Aktualności
Na tropie leszcza
Aktualności | 2009-06-18 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj
Duże leszcze, te o barwie „ruskiego” (z dużą domieszką miedzi) złota, od zawsze były moją wakacyjną, jeziorową pasją. Co prawda w ostatnich latach nieco zaniedbaną na korzyść spinningowych pojedynków ze szczupakami i okoniami, ale zawsze pasją. Podczas jeziorowego wędkowania nie ma dla mnie piękniejszych chwil, niż wędrówka kołyszącego się, kolorowego spławika o świcie wśród podświetlonych złotym słońcem porannych mgiełek. W tym roku, podczas wakacji, zamierzam przeprosić się z leszczami. W Jeziorze Wierzchowskim czego jak czego, ale leszczy – i to pięknych, medalowych – nie brakuje. Chcę się dobrać im do skóry.
Śledząc rybę
Wkażdym jeziorze trasy wędrówek stad leszczy są bardzo stałe i przez lata nie zmieniają się. Ryby zawsze w tych samych miejscach zatrzymują się na popasy. Toteż jeśli kiedykolwiek udało nam się w jeziorze złowić medalowego leszcza, trzeba koniecznie zapamiętać to miejsce! Do takich wniosków doszedłem w dość nietypowy sposób. Pod koniec lat osiemdziesiątych, łowiąc na głębokości około 8 metrów w jednej z zatok Szelmentu Wielkiego, przypadkowo „oznakowałem” spławikiem z gęsiego pióra grubego leszcza... Chwilowy kłopot, a nawet małe nieszczęście (bo spławików wtedy miałem mało) pomogły mi w rozszyfrowaniu tras wędrówek i żerowisk miejscowych leszczy. Przez kilkanaście dni miałem rzadką okazję do poczynienia ciekawych i bardzo przydatnych obserwacji.
Zaobserwowałem, że podczas dnia oznakowany leszcz (i pewnie jego towarzysze) przebywał w tym samym rejonie jeziora, nie opuszczając w zasadzie jednego, acz dużego plosa. Rano i wieczorem, bez względu na pogodę, wiejące lub nie wiatry, „mój” leszcz zawsze żerował na przybrzeżnych twardych spadach. W środku bezchmurnych i bezwietrznych dni zazwyczaj był niewidoczny, co pewnie oznaczało, że wraz ze stadem przebywał gdzieś w głębszych niż 8 metrów partiach jeziora. Natomiast gdy wiał wiatr, leszcz ze spławikiem był zawsze pod przeciwległym do kierunku wiatru brzegiem. Nie pozostało mi nic innego, jak zapamiętanie tych miejsc.
Stado stadu nierówne
Jak powszechnie wiadomo, leszcze są rybami stadnymi. Stado jest dla ryb jakby formacją obronną, której jednym z głównych zadań jest ochrona członków zbiorowości przed drapieżnikami. W każdym zbiorniku, w zależności od jego wielkości i zasobności żerowisk, jest kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilkaset stad leszczy. Gromadzą się one niejako hierarchicznie, dobierając się wielkością i wiekiem. W związku z tym liczebność osobników w stadzie bywa bardzo różna. Czym mniejsze i młodsze są to ryby, tym jest ich
w grupie więcej. Im starsze, im większe – tym jest ich mniej. Większe leszcze tworzą stada jednogatunkowe. Natomiast te wielkie, niemające już naturalnych wrogów, najbardziej interesujące mnie ryby, gromadzą się w stosunkowo niewielkie grupki. Nie dość, że są one najmniej liczne, to jeszcze najbardziej wybredne i ostrożne.
Jak łowić okazowe leszcze? Trudno podać jakąś uniwersalną radę, ale wydaje mi się, że najważniejsze, szczególnie w jeziorze, jest odnalezienie tras wędrówek stad i odgadnięcie na ich szlaku żerowisk. W głębokim, oligotroficznym rynnowym jeziorze stada leszczy najczęściej przemieszczają się wzdłuż brzegów, zatrzymując się w dość charakterystycznych miejscach:
- w stosunkowo płytkich, niedużych zatoczkach z niewielką ilością mułu na dnie. W takich miejscach, na granicy pasa zanurzonej roślinności i strefy pozbawionej roślin, gromadzą się kolonie niewielkich, słodkowodnych małży – racicznic – będących ulubionym pokarmem dużych leszczy i grubych płoci;
- na głęboko położonych, płaskich wierzchołkach rozległych podwodnych wzgórz oraz na ich łagodnych stokach. Jeden warunek: owe wzgórza czy górki powinny być położone w dużych plosach jeziornych.
Stada leszczy swą obecność w łowisku zawsze zdradzają mniej (cichymi „delfinkami”, kiedy się przemieszczają) lub bardziej głośnymi spławami, a także pojawiającymi się na powierzchni wody wyraźnymi, charakterystycznymi bąbelkami powietrza. Leszczowe pęcherzyki mają średnicę około jednego centymetra. W przeciwieństwie do bąbelków linowych czy karpiowych nigdy nie tworzą charakterystycznych ścieżek. Są dość rzadko rozsiane po całej powierzchni łowiska. Oczywiście zawsze można namierzyć leszcze za pomocą echosondy. Na moim najprostszym urządzeniu Eagle „Cuda 147” stada dużych ryb są doskonale widoczne. Często przesłaniają cały ekran echosondy największymi symbolami.
Na kaczy przysmak
Dawniej, gdy łowiłem leszcze w Szelmencie, byłem zwolennikiem wędkowania bez wcześniejszego nęcenia, opartego wyłącznie na precyzyjnym rozpoznaniu łowisk i żerowisk. Cóż, pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych było to możliwe, ponieważ dużych leszczy w tym jeziorze nie brakowało. Dziś, aby mieć jako takie wyniki, postaram się wykorzystać wiedzę, którą ostatnimi laty nabyłem, mając kontakt z mistrzem Gutkiewiczem i Piotrkiem Lorencem. Muszę się ze wstydem przyznać, że aby zatrzymać ryby w łowisku i zachęcić je do żerowania w odpowiednich porach, będę nęcił. Od przyjaciół z Kołobrzegu dowiedziałem się, że tam, gdzie oni łowią, znakomitą bazą zanętową jest karma dla kaczek. Sprawdziłem w Internecie skład różnych mieszanek i stwierdziłem, że koniecznie muszę spróbować, bo chyba chłopcy mają rację. W skład paszy wchodzą bowiem: śruty zbożowe, śruty poekstrakcyjne, produkty pochodzenia zbożowego, oleje i tłuszcze, preparaty mineralne zawierające wapń, fosfor i sód, aminokwasy egzogenne, premiks mineralno-witaminowy. Wszystko to jest dość grubo zmielone.
Wystarczy teraz kupić w najbliższym sklepie GS (w cenie ok. 35 zł za worek 25 kg), zalać ciepłą wodą z dodatkiem zawodniczej zapachowej zanęty i kukurydzy z puszki, uformować z tego duże kule i wywieźć na łowisko. Zamierzam nęcić dwa dość odległe stanowiska, w których przez wiele lat przebywania nad jeziorem widziałem leszcze. Według przepisu kolegów taką zanętą trzeba nęcić około tygodnia, by przyzwyczaić do niej ryby. Codziennie rano, płynąc na okonie lub szczupaki, będę więc wrzucał do łowisk 6–7 dużych, mniej więcej kilogramowych kul.
To, co lubię najbardziej
Zapewne będę łowił dwiema odległościówkami z nieobciążonymi spławikami przelotowymi typu waggler o wyporności kilkunastu gramów. Na jeden haczyk założę kilka ziaren kukurydzy, na drugi pęczek czerwonych robaków z trzciny lub spod krowich placków. Być może, jeśli jezioro będzie spokojne, użyję feedera lub gruntówki z bombką. Mam nadzieję, że już wtedy nastąpi to, co w łowieniu leszczy lubię najbardziej, czyli branie.
Branie dużego, jeziorowego leszcza sygnalizowane przez spławik jest zawsze bardzo dostojne i jakby trochę „ślamazarne”. Najczęściej korpus spławika powoli wynurza się z wody i kładzie na jej powierzchni, by po kilku sekundach z powrotem powrócić do pozycji pionowej i płynnie się zanurzyć. Zacinam dopiero wtedy, gdy spławik, po wyłożeniu się na powierzchni, zacznie powoli odpływać lub (jeśli nie ma wyłożenia) zdecydowanie się zatopi, zwykle po krótszej lub dłuższej wędrówce.
Równie dostojne i emocjonujące jest branie dużego leszcza, na gruntówce. Ryba zazwyczaj „podnosi” małpkę, by po chwili ją nieco opuścić, a następnie znów podnieść. Ponowna jej wędrówka do góry jest najwłaściwszym momentem do zacięcia.
Mam nadzieję, że wszystko będzie po staremu. Czyli wędzisko wygnie się w pałąk. Ryba, pewna swej siły, będzie chodzić powoli, szerokimi zakosami, nie zdradzając najmniejszych oznak niepokoju. Po jakimś czasie pod lustrem wody pojawi się szeroki złocisty kształt. Taki hol na stosunkowo delikatnym zestawie (żyłka główna 0,20 mm, przypon 0,18 mm) trwa kilka, nawet kilkanaście minut. Naprawdę dużego leszcza przed podebraniem trzeba koniecznie porządnie umordować i w żadnym razie nie wolno „dawać mu powietrza”!
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Komentarze (4)
-
Jan Glazik Data dodania: 2 lata temu Oceń: -1 + / -
Rozwiń
No kolego życzę powodzenia,ale twoje doświadczenia z leszczami sprubóję wykorzystac,zwłaszcza ta karma dla kaczek.To może byc strzał w dziesiątkę,tylko czy ryby podzielą nasz entuzjazm.
-
Krzysztof Mariak Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
-
PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 2 lata temu Oceń: -3 + / -
Rozwiń
Tak Krzysztofie,masz rację.Większość wędkarzy ma swoje sposoby na zwabienie ryb w łowisko.A ten przepis z karmą dla kaczek jest nawet ciekawy.Może kiedyś wypróbuję.
-
Krzysztof Stefan Latosiński Data dodania: 2 lata temu Oceń: 3 + / -
Wiadomości
reklama
reklama
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92


