Dla wodniaków nie tylko nurt bywa groźny. Trwa konflikt z wędkarzami
Przeglad prasy | 2010-08-24 | Wiadomości | Źródło: Gazeta Pomorska [zobacz oryginał] Wydrukuj
- Zostaliśmy napadnięci w trakcie rejsu - relacjonuje Jarosław Jankowski. - W pewnym momencie poleciały w naszą stronę kamienie. Obserwatorami zdarzenia na wodzie byli wędkarze, ale część z nich - nagle zniknęła
Niedziela, godz. 18
- Właściwie wracaliśmy już do domu - mówi pan Jarosław. - To miała być zwykła wycieczka łodzią motorową po Brdzie. Czas miło płynął - aż do pewnego momentu. - Byliśmy wtedy jakieś 200 metrów za mostem Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.
Nasz Czytelnik, który był jednocześnie kierowcą łodzi, prowadził ją środkiem rzeki, ponieważ z jednej i drugiej strony siedzieli wędkarze.
- Często pływam sprzętem motorowodnym i staram się uważać na amatorów wędkowania. Moja prędkość też nie była duża - dodaje.- Płynęliśmy małą jednostką wodną. Na pokład zabrałem cztery osoby.
Jak opowiada, w stronę motorówki ktoś - dwukrotnie, rzucił ostrym fragmentem cegły. - Moja siostra chciała zrobić zdjęcie telefonem komórkowym i podniosła rękę - opowiada Jankowski. - Drugi rzut był celny. Telefon został uszkodzony, a jej dłoń poharatana. Nie widzieliśmy, z której strony w nas rzucano. Ale zanim doszło do wypadku, na brzegu siedziało przynajmniej o dwóch wędkarzy więcej. Zadzwoniliśmy po policję.
Przybyli funkcjonariusze, jak mówi pan Jarosław, spisali przebieg zdarzenia i wędkarzy. Później rękę siostry pana Jarka trzeba było opatrzyć w szpitalu.
- Zatrzymaliśmy się na wymuszonym postoju - mówi Czytelnik. - Rozmawiałem z młodym chłopakiem, który wędkuje w tym miejscu. Powiedział mi, że do takich sytuacji dochodzi tu często. Kamienie latają nie tylko w łodzie, ale i w kajakarzy. Nie wiem kto w nas rzucał, ale dookoła widziałem tylko wędkarzy. A później część z nich zniknęła. To jest centrum miasta, a bydgoszczanie nie muszą wyjeżdżać nad wodę popływać łodzią, bo mają do tego doskonałe warunki na miejscu. Ja przestrzegam wszystkich zasad i staram się uważać na innych uczestników ruchu wodnego, w tym na osoby łowiące. To dla mnie niezrozumiałe, mierzyć w kogoś kamieniami, a później tłumaczyć się, że np. płoszyliśmy ryby. A gdyby to nie była ręka, tylko oko albo głowa? - pyta.
Z pytaniem o zgłoszenie i częstotliwość takich napaści zadzwoniliśmy do Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. - W sprawie opisanej przez "Pomorską” prowadzone jest postępowanie - mówi Maciej Daszkiewicz, z zespołu prasowego KWP w Bydgoszczy. - Ale częściej w sezonie letnim zdarzają się odwrotne sytuację. Wpływają do nas skargi wędkarzy na właścicieli łodzi motorowych. Policjant, który jest odpowiedzialny za ogniwo wodne przy tym moście, nie pamięta, kiedy ostatnio doszło do podobnej zajścia. Mamy bardzo mało takich sygnałów, ale każda informacja jest dla nas cenna, bo wpływa na bezpieczeństwo i częstotliwość patroli. Warto jest wykręcić numer alarmowy, gdy jest się nawet świadkiem takiego zdarzenia - zachęca Daszkiewicz.
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (6)
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
O ile dobrze pamiętam, wystarczy powołać się na art.62 Prawa Wodnego podczas interwencji (po wezwaniu) Policji... Tolerowanie chamstwa, a przy tym zgoda (gdy się nie reaguje) na emisję hałasu i oddziaływanie fal i strug wodnych na drewnianą konstrukcję mola , jest karane mandatem do 500 zł. To jest wykroczenie. A gdy jeszcze sternik ryzykuje czyimś zdrowiem lub życiem - cienia litości nie powinno być.
-
Stanisław Ziółkowski Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Współczuje wędkarzom na rzekach i jeziorach,ale to nic w porównaniu co się wyprawia na Morzu tu dopiero wodniacy dają popis arogancji wobec wędkarzy .Jednemu to dopiero jak 60 gram ołowiu spadło koło burty to przeniósł się dalej od mola a tak to wywijał esy floresy po żyłkach wędkarzy a na skwerze nie ma kamieni bo pewnie też nie jeden raz by poleciały.
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Jacku, to miałeś przykład tego, jak bardzo Policjanci bywają niedouczeni (kwestia przepisów i ich przestrzegania na wodzie, powinna być tak samo znana oraz pilnowana przez Policję, jak jest to robione na drogach). Aktualnie, za wykrycie żeglarza czy sternika motorowodnego będącego "pod wpływem" i prowadzącego jednostkę pływającą, obligatoryjne jest zatrzymanie RÓWNIEŻ (!!!) prawa jazdy uprawniającego do prowadzenia pojazdów mech.. Równie podobne do kar ferowanych za popełnione wykroczenia drogowe, są kary za nie przestrzeganie przepisów obowiązujących na wodzie (nawet tych popełnianych przez użytkowników skuterów wodnych !!!). Policja ma więc nie tylko prawo, ale i OBOWIĄZEK ścigania osób winnych popełniania tych wykroczeń. Jest to obowiązek OBLIGATORYJNY (jeżeli Policjant jest świadkiem), więc nie wymaga zgłaszania wykroczenia przez świadków jego popełnienia. Natomiast, w każdym innym wypadku, można takie wykroczenie zgłosić i domagać się zwiększenia liczby patroli w celu wyegzekwowania przestrzegania obowiązujących przepisów. Można również takim "szalejącym piratom wodnym" - zrobić zdjęcie. Jest to co prawda "kiepski" materiał dowodowy, ale jeżeli będzie na fotce widoczna duża fala odkosowa przy dziobie jednostki, to każdy realnie myślący (i mający IQ powyżej 1) człowiek będzie mógł użyć tej fotografii jako argumentu ( na upartego wystarczy nawet przekazanie fotografii rzeczoznawcy, by stwierdził na podstawie przybliżonej masy jednostki pływającej i geometrii kadłuba, jaki jest zakres możliwych prędkości jednostki z foty)...a przepisy wyraźnie tę prędkość określają. Zaostrzenie przepisów oraz dokonywanych kontroli miało miejsce ok 4 lat temu, gdy na Zalewie Zegrzyńskim szalejący i podpity kretyn, rozjechał skuterem wodnym jedną z kąpiących się osób. Nie można się oszukiwać - alkohol i brawura na wodzie, to prowokowanie wypadku. I to bez względu na wiek sternika, czy rodzaj statku wodnego, który się prowadzi. A Policja również jest od tego, by pilnować przestrzegania przepisów na wodzie także.
-
jacoli Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Ja akurat łowie w Bydgoszczy na Brdzie tylko bardziej w centrum i mam tą " przyjemność" łowić i obserwować tych co pływają po Brdzie i tylko raz mi się zdarzyło że płynąca łódź na silniku zwolniła, a ludzie z niej mnie pozdrowili a była to łódź pod banderą niemiecką. Co do naszych rodzimych pływaków to sytuacja jest bardzo często odwrotna na widok wędkarzy przyśpieszają albo przepływają jeden odcinek kilka razy. A jeśli chodzi o płynięcie środkiem rzeki to tylko dlatego łodzie silnikowe tam płyną bo blisko brzegu się nie da. Rzucanie w kogoś kamieniami to gruba przesada ale ci co pływają powinni przestrzegać prawa do wody dla wszystkich, a nie myśleć że tylko oni mogą korzystać z wody. Przy Mostowej stoi łódź która bardziej nadaje się na wielkie jeziora niż na Brdę, a właściciel pływa sobie na dystansie może około 1km akurat tam gdzie jest zawsze kilku wędkarzy i robi fale przepłynie w te i z powrotem z 2 razy i to wszystko, raz nawet trafiłem na gościa który na pełnej mocy pływał skuterem wodnym oczywiście nie zwracając uwagi na wędkarzy zadałem pytanie patrolowi policji czy można pływać takimi skuterami po Brdzie to nie potrafili mi odpowiedzieć. Gdyby osoby pływające zachowywały się na wodzie jak ci obywatele Niemiec na pewno by nie było takich konfliktów.
-
Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
Konflikt był, jest, i prawdopodobnie będzie nadal istniał. I to nie tylko w Bydgoszczy, ale na każdej żeglownej trasie typu kanał, jezioro, rzeka. Problem w tym, że tak jedna jak i druga strona tego konfliktu uzurpuje sobie prawo posiadania wody na wyłączny użytek. Ci co łowią - nie chcą by im przeszkadzano, hałasowano czy nawet robiono fale. Ci, którzy pływają na swych baliach, mało kiedy zwracają uwagę na łowiących ryby. A juz coś takiego jak żyłka (mało widoczna lub nawet niedostrzegalna), zupełnie nie jest brana pod uwagę. Sam jestem wędkarzem i morskim ,starszym sternikiem motorowodnym. Widzę winy jednej i drugiej strony - mało ludzi zwraca uwagę na prawa "tych drugich". Można nawet pokusić się o postawienie tezy, że im szlak wodny jest mniejszej szerokości, tym częstotliwość i temperatura konfliktów będzie większa.. I wątpię by cokolwiek mogło ten stan rzeczy zmienić. Dozwolona prędkość płynącej jednostki, jest wielokrotnie nie przestrzegana przez motorowodniaków (im szybciej, albo ile fabryka dała) - to norma, której nie zmieni bzdurne zaprzeczanie lub kłamstwa w stylu "przecież płynęliśmy wolno" (wolno, to płynie tempem marszowym jacht 6-8 metrowy, napędzany 2 konnym silniczkiem spalinowym - bo szybciej nie da rady albo sternikowi szkoda paliwa przepalać). Natomiast , rzucanie "pod przeciwległy brzeg" bo tylko tam jest ryba (!!!), to notorycznie popełniany błąd wędkarzy nie potrafiących pomyśleć i sprawdzić batymetrii w swoim bezpośrednim pobliżu, i to daje efekt pajęczyny na całej szerokości szlaku wodnego. No i konflikt gotowy, bo którędy taka łódka ma przepłynąć, żeby nikomu "w żyłkę" nie wpłynąć? Nie da się.
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 217
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 201
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
Baitliner Bait boat
CENA: 1 439,96,-

