Urlop z okoniami
Przeglad prasy | 2010-07-23 | Wiadomości | Źródło: Wiadomości Wędkarskie [zobacz oryginał] Wydrukuj
W wakacje możemy do woli oddać się tropieniu jeziorowych okoni, testować różne przynęty i przy odrobinie szczęścia odnaleźć rewiry wyrośniętych ryb. Takie garbusy, przynoszące radość każdemu miłośnikowi spinningowania, odnajdziemy przede wszystkim w jeziorach typu leszczowego i sielawowego.
Liczebność jeziorowych stad jest zmienna i w dużej mierze zależy od presji wywieranej zarówno przez rybackich gospodarzy wód, jak i wędkarzy. Moda na frytki z małych okoni, którą kilka lat temu dostrzegli ci pierwsi, i „mięsiarskie” zapędy niektórych kolegów po kiju nie wróżą nic dobrego. I mimo że gatunek jest ekspansywny, ryby rosną powoli i trzeba wielu lat, aby znów obserwować książkowe stada okoni i rozkrzyczane nad nimi mewy.
Na szczęście są jeszcze w naszym kraju jeziora, w których okonie radzą sobie całkiem nieźle. Należą do nich rozległe i głębokie akweny z urozmaiconym dnem, z podwodnymi łączkami i górkami. Im więcej górek, stromizn i łanów bujnej roślinności, tym lepsze rokowania dla wędkarza. I większa nadzieja, że pośród drobnych ryb odnajdzie godne siebie okazy.
Rozpoznanie łowiska
Na wędkarskie wczasy zabieramy więcej sprzętu, niż nam się w praktyce przydaje. I nie ma w tym nic dziwnego i zdrożnego zarazem, bo nigdy nie wiadomo, co zastaniemy na miejscu. Czy łowisko będzie nadawało się do przeciągania zestawu z bocznym trokiem, czy okaże się tak zarośnięte, że tylko przynęta prowadzona w toni zapewni oczekiwany sukces. Duży wybór wędzisk, kołowrotków i przynęt z pewnością będzie atutem, zwłaszcza nad nowo poznanym akwenem, ale warto mieć także pod ręką echosondę i plan batymetryczny.
Na rekonesans zabierzmy kilka wędek, tym bardziej gdy gospodarz jeziora zezwala na trollingowanie. Ta metoda pozwala na szybkie spenetrowanie potencjalnych łowisk i sprzyja obserwacji wody. Kto wie, może akurat wypatrzymy żerujące przy powierzchni olbrzymy...
Rewirów okoni szukamy przede wszystkim w pobliżu rozległych podwodnych górek, przy brzegowych wypłyceniach porośniętych babką, rzadką trzciną, łanami rogatka i rdestnicowym lasem. Równie obiecujące są śródjeziorne łąki i skąpe w roślinność grzbiety, stanowiące podwodne przedłużenie daleko wkraczających w jezioro cypli. Jeżeli tuż za roślinami dno jest mocno pofałdowane i gwałtownie opada, mamy szansę na spotkanie z kapitalnymi rybami.
Okonie zaglądają wszędzie tam, gdzie gromadzi się drobnica, czyli generalnie odwiedzają miejsca płytkie, ale potrafią też przebywać na dużych głębokościach. Zasada poszukiwania żerujących ryb jest bardzo prosta. Rano i wieczorem drapieżniki patrolują krawędzie uskoków, zapędzając się za drobnicą nawet na półmetrowej głębokości wodę. Ale już w godzinach przedpołudniowych, kiedy słońce zaczyna górować nad taflą jeziora, przenoszą się na głębiej położone górki bądź ruszają w toń jeziora.
Znamienne dla żerujących garbusów jest osaczanie drobnych ryb, głównie stad uklei i stynki, które w panicznej ucieczce tryskają pióropuszami nad powierzchnię wody. Drapieżniki atakują ławą, od dołu. Wielu ofiarom udaje się uwolnić z naszpikowanych małymi ząbkami szczęk, ale szybko dopadają je wyrośnięte sztuki patrolujące obrzeże żerowiska. Z daleka niesie się charakterystyczne cmokanie i mlaskanie.
Przynęty i taktyka łowienia
Jeśli zaobserwujemy okonie żerujące na powierzchni wody, z naszego arsenału najlepiej wydobyć wabiki imitujące ukleje i stynki. Dobre będą srebrzyste, wąskie obrotówki nr 2 i 3, woblery długości do 10 cm, modele smukłe, płytko schodzące, o stonowanej akcji, ale też jasne rippery lub kopytka uzbrojone w główki jigowe od 3 do 5 g. Prowadzimy je zrywami tuż pod lustrem wody, raz wolniej, raz szybciej, tak jak to robimy z wełenką w czasie zabawy z kotem.
Pamiętam sierpniową wyprawę i że-rujące w amoku okonie. Zwabiły mnie pluski szarżujących ryb. Słońce jeszcze nie wychyliło się nad sosnowe korony, a snująca się nad wodą mgła tak ośmielała drapieżniki, że wpływały na płycizny spowite gęstym zielskiem. Przez kilkanaście minut zmieniałem woblery na gumy i odwrotnie. Bez skutku. Dopiero gdy w akcie desperacji posłałem na płytką wodę srebrzystą 17-gramową obrotówkę nr 3, nastąpiły pierwsze brania. W ciągu 10 minut wyholowałem pięć garbusów mierzących 36 do 40 cm długości!
Eksperymentowanie naprawdę ma sens, bo wszyscy wiemy, że nie ma przynęt idealnych na każde jezioro. W jednym lepsze są woblery i gumy, w innym obrotówki albo cykady. Wszystko zależy od preferencji pokarmowych ryb, ich wielkości, liczebności i upodobań.
Duża obrotówka przydaje się również do prowokowania okazów na większych głębokościach. W godzinach południowych warto ją posłać na spady sięgające 12–14 m i ściągać schodkowo tuż nad pochyłym dnem – podobnie jak sandaczową gumę. Łódź cumujemy nad górką, a przynętę zarzucamy daleko na głęboką wodę. Gdy opadnie, unosimy wysoko szczytówkę i prowadzimy blaszkę przez kilka obrotów, a następnie pozwalamy opadać na naprężonej żyłce. Po kolejnym kontakcie z dnem znów odrywamy ją na metr lub dwa itd.
Latem ciekawymi łowiskami są pozbawione roślinności mocno pofałdowane grzbiety i blaty. Mogą rozciągać się w strefie przybrzeżnej oraz śródjeziornej i potrafią szczodrze obdarzyć okoniami przez cały dzień. Zmienna głębokość łowiska oraz w większości twarde podłoże sprzyjają stosowaniu twisterów w zestawie z bocznym trokiem, a także 3–4-centymetrowych cykad. Obie przynęty są dalekosiężne i pozwalają na szybką penetrację przydennych partii wody. Wprawdzie łowionym nad blatami garbusom daleko do okazów, ale... szybko zapełniają siatkę.
Tymczasem półkilogramowe i większe okonie nie należą do łatwych zdobyczy. Żerujące stada stosunkowo szybko zmieniają łowieckie rewiry. Najczęściej pojawiają się jednak przy brzegach nawietrznych, tam gdzie niesiony prądami i falami plankton zwabia wygłodniałą drobnicę.
I właśnie te miejsca w czasie urlopu polecam Waszej uwadze.
Andrzej Zieliński
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (6)
-
Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Moje koło nie ma żadnego budynku na stanie i nie ponosi z tego tytułu żadnych opłat. Z tego co wiem takich kół jest sporo. Są też bardzo liczne koła które stać na wynajem lokalu ale koszty tego ponoszą sami członkowie danego koła. Winę za obecny stan ponosi państwo nie PZW. System jest zły bo drenuje kieszeń wędkarza nic mu w zamian nie dając. Tam gdzie Okręgi PZW przegrały przetargi o wody rządzą inni właściciele. Ci to dopiero mają wędkarzy "głęboko w poważaniu" licencje drogie a ryb niewiele. Mój brat łowiąc u mnie w jeziorze PZW koło skwierzyny był w szoku że w wodzie Związku tyle ryb jest. On łowi w jeziorach spółki rybackiej Iława i tam z rybą cieniutko.
-
Paweł .......... Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -
Niby nie ma a jest ,ja ornitologiem też
nie jestem ,mewa nad morzem rybitwa wiadomo(;Zabieranie ryb wymiarowych jest prawem każdego wędkarza.Wkurza mnie ,że jak ktoś napisze że zabrał rybkę np na you tube to zaraz krzyczą mięsiarz itd i bluzgaja człowieka .Osobiście z ryb jadam makrelę reszta idzie do wody,z rzadka coś zabiorę na grilla.
Zastanawiam się ile za składkę można kupić narybku i czy koła wędkarskie są potrzebne??
Za granica płaci się za licencje i zgodnie z regulaminem się łowi.Jaki koszt jest utrzymania budynków wynajmowanychprzez kóła i czy nie warto przeznaczyć tej kasy na zagospodarowanie wód -
Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
A jaka to różnica dla zwykłego wędkarza mewa czy rybitwa? I to i to ptak wodny a trzeba by być ornitologiem żeby wszystkie te gatunki rozpoznać. Nawet sama potoczna nazwa mewa oznacza te wszystkie rodzaje ptaków wodnych: mew rybitw i brzytwodziobów. Zabierać ryb nikt nikomu nie zabrania, co więcej trzeba nawet rejestrować te które się z łowiska zabiera. Po co komu okoń 36-40 i więcej cm na patelnię skoro 19-25cm jest o niebo smaczniejszy i mniej skażony metalami ciężkimi. Cała rzecz w umiarze i zdrowym rozsądku leży a z tym u nas różnie bywa.
-
Jan Glazik Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -
-
Paweł .......... Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Zaraz zaraz płace składkę i to nie małą i mam prawo zabrać rybę zgodnie z regulaminem i gów.. to kogoś obchodzi.Może się zaczniecie rozliczać z kasy chodzi mi yt Moda na frytki z małych okoni, którą kilka lat temu dostrzegli ci pierwsi, i „mięsiarskie” zapędy niektórych kolegów po kiju nie wróżą nic dobrego.Cyt ryby rosną powoli i trzeba wielu lat, aby znów obserwować książkowe stada okoni i rozkrzyczane nad nimi mewy.Mewy? ,czy rybitwy widocznie autor tego textu nie wie o czym pisze!!!!!!!!
-
Henryk Chrzanowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 1 + / -
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 217
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 201
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Black Mamba Seatbox
CENA: 89,96,-

