Przeglad prasy
Gdzie te sieje?
Przeglad prasy | 2008-02-15 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj
W ciągu ostatnich kilkunastu lat moja ulubiona ryba zimy – sieja (Coregonus lavaretus L.) – staje się w błyskawicznym tempie rybią legendą. Niby zasięg jej występowania nie zmienia się, a nawet powiększa o nowe jeziorka, żwirownie czy doły pocegielniane, jednak stada siei w jeziorach, w których masowo do niedawna ją poławiano, stają się z roku na rok mniej liczne. Dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze do niedawna w podręcznikach ichtiologicznych pisano, że na terenach obecnej Rzeczpospolitej istnieją trzy formy siei różniące się między innymi ilością wyrostków filtracyjnych na łukach skrzelowych, co wiązało się z różnym sposobem odżywiania.
Ta największa
W samym jeziorze Miedwie istniały wtedy aż trzy formy tej ryby: forma wędrowna, która prawdopodobnie z Zatoki Pomorskiej przez Zalew Szczeciński, Odrę i Inę wchodziła tu na tarło; słynna dorastająca do 8–10 kilogramów forma rzadkofiltrowa „miedwieńska” oraz introdukowana tu dzięki zarybieniom sieja jeziorowa (gęstofiltrowa). Oczywiście nie można sobie wyobrazić, by w przeszłości wszystkie trzy formy siei nie mieszały się ze sobą. Do tego dołożyło się jeszcze ponadnormatywne zanieczyszczenie wód jeziora. Jak wynika z informacji prof. dr. hab. Tomasza Hesse, jakimś cudem sieje z Miedwia przetrwały hekatombę zanieczyszczeń. Po poprawieniu się stanu wody w jeziorze udało się kilka naturalnych tareł, ale wtedy ktoś wpadł na pomysł, by wspomóc populację siei miedwieńskich. Jezioro zarybiono więc narybkiem siei jeziorowych pochodzących ze Szwaderek, czyli mieszańców siei mazurskiej z pelugą… Tak pokrótce wyglądała historia naszej największej i najpiękniejszej siei.
Forma wigierska
Podobnie rzecz ma się z kolejną rzadkofiltrową formą siei z jezior wigierskich. Odmiana siei występującej dawniej w Wigrach, a także w Piertach, Białym Wigierskim oraz w Hańczy miała specyficzną budowę i tak samo jak sieja „miedwieńska” osiągała imponujące rozmiary. Masa poławianych ryb nierzadko przekraczała 6 kg. Tak opisywał ją w 1923 r. kierownik stacji hydrobiologicznej nad Wigrami prof. dr Alfred Lityński: „Wyróżnić ją można jako nową, czwartą formę gatunku holsztyńskiego, której nazwa naukowa brzmiałaby: Coregonus holsatus f. vigrensis. Pod względem biologicznym reprezentuje ona formę głąbiela, który całkowicie zerwał z planktonożernym trybem życia i zgodnie z budową swego narządu filtrowego przeszedł do pokarmu wyłącznie dennego”. Z dostępnych pisemnych informacji wynika, że nigdy nie był to gatunek zbyt liczny. Antoni Wałecki w 1886 r. pisał: „Jezioro Wigierskie w pobliżu Suwałk, odznaczające się tak wielkością swoją, jak głębokością swych toni, które kryją w sobie ten rzadki, a przytem szacowny gatunek... prawdziwie kryją, gdyż i tu poławia się ona z trudnością, rzadko i nielicznie”. W końcu XIX wieku liczebność siei w Wigrach była tak niska, że władze wprowadziły całkowity zakaz jej połowu. Nie przyniosło to jednak znaczącej poprawy, mimo wpuszczenia w 1900 r. po raz pierwszy do Wigier narybku siei z jeziora Pejpus. O stanie pogłowia siei w Wigrach w 1923 r. A. Lityński wspominał: „Obecnie zaledwie znikome niedobitki dawnej kolonii żyją jeszcze w Wigrach”. Sytuacja zmieniła się dopiero po wybudowaniu w 1928 r. nad Wigrami (w Tartaku) wylęgarni ryb. Dzięki systematycznym zarybieniom, w ciągu kilkunastu lat odbudowano wysoką liczebność siei, a także zanikającej wtedy w Wigrach sielawy.
Skutki zarybień
Akcja zarybieniowa przyniosła, niestety, negatywne skutki – spowodowała zastąpienie siei wigierskiej formą obcą – tzw. sieją pejpuską, która różniła się od formy rodzimej większą liczbą wyrostków na łukach skrzelowych. Przez dziesięciolecia współbytujące w Wigrach formy – rzadkofiltrowa (wigierska) oraz gęstofiltrowa (z zarybień) krzyżowały się wzajemnie. Obecnie żyje w Wigrach sieja z gęstym aparatem filtracyjnym, która odżywia się głównie zooplanktonem. W porównaniu z „poprzedniczką” osiąga dwukrotnie mniejszą masę (do 3 kg). Dodatkowo sieje wigierskie zostały „popsute” w wyniku celowego krzyżowania z… sielawą, czego sam byłem świadkiem jesienią 1990 r. w rybaczówce w Bryzglu. Na moich oczach ikra sielawy była pokrywana mleczem tarlaków siei. W wyniku tych działań powstała stosunkowo liczna, a o ile mi wiadomo, niewystępująca w naturze, populacja hybryd – „sielawosiei”. Z tego, co mi wtedy mówiono, była to działalność celowa, a jej powodem było nadmierne wyławianie siei przez wędkarzy.
– A tego to przynajmniej nikt nam (rybakom) nie wyłowi – powiedział mi pan Jan, brygadzista z bryzgielskiej brygady rybackiej. Kolejnym przyczynkiem do zagłady naszych rodzimych siei stało się sprowadzenie do jezior mazurskich w 1959 roku syberyjskiego głąbiela – pelugi. Ta smaczna ryba w wyniku procesu zwanego hybrydyzacją (powstawania, zarówno w warunkach naturalnych, jak i sztucznych, zwykle niepłodnych w naturze krzyżówek międzygatunkowych) wyparła z naszych jezior rodzime sieje.
Siejo wróć!
Następnym bardzo poważnym problemem jest regres gospodarki siejowej. Brak zarybień spowodowany jest bardzo wysoką ceną materiału zarybieniowego, sięgającą 2,35 zł za sztukę narybku jesiennego. Gospodarstwom rybackim bardziej opłaca się łowić i zarybiać wody sielawą. Powód jest prosty – nakłady na zarybienia sielawą zwracają się po dwóch latach, a nie po trzech – czterech, jak to jest w przypadku siei. To jedno, a po drugie – wg prof. dr. hab. Tadeusza Backiela – sieje i sielawy ze sobą konkurują, czego wynikiem jest dominacja sielawy w jeziorach, gdzie te dwie ryby występują. Kolejnym, ale obecnie najmniej ważnym – z wędkarskiego punktu widzenia – powodem, dla którego sieja ustępuje, jest zanik tarlisk, czyli śródjeziornych płycizn o co najwyżej 1–3-metrowej głębokości o dnie żwirowym. Nastąpiło też pogorszenie stanu wód jezior (eutrofizacja). Dlaczego są to powody najmniej ważne? Otóż dlatego, że technologia produkcji materiału zarybieniowego (wylęgu i narybku) jest znakomicie opanowana. A sieja jest gatunkiem bardzo plastycznym, radzącym sobie znakomicie niemal w każdym, byleby dość głębokim, zbiorniku (głębokość maksymalna takiej wody nie musi być większa niż 10 m). Oby tylko miała co jeść. Jakie są więc perspektywy siei w Polsce? O to zapytałem przewodniczącego Rady Naukowej przy Polskim Związku Wędkarskim prof. dr. hab. Tomasza Hesse:
– W ciągu najbliższych 10–15 lat stan jezior na tyle się poprawi, że coregonidy (sieje i sielawy) będą mogły powrócić na swe dawne włości. Tylko trzeba być na to przygotowanym i mieć zaplecze w postaci materiału genetycznego. Na północy mamy kilka stad oryginalnych, niewymieszanych (koło Czaplinka jest to jezioro Kaleństwo i Niedwino oraz w jeziorze Okra oraz Drężno i Wierzchowskie). Tu potrzebna byłaby nawet ingerencja państwa w postaci dofinansowania takich inwestycji (a nie są to wielkie pieniądze) i dopilnowania tego, by materiał zarybieniowy pobrany z tych jezior wracał do nich. Jest jeszcze jedno zagrożenie – dostępność materiału zarybieniowego siei z Zatoki Pomorskiej i Gdańskiej. Te dwie formy były wpuszczane do jezior z okolic Barlinka i oczywiście po jakimś czasie z nich wywędrowały. No i najważniejsze: nie dopuszczać do gospodarki siejowej dyletantów, bo jak tak dalej pójdzie, to już niedługo nie będziemy mówić o naszych rodzimych siejach.
PS. Autor dziękuje bardzo profesorom Tomaszowi Hesse z Politechniki Koszalińskiej, Krzysztofowi Goryczce oraz doktorom Mariuszowi Teodorowiczowi i Stanisławowi Falkowskiemu z Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie za pomoc w stworzeniu tego materiału.
Karol Zacharczyk
[z archiwum 'WW']
Ta największa
W samym jeziorze Miedwie istniały wtedy aż trzy formy tej ryby: forma wędrowna, która prawdopodobnie z Zatoki Pomorskiej przez Zalew Szczeciński, Odrę i Inę wchodziła tu na tarło; słynna dorastająca do 8–10 kilogramów forma rzadkofiltrowa „miedwieńska” oraz introdukowana tu dzięki zarybieniom sieja jeziorowa (gęstofiltrowa). Oczywiście nie można sobie wyobrazić, by w przeszłości wszystkie trzy formy siei nie mieszały się ze sobą. Do tego dołożyło się jeszcze ponadnormatywne zanieczyszczenie wód jeziora. Jak wynika z informacji prof. dr. hab. Tomasza Hesse, jakimś cudem sieje z Miedwia przetrwały hekatombę zanieczyszczeń. Po poprawieniu się stanu wody w jeziorze udało się kilka naturalnych tareł, ale wtedy ktoś wpadł na pomysł, by wspomóc populację siei miedwieńskich. Jezioro zarybiono więc narybkiem siei jeziorowych pochodzących ze Szwaderek, czyli mieszańców siei mazurskiej z pelugą… Tak pokrótce wyglądała historia naszej największej i najpiękniejszej siei.
Forma wigierska
Podobnie rzecz ma się z kolejną rzadkofiltrową formą siei z jezior wigierskich. Odmiana siei występującej dawniej w Wigrach, a także w Piertach, Białym Wigierskim oraz w Hańczy miała specyficzną budowę i tak samo jak sieja „miedwieńska” osiągała imponujące rozmiary. Masa poławianych ryb nierzadko przekraczała 6 kg. Tak opisywał ją w 1923 r. kierownik stacji hydrobiologicznej nad Wigrami prof. dr Alfred Lityński: „Wyróżnić ją można jako nową, czwartą formę gatunku holsztyńskiego, której nazwa naukowa brzmiałaby: Coregonus holsatus f. vigrensis. Pod względem biologicznym reprezentuje ona formę głąbiela, który całkowicie zerwał z planktonożernym trybem życia i zgodnie z budową swego narządu filtrowego przeszedł do pokarmu wyłącznie dennego”. Z dostępnych pisemnych informacji wynika, że nigdy nie był to gatunek zbyt liczny. Antoni Wałecki w 1886 r. pisał: „Jezioro Wigierskie w pobliżu Suwałk, odznaczające się tak wielkością swoją, jak głębokością swych toni, które kryją w sobie ten rzadki, a przytem szacowny gatunek... prawdziwie kryją, gdyż i tu poławia się ona z trudnością, rzadko i nielicznie”. W końcu XIX wieku liczebność siei w Wigrach była tak niska, że władze wprowadziły całkowity zakaz jej połowu. Nie przyniosło to jednak znaczącej poprawy, mimo wpuszczenia w 1900 r. po raz pierwszy do Wigier narybku siei z jeziora Pejpus. O stanie pogłowia siei w Wigrach w 1923 r. A. Lityński wspominał: „Obecnie zaledwie znikome niedobitki dawnej kolonii żyją jeszcze w Wigrach”. Sytuacja zmieniła się dopiero po wybudowaniu w 1928 r. nad Wigrami (w Tartaku) wylęgarni ryb. Dzięki systematycznym zarybieniom, w ciągu kilkunastu lat odbudowano wysoką liczebność siei, a także zanikającej wtedy w Wigrach sielawy.
Skutki zarybień
Akcja zarybieniowa przyniosła, niestety, negatywne skutki – spowodowała zastąpienie siei wigierskiej formą obcą – tzw. sieją pejpuską, która różniła się od formy rodzimej większą liczbą wyrostków na łukach skrzelowych. Przez dziesięciolecia współbytujące w Wigrach formy – rzadkofiltrowa (wigierska) oraz gęstofiltrowa (z zarybień) krzyżowały się wzajemnie. Obecnie żyje w Wigrach sieja z gęstym aparatem filtracyjnym, która odżywia się głównie zooplanktonem. W porównaniu z „poprzedniczką” osiąga dwukrotnie mniejszą masę (do 3 kg). Dodatkowo sieje wigierskie zostały „popsute” w wyniku celowego krzyżowania z… sielawą, czego sam byłem świadkiem jesienią 1990 r. w rybaczówce w Bryzglu. Na moich oczach ikra sielawy była pokrywana mleczem tarlaków siei. W wyniku tych działań powstała stosunkowo liczna, a o ile mi wiadomo, niewystępująca w naturze, populacja hybryd – „sielawosiei”. Z tego, co mi wtedy mówiono, była to działalność celowa, a jej powodem było nadmierne wyławianie siei przez wędkarzy.
– A tego to przynajmniej nikt nam (rybakom) nie wyłowi – powiedział mi pan Jan, brygadzista z bryzgielskiej brygady rybackiej. Kolejnym przyczynkiem do zagłady naszych rodzimych siei stało się sprowadzenie do jezior mazurskich w 1959 roku syberyjskiego głąbiela – pelugi. Ta smaczna ryba w wyniku procesu zwanego hybrydyzacją (powstawania, zarówno w warunkach naturalnych, jak i sztucznych, zwykle niepłodnych w naturze krzyżówek międzygatunkowych) wyparła z naszych jezior rodzime sieje.
Siejo wróć!
Następnym bardzo poważnym problemem jest regres gospodarki siejowej. Brak zarybień spowodowany jest bardzo wysoką ceną materiału zarybieniowego, sięgającą 2,35 zł za sztukę narybku jesiennego. Gospodarstwom rybackim bardziej opłaca się łowić i zarybiać wody sielawą. Powód jest prosty – nakłady na zarybienia sielawą zwracają się po dwóch latach, a nie po trzech – czterech, jak to jest w przypadku siei. To jedno, a po drugie – wg prof. dr. hab. Tadeusza Backiela – sieje i sielawy ze sobą konkurują, czego wynikiem jest dominacja sielawy w jeziorach, gdzie te dwie ryby występują. Kolejnym, ale obecnie najmniej ważnym – z wędkarskiego punktu widzenia – powodem, dla którego sieja ustępuje, jest zanik tarlisk, czyli śródjeziornych płycizn o co najwyżej 1–3-metrowej głębokości o dnie żwirowym. Nastąpiło też pogorszenie stanu wód jezior (eutrofizacja). Dlaczego są to powody najmniej ważne? Otóż dlatego, że technologia produkcji materiału zarybieniowego (wylęgu i narybku) jest znakomicie opanowana. A sieja jest gatunkiem bardzo plastycznym, radzącym sobie znakomicie niemal w każdym, byleby dość głębokim, zbiorniku (głębokość maksymalna takiej wody nie musi być większa niż 10 m). Oby tylko miała co jeść. Jakie są więc perspektywy siei w Polsce? O to zapytałem przewodniczącego Rady Naukowej przy Polskim Związku Wędkarskim prof. dr. hab. Tomasza Hesse:
– W ciągu najbliższych 10–15 lat stan jezior na tyle się poprawi, że coregonidy (sieje i sielawy) będą mogły powrócić na swe dawne włości. Tylko trzeba być na to przygotowanym i mieć zaplecze w postaci materiału genetycznego. Na północy mamy kilka stad oryginalnych, niewymieszanych (koło Czaplinka jest to jezioro Kaleństwo i Niedwino oraz w jeziorze Okra oraz Drężno i Wierzchowskie). Tu potrzebna byłaby nawet ingerencja państwa w postaci dofinansowania takich inwestycji (a nie są to wielkie pieniądze) i dopilnowania tego, by materiał zarybieniowy pobrany z tych jezior wracał do nich. Jest jeszcze jedno zagrożenie – dostępność materiału zarybieniowego siei z Zatoki Pomorskiej i Gdańskiej. Te dwie formy były wpuszczane do jezior z okolic Barlinka i oczywiście po jakimś czasie z nich wywędrowały. No i najważniejsze: nie dopuszczać do gospodarki siejowej dyletantów, bo jak tak dalej pójdzie, to już niedługo nie będziemy mówić o naszych rodzimych siejach.
PS. Autor dziękuje bardzo profesorom Tomaszowi Hesse z Politechniki Koszalińskiej, Krzysztofowi Goryczce oraz doktorom Mariuszowi Teodorowiczowi i Stanisławowi Falkowskiemu z Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie za pomoc w stworzeniu tego materiału.
Karol Zacharczyk
[z archiwum 'WW']
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Wiadomości
reklama
reklama
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92


