Wydruk z rybobranie.pl - Rodzinny wypad na rybki » Aktualności » rybobranie.pl wszelkie prawa zastrzeżone.

Rodzinny wypad na rybki

Aktualności | 2009-06-16 | Wiadomości | Źródło: Informacja własna [zobacz oryginał]

rodzinny wypad na rybki

Nadszedł oczekiwany dłuższy weekend, więc po namowie żonki postanowiliśmy spędzić dwie nocki nad Odrą, a dokładniej na Strumiennej. Pogoda była nie za bardzo ciekawa, ale postanowiliśmy zaryzykować.


Jak to bywa z kobietami i dziećmi w aucie ledwo starczyło miejsca na moje kije i osprzęt. Ledwo, ale się zapakowaliśmy i w drogę. Na miejscu przywitały nas ciemne chmury i deszcz, nie wspominając o silnym wietrze. Więc pierwszą godzinkę przesiedzieliśmy na główce w samochodzie. W przerwie między deszczowej rozbiliśmy z Hubertem szybko obozowisko, potem zabrałem się za szykowanie sprzętu i zanęty. Oczywiście między przerwami od deszczu. Po minie żonki i synka widziałem, że woleli by te zmiany pogodowe przesiedzieć w domku, ale nic z tego bo już byliśmy jakieś 50 kilometrów od domku. Zestawy zarzucone, wiatr dalej chula i z łapania na spławik nici, więc wędkuję na feederka i pickerka. Co jakiś czas na kiju meldują się kleniki (największy 23cm), jazik,  krąpiki i leszczyki (malutkie).

 

 

Rodzinka cały czas, niestety przesiaduje w namiocie lub aucie. Wieczorem wiatr troszeczkę odpuszcza, a my zajadamy potrawki z grilla przegotowane przez moją żonkę. Pychotka!!!
O godzinie 23 lekkie drganie szczytówki,zacinam i czuję opór wołam Huberta i z moją pomocą synek ląduję pierwszego leszcza(57cm). Zaczyna znowu wiać a moi towarzysze już poszli spać.
O godzinie około 3 w nocy szczytówka daję ostro do wiwatu, ostre zacięcie i znowu opór z tym, że bardziej ryba idzie do dna. Hol siłowy nic tu nie zdziała więc odkręcam troszkę hamulec i zaczęła się zabawa. Do momentu gdy rybka wydarła w stronę nurtu, zrobiło się gorąco i czas zakończyć zabawę. Po paru minutkach w podbierak wpływa leszcz, który mierzy 58cm. Jest to mój największy leszcz złowiony do tej pory.
W nocy wiatr też nie przestawał swoich harców, ale mimo to o godzinie 3.40 walczę z następnym leszczykiem,  ale tym razem mniejszy i mniej walecznym (52cm). W dzień złowiłem jeszcze tylko okonia jakieś 20 cm i kilkanaście uklejek.
Po śniadanku stwierdziliśmy, że nie ma sensu dalsze siedzenie nad wodą, a raczej w aucie i namiocie. Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej, którą wykonała moja żonka. Monika uwielbia robić zdjęcia więc tu mogła się napstrykać do woli. Tym bardziej, że za plecami mieliśmy bunkier z czasów II wojny światowej.
Ogólnie (pomijając pogodę) wszyscy jesteśmy zadowoleni z tej wyprawy i już planujemy następną. O ile pogoda znów nam nie popsuje planów

Zdjęcia