Wydruk z rybobranie.pl - Kanał Żerański » Przeglad prasy » rybobranie.pl wszelkie prawa zastrzeżone.

Kanał Żerański

Przeglad prasy | 2009-05-28 | Wiadomości | Źródło: Wiadomości Wędkarskie [zobacz oryginał]

Kanał Żerański

Rozciąga się z południa na północ i łączy Jezioro Zegrzyńskie z Wisłą na warszawskim Żeraniu. Pierwsze prace przy budowie kanału prowadzono ponad 170 lat temu, ale dopiero po uruchomieniu zapory w Dębem i zalaniu czaszy Jeziora Zegrzyńskiego w 1963 roku stał się jednym z najliczniej odwiedzanych akwenów przez wędkarzy.

Jedni mówią, że lata świetności ma już za sobą, inni nadal upatrują w nim doskonałe łowisko wielu gatunków ryb.

 



Przez blisko 30 lat kanał był ważną arterią komunikacyjną dla Żeglugi Warszawskiej. Już w latach 60. pływały tędy statki pasażerskie. Wyruszały z centrum Warszawy, z przystani przy moście Poniatowskiego, i kierowały się przez śluzę i kanał do położonego nad Jeziorem Zegrzyńskim malowniczego Serocka. Regularnie pływały też pchacze z jedną lub dwiema barkami, które z czynnej wtedy żwirowni w Gnojnie pod Pułtuskiem transportowały żwir do Fabryki Elementów Betoniarskich „Faelbet” i portu na Żeraniu.

Wędkarze starszej daty doskonale pamiętają tamte czasy, kiedy na widok statku, a przepływały co kilkadziesiąt minut, ściągało się daleko zarzucone gruntówki i chwytało sprzęt, ubranie położone blisko brzegu, zanim zabierała je fala.
Ryb było w bród, bo i presja była mniejsza, i sprzęt wędkarski mniej wytrzymały. W kanale grasowały takie sumiska, że 4,5-metrowe bambusówki strzelały jak zapałki, i nie pomagała żyłka o średnicy 1 milimetra!
Dość powiedzieć, że przez wiele lat port Elektrociepłowni Żerań był w Polsce łowiskiem sumowym nr 1. Ale w kanale łowiono też ogromne, blisko metrowej długości karpie, przepiękne jazie, liny, płocie i węgorze. Kiedy Wisła niebezpiecznie przybierała i otwierano na oścież wrota ogromnej śluzy, pojawiały się parokilogramowe klenie, leszcze i bolenie. Najwięcej było jednak sandaczy, krąpi i okoni. Pod koniec lat 70. sandacze występowały tak licznie, że „żywczyka” – ukleję, wędkarze przywozili z sąsiadującej z kanałem Wisły...

Dzisiaj wody Kanału Żerańskiego są spokojne. Niektórzy mówią, że za spokojne, bo gdy pływały po nich duże statki, ryby się przemieszczały i lepiej brały. Jednak w opinii wielu nadal jest ciekawym łowiskiem i przyciąga wędkarzy przez cały sezon.
Wciąż możemy liczyć na potężne okazy sumów i karpi, a ostatnio również karasi, leszczy i linów, które migrują z intensywnie zarybianego Jeziora Zegrzyńskiego. Dobre łowiska białorybu znajdują się w północnej części kanału, w rejonie Nieporętu. Już z początkiem marca zaczynają się tutaj brania linów, leszczy i karasi, trafiają się ładne płocie i parokilogramowe karpiki. Na szczególną uwagę zasługuje rejon od kładki dla pieszych w pobliżu ujścia rzeki Samicy do mostu kolejowego w Nieporęcie. Kanał Żerański

Interesujące są także okolice miejscowości Rembelszczyzna oraz Kobiałka, gdzie od wielu lat rozgrywane są zawody spławikowe na „żywej rybie”. Jest tu mnóstwo drobnej ryby, ale bywa, że wędki przyginają 2-kilogramowe złote leszcze, ładne płocie i liny. Wszędzie można spotkać 20-centymetrowe okonki i hordy wygłodniałych uklei. Za to bolenie i szczupaki nie należą do ułomków.
Zresztą na całej długości kanału wędkarze mają swoje ulubione miejsca, które potrafią obdarzyć ładnymi rybami. Należą do nich szersze partie koryta występujące m.in. na wysokości „Faelbetu” i po zachodniej stronie mostu kolejowego przy stacji Warszawa Żerań. Wszędzie łowi się okazy białorybu, okonie, bolenie i szczupaki.
Zupełnie odmiennymi łowiskami są żerańskie porty (dzisiaj znajdują się na tyłach marketu Auchan). Jeszcze do niedawna tętniły życiem. Ogromne koparki wybierały z barek żwir, piach, kruszywo i sypały na wywrotki krążące między portem a budującymi się z rozmachem warszawskimi osiedlami. Na „Patelni” – rozległym akwenie leżącym między dwoma portami, zainstalowano suchy dok, w którym remontowano statki i barki. Po doku nie ma już śladu, ale wiele ton żelastwa z pociętych lub zatopionych części barek spoczywa do dziś pod wodą. Nie brakuje też stalowych lin holowniczych.

 

 

W portach trzeba więc liczyć się z częstszą utratą spławikowego zestawu, a przede wszystkim sztucznych przynęt. Ale warto próbować, bo w każdej chwili można stanąć oko w oko z 50-kilogramowym sumem, parokilogramowym szczupakiem, sandaczem, potężnym karasiem lub linem. Pozostał jeszcze legendarny port żerańskiej elektrociepłowni, zapchany przez cały rok różnej wielkości statkami, barkami i holownikami. Na szczęście głównie od zachodniej i północnej strony, gdzie wędkowanie jest zabronione.
Niemal każdego dnia można spotkać w porcie amatorów mocnych wrażeń, liczących na okazy sumów, sandaczy, karpi, jazi i leszczy, a także węgorzy kierujących się przez pobliską śluzę do Wisły. Tu niepodzielnie królują ciężkie gruntówki, zarzucane albo daleko na wodę, albo w nurt tworzony przez kolektor zrzutowy.

Warto wiedzieć
Dwustronna śluza między Portem Żerańskim a Wisłą jest jedną z największych budowli tego typu na świecie (12 x 104 m). Różnica poziomu wody wynosi średnio 3 m. Nadano jej imię wybitnego polskiego hydrologa, profesora Politechniki Warszawskiej inż. Tadeusza Tillingera.
Kanał ma długość 17,6 km. Średnia szerokość wynosi 25 m, a średnia głębokość – 3 m.
Gospodarzem łowiska jest Okręg Mazowiecki PZW.
Andrzej Zieliński

 

Zobacz także inne wiadomości o Kanale Żerańskim:

 

Tydzień Czystości Wód z Rybobranie.pl

Wiosna nad kanałem

Co za dzień

Wędkarski Pierwszy Dzień Wiosny

 

Zdjęcia