Przeglad prasy
Wiosenne liny i leszcze
Przeglad prasy | 2008-04-01 | Wiadomości Wędkarskie Wydrukuj
Kwietniowe początki nad stawami i płytkimi jeziorami niezmiennie kojarzą się ze spławikówką oraz karasiami wielkości dłoni. A co zrobić, jeśli obiektem zainteresowania wędkarza są leszcze i liny, które wcale nie ustępują karasiom w żerowaniu? Specyfika żerowania linów i leszczy sprawia, że tam, gdzie żerują duże liny, nigdy nie pojawi się duży leszcz. No, chyba że na tarło. Strefa litoralu z roślinnością podwodną o liściach pływających to granica królowania lina, poza którą rozpoczyna się królestwo leszcza. Jednak w płytkich zbiornikach granica ta może nie być aż tak wyraźna, gdyż praktycznie cały akwen to jeden wielki litoral z podwodnymi dywanami moczarki, które są niczym stół biesiadny dla ryb. Ważne, aby ten „stół” nie był zbyt bujny, aby nie grzęzła w nim zanęta, a robaki nie wciągały haczyka głęboko w roślinność. Jeśli taki dywanik się znajdzie, to sukces jest niemal murowany, choć tak naprawdę to nigdy niczego nie można być pewnym.
Najprościej w takim łowisku byłoby dosięgnąć ryby metodą odległościową na spławik. Dziesięć do czternastu metrów od brzegu ryby mają już spokój, a kilkugramowy waggler zapewniłby dosięgnięcie łowiska zestawem. Jednak nie zawsze można zastosować długie wędzisko na zadrzewionym brzegu lub nie ma możliwości dorzucenia zanęty w łowisko. W takim przypadku niezastąpiony staje się picker.
Koszyk czy sprężyna?
Dobór wędziska nie jest trudny. Praktycznie każdy picker z c.w. do 40 g lub nawet 60 g oraz dwoma, trzema wymiennymi szczytówkami będzie odpowiedni. Długość najlepiej jak będzie się mieścić pomiędzy 3,3 a 3,6 metra, jednak o tym decydują warunki na łowisku. Do takiego wędziska i na wspomniane ryby w zupełności powinien wystarczyć kołowrotek posiadający 3 do 6 łożysk (w tym oporowe), o wielkości 200 lub najwyżej 300. Żyłka główna 0,22 mm i przypon 0,14 mm uzupełniają podstawowy zestaw.
Do akcesoriów, które można zastosować, należą: krętlik do połączenia żyłki głównej z przyponem, stoper-koralik do ochrony węzła na krętliku przed zbijaniem go przez sprężynę oraz sprężyna zanętowa. Z wielkością samej sprężyny nie trzeba przesadzać, gdyż mało kto zdaje sobie sprawę, że zanęta swoją masę ma i – zanim znajdzie się w wodzie – stanowi element obciążenia zestawu, i to dość poważny element.
Często nad spokojnymi wodami widać wędkarzy, którzy po zarzuceniu zestawu i jego opadnięciu na dno zaczynają nerwowo nim szarpać. To podszarpywanie ma na celu uwolnienie zanęty z koszyczka i, szczerze mówiąc, przynosi więcej złego niż korzyści. Kilka nawet krótkich szarpnięć powoduje rozwleczenie porcji zanęty na długości kilku metrów, co jest wyjątkowo niekorzystne w nęceniu. Koszyczek orze dno, co powoduje wzbijanie się osadów dennych, które ryby omijają, by chronić skrzela. Nadwerężanie zestawu oraz częste zaczepy dopełniają listy niekorzystnych zjawisk związanych z zastosowaniem koszyczka zanętowego. Zastosowanie sprężyny eliminuje wszystkie wspomniane mankamenty, a ponadto sprężyna ma zdolność uwalniania zanęty już w momencie kontaktu z powierzchnią wody po rzucie. Leżący na dnie zestaw pokrywa się delikatną warstwą zanęty. Ma tę dodatkową zaletę, że można z powodzeniem zastosować nawet 30-centymetrowy przypon, co ma niebagatelne znaczenie przy ostrożnych braniach. W przypadku bardziej zarośniętych łowisk można z powodzeniem zastosować sprężynę karpiową, która już w ogóle żadnych zaczepów się nie boi i pozwala wyholować zaciętą rybę nawet przez zatopione krzaki.
Bez perfumowania
Dylemat „sprężyna czy koszyczek” można uznać za zamknięty, jednak co do tej sprężyny wypadałoby załadować? Wiosna to dość zmienny czas w życiu ryb, z bardzo nielicznymi i krótkimi okresami pobudzenia. Warto ten fakt uwzględnić, tym bardziej że łowienie pickerem w stojącej wodzie ma zdecydowanie pasywny charakter. Coroczne samooczyszczenie wody po zimie też ma niebagatelne znaczenie, choć w tym roku wszystko stoi na głowie i trudno mówić o ustaniu wody pod pokrywą lodową. Jednak mimo wszystko proponuję ograniczyć ilość atraktora do połowy dawki stosowanej latem, za to użyć takiego o konkretnym i obojętnym zapachu, jak np. słodka wanilia. Najlepiej, gdy sama baza zanętowa będzie wystarczająco aromatyczna. Do bazy dobrze będzie dodać coś konkretniejszego, czyli jakieś większe kąski, jak np. kukurydza konserwowa. Szczegóły pozostawiam wędkarzom, gdyż to oni najlepiej wiedzą, co lubią ryby w ich łowiskach. Powszechnie wiadomo, że to, co jest skuteczne w jednym łowisku, w drugim może wręcz odstraszać ryby i nic się na to nie poradzi.
JEDNAK KOSZYK?
Jeśli ktoś nie lubi tego całego ambarasu z zanętami, to zamiast sprężyny z powodzeniem może zastosować specjalny koszyczek zanętowy do robaków. Rozwiązanie takie jest wygodne, jednak wymaga wcześniejszego przygotowania robaków i ich ewentualnego podrasowania atraktorem lub dipem. W takim przypadku może być konieczne skrócenie przyponu nawet do 10 centymetrów.
JAKA SZCZYTÓWKA?
Na wyposażeniu pickera najczęściej znajdują się dwie lub trzy wymienne szczytówki. Nie zagłębiając się w temat, różnią się one krzywą ugięcia, czyli przy tym samym obciążeniu mają różne wychylenie. Jeśli ryby żerują ostrożnie i niechętnie, warto zastosować najdelikatniejszą szczytówkę, a wtedy brania staną się wyraźniejsze.
zdjęcie D. Paukszta
Zbyszek Stanisz
[z archiwum WW]
Wiadomości
reklama
reklama
Najczęściej komentowane
-
Sum gigant
Komentarzy: 218
-
Niepotrzebne rejestry połowów?
Komentarzy: 202
-
Kłusownictwo: sposób na przetrwanie?
Komentarzy: 112
-
KARTA WĘDKARSKA przez internet
Komentarzy: 109
-
Wpadka kłusownika
Komentarzy: 94
-
O wodzie na Mietkowie
Komentarzy: 92

