W Norwegii złowił halibuta giganta. Ryba ważyła 196 kilogramów

Przeglad prasy | 2010-08-29 | Wiadomości | Źródło: Dziennik Wschodni [zobacz oryginał] Wydrukuj

Oceń:

Wyciągniecie takiej ryby kosztowało Mariusza Lubkiewicza mnóstwo wysiłku  Ale tego co czułem podczas holowania nie da się opisać słowami  mówi szczęśliwy wędkarz

- Przez półtorej godziny ryba robiła z nami, co chciała. Wyciągnęła łódź na otwarty Atlantyk. A gdy ją ujrzeliśmy, byliśmy przerażeni - opowiada Mariusz Lubkiewicz, który w Norwegii złowił 196-kilowego halibuta!

Pan Mariusz Lubkiewicz z Krosna Odrzańskiego wraz z grupą znajomych od kilku lat poluje na rybę swojego życia. - Jeździmy do Norwegii i Szwecji. Nastawiamy się na duże okazy. W tym roku wybraliśmy się do ośrodka Arnoy Brygge w północnej Norwegii, na wyspie Nardarnoya - opowiada wędkarz.

Na taką wyprawę nie wystarczy zabrać tylko wędkę. Na miejscu trzeba wypożyczyć duże łodzie (pięcioosobowa na dziewięć dni kosztuje 1.500 euro, plus koszty paliwa), zadbać o ich odpowiednie wyposażenie, czyli GPS i echosondy. Ekipa dzieli się na grupy. Każda ma swoją łódź z kapitanem, który odpowiada zarówno za bezpieczeństwo, jak i poszukiwanie dobrych łowisk.

- Szukamy wypłyceń na oceanie, bo tam najczęściej żerują ryby. W tym przypadku wiedzieliśmy, że okolica, która nas zaciekawiła, jest bogata w halibuty. Znajdowały się tam bardzo rzadko występujące w tym rejonie piaszczyste place, na których lubią żerować te ryby - wspomina Lubkiewicz.

15 sierpnia po śniadaniu cała ekipa w składzie: kapitan Ireneusz Guzowski, Mariusz Lubkiewicz, Czesław Klasiński, Zbigniew Gmiński i Wit Starzyński, wypłynęła w morze.

- Pogoda była słoneczna, ale Atlantyk przywitał nas niezbyt ciepło. Wiał wiatr i fale były duże. Zaczęliśmy szukać łowisk w archipelagu wysp oddalonych o około 10 mil morskich (18,5 km - dop. red.) od naszego portu. Po przeszukaniu kilku podwodnych górek, na których złowiliśmy parę niedużych ryb, wybraliśmy następny punkt, gdzie znajdował się piaszczysty blat na głębokości 25 metrów. Tam zarzuciłem przynętę - opowiada Lubkiewicz.

 

 

Wtedy zmienił wędkę na nieco mocniejszą, do łowienia halibutów. Jako przynętę użył gumową imitację małego czarniaka o długości 25 cm i posłał na dno.

Przez kilka minut nic się nie działo. - Postanowiłem podciągnąć przynętę dwa, trzy metry wyżej. I nastąpiło branie. W pierwszej chwili wyglądało to, jak klasyczny zaczep. Szarpnąłem kilka razy i wtedy poczułem, że mam rybę. Udało się ją podciągnąć około 10 metrów do góry. Ale szybko pokazała swoją siłę i zeszła z powrotem na dno. Zaczęła się prawdziwa zabawa i ciężka walka. Wiedzieliśmy już, że to duży halibut. Początkowo oszacowaliśmy go na 50 kilo - przyznaje wędkarz.

Ryba zeszła na głębokość 25 m, wyciągnęła z kołowrotka 350 m plecionki. - Wyholowała łódź na otwarty Atlantyk. Przez półtorej godziny zadryfowaliśmy 2 kilometry - relacjonuje Lubkiewicz. - Wtedy do naszej świadomości dotarło, że mamy do czynienia z okazem, który rzadko pojawia się w światowych rankingach.

Przez pierwsze pół godziny pan Mariusz trzymał wędkę. - Później zmęczenie dało się we znaki. Ręce nie wytrzymywały oporu ryby. Przekazałem sprzęt Irkowi - dodaje.

Mijały kolejne długie minuty. - Zdecydowałem, że jeśli zaraz nie oderwiemy tego halibuta od dna, to nigdy go nie wyciągniemy - mówi I. Guzowski. Gdy po pół godzinie wreszcie się udało, tym razem jemu zabrakło sił. Ostatni etap walki kontynuowali już we dwójkę.

Holowanie ryby do burty trwało kolejne 30 minut. - Gdy ujrzeliśmy ją, ogarnęła nas ogromna radość, a jednocześnie przerażenie. Co dalej? - wspomina pan Mariusz. - Chcieliśmy podebrać ją klasycznie, czyli na specjalnie przygotowane osęki. Ale po wbiciu ich w pysk, halibut zaczął się rzucać i wyprostował wszystkie haki. Wtedy Irek zdecydował, że nie ma innej możliwości, jak holować okaz obok łodzi aż do portu. Gdybyśmy wciągnęli go na pokład, mógłby zrobić komuś krzywdę. Zdarzały się już przypadki, że halibut połamał wędkarzowi nogi.

Podróż do portu trwała półtorej godziny. Dopiero gdy udało się wciągnąć rybę na pomost, można było ocenić jej wymiary. Ale największe zaskoczenie miało dopiero nastąpić. - Ten halibut przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Zadzwoniliśmy do właściciela obiektu z informacją, że mamy dużą rybę i że musi przywieźć większą wagę, bo ta, którą miał, była za mała - opowiada Lubkiewicz.

Zanim właściciel zdążył przyjechać, zebrał się już tłum podziwiających. Potem halibut trafił na wagę. Miał 196 kg i 245 cm! - W tym momencie uświadomiliśmy sobie, jak niewiele zabrakło do rekordu świata, który wynosi 219 kg. Nasz okaz był prawdopodobnie trzecim co do wielkości na świecie halibutem złowionym na wędkę - dodaje pan Mariusz.

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (7)

  • dariuszkrystosiak Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    Myślę Nemo że nie popływa,żeby go doholować do portu musieliby go spić na umór albo zabić.
    A jako że halibuty nie piją zostało drugie wyjście.Z tego co wiem wędkarze z innych krajów którzy pływają z przewodnikiem a trafi im się jakiś "smok" mają tę wygodę że przewodnik ma albo pistolet albo shot-guna i przy burcie następuje odstrzał bo żywego do łodzi nie wciągnie.

  • nemo54 Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    nemo54

    qcze jak dla mnie to niech ta "łódż podwodna " sobie pływa szczęsliwie. Nic nie ma do halibutów zwłaszcza takich duzych >Oczywiscie grauluje serdecznie ale nie zazdroszczę bo nawet gdyby mi się cos takiego przytrafiło to pewnie odcinałbym żyłkę czy plecionke i spylał

  • Łukasz Pol Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    no_commentlbn

    Masakra po prostu szok ja bym chyba spanikował;];];] Gratuluje tak pokaznej zdobyczy.

  • an2212 Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    Gratulacje.Niesamowity potwór.Życzę jeszcze wielu takich wypraw z takimi sukcesami i niesamowitymi wrażeniami.

  • dariuszkrystosiak Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    Gratulacje!!!Cudna rybcia.Mnie nie udało się na 3 wyjazdy trafić halibuta.Co prawda 2 lata temu podejrzewam że miałem halibuta na kiju bo jeśli przy głębokości 35-37m w połowie wody ma się zaczep jak skała i po szarpnięciu zaczep daje nura i rwie PP 50lbs to raczej halibut ale nie podejrzewam że tak ogromny ale 30-40 kg też by mnie cieszyło.
    Może w przyszłości jakiego trafię ale do takiego wyniku to bardzo ciężko się będzie nawet zblizyć.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    serir

    Szczerze? - suma, karpia czy innej ryby, bym się nie obawiał. Ale jak by mi COŚ chciało zabrać łódkę na otwartym Atlantyku, i jeszcze bym tego CZEGOŚ nie widział, to bym chyba nie robił z siebie starego człowieka który może. Toż to prawdziwy wieloryb z tego halibuta. Piękna i ogromna ryba..
    Wielkie gratulacje z powodu takiego sukcesu, i również życzę by następny wyjazd dał wynik przekroczenia tych "marnych" (teraz) 219 kg. Wielkie brawa.

  • jacoli Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -

    jacoli

    Tylko pogratulować takiego okazu prawdziwy potwór z głębin i życzę jeszcze wielu takich okazów.

reklama

Nasza sonda

Ile rocznie wydajesz na wędkowanie?

  • do 500,- zł
  • 500,- do 1000,- zł
  • 1000,- do 2000,- zł
  • 2000,- do 3000,- zł
  • 3000,- do 4000,- zł
  • powyżej 4000,- zł

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery