To gorzelnia zabiła tysiące ryb
Przeglad prasy | 2007-05-30 | Wiadomości | Źródło: gazeta.pl [zobacz oryginał] Wydrukuj
Zatrucie Raduni i śmierć tysięcy ryb to "dzieło" gorzelni w Goszynie. Wyniki badań przeprowadzonych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Gdańsku nie pozostawiają wątpliwości - podaje gazeta.pl
Szefowa gdańskiego WIOŚ Halina Czarnecka mówi wprost: - Do rzeki dostały się ścieki. Norma zanieczyszczenia została przekroczona 170-krotnie. Ryby nie miały szans, tym bardziej że upały pogorszyły w ostatnich dniach warunki tlenowe w wodzie.
Skąd wiadomo, że za katastrofę ekologiczną odpowiedzialna jest gorzelnia w Goszynie? W niedzielę i poniedziałek inspektorzy WIOŚ pobrali próbki w rejonie pól należących do właściciela gorzelni. Stężenie ścieków było największe przy rowie dochodzącym do Raduni.
- Odpady produkcyjne z gorzelni od lat są legalnie wykorzystywane jako nawóz - dodaje Czarnecka. - W marcu zabroniliśmy jednak tego robić ze względu na niekorzystne ukształtowanie terenu i bliskość cieków wodnych. Po prostu na polach jest potężna niecka, w której kumulowały się odpady. Stamtąd trafiały przez dreny do rzeki.
Dlaczego doszło do zanieczyszczenia Raduni? Albo złamano zakaz, wylewając ścieki, albo ulewa wypłukała to, co na polach zalegało od kilku miesięcy.
Właściciel gorzelni Franciszek Mądry zapewnia, że przestrzega zakazu WIOŚ.
- Gorzelnia nie pracuje - mówi. - Nie wywozimy odpadów od roku. Czekamy na nowe instalacje, które mają być przywiezione ze Szwecji. W tej historii jestem chłopcem do bicia. Na sprawę trzeba spojrzeć szerzej. Jest moja gorzelnia, ale są też wokół Raduni setki gospodarstw wywalających gówno prosto do rzeki, niepodłączonych do kanalizacji. I kto za to odpowiada? Przecież nie ja. Podłączyłem kilka wiosek do kanalizacji i dawałem rybakom pieniądze na zarybienie Raduni.
Prokuratura Rejonowa w Pruszczu Gdańskim prowadzi śledztwo. Sprawcy zatrucia rzeki grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Skąd wiadomo, że za katastrofę ekologiczną odpowiedzialna jest gorzelnia w Goszynie? W niedzielę i poniedziałek inspektorzy WIOŚ pobrali próbki w rejonie pól należących do właściciela gorzelni. Stężenie ścieków było największe przy rowie dochodzącym do Raduni.
- Odpady produkcyjne z gorzelni od lat są legalnie wykorzystywane jako nawóz - dodaje Czarnecka. - W marcu zabroniliśmy jednak tego robić ze względu na niekorzystne ukształtowanie terenu i bliskość cieków wodnych. Po prostu na polach jest potężna niecka, w której kumulowały się odpady. Stamtąd trafiały przez dreny do rzeki.
Dlaczego doszło do zanieczyszczenia Raduni? Albo złamano zakaz, wylewając ścieki, albo ulewa wypłukała to, co na polach zalegało od kilku miesięcy.
Właściciel gorzelni Franciszek Mądry zapewnia, że przestrzega zakazu WIOŚ.
- Gorzelnia nie pracuje - mówi. - Nie wywozimy odpadów od roku. Czekamy na nowe instalacje, które mają być przywiezione ze Szwecji. W tej historii jestem chłopcem do bicia. Na sprawę trzeba spojrzeć szerzej. Jest moja gorzelnia, ale są też wokół Raduni setki gospodarstw wywalających gówno prosto do rzeki, niepodłączonych do kanalizacji. I kto za to odpowiada? Przecież nie ja. Podłączyłem kilka wiosek do kanalizacji i dawałem rybakom pieniądze na zarybienie Raduni.
Prokuratura Rejonowa w Pruszczu Gdańskim prowadzi śledztwo. Sprawcy zatrucia rzeki grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Zobacz podobne
reklama
Nasza sonda
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92
Wędkarskie bestsellery
-
PRZYNĘTY NA SZCZUPAKA
CENA: 18,00,-

