KATALOG

Wiadomości Wędkarskie

Przeglad prasy

Nagroda miesiąca - dorsz 24,30 kg!

Przeglad prasy | 2008-02-19 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj

Oceń:

Kto raz zasmakuje holowania dorsza z morskich głębin, ten będzie powracał na rozkołysany falami kuter każdego roku. Bo łowienie dorszy wciąga jak narkotyk. Dobrze wie o tym pan Mieczysław Wąsiewicz ze Strzelec Krajeńskich. Przez wiele lat pragnął stanąć oko w oko z wyrośniętym wątłuszem. Niestety, lata mijały, a przynęty nie imał się żaden „dwucyfrowy” okaz. Co prawda, mógł pochwalić się sztukami 5-, 6-kilogramowymi, ale... W końcu nadszedł dzień wielkiej ryby i ziściły się jego marzenia.


MIECZYSŁAW WĄSIEWICZ:


– Wraz z grupką wędkarzy, 15 grudnia 2007 r., wypłynąłem z Kołobrzegu kutrem „Merlin” na łowisko zwane „trzecimi kamieniami”. Dno jest tam twarde i usłane czepliwymi skałkami, a głębokość sięga 43 m.
 
Tego dnia nie opuszczał mnie pech. Od samego rana zahaczałem o kamienie i zrywałem przynęty. Po zmontowaniu czwartego zestawu i zapuszczeniu go w pobliże dna, ponownie złapałem zaczep. Już chciałem odkładać kij i przez grubą rękawicę rwać plecionkę, kiedy wyczułem kilka zdecydowanych szarpnięć. Holowanie nie było łatwe, mimo że kuter wolno dryfował, a grudniowe morze było wyjątkowo spokojne. Na początku ryba stawiała niesamowity opór, napierała o wiele mocniej niż dotychczas łowione dorsze. Na kołowrotku miałem bardzo mocną plecionkę 0,26 mm. O kij długości 270 cm (do 200 g) też byłem spokojny. Najsłabszym ogniwem zestawu był przypon z żyłki o średnicy 0,45 mm. Obawiałem się, że nie wytrzyma gwałtownych harców ryby. Przyznam, że pierwszy raz miałem na morzu takie zdarzenie, że musiałem oddawać dorszowi plecionkę. W końcu siłacz dał za wygraną i po 15 minutach wypłynął do powierzchni. Stałem zamurowany. Wiedziałem, że dorsz jest duży, ale nie spodziewałem się takiego olbrzyma!


Wszyscy byli zaskoczeni jego rozmiarami oraz tym, że w moim zestawie nie ma pilkera, a ryba zapięta jest na seledynowej przywieszce. Doszliśmy jednak z kolegami do wniosku, że albo miałem dublet, albo zaczepiłem pilkerem o dno, a dorsz, pożerając przywieszkę, po prostu go urwał.


Dorsze łowię od przeszło 20 lat. Zaczynałem w Koszalinie na kutrze PZW „Jubilat”. Wtedy nie spodziewałem się, że przyjdzie mi tyle czekać na wymarzoną rybę życia – dorsza długości 118 cm, ważącego 24,30 kg!

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

reklama

Najczęściej komentowane