Przeglad prasy
Wigilia troci.
Przeglad prasy | 2007-12-13 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj
Grudzień to wbrew wskazaniom termometru bardzo gorący okres. Wiedzą o tym nie tylko kobiety, dzieci i sprzedawcy. Obok świątecznego szału zakupowego z coraz większym zdziwieniem odkrywamy braki w trociowym sprzęcie. A to ciężkich wahadłówek brak, a to woblerów jakby mniej, nie mówiąc już o agrafkach czy skręconej w anielskie loki żyłce. Jeśli do tego jeszcze jakiś czart podszepnie, że to właśnie ta „stara” trociówka jest powodem pasma nieszczęść, którym na imię: „inni łowią, a ja nie”, to już niechybnie udzieli się nam grudniowa gorączka ostatnich chwil przed rozpoczęciem sezonu trociowego. I zacznie się karuzela, a więc wertowanie katalogów, Internetu i bieganie po sklepach. Telefony do kolegów, z których każdy ma inne preferencje, dopełnią chaosu. Ale zanim kupimy nową trociówkę, przyjrzyjmy się uważnie starej, bo może lepiej przeznaczyć tę kwotę na dłuższy pobyt nad rzeką. Albo na przyjazd w lutym czy marcu, kiedy nie będzie już takich tłumów. Dlaczego tak piszę? Bo często nie doceniamy tego, co już mamy (nie tylko w sprzęcie). A czasem wystarczą drobne zmiany w uzbrojeniu kija.
Trzymetrowy standard
Wędek, którymi możemy skutecznie łowić trocie, jest mnóstwo. Blanki, na których budowane są tego rodzaju wędziska, to najczęściej blanki węglowe z grafitów podstawowych, choć wiele doskonałych rozwiązań jest wykonanych z kompozytów węglowo-szklanych, a także z samego szkła. W tym segmencie znajdują się również udane adaptacje morskich blanków muchowych. Są jednak pewne kanony, które powinniśmy wziąć pod uwagę, spojrzeć krytycznie i odpowiedzieć sobie, na ile dotyczą one miejsc, w których łowimy, i przynęt, których używamy.
Uznanym standardem jest 3 m i taką długość polecam początkującym trociarzom. Wędką tej długości wygodniej jest podawać i prowadzić przynętę znad niewielkich nawisów lodowych, ominąć resztki oderwanej od brzegu, starej regulacji. Łatwiej wystawić ją zza krzaczka, wpuścić wobler i wyjąć go z przybrzeżnego zwaliska. Nie należy jednak liczyć, że długość ta wystarczy na mocno poobmarzane brzegi, kępy łozy czy zwaliska na środku rzeki. W takim przypadku nawet kij 5 m byłby za krótki.Istnieje również grupa uznanych trociówek długości 3,20 m. Uważam jednak tę długość za niewartą uwagi ze względu na niewielki przyrost długości w stosunku do sporego przyrostu masy wędziska i jego ogólnej poręczności. Ponadto w większości przypadków znaczna część tej długości zostaje „zabrana” przez dolnik jako wyważenie, co powoduje, że tzw. blank roboczy* jest tylko ok. 10 cm dłuższy niż w spinningu 3 m. A przecież nie zależy nam na tym, co wystaje zza pleców. Patrząc zaś w drugą stronę, niezłym rozwiązaniem będą kije 2,7 m. Krótsze wędziska mogą przydać się bardziej latem lub gdy zima jest bezśnieżna i ciepła.
Reasumując, uznajmy długość 3 m za optymalną i empirycznie uzasadnioną, jednak nie za „świętą prawdę”, a co najwyżej „też prawdę”.
Ciężar rzutowy i moc
Kolejnym parametrem, którym różnią się używane wędziska, jest ciężar wyrzutu. W kategorii trociówek mieszczą się bowiem wędki od c.w. 10–40 g i mocy 10–20 lb do c.w. 20–80 g i mocy 15–30 lb. Zważywszy rodzaj używanych przynęt i uciąg wody w naszych rzekach trociowych, wszystkimi wymienionymi wędziskami możemy skutecznie łowić ryby. Szczególnie, że na początku sezonu będą to najczęściej wychudzone i słabe kelty z rzadka przekraczające 60–70 cm. Jeśli musimy zadowolić się jednym kijem lub jeśli to będzie pierwsza trociówka, polecam kij o c.w. do 50–60 g i mocy 10–25 lb. Wędka taka zapewni nam komfort łowienia i moc potrzebną do wyholowania nawet sporego srebrniaka – jeśli się trafi.
Przesuwanie ciężaru wyrzutu w górę lub w dół od tej przybliżonej granicy podpowie wam doświadczenie, którego nie zastąpią żadne słowa i zapewnienia mistrzów spinningu.
W co uzbroić?
Gdy już dobierzemy odpowiednią dla siebie długość i ciężar wyrzutu, pora przyjrzeć się uzbrojeniu. Bardzo ważnym elementem trociowego spinningu są przelotki.
W najlżejszych trociówkach 40-gramowych można użyć przelotek jednostopkowych – byle solidnych. W kijach
o c.w. do 60 g można już użyć przelotek dwustopkowych, ale uwaga! Gdy nasze wędzisko „leci na twarz”, to w szczytowej części możemy je odciążyć poprzez zamontowanie przelotek jednostopkowych. W kijach o c.w. powyżej 60 g powinny pozostać przelotki dwustopkowe. Kolejną istotną cechą przelotek w trociówce jest ich wielkość. Pamiętając o tym, że łowimy stosunkowo grubymi żyłkami oraz o tym, że w styczniu najczęściej jest mróz, wybierzmy kij z dużymi przelotkami. I nie będzie przesadą, jeśli przelotką wejściową (pierwsza od kołowrotka) będzie „35”, a nawet „40”, a szczytową „10” lub „12”. Dzięki nim rzadziej niż inni będziecie odłupywać lód z przelotek, przerywając łowienie. A jeśli do tego przelotki będą miały wąski spiek w ramce, to już pełnia szczęścia, gdyż niewielka ilość wody gromadząca się na nich szybciej spłynie i nie zdąży zamarznąć!
Dolnik to też ważna i specyficzna część trociówki, bo mamy tu przecież do czynienia z wędką dwuręczną. Najoględniej mówiąc, dolnik powinien wystawać poza łokieć na ok. 10 cm. Spowodowane jest to, po pierwsze, wyważeniem zestawu, po drugie, wygodną i często stosowaną techniką rzutów „spod pachy” i „spod siebie”. Wiele trociówek ma dolnik zakończony gałką ozdobną lub wyważającą. Ozdoba jest sprawą gustu, zaś wyważenie jest możliwe i dobre, jeśli nie przekracza 50–60 g. Po przekroczeniu tej przybliżonej granicy wędka może zacząć nieprzyjemnie drgać po rzucie, a same rzuty stracą na odległości i celności. Uchwyt kołowrotka polecam DPS 20 lub 22 ze względu na wygodę, którą docenicie, kiedy wypełni on szczelnie dłoń w rękawiczce. Węższe uchwyty dają wrażenie luzu i niepewności chwytu. A kiedy już to wszystko nam zagra, warto jeszcze zadbać o ciepłe ubranie i jakąś (małą!) piersióweczkę, przy której będziemy składać sobie nad rzeką życzenia noworoczne. Ja, korzystając z okazji, już dziś życzę udanych Świąt Bożego Narodzenia, a gdy wywietrzeje głowa po sylwestrowych szaleństwach, spotkamy się nad Parsętą.
W razie wątpliwości piszcie pstrag69@tlen.pl
*blank roboczy to długość od końca korka do szczytówki wędziska
Można i tak
Co roku spotykam grupkę wędkarzy łowiących 2-metrowymi kijami castingowymi. Łowią, więc się da! Ale wiele miejsc odpuszczają, a chyba nie o to chodzi, by łowić, gdzie pozwala sprzęt, tylko tam, gdzie mogą być ryby. Mróz też nie jest ich sprzymierzeńcem, dokuczając zamarzaniem małych i licznych przelotek. W ramach ciekawostki nie mogę nie wspomnieć o pewnym wędkarzu spotykanym przeze mnie na każdym otwarciu sezonu, który łowi 2-metrowym teleskopikiem i olbrzymią katuszką. Robi to w sposób perfekcyjny, wzbudzając moje uznanie i podziw.
Arkadiusz Gwiżdż
[z archiwum 'WW']
Zobacz podobne
Dodaj komentarz
Wiadomości
reklama
reklama
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92


