Karaś 3,31 kg!

Przeglad prasy | 2007-08-10 | Wiadomości Wędkarskie | Źródło: Wiadomości Wędkarskie [zobacz oryginał] Wydrukuj

Oceń:

WŁADYSŁAW PASTUSZKO

– Moich ryb i tak nikt nie wyłowi – powiedział wędkarz spytany, dlaczego nie wstaje rano i nie spieszy zająć nad wodą dobrego miejsca. I coś w tym jest. Są przecież w naszych wodach ryby liczące 20 i więcej lat, które nieraz wyjadały sypaną do łowiska zanętę i otarły się o niejeden haczyk. Dały się jednak przechytrzyć dożywszy późnej starości i niekoniecznie bladym świtem. Taki sędziwy okaz wyholował prezes Koła PZW w Urzędowie, pan Władysław Pastuszko. Jak nam powiedział, był bardzo zdziwiony, bo nikt wcześniej tak dużych karasi w jego ulubionym zbiorniku nie łowił.

WŁADYSŁAW PASTUSZKO:


Zbiornik koło Chodla to wyrobisko potorfowe o powierzchni 5 ha. Woda jest przejrzysta, dno w większości twarde, piaszczyste, a głębokość rzadko przekracza dwa metry. Presja wędkarska jest duża i dziwiłem się, że tej wielkości karaś się tutaj uchował. Wodę chroni i zarybia Okręg PZW w Lublinie. Są tu ładne sumy, sandacze, karpie i oczywiście karasie.


W Chodlu łowię przede wszystkim na grunt. Mój zestaw składa się z wędziska długości 360 cm, kołowrotka z żyłką o średnicy 0,25 mm, ze sprężyny, którą napełniam zanętą, i przyponu 0,18 mm z haczykiem nr 4. Wędzisko ustawiam na podpórce z akustycznym sygnalizatorem brań, ale uzupełnia go drugi wskaźnik – piłeczka zawieszona na żyłce. Brania nie da się przegapić.


Kiedy rano przybyłem na łowisko, było już kilku wędkarzy. Skubała tylko drobnica. Założyłem na haczyk dwa ziarna kukurydzy z puszki i trzy pinki. Sprężynę napełniłem mieszanką przyrządzoną z zanęty karpiowej, sparzonej i drobno zmielonej kukurydzy kupionej na targu i odrobiny pinek. Zarzuciłem zestaw 60 m od brzegu i czekałem.


Sygnalizator zapiszczał o 10.30, a piłeczka ostro ruszyła do góry. Przyciąłem i od razu poczułem opór. Ryba ruszyła łukiem pod drugi brzeg. Musiałem przełożyć żyłkę przez rozłożystą wierzbę, bo niebezpiecznie zbliżała się do trzcin. Z początku myślałem, że to karp, jednak po dziesięciu minutach ryba osłabła, a moim oczom ukazał się szeroki karasiowy grzbiet. Wiedziałem, że pobiłem swój dotychczasowy rekord – 1,33 kg. Ta ryba bez ważenia wyglądała na ponad 3 kg!


To był dobry dzień na wędkowanie. Nie minęła godzina, gdy piłeczka ponownie podskoczyła. Tym razem wyholowałem ponadpięciokilogramowego karpika. Tak karpika, bo mam już w swoim dorobku medale za okazy 15,22 kg i 11,20 kg. Ale to już zupełnie inna historia…

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

reklama

Nasza sonda

Czy wybierając się na ryby wyszukujesz ciekawe łowiska w Internecie?

  • tak
  • sporadycznie
  • nie

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery