KATALOG

Wiadomości Wędkarskie

Przeglad prasy

Na leniwe szczupaki

Przeglad prasy | 2010-10-26 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj

Oceń:

W listopadzie z wielkiej trójki drapieżników naszych wód (sandacz, szczupak, okoń) tylko okoń aktywnie poszukuje zdobyczy, uganiając się za drobnicą w wielu płaszczyznach akwenów wodnych

Większe drapieżniki, po wrześniowo-październikowym obżarstwie, zajmują strategiczne miejsca w zbiornikach, gdzie bez większego trudu mogą polować na co bardziej apetyczne rybne kąski bez większego wysiłku. Naszym zadaniem jest znalezienie tego typu stanowisk i odpowiednie podanie przynęty. Gdy trafnie zgramy te dwa elementy, możemy być naprawdę pozytywnie zdziwieni wynikami łowienia.

 

Zacznę od tego, że miejsca, w których w listopadzie czy grudniu postawimy martwą rybkę, należy wytypować już latem, a najpóźniej wczesną jesienią. Dlaczego? Ponieważ będziemy szukać stanowisk szczupaków na pograniczu roślinności wynurzonej i czystej wody, a późną jesienią określenie tej granicy jest już niemożliwe, gdyż roślinność opada na dno. Nie znaczy to, że przestaje być ono atrakcyjne dla różnego rybiego drobiazgu, potencjalnego pokarmu wodnych rozbójników. Wzorcową miejscówkę pokazuję na letnim zdjęciu. W listopadzie zeszłego roku udało mi się w niej złowić 5 szczupaków w przedziale wagowym od 2 do 5,5 kg. Wszystkie wróciły do wody, więc tego roku pewnie znów dostarczą mi wędkarskich emocji.
Dokładne położenie łach zielska wynurzonego dobrze jest oznaczyć sobie na jakimś szkicu lub po prostu zrobić jego zdjęcie. Ja stosuję właśnie tę metodę. Gdy daję namiar na miejscówkę zaufanemu koledze, to zawsze ze zdjęciem.

Nie zdarzyło się, żeby któryś z nich nie trafił.

 

Dwie wędki
Na listopadowe łowy przygotowuję dwie wędki długości 3,6 m i wyrzucie 40–80 g. Zapewniają mi one komfort dalekich rzutów zestawem (nawet z bardzo mocnym wymachem) bez obawy uszkodzenia wędki, skuteczne zacięcie szczupaka nawet z dużej odległości oraz dość pewną kontrolę nad holowaną rybą od momentu jej zapięcia.

 

Na kołowrotki z wolnym biegiem mam nawiniętą żyłkę 0,27 mm na trudniejsze łowiska (np. zawady) i 0,25 mm na łatwiejsze. Stosuję żyłki mało rozciągliwe, aby skutecznie wbić kotwiczkę w twardą paszczę szczupaka z dużej odległości. Wolny bieg, stosowany zwykle przez karpiarzy, ma w tej metodzie kilka zastosowań. Uniemożliwia wysuwanie żyłki z kołowrotka przez wiatr, odpowiednio ją napina i układa w wodzie. Pełni także rolę sygnalizatora brań. Wygodna rzecz!

 

Zawsze ustawiam grunt większy o mniej więcej pół metra niż rzeczywista głębokość łowiska. Pozwala to minimalnie napiąć żyłkę, gdy chcę kontrolować ustawienie spławika i daje rybie trochę czasu, zanim poczuje jego opór. Aby spławik nie leżał na wodzie, co utrudnia jego obserwowanie, gdy na przykład wieje wiatr, dociążam go kawałkiem taśmy ołowianej, którą po okręceniu na kilu spławika utwierdzam klejem szybko schnącym. Z zasady, aby spławik zachowywał się stabilnie, wystarczy dociążyć go do jednej trzeciej jego wyporności. Gdy łowię niedaleko brzegu, z powodzeniem stosuję grube spławiki matchowe. Stoper gumowy od strony żyłki głównej powinien być wykonany z miękkiej gumy, aby łatwo można go było naciągnąć na węzeł łączeniowy z przyponem. Zabezpiecza on przed przypadkowym uszkodzeniem lub rozwiązaniem się tego węzła. Natomiast stoper spławika powinien być jak najmniejszy, opływowy i mocny, aby nie przesuwał się samoistnie na żyłce i łatwo przechodził przez przelotki podczas wyrzutu.

 

Na rynku jest dostatek przyponów. Zarówno pod względem długości, jak i materiału, z którego zostały wykonane. Na "leniwe" szczupaki zawsze stosuję przypon metalowy o wytrzymałości mniej więcej 10 kg i długości pół metra (z zasady łączę dwa przypony w jeden). Do uzbrajania przynęty stosuję jedną bezzadziorową, trójhakową kotwiczkę.

Rozstęp jej haków nie przekracza z zasady dwóch centymetrów. Połączona jest ona z przyponem za pomocą małego, mocnego krętlika tubowego z agrafką. Wspomnę jeszcze o tym, żeby nie bagatelizować takiego drobiazgu, jak wkładka z tworzywa w obciążeniu głównym. Nie macie pojęcia, jak łatwo bez niej ołów może uszkodzić żyłkę główną. Ja się o tym przekonałem. Niestety, za późno!

 

 

 

 

Zamiast żywca
Są nimi martwe rybki. Głównie kiełbie, ukleje i płocie mniej więcej 15 cm długości. Zabijam je tuż przed założeniem na kotwiczkę, lekko nacinając skrzela, aby krew dodatkowo prowokowała drapieżniki do ataku. Przekłuwam też pęcherz pławny. Wtedy rybka w wodzie wygląda bardziej naturalnie. Kiedy wykonuję dalekie rzuty, aby dotrzeć do stanowisk szczupaków, wtedy w pyszczek przynęty wkładam mały kawałek sztywnej rurki. Przez nią przekładam nieuzbrojony przypon, który wyprowadzam pod pokrywą skrzelową. Dopiero teraz dopinam kotwiczkę (po to krętlik z agrafką). Wbijam ją jednym grotem mniej więcej w połowie rybki. Tak uzbrojoną przynętę, bez obawy jej zerwania z haka, możemy wyrzucić nawet na odległość 50 m. Oczywiście potrzeba trochę wprawy, aby uzyskać odpowiednią płynność i precyzję rzutu!

 

Gdy zestaw mamy już zmontowany, zarzucamy rybkę przynętową kilka metrów za prawdopodobne stanowisko szczupaków. Gdy tylko dotknie ona wody, lekko przytrzymujemy żyłkę, aby nie doszło do splątania zestawu. Następnie przez płynne podniesienie wędki podciągamy zestaw w upatrzone miejsce. Żyłkę, o czym wcześniej wspomniałem, zostawiamy lekko napiętą. Włączamy w kołowrotku wolny bieg i... czekamy na branie.

 

Pewnie myślicie, że skuteczniejsza w opisywanej metodzie będzie żywa rybka. Jeśli łowisko jest popularne wśród wędkarzy, to gwarantuję, że nie! Przecież metodę "na żywca" na pewno stosowało już wielu kolegów. Duże szczupaki, które przetrwały, miały czas na dokładne zapoznanie się z nią. Znają ruchy "żywca" i wiedzą, że wiążą się one z niebezpieczeństwem.

 

Na branie możemy czekać nawet kilka godzin, bez potrzeby zmiany przynęty. Zimna woda doskonale ją konserwuje.

 

Branie grubego szczupaka charakteryzuje powolny odjazd spławika w głąb zbiornika. Mniejsze, powiedzmy do 2 kg, z zasady płyną w kierunku brzegu. Zacinam dość szybko, najczęściej nie później niż w 15 sekund od momentu zauważenia brania (już 1,5 kg szczupak po tym czasie wystarczająco głęboko połknie przynętę). Ponieważ głównym powodem, dla którego łowię szczupaki, są efektowne zdjęcia tych drapieżników, więc po sesji zdjęciowej chcę, żeby wróciły do wody w dobrej formie, a takie szybkie zacięcie gwarantuje z zasady zahaczenie ryby w paszczy, bez uszkodzenia delikatnych organów. Na zakończenie dodam, że wielką frajdą jest patrzeć, jak majestatycznie odpływają do swojego królestwa.
Piotr Berger

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (14)

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    serir

    Nie tyle "no kill" jest na topie, ile osoby które to hasło retransmitują najgłośniej, nie bardzo wiedzą co ono tak naprawdę oznacza. Zabicie jednego stworzenia, by złowić inne, jest prawdę mówiąc głupawe. Można co prawda wskazywać, że te żywce to skarłowaciałe osobniki gatunku obcego, i szkodzą rodzimej ichtiofaunie zajmując nisze pokarmowe, nadmiernie się rozmnażając i takie tam -dziwne (aczkolwiek prawdziwe) hasła głosząc...jednak nie zmieni to faktu. Można też powiedzieć, że no kill głoszą i przestrzegają osoby wiedzące o co chodzi, a takie zabijać (obojętnie czego, co w łapy wpadnie) nie będą, bo No kill właśnie tego NIE ZABIJANIA dotyczy. Bez wzgledu czy to szczupak czy kiełb , czy jazgarz. Inną sprawą, zupełnie bez sensu, jest dawanie przykładu mającego coś dowieść...pomyliwszy wcześniej wesela. Nie ta piosenka, nie to miejsce i nie ta impreza.

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    Witam. Cóż, autor tego artykułu ma kłopoty z logiką. A wracając do Mojtyn - płotki też są ładne. Pozdrawiam.

  • marcincks Data dodania: 1 rok temu Oceń: 3 + / -

    Ja wiem że "no kill" jest na topie, ale z jednej strony wypuszczamy szczupaczka, żeby się ucieszyć z połowu w przyszłym sezonie, a zdrugiej zabijamy żywca podcinamy skrzela i przekłuwamy pęcherz pławny. Coś mi tu nie gra. Mała rybka to nie rybka? A mały człowiek?

  • dariuszkrystosiak Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    Juro
    Gdzieś w necie jakoś tak ok. miesiąca temu widziałem wspomnienie jakiegoś wędkarza z tygodniowego pobytu w Mojtynach.Kilku wędkarzy przez tydzień łowiło płoteczki i krąpiki,jezioro jest intensywnie odławiane razem z Nawiadami przez sp.ryb.Mrągowo.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    serir

    Chodź bez wędek....i bez żony. Tylko na wieloryby nie zwracaj uwagi.

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    Witam. To prawda. (...) ( żona mi ocenzurowała). Pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    serir

    ".. na mój widok rybki zawsze tracą apetyt :).." - nie noś tylu wędek ze sobą bo nic dziwnego, że wtedy tracą apetyt. :)
    Ja, gdy nie mam przy sobie żadnej wędki, widuję bardzo duże okazy (syrenek zazwyczaj. Ale ryby też...)

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    Witam. Zgoda, zamieniam oko rutyniarzy na oko biegłych w sztuce łowienia :). Długie rozmowy mi nie szkodzą, nauka też, ale - jak już kiedyś chyba wspomniałem - na mój widok rybki zawsze tracą apetyt :) Pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    serir

    Oby! Też mi się już marzy. Ale tych rutyniarzy będziesz sobie sam szukał po sitowiu ;)
    Jak to jeden z "zawiedzionych" kolesi napisał (w wątku o wyborze pierwszego spinnera i parafrazując) - dużo piszecie, a mało z tego rozumiem!
    Rutyna może tylko zgubić i zwieść na manowce. A po tylu latach ganiania za rybami mogę stwierdzić, że jedyne czego mnie nauczyły to właśnie pokora wobec ich humorów i osiąganych efektów łowieckich.
    Ale , jakby co, to przygotuj się na długie rozmowy o "taktyce i jedynie słusznych wnioskach" najwłaściwszej z łowieckich metod wędkarskich ;)

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    Witam. Nie ma dwóch takich samych, a każdy następny - ładniejszy od poprzednika. Brzmi jak bajka. Myślę, że może na wiosnę, w odległych Mojtynach, w dobrym towarzystwie, pod czujnym okiem rutyniarzy... Marzenia się czasami spełniają... Pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    serir

    Juro, dodaj do tych chęci i planów, jeszcze jedno - każdy szczupal którego złowisz, będzie inny. Połamania!

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    Witam. Dodam, że najładniejsze są okonie. Szczupaka jeszcze nie złowiłem, więc go żywego nie widziałem. Może jednak kiedyś zmienię zdanie... Pozdrawiam.

  • juro Data dodania: 1 rok temu Oceń: 3 + / -

    Witam. Piękna idea "nie zabijaj" powinna obejmować wszystkie ryby. Tylko wtedy ma sens. Pozdrawiam.

  • Piotr Data dodania: 1 rok temu Oceń: 2 + / -

    serir

    W sumie zastanawiam się, dlaczego zębaty zajął w naszym wędkarskim świecie, tak wysoka pozycję? Dlaczego to on, a nie sandał , okoń, sum czy węgorz? Zawsze czegoś mu brakuje. Jak nie wielkości (bo sum), to smaku (bo sandał , węgorz i okoń biją zębatego na....płetwę). Nawet z tą pięknością okoń może stawić mu czoła, ...i wygrać.
    Wyszło mi, że chyba jesienią, to jednak piękniejszego ubarwienia ze świecą można szukać. I właśnie za to je lubię.

reklama

Najczęściej komentowane