Strażacy z Siennicy Różanej wyłowili pół tony śniętych ryb

Przeglad prasy | 2009-07-27 | Wiadomości | Źródło: Dziennik Wschodni [zobacz oryginał] Wydrukuj

Oceń:

Około pół tony martwych ryb wyłowili ze zbiornika w Siennicy Różanej strażacy z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. O tym, że w zbiorniku mogło dojść do zatrucia zaalarmował redakcję Dziennika Wschodniego czytelnik, pan Krzysztof.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że powodem wyginięcia ryb była tzw. przyducha. Ale nie wiadomo, czy na pewno nie było innych przyczyn.

– Pracujemy tam od czwartku – mówi Marian Dzik, prezes OSP w Siennicy Różanej – skupiamy się przede wszystkim na wyłowieniu martwych ryb.

Jak mówią strażacy, zdechły przede wszystkim sandacze, prawdopodobnie dlatego, że to bardzo delikatne ryby. – Wyciągaliśmy i małe, i takie 8-10 kilogramowe. Razem będzie pewnie z pół tony. Aż serce się kraje – mówi prezes OSP.

 

 

Strażacy użyli także pomp, aby natlenić wodę. Jeszcze dzisiaj z powierzchni zbiornika wyciągnęli około 100 kg śniętych sandaczy. Mają nadzieję, że na tym się skończy.

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Komentarze (10)

  • bogdanw Data dodania: 5 lat temu Oceń: 0 + / -

    Panie Krzysiu czy ktoś kiedyś badał Wazszą wodę .?
    Warto by było mieć badania i co jakiś czas powtórzyć by porównać .
    Może przyducha a może ktoś pomógł.
    Proponuję udać się do Wydz. Ochrony Środowiska jeśli są kompetentni i znają sie na sprawie powinni udzielić profesjonalnej informacji a jeśli nie to napiszcie skargę do Wójta , Burmistrza , Starosty, Że wydział który utrzymuję sie z podatków ludzi jest do W.C i trzeba obsadę zmienić .
    Będzie ciężko coś z tym zrobić , ale warto administracja często jest niedouczona a każde wyzwamie to STRACH
    pozdrawiam

  • Piotr Data dodania: 5 lat temu Oceń: -1 + / -

    Rozwiń
  • Piotr Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    serir

    Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl, a propos stwierdzenia "sztaby kryzysowe zostały zorganizowane tylko po to by policzyć ilość śniętych ryb..". Pomijam kwestię czy zrobiono cokolwiek by przeciwdziałać (bo tego najzwyczajniej nie wiem), ale sam fakt "liczenia" to znowu nie taki najgorszy scenariusz. Pewnie, że wolałbym by te ryby zamiast liczeniu, poddały się łowieniu. Niestety- lajf is lajf, ujmując kolokwialnie. Intryguje mnie to, czy jakiś ichtiolog widział te ryby, czy skład procentowy gatunków, będzie stanowił podstawę do decyzji o architekturze zarybień czy może będzie wskaźnikiem mówiącym o negatywnej strukturze populacyjnej i wpłynie na skierowanie wysiłków w kierunku zwiększenia populacji drapieżników. A w kwestii przeciwdziałania - całkiem niedawno, bo jeszcze pod koniec ub.roku jeździłem do Szczecina. Przejeżdżałem obok jeziora, które na skutek procesów beztlenowych, całkowicie straciło faunę (okoliczne miejscowości odprowadzały nie oczyszczone ścieki do jeziora). A flora występowała tylko na brzegu i w warstwie przypowierzchniowej w strefy brzegowej. Innymi słowy - wszystko co było pod wodą, umarło. Aby przywrócić życie w zbiorniku, należało dostarczyć tlen. Ale taki proces, z racji energochłonności i konieczności przeprowadzania go przez długi czas, był niesamowicie kosztowny. Dlatego nikt nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za rewitalizację zbiornika. Wyjścia były dwa: zostawić jezioro sobie...albo coś wykombinować. Nie pamiętam dobrze, ale - chyba 4 lub 5 lat temu, jedna z uczelni zaproponowała zastosowanie pomp napędzanych wiatrem, dostarczających powietrze w strefę przydenną zbiornika. Bez energii elektrycznej, jezioro odżywa powoli, ale jest to proces bardzo powolny. O ile mnie pamięć nie myli, artykuł o tym jeziorze i działaniach by je ratować, ukazał się w WW.

  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    esox

    To fakt,że większość wędkarzy nie posiada dogłębnej wiedzy na tematy które mogą być przydatne w trakcie występowania tego typu tragedi.Ale niestety jesteśmy zbiorowiskiem z różnych środowisk i różnych wykształceń.Nie każdemu jest dane posiadać taką wiedzę.Z tego co piszesz Piotrze wnioskuję,że koła lub okręgi powinny organizować co jakiś czas kursy dla zainteresowanych danymi tematami. Jakby nie patrzeć to my wędkarze najczęściej przebywamy na swoich łowiskach i po zauważeniu jakiś śladów zapowiadających tragedie powinniśmy informować odpowiednie służby i razem z nimi przystąpić do zapobiegania destrukcji organizmów wodnych.Tak opcja by nawet pasował tylko czy stać nasze okręgi na takie szkolenia.

  • Piotr Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    serir

    Nie wyrażał bym aż tak skrajnych opinii. Po pierwsze dlatego, że nie znamy całokształtu podjętych działań. Po drugie - nie wiemy do końca, jakie środki podjęto i jaki był koszt oraz możliwości finansowe sztabów kryzysowych. Po trzecie - samo określenie , że w jakimś regionie geograficznym jest zwiększona szansa na wystąpienie konkretnego zjawiska przyrodniczego, nie oznacza jeszcze, że ono wystąpi wszędzie w tym rejonie. Po czwarte - monitoring w tej formie, jaki był podjęty (czyli pobór próbek i analizy mian), jest kosztowny i czasochłonny. Problemem jest brak współpracy pomiędzy sztabem kryzysowym a lokalnymi kolami wędkarskimi i niski poziom świadomości oraz wiedzy w tych kołach (sam wiesz Bogdanie, że najszybciej można oczekiwać "pomocy" w stylu - zatruli rzekę, coś wlali, ktoś jest temu winny na pewno!). Ale jak zwrócić się do wędkarzy z prośbą o pomoc właśnie w monitoringu, gdy jedyne co potrafią to pieniactwo i awanturnictwo? Trzeba zaszczepić chociaż minimum wiedzy, by wędkarz był partnerem w ochronie wody i natury.Jeżeli chodzi o inną pomoc (jak choćby uprzątniecie rzek post factum), to jest to praca prosta i nie wymagająca wiedzy , więc wędkarze sprawdzili się tu wyśmienicie. Chęć uczestniczenia , odruch opieki nad rybostanem, uwielbienie wody, samoświadomość opieki nad ekosystemem wodnym, emocjonalny stosunek do środowiska - to wszystko predestynowało wędkarzy do tego by stanowili naturalną grupę wsparcia. Ale powtórzę - tylko w zakresie prostych działań. Pomimo organizacji w koła skupione w PZW, nadal wędkarze jako grupa, nie są zintegrowani i nie stanowią siły. Ani społecznej ani fachowej.

  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    esox

    Wychodzi na to,że podczas przyduch na Bugu i Zalewie Zegrzyńskim sztaby kryzysowe zostały zorganizowane tylko po to by policzyć ilość śniętych ryb,Nie zrobiono nic w sprawie przeciwdziałania dalszego występowania przyduchy na terenach zagrożonych .Są przecież ludzie odpowiedzialni za dopilnowanie tego by dana tragedia się nie powtórzyła.W dobie rozwoju technologi nie jesteśmy w stanie pomóc rybom przezyć w ich naturalnym środowisku.To teraz tylko zaciskać zęby żeby sytuacja z śnietymi rybami się już nie powtórzyła i żeby Twoje słowa Piotrze się nie spełniły.

  • Piotr Data dodania: 5 lat temu Oceń: -1 + / -

    Rozwiń
  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    esox

    Czyli istnieje obawa,że coś się jeszcze może wydarzyć.Osobiście,jeśli chodzi o mnie to jest to bardzo dziwmne.Powinny być wzmożone kontrole stanu wód w tych regionach.

  • Piotr Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    serir

    Pawle, zwróć uwagę na fakt, ze wszystkie wypadki przyduchy i śnięcia ryb, miały miejsce w pasie wschodnim. Gdyby nanieść to na mapę, pewnie "wyszedł by" jakiś region geograficzny o wspólnych cechach (pogodowych lub innych)

  • PAWEŁ BUTKIEWICZ Data dodania: 5 lat temu Oceń: 1 + / -

    esox

    Ciekawe ile jeszcze razy usłyszymy w tym sezonie o takich przypadkach padniętych ryb.Takie okazy padają,że żal serce ściska.Oczywiście szkoda wszystkich ryb i miejmy nadzieję,że już takich przyduch nie będzie bo niedługo zabraknie ryb w naszych wodach.O ile to przyducha!!!

reklama

Nasza sonda

Czy jesteś za wprowadzeniem górnego wymiaru ochronnego?

  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania

Głosuj

wyniki

Najczęściej komentowane
Wędkarskie bestsellery