KATALOG

Wiadomości Wędkarskie

Dobre rady

Na mumie

Dobre rady | 2008-10-22 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj

Oceń:

Robaki miodowe czyli liofilizowane larwy trutni

Podczas ostatnich wakacji, gdy wybierałem się do jednej z moich ulubionych zatok Jeziora Wierzchowskiego na szczupaki, zawsze brałem ze sobą wędkę do spirolino. Nie wyobrażajcie sobie tylko, że zamieniłem spinning i swoje powierzchniowe przynęty na żywcówkę. Nic z tych rzeczy. Po prostu umilałem sobie oczekiwanie na okres brań drapieżników, a były to okolice zachodu słońca, połowem krasnopiór, czyli wzdręg.

W tym roku zatoki były bardzo zarośnięte, a krasnopióry, podobnie zresztą jak inne ryby, były bardzo ostrożne i żerowały bardzo słabo. W dodatku w wodzie o głębokości nieprzekraczającej 10 cm! Trzeba było znaleźć sposób na podanie przynęty na odległość kilkudziesięciu metrów oraz taką przynętę, która łatwo nie spada z haczyka i nie tonie. No i udało się. Mój zestaw wyglądał następująco: wędzisko „Project I” 3–15 g długości 3,90 m, spirolino 15 g (F), żyłka główna – 0,24 mm, przypon długości 25–30 cm – 0,19 mm (fluorocarbon Sufixa). Taki zestaw pozwalał nie tylko na podanie przynęty na odległość nawet pięćdziesięciu i więcej metrów, ale na zacięcie oraz skuteczny hol ryby (i to bez względu na rośliny).

 

Znakomitą w tamtych warunkach przynętą okazała się nowość z Włoch – camole del miele, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza robaki miodowe, czyli liofilizowane larwy trutni. Ciało larw pszczół zawiera mnóstwo tłuszczu (60–70%) i białek, jest więc lżejsze od wody. Dzięki temu nie tonie, nawet po przekłuciu grotem haczyka. Sam proces przygotowania przynęty jest ściśle chronioną tajemnicą producenta. Można się tylko domyślać, że „mumie” powstają przez odwodnienie (liofilizacja), a następnie zastąpienie płynów ustrojowych larwy preparatem zabezpieczającym ich ciało przed rozkładem powodowanym przez różne drobnoustroje gnilne.

 

Przynęty te rozprowadzane są w najróżniejszych wersjach barwnych, w opakowaniach po 10 g (około 50 szt.) przez firmę „Exori”. Ich jedyną wadą jest cena, wynosząca kilkanaście złotych za opakowanie. W Niemczech służą do połowu tęczaków w łowiskach specjalnych, we Włoszech zaś są uważane za jedną z najskuteczniejszych przynęt na klenie, jazie, karpie, no i oczywiście pstrągi. Mnie znakomicie sprawdziły się na wspaniałych, wierzchowskich krasnopiórach.


Karol Zacharczyk


Zobacz podobne

Dodaj komentarz

reklama

Najczęściej komentowane