Wydruk z rybobranie.pl - Okoniowate, bandyty jedne! - Sandacz » Przeglad prasy » rybobranie.pl wszelkie prawa zastrzeżone.

Okoniowate, bandyty jedne! - Sandacz

Przeglad prasy | 2010-02-01 | Wiadomości | Źródło: Salon24 [zobacz oryginał]

Sandacz to "starszy kolega" okonia. Z wyglądu można go określić jako formę pośrednią między okoniem a szczupakiem: płetwy grzbietowe, pręgi, faktura powierzchni (gruba skóra, drobna, ostra łuska, rodzaj odbłysku) i ogólny charakter okoniowaty - za to podługowatość, drapieżnicka zębatość i "wyścigowa" forma po szczupaku. Nie na darmo sandacz po angielsku to pikeperch (dosłownie: szczupako-okoń, lub szczupaczy-okoń)

Ryba dawniej podobno typowo rzeczna, ale na skutek zarybień zasiedla dziś wiele jezior, w niektórych stanowiąc dominantę i szczyt piramidy pokarmowej (wyróżnia się nawet typ jeziora sandaczowego, charakteryzującego się m.in. mętnością wody - sandacz bardzo nie lubi światła i kryje sie przed nim jak może); powszechny jest też oczywiście w zaporówkach, za którymi ja nie przepadam (Marek Szymański nazywa je słusznie "zepsutymi rzekami"). Żarłoczny drapieżnik - od speców wiem, że bardzo trudno go chodować na materiał zarybieniowy, bo sandałki-maluchy ciągle pożerają się nawzajem; po dowiezieniu narybku na miejsce zarybiania, w worku czy baniaku jest już tylko połowa rybek - druga połowa jest w brzuchach pierwszej połowy - no mają problem z tym sandaczem fachowcy...

 

 

Sandacz był dawniej rybą nie dla każdego - łowienie go na żywca, a zwłaszcza na spinning, było dużo bardziej wymagające, niż łowienie szczupaka czy okonia. Od czasu jednak, gdy rynek podbiły tzw. miękkie przynęty spinningowe, wykonane z silikonu i obciążone ołowianą główką (łatwo je prowadzić po samym dnie, co jest zwykle warunkiem złowienia sandacza, są przy tym tanie i po zerwaniu jednej nawet ostatni ochlapus ma w zapasie kolejną "gumę"), sandacz stał się jedną z powszechniej łowionych ryb, przynajmniej w dużych rzekach i w dużych miastach (dziwne to może, ale jesienią sandacze gromadzą się chętnie na miejskich odcinkach Odry i Wisły: lubią chyba porty, filary mostów itp.). Ja jakoś nie mam do sandaczy szczęścia, łowiłem na razie tylko małe sztuki - kiedy szedłem na sandały, to akurat nie żerowały. W tym roku miałem taka przygodę w Łebie; poprzedniego dnia początkujący wędkarz złowił 3 sandacze o łącznej wadze ok. 10 kg, a kolejny, wielki jak noga (ok. 7-8 kg!) złamał mu wędkę; ale jak ja poszedłem, to oczywiście nie brały! postaram się to jednak nadrobić.
Wspomniałem, że przynętę umieszczamy czy prowadzimy przy dnie lub na dnie - ale na styku dnia z nocą, gdy sandacz żeruje aktywnie, łowimy go często przy samej powierzchni - ogólnie tam, gdzie poluje. Czasem nawet przy samym brzegu. Ale im późniejsza jesień, tym głębiej go szukamy - i zwykle w tych głębiach pozostajemy.
W handlu jest to jedna z najcenniejszych ryb, i najdroższych; warto jednak wyłożyć te parę złotych by się przekonać, co to jest dobra ryba.