

Wytropić to więcej niż połowa sukcesu. Wytypowanie łowiska zajęło mi kilka ładnych sezonów. Jednak mogę się pochwalić, że po kilku latach odkryłem stuprocentową miejscówkę. To – jakżeby inaczej – Odra! I to nie byle jaka.

Odra dzika, szeroka i bardzo czysta. Chciałbym dziś przedstawić Wam prawdziwie kleniową rzekę: dolnośląską Odrę w okolicy Lubiąża. Gdybyśmy dobrze poszukali w starszych periodykach wędkarskich, to znaleźlibyśmy opis, że Odra w tym miejscu była jednym z najlepszych łowisk byłych województw wrocławskiego i legnickiego. To właśnie Odra wytyczała niegdyś granicę pomiędzy tymi województwami.

Odra w okolicach Lubiąża jest łowiskiem dzikim, otoczonym pięknymi lasami, fantastycznymi zabytkami i leżącym w okolicy rezerwatem florystycznym Odrzysko. Pisząc o zabytkach, należy wspomnieć o fantastycznym zabytku klasy zero – pocysterskim zespole klasztornym, który góruje nad krajobrazem. Już cystersi poznali zasobność okolicznych lasów i rzek. Notabene zakupem tego zespołu zainteresowany był Michael Jackson. Nawet osobiście gościł w tym miejscu.

 

 

Wiemy już co, wiemy gdzie, ale jeszcze kwestia jak? Zdradzę kilka kleniowych tajemnic, sposobów wypracowanych przez kilka sezonów.
Moje klenie łowię dwoma sposobami. Pierwszą metodą jest wędka gruntowa z bardzo ciężkim koszykiem zanętowym.

Najczęściej o trójkątnym przekroju i zamontowanym na gumowym amortyzatorze. Koszyk musi być ciężki. Po pierwsze, nurt na tym odcinku rzeki jest bardzo wartki, a poza tym wypełnienie naszego koszyka stanowić będzie zanęta, która niemal w stu procentach złożona będzie z pieczywa. Reszta to pieczywo fluo i tajemnicze dodatki, o których zaraz napiszę. Nie będzie przesadą koszyczek z dociążeniem nawet 70–80 g. Zestaw ten musi być zmontowany z linki najwyższej jakości. Wybór pomiędzy żyłką a plecionką zostawiam Państwu, ja jednak preferuję plecionki. Plecionka o średnicy 0,12 mm zdecydowanie wystarcza, a uzyskanie podobnej wytrzymałości przy zastosowaniu żyłki wymusza na nas zastosowanie żyłki minimum 0,22 mm. Jednak im grubsza żyłka, tym większy opór stawia nurtowi. Zdecydowanie większy komfort wędkowania zapewniają plecionki.

Metodą numer dwa jest technika, którą trudno nazwać. Polega ona na wypuszczaniu przynęty z nurtem, czasami na dużą odległość. Nieobciążona przynęta swobodnie płynie po powierzchni wody, w tempie nurtu, uzbrojona tylko w haczyk, bez obciążenia. Przy zastosowaniu tej techniki liczymy na brania z powierzchni. Wadą tej metody jest to, że przynęta, najczęściej w postaci skórki lub miękiszu chleba, zostaje szybko rozmyta i po kilkunastu metrach spływu musi być wymieniona.

Inaczej wygląda sprawa, gdy jako przynętę zastosujemy owoce. Nieistotne, czy będzie to wiśnia, czereśnia czy porzeczka. W tym przypadku przynęta spływa tuż pod powierzchnią wody. Jedynym wskaźnikiem brań jest wtedy wprawne oko wędkarza i ewentualnie czułe palce, w których dzierżymy linkę zestawu.

Wracając do zanęty, to pisałem, że złożona jest głównie z chleba. Moją metodą na kleniową zanętę jest wykorzystanie suchego pieczywa (chleba, bułek, ciastek, biszkoptów), które kruszę na duże frakcje (około 3–5 cm) i moczę je w wodzie z melasą i mlekiem w proszku. Chleba nie należy wyciskać do końca. Niech trochę tego płynu złożonego z mleka, wody i melasy zostanie w pieczywie. Ma on silnie wabiące właściwości. Dodatkowo smuży. Do takiej zanęty dodaję pieczywo fluo (kolor obojętny) i odrobinę płatków owsianych, które gniotę w dłoniach. Dzięki nim cała porcja zanęty koszykowej zostaje sklejona.

Przynętą zazwyczaj jest skórka chleba zamoczona w melasie lub boosterze „ozdobiona” robakiem czerwonym lub białym – barwionym.
Jeżeli brania są delikatne lub ich nie ma, stosuję specjalne owocowe atraktory. Czasem warto zmienić nutę zapachu. Może akurat uda się trafić w upodobania smakowe klenia.

Największe klenie zazwyczaj udaje się złowić późnym wieczorem. Na granicy dnia i nocy. Możliwe, że jest to cecha stanowiskowa, ale tak to właśnie wygląda na Odrze w okolicach Lubiąża.

Życzę Państwu ukoronowania wakacyjnych łowów w postaci walki z dorodnym kleniem.

Dojazd do rzeki jest doskonały i fantastycznie oznakowany. Jadąc drogą z Wrocławia w kierunku Lubina, mijamy miejscowość Środa Śląska i przed miejscowością Kawice skręcamy w prawo, w drogę numer 338 w kierunku Lubiąża i Wołowa. Odry nie sposób przeoczyć, gdyż zbliżając się do Lubiąża przejeżdżamy przez szeroki
i dość długi most.

Tuż za mostem są wygodne zjazdy i miejsca parkingowe.

Piotr Kondratowicz

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (2)

  • cyklop Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    cyklop

    od samego początku uderzyło mnie jedno "ryba nie smaczna" nie każdemu smakują oliwki, kaszanka czy szynka z biedronki. mówmy za siebie.
    a odrzańskie klenie? znam wspomniane techniki, ale raczej rzadko stosuję, moje największe klenie są żywcowo-wątrobiane.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -

    serir

    :) równie dobrze klenie gryzą przynęty spinningowe. I fakt - wypuszczenie małego woblerka z nurtem, z później niespieszne jego ściąganie z częstymi przystankami w pobliżu burty brzegowej (najlepiej w miejscach cieni prądowych lub pod zwisającymi gałęziami), też dają wspaniałe efekty. Owocowa ryba? Nie słyszałem, ale nazwa całkiem słuszna. Za to , że jest ostrożna i strachliwa, przekonałem się wielokrotnie. Stąd i to dalekie spuszczanie przynęty jej nie straszy i nie płoszy, a daje dobre efekty podczas kleniowego polowania. Ma w każdej łusce oczy- to określenie pokazuje jak jest kleń strachliwy. A ciemne plamki w rogu gdzie dwie boczne łuski się stykają, mogą wyglądać jak oko rybie. No i ta waleczność! To naprawdę silna ryba. Nawet maluch potrafi dać do wiwatu wędkarzowi, który albo ją zbagatelizuje, albo ma naprawdę ograniczone miejsce na operowanie wędziskiem. Jeżeli zachowa się odpowiednio dużą ostrożność na rzecznym łowisku, to złowienie klenia nie jest aż tak trudne jak opisuje autor artykułu. Jedyna rada jaka kiedyś dosyć popularnie była lansowana w pismach wędkarskich, a której nie udało mi się zweryfikować, to ta o szczególnej łowności obrotówek o barwach "rastafariańskich" (zielona/żółta/czerwona - fluo). Łowiłem klenie na różne obrotówki, ale żeby ta "rasta" była jakaś specjalnie łowna.. Cóż, może tajemnica tkwi w czymś innym. Ja tej łowności specjalnej nie zauważyłem. Natomiast okresowość brań kleni i ich żarłoczny amok - to potwierdzam. Jak gryzą, to lepiej nie wsadzać do wody kanapek , które żona dała na drugie śniadanie. Klenie są wtedy "gorsze" niż amazońskie piranie. ;)

reklama

Nasza sonda

Ile rocznie wydajesz na wędkowanie?

  • do 500,- zł
  • 500,- do 1000,- zł
  • 1000,- do 2000,- zł
  • 2000,- do 3000,- zł
  • 3000,- do 4000,- zł
  • powyżej 4000,- zł

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery