Przeglad prasy
Jedziemy na trocie
Przeglad prasy | 2008-01-03 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj
Takie słowa co roku padały jako pierwsze w poświątecznej rozmowie z moim przyjacielem. I słowa te były zawsze w formie twierdzącej. Przez wiele lat nie wyobrażałem sobie innego rozpoczęcia roku, jak z wędką w dłoni nad ukochaną Parsętą. W tym roku te magiczne słowa padły w formie pytającej. Powody tej niepewności pewnie już znacie z wędkarskiej prasy. Listopadowe i grudniowe rozmowy z kolegami z Pomorza nieco uspokajały i dawały cień nadziei. Jak do tego dodać, iż wszyscy moi rozmówcy zgodnie twierdzili, że ciąg tarłowy jest większy niż zwykle, to w sercu budziła się nadzieja. Może nie wszystkie padły? Może choroba się zatrzyma? Może przyroda upora się z nią sama? Bo na człowieka nie ma co liczyć – co mógł, to zniszczył.
Trochę logistyki
Jeśli
zechcecie pojechać, warto zabrać wszystko co potrzebne i ani jednej
zbędnej rzeczy. Na pewno trzeba wziąć ze sobą nieprzemakalną kurtkę,
spodnie i czapkę, gdyż zima na Pomorzu nie zawsze jest śnieżna, ale
zawsze jest wilgotna. Kolejną niezbędną rzeczą są wodery. Nie żadne
kaloszki czy nawet najlepsze buty, tylko zwykłe wodery. No, chyba że
chcecie nadrabiać kilometry, obchodząc wpadający do rzeki rowek czy
niezamarznięte bagienko. Jeśli dorzucimy do tego parę ciepłych skarpet,
kalesonów i polarów oraz termos na herbatkę – to powinno wystarczyć.
Rękawiczki nie zawsze są potrzebne, ale jeśli już, to tak zwane
palczatki (z odkrytymi palcami). Powodem tak radykalnego podejścia jest
oczywiście podróż, która najczęściej odbywa się pociągiem, jeśli
odległość od rzeki jest znaczna. Wybór tego środka lokomocji ma wiele
zalet. Jeśli pozwala na to rozkład jazdy, to można podróż zaplanować
nocą i w ten sposób nie tracić dnia łowienia. Ma też niestety wadę,
polegającą na tym, że kiedy zaśniemy zmęczeni, możemy zostać odchudzeni
z bagażu przez złodziei grasujących w pociągach. Osobiście wybieram ten
środek lokomocji, gdy zima pokazuje swoje surowe oblicze i jazda przez
prawie 700 km wydłuża się do 12 godzin (jeśli nic nie wydarzy się po
drodze). Może zmienię zdanie, jak powstaną autostrady, ale na razie...
Jeśli jedziemy pociągiem lub autobusem, warto wybrać kwaterę nad rzeką,
bo nie będziemy musieli tracić czasu i sił na codzienne dojazdy do
łowiska.
Sprzęt
O kijach trociowych pisałem
w grudniowych „WW” (2006 r.) i tu się nic nie zmieniło, ale warto się
przyjrzeć pozostałym istotnym elementom zestawu. Zaraz po kiju,
najważniejszy w trociowym zestawie jest kołowrotek, który przede
wszystkim musi być niezawodny i mocny. Brzmi fajnie, ale co to znaczy?
Niezawodność jest związana z dwoma aspektami. Pierwszy z nich to mocny
i precyzyjny mechanizm nawijania, najlepiej wykonany z dwóch
materiałów: fosforobrązu i stali. Nie jest to jednak konieczność.
Istnieje na rynku wiele prostszych i tańszych rozwiązań sprawdzających
się w praktyce. W końcu nikt nie powiedział, że kołowrotek ma być
dożywotni. Precyzja wykonania mechanizmu posuwu szpuli bez względu na
użyty materiał ma bezpośredni wpływ na równomierne układanie się linki.
Jeśli kołowrotek nierówno układa linkę na szpuli, to nawet nie bierzmy
go pod uwagę. Nie chodzi tu o względy estetyczne, ale o plątanie się
tego, co nawinęliśmy. Z żyłką jeszcze będzie jako tako, ale gdy
będziemy łowić plecionką, to ogarnie nas pełna rozpacz. Nierówno
układane kolejne zwoje linki powodują, że są miejsca, w których jest
jej wyraźnie więcej niż w innych. Toteż będzie ona przy wyrzucie spadać
ze zmienną prędkością. Zmienność ta bierze się stąd, że szybciej
spadają zwoje, które są nawinięte luźniej i wyrywają te ściśnięte
gęstym nawojem, obniżając gwałtownie prędkość linki. Nie będę już
opisywał, co się dzieje, bo to dość niecenzuralny opis. Poza tym wiecie
dobrze, jak smakuje rozplątywanie plecionki na mrozie. Drugim warunkiem
jest płynnie działający mechanizm hamulca, który nie musi mieć bardzo
drobnego skoku, lecz musi być dobrze zestopniowany. Żeby to sprawdzić,
należy wykonać prosty test. W trakcie dokręcania hamulca linka musi się
wysuwać z rosnącym oporem, jednak bez przerw i skoków. Początkujący
trociarze zazwyczaj w doborze kołowrotka popełniają dwa skrajne błędy.
Kupują kołowrotki zbyt małe albo zbyt duże. Cały kłopot w tym, że
optimum jest mało precyzyjne i mieści się gdzieś pomiędzy rozmiarem
4000 a 5000 wg numeracji Shimano oraz 3500 a 4000 w Daiwie. Celowo
podaję te dwa typy numeracji, gdyż posługiwanie się pojemnością szpul
już dawno przestało przekładać się na rozmiar kołowrotka. Pojemność
szpuli trociowego kręciołka jednak jest bardzo ważna i powinna
oscylować w okolicy 150 m żyłki 0,40 mm. Dylemat: czy stosować żyłkę,
czy plecionkę rozwiąże za Was temperatura. Gdy mamy plusową
temperaturę, lepsza jest plecionka (mniej się rwie przynęt), a gdy
zacznie nam przymarzać, należy zmienić na żyłkę. Co do grubości: w
przypadku plecionki 0,23 w zupełności wystarczy, a żyłki używam 0,35.
Zarówno jedna, jak i druga pozwalają wyprostować grot kotwiczki na
zaczepie. A ryby? Ech, żebyśmy tylko takie łowili... Najmniejszym z
ważnych detali są agrafki. Wybierzcie te o ustalonej renomie. Dobrze,
jak ich część wyposażona jest w krętliki, gdyż obrotówki i mocno
przetłoczone wahadłówki dość silnie skręcają linkę.
Przynęty trociowe
Doświadczeni
trociarze próbują rozmaitych nowości: a to gumek, a to systemików, a to
przynęt muchopodobnych, ale wszyscy mają w swoich pudełkach standardy,
które nie zmieniły się od lat i na które zostaje złowiona większość
ryb. Gros tych przynęt to wyroby miejscowych mistrzów blachy i drewna,
najczęściej wyśmienitych wędkarzy. Wszystkie przynęty trociowe łączy
jedna cecha – ich wyrazista i mocna praca. Ze spokojem sumienia mogę
polecić woblery: Leszka Dylewskiego, Józka Sendala, Janka Mejera oraz
firmy HRT, którymi łowię od lat. Pragnę Was też zachęcić do testowania
wyrobów lokalnych, często nieznanych szerzej twórców, które w tym
okresie z pewnością znajdziecie w sklepach wędkarskich. Jeśli zaś
chodzi o blachy, to moimi ulubionymi są obrotówki Stefana Przychoćki i
Marka Aszychmina. A wahadłówki... i tu mam problem, bo zajrzałem do
pudełka i przynajmniej połowy ich wytwórców nie potrafię wymienić z
nazwiska!
Arkadiusz Gwiżdż
Dodaj komentarz
Wiadomości
reklama
reklama
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92

