Wędkarze kontra dzierżawca rzek
Przeglad prasy | 2010-07-10 | Wiadomości | Źródło: TVP [zobacz oryginał] Wydrukuj
Spór między wędkarzami a dzierżawcą Narwi i Pisy trwa od pięciu lat. Zaczął się z chwilą wydzierżawienia prywatnej firmie obu rzek. Wędkarze zarzucają jej niewłaściwą gospodarkę rybacką i chcą skontrolowania dzierżawcy
Pisa i Narew to ulubione rzeki wędkarzy. Jednak rzeki te w szybkim tempie pustoszeją. Wędkarze mówią, że to wina gospodarstwa rybackiego, które dzierżawi obie rzeki wraz z dopływami i nie dba o właściwą gospodarkę rybacką. Zdaniem dzierżawcy ryby w rzekach są, zgodnie z planem przygotowanym przez specjalistów. - Nie możemy zarybiać ani jednej sztuki ryby więcej, ponieważ wtedy nałożyliby na nas kary. Musimy dokładnie tyle zarybiać, ile jest w operacie i sztuki więcej i sztuki mniej nie można – tłumaczy Bogusław Wyszyński, dzierżawca Narwi i Pisy.
Dwa miliony maleńkich szczupaków, pięćdziesiąt tysięcy sandaczy, jaź, boleń, kleja, brzana - dzierżawca może wymieniać długo, ile ryb wpuszcza co roku do rzek. Ma na to dokumentację. Teraz będzie mu potrzebna, bo na wniosek wędkarzy skontroluje go Urząd Marszałkowski. Jak mówi Bogusław Wyszyński - To będzie pewnie szósta kontrola w tym roku. W ubiegłym miałem osiem z ośmiu obwodów. W każdej chwili jestem przygotowany do kontroli.
Kontrola zostanie przeprowadzona jeszcze latem. Im szybciej, tym lepiej - mówią wędkarze. - Na pewno rozwieje pewne pytania, niejasności, plotki, które krążą nawet w samym środowisku wędkarskim. Dobrze, że tak się stało, to jest pewna próba i początek dialogu – uważa Rafał Krasucki z Łomży. Potrzebnego, bo bez wędkarzy dzierżawca nie ma szans na zysk. A bez zarybiania rzeki przez dzierżawcę - wędkarze mogą zapomnieć o połowach.
Ewa Sznejder, Obiektyw
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (8)
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Biorąc pod uwagę zmieniające się "style" bycia i życia w Wawie, to ja juz nie jestem taki pewny tego, czy to szczęście czy nieszczęście... Żeby unikać takich dylematów wyniosłem się z Wawy budując w miejscowości podwarszawskiej dom. Nie denerwują mnie już noszone z żoliborskich parkingów kury, trzymane później na "balkono-kurnikach". Podobnie jak nie drażni słyszany (będę delikatny) slang nowomowy, niby poprawnej polszczyzny. Zresztą to ostatnie , jako że uważam się za Prażanina a nie Warszawiaka, nawet mnie tak bardzo już nie irytuje. Cóż, Warszawa żyje! A to oznacza napływ i mieszanie się tego co stare, z tym co napływowe. Ciągnie tu cały Kraj, z dobrodziejstwem inwentarza... ale tylko skrajne przypadki reprezentujące "specyficzny folklor" nie widzą potrzeby dostosowywania się do tego co warszawskie - i dlatego jest to, co jest. Szkoda tylko, że wyjeżdżając do swych "ojców", starają się być bardziej warszawscy niż Warszawiacy. No ale z drugiej strony, nie trzeba być nadmiernie bystrym żeby to zauważyć.
Zawsze były różnice w widzeniu swego interesu, pomiędzy dzierżawcami obrębów i wędkarzami. To co dla jednych jest celem, dla innych będzie jaskrawym przykładem przeszkody i utrudnienia. Tego się moim zdaniem nie przewalczy. Jedynym wyjściem jest akceptacja warunków jakie taki układ (ewentualnej i wzajemnej koegzystencji) oferuje. A to oznacza świadomą rezygnację z części swych oczekiwań. Tak przez jedną, jak i przez drugą stronę. Szczerze powiedziawszy, trudno mi wyobrazić sobie by 100% wędkarzy zaakceptowało taki stan. Zbyt duży rozrzut...wszystkiego. Dzierżawcy? Chyba szybciej by to przyjęli. Choćby przez wzgląd na fakt, że jak nie da rady robić interesu w warunkach idealnych, to zrobią interes w warunkach takich, jakie są możliwe. Czyli problem w porozumieniu i akceptowaniu. -
dariuszkrystosiak Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Moi,piałem z zachwytu gdy GRŁ wygrało przetarg i wyślizgało PZW Łomża.Pojechałem tam z Jackiem Jóźwiakiem(dla mnie i wielu innych autorytet) i spotkaliśmy się z dzierżawcami-miało być pięknie.Tekst ukazał się w kwietniu 2005 na WCWI.Ale coś było nie tak jeśli chodzi o współpracę z wędkarzami z Łomży.W lutym 2007, a może 8 zorganizowałem w Wiźnie spotkanie prezesów GRŁ z chłopakami z "Naszych Łowisk" i znowu były obietnice a później od Rafy i Nizinnego dowiedziałem się że tylko obietnice.Z jednej strony chłopaki chcą dobrze i rozumiem ich niepokój o cudną Narew,z drugiej rozumiem podejście biznesowe Bogusia Wyszyńskiego.A z trzeciej nie widzę wyjścia:-(((
Gdyby potrafili się dogadać mogłoby być pięknie.Ciężko dowiedzieć się czegoś gdziekolwiek,ja na jesieni 2006 zapytałem PZW Mazowsze o odłowy gospodarcze i dalej czekam na odpowiedź więc wygląda na to że i PZW nie ujawnia danych.
Tendencja?Nie nie dziwi mnie.Gdzieś czytałem że osób które mieszkając w W-wie mogą powiedzieć że są w 3 pokoleniu warszawiakami jest ok. 25%,na szczęście jestem w tych 25%. -
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
W istocie Darku, chyba nawet gdzieś o tej współpracy pisano (i jak mi skleroza pozwala, to sobie piąte przez dziesiąte przypominam). Nic dziwnego, że rybacy czy też dzierżawcy nie życzą sobie kontroli. Bez kontroli można wszystko - nawet wypełniać zobowiązania z operatu. Z kontrolą, tak łatwo może już nie być.
A co do "warszawiaków" - zdziwiła Cię ta tendencja wyjazdu do ojców? -
dariuszkrystosiak Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Taaaaa,kiedyś zdarzyło mi się za granicą spotkać gościa który twierdził że jest warszawiakiem.Jakiś czas później mówi że leci do ojców do Polski,to ojców mnie zastanowiło.Się pytam to gdzie do tych ojców?a pod Ostrołękę-no warszawiak psia go mać.W wypadku dzierżawców Narwi dalej zwanych GRŁ i Rafała reprezentującego wędkarzy dalej zwanych NŁ
to problem jest taki że GRŁ naobiecywało współpracy z wędkarzami lat temu 5 ale nie bardzo się garnie do tego.
Z koleji wędkarze współpracy chcą ale chcę też w jakimś stopniu mieć kontrole na co GRŁ w żadnym wypadku się nie zgodzi.Trudno się dziwić wędkarzom ale robi to tak samo w drugą stronę,jakbym miał biznes to był nie pozwolił żeby ktoś w nim mieszał. -
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Tak to z tymi "warszawiakami" jest, że co kilka dni wolnego to zaraz w swoje rodzinne strony (do rodziców i po zaopatrzenie żywnościowe) wyjeżdżają. No i tak w sumie to nie bardzo wiadomo czy oni nad Narwią u siebie, czy może w Warszawie... Ciężka z nimi sprawa. A psami nie da rady poszczuć? :))))))))
-
Mateusz Prusiński Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Kleja, myślę, ze chodzi im o blejkę, ukleję. A tak co do Narwi to Warszawiacy ciaglę ją łupia w sobote to juz nie da rady wejśc na łowisko bo wszystko zajęte ostatnio proponują wódke za miejscówke pffff
-
cyklop Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
wszak ma na to "dokumentację" a za kleję, jako obcy gatunek może dostanie po nosie, chyba że ktoś dopisze brakujące " za" przed. bo "zakleja" choć rzadki okaz ichtiofauny narwiańskiej, słynna jest ze specyficznego sposobu żerowania i jest jedynym na świecie reprezentantem ryb turbodyszopławnych.
łac: diselus pluj siorbum.
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Baitliner Bait boat
CENA: 1 439,96,-

